Ziemia krwi. „Specjaliści” od tematyki polsko-żydowskiej

145931443112215478326Czego o Polsce i Polakach dowiedzą się Francuzi z najnowszego wydania francuskiego magazynu historycznego „L’Histoire” i serii zamieszczonych tam artykułów reklamowanych na okładce pod wspólnym tytułem „Żydzi z Polski. Od złotego wieku do pogromów”? Ni mniej, ni więcej, tylko tego, że zaczęliśmy eksterminować naród żydowski w wieku XVII, a potem było już tylko gorzej… – pisze Tomasz Łysiak

w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

Całe szczęście, że wpadł w moje ręce marcowy numer jednego z największych francuskich pism historycznych, a mianowicie magazynu „L’Histoire”. Całe szczęście – podkreślę – gdyż tkwiłbym dalej w nieco naiwnym przekonaniu, że Polska była ofiarą II wojny światowej, a Polacy nie tylko potwornie w jej wyniku ucierpieli, utracili wolne państwo i miliony obywateli, ale jeszcze walczyli za wolność swoją, jak i innych narodów, w tym zamieszkujących tak licznie przed 1939 r. nasz kraj „starszych braci w wierze”. Dalej bym uważał, że postawy ludności cywilnej w czasie wojny były oczywiście różne i że zdarzały się wypadki haniebne – denuncjowania czy mordowania Żydów – lecz były to wyjątki, a polski naród, jako jedyny w Europie, nie poszedł na współpracę z Niemcami, nie dał się zniszczyć moralnie, stawił opór, alarmował świat o Holokauście i czynił, co się dało, by walczyć z oboma okupantami. Okazało się jednak, że się myliłem. Wystarczyło sięgnąć po francuską gazetę, by się przekonać, że narracja podsuwana Europie przez J.T. Grossa staje się powszechnie obowiązująca. Więc może i ja powinienem zrewidować swoje poglądy? Bo gdybym miał odczytać przekaz podany mi przez magazyn znad Sekwany, to musiałbym dojść do wniosku, że cała historia relacji polsko-żydowskich zmierzała tylko do jednego. Do czego? Dość dobrze wyjaśnia to już sama okładka, ze zdjęciem żydowskiego chłopca i krzyczącym tytułem: „Żydzi z Polski. Od złotego wieku do pogromów”.

Gościnna ziemia?

Temat marcowego numeru „L’Histoire” został powierzony specjalistom od tematyki polsko-żydowskiej. Co prawda Gross, najbardziej znany z racji medialnej wrzawy wokół a to skandalicznych książek, a to równie skandalicznych wypowiedzi, sam nic tu nie napisał, ale za to jego myśli zostały podchwycone i zacytowane przez innych autorów, redakcja zaś poleciła czytelnikom jego książki jako te, które mogą stać się fundamentem odpowiedniej, dobrze ukierunkowanej wiedzy.

Francuski czytelnik zaczyna lekturę od strony wprowadzającej. Mamy więc zdjęcie chłopców uczących się w żydowskiej szkole w 1924 r. (jak wynika z podpisu, w szkole państwowej nie otrzymaliby edukacji dotyczącej żydowskich wartości czy języka). Obok fotografii widnieje wielki tytuł: „Żydzi z Polski. Ziemia gościnna, ziemia krwi”. Czytamy we wstępie: „Już od XIII wieku liczni Żydzi wypędzeni z zachodniej Europy znajdowali miejsce swojego osiedlenia w Polsce, gdzie korzystali z opieki królów i szlachty. W XVIII w. kraj ten zamieszkiwała połowa Żydów z całego świata. Ale sytuacja pogarsza się wraz z rozbiorami Polski. W XIX stuleciu nadchodzi wiek pogromów. Pomimo wszystko w 1939 r. populacja Żydów wynosi 3 mln. 90 proc. z nich zostało zamordowanych podczas Shoah. Kilka tysięcy – to odpowiedzialność zaangażowanych w to Polaków. Dzisiaj w Polsce pozostało już tylko 10 tys. Żydów”.

Francuz zaciekawiony tym, dlaczego „ziemia”, która była prawdziwym azylem, stała się nagle „ziemią krwi”, zaczyna lekturę.

Na początek w historię Żydów na ziemiach polskich wprowadza go prof. Antony Polonsky, rysując ciekawe dzieje ludu wybranego, który właśnie w Polsce odnalazł swoją prawdziwą „ziemię obiecaną”, trwale wpisując się w kulturowy krajobraz państwa „Polin” (jak Żydzi nazywali Rzeczpospolitą). Te dzieje to z jednej strony kwestie oficjalnego istnienia żydowskiej mniejszości w Polsce, a więc także przywileje, takie jak ten (kaliski – red.) Bolesława Pobożnego z 1264 r., a z drugiej sprawy związane z kulturowym współistnieniem dwóch odrębnych światów: polskiego i żydowskiego. Złoty wiek jest także złotym czasem dla wyznawców judaizmu. Ale już w połowie wieku XVII przychodzą pierwsze tragedie. „Pod koniec XVI wieku, na ok. 8 mln mieszkańców królestwa obu narodów – czytamy w tekście – można było doliczyć się ok. 100 tys. Żydów. Wielkość populacji spadła wraz z powstaniem kozackim Chmielnickiego, które zaczęło się w 1648 r. i które, trwając prawie 10 lat, przyniosło prawie 14 tys. ofiar żydowskich, do których należy dodać te z okresu inwazji szwedzkiej (1655–1660) i moskiewskiej (1654–1667). Wielka liczba Żydów była więc zmuszona do ucieczki albo została uwięziona i uprowadzona przez Tatarów. Jednocześnie całkowita populacja królestwa spadła z 11 do 7 mln”. Konia z rzędem temu Francuzowi, który czytając ów tekst, będzie w stanie zrozumieć zawiłości wydarzeń z tamtego okresu. Wrażenie pozostaje jedno – w trakcie wojen z połowy wieku XVII w Polsce dochodziło już do masakr na wielką skalę… Podobnie zresztą rzecz wygląda z owym dziewiętnastowiecznym „czasem pogromów”. Polonsky opisuje oczywiście fakt utraty niepodległości, wyraźnie zaznacza kwestię podziału terytorium Polski między zaborców, ale gdy dochodzi do wydarzeń z końca XIX wieku, znowu pisze enigmatycznie i niekonkretnie. Tak, jakby chodziło o sprawienie wrażenia, że Żydzi „kłuli w oczy” swoim bogactwem, toteż niejako z zadawnionej zawiści, z owego już ugruntowanego antysemityzmu (bo przecież obwiniano ich za epidemie dżumy, bo zarzucano im kontakty z siłami nieczystymi poprzez kabałę, bo podejrzewano, że do rytualnych posiłków używają krwi niemowląt chrześcijańskich) wybuchały tu i ówdzie, całymi seriami, pogromy. Niestety, dokładniejszego ich opisu nie ma. A tymczasem w imperium moskiewskim doszło w istocie do całych fal pogromów (pierwsza 1881–1884, druga 1903–1906), których początek brał się z reakcji rosyjskich władz na zamach na cara w 1881 r. Dotykały one wielu miast i miasteczek na terytorium rosyjskim, zanotowano je w m.in. Jelizawietgardzie, Bałcie i Kijowie. Także w Warszawie, gdzie wybuchły antyżydowskie zamieszki, zginęły dwie osoby. Wówczas polska inteligencja, wstrząśnięta tymi wydarzeniami, przeprowadziła liczne zbiórki pieniężne na rzecz poszkodowanych. Helena Modrzejewska przekazała dochód z przedstawień krakowskich, a polska Resursa Obywatelska chciała nawet tworzyć specjalną milicję, która dbałaby o bezpieczeństwo sąsiadów pochodzenia żydowskiego. Władze carskie odrzucały wszelkie takie projekty. Cała polska elita, na czele z największymi nazwiskami epoki, m.in. Bolesławem Prusem, wyraźnie oraz stanowczo potępiała i odcinała się od jakichkolwiek antyżydowskich nastrojów. Jednak o tym wszystkim w „L’Histoire” – cicho.

Cicho też o wydarzeniach z lat 1903–1906. Być może dlatego, że mniej ciekawe byłoby opisywanie masakr dokonywanych po prostu i bezpośrednio przez władzę carską. W Kiszyniowe czy Odessie. Albo w Białymstoku, gdzie do Żydów strzelało wojsko rosyjskie.

Rozwiązanie problemu żydowskiego

Najciekawiej jednak przedstawia się dla czytelnika francuskiego los Żydów w Polsce w wieku XX. Tu głos zabiera autor słynnego „JUDENJAGD. Polowanie na Żydów 1942–1945. Studium dziejów pewnego powiatu” prof. Jan Grabowski, który w tekście pt. „Śledztwo w sprawie antysemityzmu” zaczyna od razu mocno: „W 1918 r., po odrodzeniu państwa polskiego, »rozwiązanie problemu żydowskiego« staje się jedną z priorytetowych spraw dla władz”. I przechodzi do postaci Romana Dmowskiego oraz jego wypowiedzi w trakcie negocjacji związanych z „małym traktatem wersalskim”, a dotyczących wielkości populacji żydowskiej w Polsce. Ta rzeczywistość polskiej niepodległości to także śmierć prezydenta Gabriela Narutowicza, która była wynikiem potwornych antyżydowskich nastrojów. Czytelnik z jednej strony przeczyta słówko ks. Kazimierza Lutosławskiego („Jak śmieli Żydzi narzucić Polsce swego prezydenta?”), z drugiej popatrzy na zamieszczony obok plakat z wielką miotłą i czerwonym napisem „Żydzi do ghetta!”, z trzeciej zobaczy odpowiedni cytat z Nowaczyńskiego i już rozumie, jaka ta Polska przed wojną była. Przyznam, że i ja sądziłem do tej pory, że po 1918 r. nasze władze miały inne „priorytetowe sprawy” na głowie (jak obrona państwa przed bolszewikami czy odbudowa całego kraju), ale okazuje się znowu, że się myliłem – priorytetem było „rozwiązanie kwestii żydowskiej”! Jakże człowiek czasem błądzi! A przecież mogłem w głowie ułożyć sobie taką opowieść o Polsce – gdzie tylko miotła, pogromy, gdzie numerus clausus i numerus nullus, gdzie „getta ławkowe” i straszny antysemityzm. Czy chciałbym rzec, że w Polsce go przed wojną nie było? A jakże – był, lecz czy rzeczywiście był tak dominujący w polskim życiu społecznym i publicznym?

„Ludobójstwo pod okiem Polaków”

I teraz dochodzimy w tej narracji do wybuchu wojny. Już wiemy, już jesteśmy przygotowani na to, jaką rolę mają spełnić Polacy. Wynika to jasno z opisywanego toku wydarzeń (od „ziemi obiecanej” do „ziemi krwi”). Grabowski wprowadza temat inwazji niemieckiej i od razu determinuje nasz udział w wydarzeniach związanych z „polityką represji” prowadzoną przez okupanta: „Według optyki niemieckiej ludność miejscowa miała także swoją rolę do odegrania”. A potem się zaczyna. Oto dowiemy się o utworzeniu getta i o roli polskiej „granatowej policji”, która wspierała Niemców w dziele wielkiego mordowania. Francuski czytelnik przeczyta, że „Polacy nie pozostali obojętni” wobec represji, a nawet dostanie wzmiankę o Janie Karskim, tyle że mówi ona tylko o tym, iż w lutym 1940 r. „kurier Ruchu Oporu Jan Karski udał się do Francji, aby poinformować polski rząd o sytuacji społeczeństwa polskiego pod okupacją”. Ale słowem już autor nie wspomni o tym, że Karski przedostawał się za mury getta, by zdobyć wiedzę o tym, co się tam dzieje, oraz że jednym z najważniejszych celów jego misji było poinformowanie świata o tragedii tysięcy Żydów eksterminowanych przez Niemców. Jak widać więc, i w tej mierze ja sam miałem jakieś błędne informacje o Karskim. Moja wiedza o tym, że był jakiś Pilecki przedostający się do Auschwitz, też jest chyba niepoprawna – o Pileckim, jak można się domyślić, ani pół słówka w całym wielkim materiale. Chyba powodem nie jest fakt, kto później w „wolnej” Polsce był jego katem, ani też kto w ubeckich katowniach mordował patriotów? Być może ta część prawdy, o jaką walczą politycznie poprawni demiurgowie opinii, nie jest wystarczająco „prawdziwa”? Całe szczęście, że mogę się dokształcić, jak ten Francuz przechadzający się po Montmartre, i dowiedzieć, jak to było „w Polsce” w czasach okupacji. A trzeba dodać, że choć w tekście padają wyjaśnienia o inwazji niemieckiej i sowieckiej, to jednak zdjęcia pokazujące trupy pomordowanych Żydów są „geograficznie” sytuowane „w Polsce”. Dowiedziałem się również z tekstu pana Grabowskiego, że Polacy w czasie wojny zajmowali się przede wszystkim rabowaniem „mienia pożydowskiego” i denuncjowaniem Żydów. Na szczęście jest tu gdzieś przemycona informacja, że 6 tys. Polaków zostało odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Ale już za chwilę kolejny śródtytuł odziera ze złudzeń – „Ludobójstwo pod okiem Polaków”. Dobrze się to czyta, bardzo dobrze, szczególnie że obok wmontowano fragmencik z przedwojennej broszury Narodowej Demokracji zatytułowanej „Odżydzanie naszego kraju”.

Kolejnym akapitem profesor raportuje:
„W 1942 r., od 200 tys. do 250 tys. Żydów usiłowało uciec z likwidowanych gett i żyć »po aryjskiej stronie«, pomiędzy Polakami. Tylko 35 tys. przeżyło. Relacje między Żydami i Polakami zostały więc poddane egzaminowi najtrudniejszemu z możliwych, temu, w którym gra toczyła się o życie i śmierć. I tak właśnie dziesiątki tysięcy uciekających Żydów napotykały wrogi i często śmiertelnie groźny świat. »Polowanie na Żydów« przez Polaków trwało aż do końca okupacji niemieckiej”.

Zatrzymałem się nad tym właśnie fragmentem, bo w pewnej mierze jest on modelowy – pokazuje, w jaki sposób odpowiednio budowanymi zdaniami, atmosferą, niedomówieniami przemieszanymi z sugestiami, wyrazistymi sformułowaniami okraszanymi odpowiednio dobranym faktem czy liczbą robiącą wrażenie, można budować perfekcyjną narrację propagandową.

Tekst kończy się jeszcze uderzeniem we współczesność, przywołaniem obecnego antysemityzmu polskiego. Ma się on objawiać m.in. tym, że w Polsce nie ma „żadnego muzeum Shoah”, nie ma „żadnego dzieła – syntezy historycznej na temat Holocaustu”, a na polskich Uniwersytetach nie ma „żadnej katedry zajmującej się badaniami nad historią Shoah”. Napisał to prof. Jan Grabowski, pracownik… Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk.

***

Żałuję, że nie mogę streścić tu wszystkich informacji o polskim antysemityzmie, jakie znajdują się w tym bogato ilustrowanym i pieczołowicie przygotowanym numerze „L’Histoire”. Nadmienię tylko, że czytelnik odnajdzie tam także dzieje naszej wojennej i powojennej nienawiści do Żydów, przeczyta i o Jedwabnem („takich Jedwabnych były dziesiątki”), i o Kielcach, i o 1968 r., i o filmie „Ida”, który ma ponoć doskonale opisywać stosunki na ziemiach polskich po 1945 r. A nawet, a jakże, jest odniesienie do współczesności. W tekście Audrey Kichelewski poczytamy o Prawie i Sprawiedliwości, o rządach kato-prawicy narodowej, o Trybunale Konstytucyjnym czy wreszcie o wypowiedzi Pawła Kukiza o „żydowskich bankierach”. Lekturę kończy się, patrząc na zdjęcie żydowskich nagrobków sprofanowanych w Małogoszczy w 2013 r., na których krzyczą czarne litery: „Jude won” i rzuca się w oczy dobrze wkomponowana, malowana sprayem swastyka – ani chybi symbol polskiego stosunku do Żydów.

http://niezalezna.pl/78326-ziemia-krwi-specjalisci-od-tematyki-polsko-zydowskiej

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Antypropaganda i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.