Jadwiga Klimkowicz poleca!

teatr maski Dotychczas informowałam i opisywałam wydarzenia, które już się odbyły, tym razem jednak pragnę zaprosić na wyjątkowe wydarzenie do miejsca, które pierwszy raz poznałam podczas surowej zimy w ciemnościach i śnieżnych zaspach. Krążąc po okolicy w nocy podczas śnieżnej zamieci z mgły wyłonił się mur, a późnej kościelna wieża.

Na szczęście z doskonałym kierowcą, który świetnie radził sobie w trudnych warunkach atmosferycznych, postanowiliśmy wyjść na chwilkę i tam odkryliśmy następną ze wspaniałych wielkich historii naszego kraju. Zachęcam i Państwa do jej poznania. Już 27 sierpnia 2017 roku odbędzie się jubileusz 300-lecia KONSEKRACJI KOŚCIOŁA KLASZTORNEGO SIÓSTR NORBERTANEK W IMBRAMOWICACH. Cieszę się niezwykle iż i ja mogę przyczynić się do powstania tego wydarzenia przy wsparciu znakomitych krakowskich artystów – Piotra Piechy oraz Marty Grabysz, która podczas niedzielnej mszy 20 sierpnia zapoznała nas z historią kościoła . Jak już wspomniałam jest to miejsce niezwykłe obrosłe w historię, a charyzma którą obdarzone są siostry norbertanki stała się i dla mnie natchnieniem. Siostry pomimo iż rozmawiać mogą tylko z poza krat klasztornych przez co ich spotkanie ze światem zewnętrznym jest utrudnione, dbają o historię i kulturę miejsca w którym przyszło im żyć. Pragnę i Państwa zachęcić do przeczytania Kroniki Klasztoru Sióstr Norbertanek w Imbramowicach, w której historię tego niezwykłego miejsca w ciekawy sposób opisał ksiądz Waldemar W. Żurek- KUL. Książkę napewno zakupić można w samym klasztorze – z czystym sumieniem polecam! Mnie jednak najbardziej zainteresowała postać samej Zofii Grothówny o której min. powstała z okazji obchodów krótka teatralna etiuda. Chciałabym zatem i Państwu przybliżyć tę postać w doskonale opracowanym materiale przez dr. Beatę Skrzydlewską , adiunkta w Katedrze Muzeologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) w Warszawie.
A ja tymczasem raz jeszcze zapraszam na poczęstunek jak zwykle pysznym chlebem z „Piekarni Mojego Taty ‚”, smakołykami z klasztornej kuchni, do zwiedzania, oraz obejrzenia ciekawie przygotowanego programu z okazji jubileuszu. Czekają też niespodzianki przygotowane przez Teatr im.Juliusza Słowackiego i Muzeum Historyczne Miasta Krakowa. Zapraszam również do modlitwy. A poniższy cytat niech do Imbramowic zaprowadzi wszystkich tych, którzy z modlitwą są za pan brat i tych którzy jeszcze jej znaczenia nie znają.

„Modlić się to iść ku Bogu, który idzie ku nam.
„Michel Quoist

zjecie M.GRABYSZ KOŚCIÓŁ IMBRAMOWICE 20 SIER.2017

 

http://www.imbramowice.norbertanki.org/

 

Dr Beata Skrzydlewska
UKSW Katedra Muzeologii (Warszawa)

Osoba i dzieło Zofii Grothównej – ksieni klasztoru Sióstr Norbertanek w Imbramowicach

Stan badań nad życiem i dziełem Zofii Grothówny

Badania nad historią życia i działalnością ksieni Zofii Grothówny odsłaniają przed nami nie tylko wybitną postać, niezłomny, sumienny charakter osoby pobożnej, ale przede wszystkim zwracają uwagę na wielki i owocny trud pracy, który przekracza znacząco ramy życia codziennego. Wiedza na jej temat może przyczynić się do odrzucenia wielu krzywdzących stereotypów dotyczących życia zakonnego w klasztorach klauzurowych w poszczególnych rejonach Rzeczypospolitej. Jej dziełem okazuje się być nie tylko odbudowany kościół i klasztor, ale także działalność edukacyjna, wychowawcza i artystyczna. Ksieni wprowadzała w życie zakonne znamiona wysokiej kultury, w której nie brakowało doskonałych dzieł sztuk plastycznych, pisarskich, muzycznych, jednak przede wszystkim dbała o podtrzymanie ducha gorliwej pobożności. W swoim pracowitym życiu nawiązywała wiele relacji z osobami, które dla historii naszego kraju i Kościoła znaczą bardzo wiele. Prezentowana rozważania poświęcone będą bogatej i szerokiej działalności Zofii Grothówny, czternastej z kolei ksieni klasztoru imbramowickiego w latach 1703-1741, której działalność dostrzegalna jest na wielu płaszczyznach i bez wątpienia zasługuje na badania naukowe. Głównym źródłem informacji na temat jej życia i działalności są Kroniki klasztorne a także listy pisane do ksieni przez księdza Dominika Lochmana wieloletniego komisarza klasztoru w Imbramowicach[1].

Dziwić może brak w literaturze fachowej, poświeconej historii zakonów XVIII wieku w Polsce, opracowań naukowych poświęconych Zofii Grothównie, zwłaszcza że jak wynika z zachowanych źródeł podejmowała ona z powodzeniem decyzje rozstrzygające o dalszym życiu klasztoru, a zakres prac które zapoczątkowała wytyczył nowe pola dla jego działalności. Z ważniejszych dokonań podejmowanych przez Grothównę wymienić należy prowadzenie kroniki klasztornej, którą spisywała własnoręcznie od 1703 (do tego momentu nie było stałego przeglądu wydarzeń konwentu), pod koniec 1721 roku przekazała to zadanie siostrze Annie Postupalskiej, zarządziła także przepisanie, uzupełnienie i kontynuowanie (prowadzonej od 1555 r.) Księgi Profesji i zgonów[2]. Siostry norbertanki zajmowały się wychowaniem i nauczaniem córek największych dostojników, dbały również o to, by kształcić i wychowywać panny z rodzin ubogich, czuwała więc Grothówna także nad działalnością edukacyjną.

Jednak najtrudniejszym zadaniem, z którym przyszło się zmierzyć ksieni, była odbudowa kościoła i klasztoru po wielkim pożarze, który nastąpił 28 lipca 1710 roku. Przedsięwzięcie to wymagało ogromnych nakładów finansowych, pozyskiwała więc ksieni fundatorów, dobroczyńców, ale także najlepszych artystów, którzy odtąd pracowali dla Imbramowic: Kacpra Bażankę, Antoniego Frączkiewicza czy Wilhelma Włocha.

Pomimo tak wielu zasług postać Zofii Grothówny nie doczekała się dotąd osobnego opracowania. Przy okazji studiów poświęconych różnym zagadnieniom, jej postać przywoływana jest wielokrotnie, ale odrębnej publikacji omawiającej wyłącznie osobę Zofii dotąd nie przygotowano. Postać tę wspominają historycy, jakby przy okazji, omawiając różne zagadnienia poświęcone klasztorowi imbramowickiemu. Najwięcej badaczy kieruje swoją uwagę na kwestie związane z wielkim pożarem i odbudową klasztoru i przy tej sposobności osoba ksieni jest wymieniana. Przykładem tego jest wydana w 1926 r. publikacja autorstwa Magdaleny Sebald z okazji obchodów siedemsetlecia klasztoru – Siedemsetletnie (r. 1226-1926) dzieje klasztoru PP. Norbertanek w Imbramowicach, czy napisany przez znakomitą historyk sztuki, pełniącą przez wiele lat funkcję wojewódzkiego konserwatora zabytków w Krakowie, znającą dogłębnie problemy konwentu imbramowickiego, Hannę Pieńkowską. Napisany przez nią artykuł p.t. Fabryka kościoła i klasztoru SS. Norbertanek w Imbramowicach wydany został tuż po śmierci autorki w 1977 roku[3].

Od 1998 roku na prośbę ówczesnej ksieni Antoni Ireny Zaczyńskiej, pracownicy i współpracownicy Ośrodka Archiwów Bibliotek i Muzeów Kościelnych rozpoczęli prace badawcze poświęcone historii klasztoru. Efektem tych badań był m. in. artykuł Beaty Skrzydlewskiej Zakon norbertanek w Imbramowicach i jego działalność na rzecz ochrony dóbr kultury w latach 1703-1999 na kartach, którego przewija się postać Zofii Grothówny[4]. Zofia Grothówna, o czym już powyżej wspomniano zatrudniała do pracy przy odbudowie klasztoru wielu artystów, w tym słynnego Kacpra Bażanka. Olgierd Zagórowski opisując życie i działalność tego architekta, przypomina o okolicznościach sprowadzenia go do Imbramowic[5]. Postać ksieni wielokrotnie przewija się na stronach książki Andrzeja Sobola p.t. Kultura klasztoru ss. Norbertanek w Imbramowicach, a także w napisanej przez księdza doktora Józefa Zdanowskiego wieloletniego kapelana w klasztoru w Imbramowicach, nie wydrukowanej pracy, p.t. Klasztor i kościół SS. Norbertanek w Imbramowicach, poświęca rozdział Rządy ksieni Zofii Grothówny w klasztorze imbramowicki[6]. Czasy, w których przyszło żyć i działać Zofii Grothównie to lata powolnego schyłku Rzeczypospolitej, powolnej ruiny gospodarczej i politycznej kraju, co odbiło się także na życiu klasztornym w Imbramowicach i determinowało decyzje podejmowane przez ksieni. Wspominają o tym w swoich artykułach Dariusz Milewski Rzeczpospolita w czasie wielkiej wojny północnej i Waldemar Żurek, Historia klasztoru sióstr norbertanek w Imbramowicach[7]. Zakres aktywności Grothówny był niezmiernie szeroki, toteż przy omawianiu wielu szczegółowych zagadnień związanych z życiem klasztornym w I poł. XVIII wieku w Imbramowicach jej postać jest zawsze uwzględniana. I tak przy okazji analizy kronik klasztornych przypominają jej postać: Beata Skrzydlewska w artykule Kroniki imbramowickie jako źródło wiedzy o wielopłaszczyznowej działalności zakonu norbertanek w Imbramowicach czy Cecylia Galilej Historia domowa klasztoru imbramowskiego – kształt stylistyczno-językowy tekstu[8], zaś przy omawianiu zagadnień edukacyjnych Maria Dębowska w opracowaniu Kształcenie dziewcząt w klasztorze[9]. Jak zauważono na wstępie postać wielce zasłużona dla Imbramowic, o czym mam nadzieję przekonać się będzie można w dalszej części artykułu, wpisująca się trwale w karty historii klasztoru zasługuje na odrębne opracowanie.

Pierwsze lata życia i początki działalności

Gdzie urodziła się Zofia Grothówna tego nie wiemy, przypuszczać można, że pochodziła z Przyłęka lub Kazimierzy Wielkiej, ale są to wyłącznie hipotezy. O wczesnych latach życia przyszłej ksieni wiemy niewiele, poza faktem, że rodzicami jej byli Aleksander Groth herbu Rawicz i Katarzyna Kozubska. Dokładnej daty urodzin przyszłej ksieni klasztoru imbramowickiego także nie znamy. Zapewne głęboka religijność wyniesiona z domu rodzinnego skłoniła dzieci Grothów do obrania drogi zakonnej. Jeden z synów Zygmunt wstąpił do klasztoru paulinów na Jasnej Górze, zaś córki Marianna Aniela i Katarzyna Prudencja – do bernardynek w Krakowie. Zofia również wybrała drogę zakonną wstępując do norbertanek. Nowicjat w klasztorze w Imbramowicach rozpoczęła w 1691 roku[10].

Dzięki prowadzonej w konwencie Księdze profesji i zgonów i Kronice klasztornej, poznajemy bliżej historię jej życia a ważne wydarzenia możemy przyporządkować do konkretnych dat[11].

Habit przyjęła Zofia w 1691 roku, zaś śluby zakonne złożyła trzy lata później w roku 1694. Tak o wydarzeniach tych napisano w Księdze profesji: „Roku Pańskiego 1691, 10 czerwca w samo święto Panny Przenajświętszej obleczona w habit zakonny Norberta S. Jegomości księdza Augustyna Wolskiego kanonik katedralnego kamienieckiego Zakonu Grobu Jerozolimskiego.” Dalej czytamy „Wielmożna Jejmość Panna Zofia Grothówna, taż śluby zakonne Oblubieńcowi swemu przy ołtarzu poprzysięgła Roku Pańskiego 1694 dnia 12 sierpnia na rękach Jegomości wzwyż pomienianego”[12]. Takie były początki pobytu w zakonie Grothówny, wypełnione zapewne modlitwą i pracą na rzecz klasztoru.

Duże zmiany w jej życiu miały dopiero nadejść. Zupełnie niespodziewanie, ksieni Krystyna Oraczewska, sprawująca tę godność od 1688 r., ze względu na zły stan zdrowia zwróciła się z prośbą, do księdza Dominika Lochmana, komisarza klasztoru i archiprezbitera krakowskiego o przyjęcie rezygnacji z urzędu[13]. Nie pomogły perswazje kanonika i „płaczliwe sióstr prośby i do nóg upadania”, Oraczewska swą decyzję podtrzymała, prośbę przedstawiła biskupowi Kazimierzowi Łubieńskiemu, który jako administrator biskupstwa krakowskiego przyjął jej rezygnację[14].

Klasztor stanął przed koniecznością powołania na urząd następczyni, którą została właśnie Zofia Grothówna. Wyboru dokonano dnia 7 sierpnia 1703 roku w obecności księży Dominka Lochmana, archiprezbitera krakowskiego i komisarza klasztoru, oraz księdza Marcina Węgrzynowicza kanonika krakowskiego [15].

Do wydarzenia tego Zofia Grothówna wraca pamięcią we własnoręcznie przez siebie spisywanej kronice klasztornej:

„[…] odprawiwszy wotywę o Duchu Świętym, zadzwoniono po panny siostry i w refektarzu zasiadszy, ichmosciowie księża komisarze uczynieli przemowę i komisyją od jaśnie wielmożnego imć księdza administratora, na elekcję nowej ksieni produkowali, a po tym gdy wszystkie panny siostry na wstęp wyszły, po jednej wołano i każda z osobna swoje wotum na nową ksienią dawała…ichmościowie księża komisarze, porachowawszy kreski…a na mnie niegodną najwięcej kresek było, ogłoszono mnie ksienią, co ja usłyszawszy niespodziewaną rzecz a zalterowana, padłam z płaczem przed komisarzami, prosząc, aby mnie uwolnieli, wymawiając się niesposobnością i niegodnością [moją dla] dla tego urzędu, ale zaraz kazano mi, pod posłuszeństwem świętym, wstać i sięść na przełożeńskiem miejscu dając mi Statuta i Regułę Zakonną, abym według nich urząd ten sprawowała, także klucze od furty i insze oddano mi należytości…Potym zaczęli prałaci Te Deum Laudamus. Po skończeniu tedy poszłam na miejsce przełożeńskie i tam wszystkie panny siostry, przy obłapianiu, oddawały mi posłuszeństwo. Jedna tylko nie przyszła do oddania posłuszeństwa, co postrzegłszy ichmościowie księża dyssymulowali, ale potym ciężkie karanie na nię włożeli, póki by się beła nie upkorzeła, które karanie pełniła i aż w kilka dni reflektując się, przyszła z przeprosinami….”[16].

Czytając powyższy tekst odnosi się wrażenie, że Zofia żywiła duże obawy wobec funkcji, którą nieoczekiwanie przyszło jej pełnić. Od pierwszych dni sprawowania urzędu Grothównie bezustannie towarzyszyła świadomość, że oprócz obowiązków związanych z życiem religijnym spoczywa na niej trud administrowania majątkiem zakonnym. Troskę budziły dobra klasztorne będące w opłakanym stanie – zrujnowane budynki, brak oszczędności niewielkie zapasy jedzenia. Co prawda oparciem dla ksieni był podstarości, któremu pomagali dwaj pisarze. Grothównę wspomagali także wójtowie, jednak wszelkie poważne rozstrzygnięcia uwarunkowane były od jej orzeczeń. Oto, czym przyszło jej administrować:

„Odebrałam tedy to przełożeństwo w dzień świętego Kajetana, który na samej Opatrzności Boskiej, swój zakon fundował, alem ani ja jednego szeląga przy tym przełożeństwie nie odebrała, w spiżarni także ani kasze, ani mąki, masła, słoniny, ani żadny rzeczy nie było nic, tak z prowiantu jako i sprzętu domowego. […] W samej tylko prowidencyi Boskiej pokładam nadzieję. Budynki zaś takie: na całym klasztorze dach wszytek prawie zły i zrzeszały, mury około klasztora obleciały, browar z grontu spustoszały, folwarki, stodoły, spiklerze prawie wszędy złe i zrujnowane…”[17].

Skomplikowaną i wymagającą rozwiązania kwestię, stanowiły długi zaciągnięte przez klasztor. Spisane w osobnym rejestrze opiewały na jedenaście tysięcy sześćset osiemdziesiąt pięć złotych polskich i osiemnaście groszy. Grothówna spłacała regularnie pieniądze pożyczone jeszcze przed przejęciem przez nią funkcji, o czy wspomina w kronice: „Zapłaciłam dług imć panu Bemowi, którym przy objęciu przełożeństwa mego zastała za różne korzenia, co dawnemi laty brali na konwent, a nie upłacali, złotych 1888.27” jednak, aby utrzymać klasztor zmuszona była zaciągać kolejne zobowiązania. Nakładów finansowych wymagały jeszcze kwestie dotyczące remontów i bieżących napraw kościoła i budynków klasztornych[18].

W wigilię Bożego Narodzenia 1708 roku, Zofia Grothówna, podsumowując kolejny rok swojej pracy, w kronice wyliczała przedsięwzięcia, które udało się jej zrealizować: naprawa murów okalających klasztor, przykrycie gontami pustek klasztornych, uzupełnienie brakujących okien w klasztorze, budynkach gospodarczych oraz w ambicie kościelnym. I chociaż archiprezbiter krakowski Dominik Lochman wspomagał klasztor finansowo, powyższe realizacje dotyczyły tylko małej części potrzeb[19].

Pożar klasztoru i jego odbudowa

Pierwsza połowa wieku XVIII była czasem politycznie trudnym dla całej Rzeczypospolitej znajdującej się pod panowaniem królów Stanisława Leszczyńskiego i Augusta II. Regularne przemarsze wojsk idących przez Imbramowice doprowadziły do dewastacji dóbr klasztornych głodu i chorób poddanych[20]. Nadużyć dopuszczały się chorągwie Potockiego, pułkownika Śmigielskiego oraz Rybieńskiego, rabowały one bydło i zboże, za każdym razem żądając pieniędzy. Ponadto opłaty narzucone przez Szwedów w 1703 i w 1704 r., czy kontrybucje saskie rujnowały klasztor. Dnia 30 grudnia 1704 roku wojska saskie nałożyły kontrybucje na dobra klasztorne w takiej kwocie, że Grothówna zmuszona była oddawać ostatki sreber kościelnych[21]. Czasami przy pomocy komisarza księdza Lochmana udawało się zwolnić od „kwaterunków”, czy wydawania żywności chorągwiom.

Klasztor nawiedzały regularnie różne inne nieszczęścia, w tym dokuczliwe ulewy a nawet powodzie, które powodowały zniszczenia budynków gospodarczych. Zdarzały się pożary, takie jak ten, który wybuchł 2 lipca 1709 roku – spłonęły wówczas gonty dachu klasztornego[22].

Największy dramat, z którym przyszło się zmierzyć Grothównie nastąpił dnia 28 lipca 1710 roku, o godzinie jedenastej w nocy. Tak o tym wydarzeniu pisała w kronice:

„Dopuścił Pan Bóg niewymowne utrapienie za ciężkie grzechy moje[…]kiedy […] o godzinie jedenasty zajął się straszny ogień w klasztorze naszym [… ] a dziewki kuchenne poszły na siano spać i ogień zapuściły a nad tą izbą pował tylko była z tarcic bez ziemie która łatwo przegorzała a potym do góry ogień uderzył i ochłonął wszystkie dachy klasztorne i kościelne bo i ten korytarz był stary drewniany jeszcze od fundacji założonej[…] Wypisać niepodobna ciężkiego żalu mego kiedym widziała nie tylko kościół z klasztorem spalony ale też i siostry w koszulach tylko, drugie z nogami połamanemi […] W kościele wielki chór nie był zasklepiony tylko podsiebitka z tarcic malowanych ale na tym chórze było sklepienie staroświeckie, ale tam organy były wypuszczone w kościół, kalkownia zaś na tyle niesklepiona, do której gdy ogień doszedł zgorzały zaraz i organy a z nich wielki ołtarz zajął się nie tylko w wielkim chórze ale i w małym tak wszystko ogień pożarł że najmniejszego kawałka ani znaku nie zostało z ołtarzów, organ, ambony, ławek, ani żadnej rzeczy, na chórze także naszym wszystko zgorzało, w klasztorze na górze z celami drewnianemi jeden korytarz i sala zgorzała, nawet i do tych cel co były sklepione drzwi i podłogi po korytarzach wygorzały. Pannom siostrom futra, habity, chusty i inne rzeczy, co w skrzyniach miały na Sali wszystko w popiół się obróciło. Na dole refektarz i izba wielka z izbą kuchenną zgorzała. Aparaty kościelne, co przedniejsze zgorzały z krzynią wielką na korytarzu, zakrystia na dole w kościele zgorzała, ale tam tylko trochę podlejszych aparatów było inne zaś ornaty co w klasztorze w szafie wisiały to się wyratowały, ale niektóre popalone i okopcone. Ten ogień obrócił się na księży budynek murowany, na którym wszystek wierzch zgorzał i z powałami. Po tym zajena się dzwonnica, która była wysoka, drewniana na podmurowaniu ta zgorzała i z dwiema dzwonami, a lubo wielka szkoda jest w rzeczach ogorzałych, ale nierówną kładziemy na szkodę przesz ludzi bardzi kradnących nieżeli ratujących”[23].

Zniszczenia były niemal całkowite. Z pożaru uratowano tylko część domu klasztornego, murowany budynek mieszkalny dla księży (dach i powały spłonęły), spichlerz, stary drewniany budynek i stodoły, spłonął cały kościół, po którym pozostały tylko szczątki murów, zaś z dzwonnicy tylko podmurówka[24]. Od tej chwili, niemal do końca swojego życia ksieni Grothówna będzie czuwała nad odbudową kościoła i klasztoru, a także zabiegała o ich wyposażenie i odpowiedni wystrój.

Dzięki wsparciu finansowemu wielu osób, miedzy innymi biskupa Łubieńskiego, księdza Lochman i zaprzyjaźnionych rodzin ziemiańskich, wykorzystując również wrodzone wyczucie piękna, do odbudowy i wystroju budynków zaangażowała najlepszych artystów.

Pozyskała, prawdopodobnie przy wsparciu księdza Dominika Lochmana, Kacpra Bażankę, jednego z największych polskich architektów doby baroku, który czuwając nad budową kościoła i klasztoru odwiedzał Imbramowice wielokrotnie, aż do czasu nagłej śmierci w 1726 roku[25]. Grothówna bez wątpienia zdawała sobie sprawę z talentu Bażanki, ponieważ w kronice pod datą 1 lutego 1711 roku tak zanotowała: „Zaciągnęłam sławnego architekta, imć pana Barzankę, który wydał abrys na murowanie kościoła i klasztoru, któremu dałam zadatku talerów bitych 40”[26].

Rzeźby ołtarzowe, stalle do chóru zakonnego zaprojektowane przez Bażankę, pochodziły najprawdopodobniej z warsztatu Antoniego Frączkiewicza, któremu przypisuje się także wiele dzieł wykonywanych dla kościołów Krakowa[27].

Równie dużym talentem wykazał się malarz Wilhelm Włoch. Grothówna po raz pierwszy wspomina o nim w kronice pod datą 3 maja 1716 roku: „Stargowałam malarza, pana Wilelma z Krakowa do malowania obrazu na wielki ołtarz za złotych 800 i z pobocznemi obrazami”[28]. Dekorował refektarz, wykonał polichromię kościoła, malował niektóre z obrazów ołtarzowych. Przy pracy pomagała mu córka, która początkowo malowała m. in. odrzwia cel zakonnych. Po jego śmierci finalizowała nieukończone przez ojca prace, m.in. obraz św. Norberta w ołtarzu i wykonała, już całkiem samodzielnie obrazy do stall zakonnych[29].

Opisane tutaj działania realizowane były dzięki odwadze i wytrwałości Zofii Grothówny, a stanowiły tylko jedno z mnóstwa podejmowanych przez nią działań. Przedsięwzięcia te zasługują na pamięć tym bardziej, że czasy, w którym przyszło żyć mieszkankom klasztoru to lata panowania Augusta II, lata politycznie niespokojne.

Czuwanie nad odbudową wiązało się także ze sprawami, wydawałoby się, zupełnie przyziemnymi. Konieczne było zapewnienie robotnikom i artystom noclegów, wyżywienia, a także otoczenia opieką osób, które ulegały podczas pracy przy budowie wypadkom, co zdarzało się to kilkukrotnie. Wspomina o tym ksieni w kronice, np. dnia 20 września 1715 roku „Piotr, cieśla magister, zakładając wiązanie nad zakrystyją, nieostrożnie na rosztowanie stąpiwszy spadł na dół i nogę załamał bardzo i sam się potłukł, pokaliczeł, tak że w mdłości leżał…A tymczasem po jego żonę do Krakowa posłałam…”[30].

Bywało i tak, że nie zawsze udało się uratować poszkodowanych, a Grothówna czuła się zobowiązana wyprawić pogrzeb. Dnia 28 lipca 1714 roku, zapisała w kronice: „Stał się nieszczęśliwy kazus, kiedy rusztowanie przez wykręcenie się stempla już dokańczając gzebsu [gzymsu] kościelnego między bramami, zawaleło się i najstarszego mularza, Niemca, który był palierem, na śmierć zabieło, drugiego mularza i pomocnika poranieł bardzo, tak że się już na śmierć dysponowali. Tego już zabitego wzięli i u fary nazajutrz pogrzeb przystojny, zaprosiwszy kilku księży, sprawiełam klasztornym kosztem…Do tych zaś poranionych zaciągnęłam cerulika z Krakowa i tak, za łaską Pana Boga wygojeli się, że żaden nie umarł”[31].

Inne płaszczyzny działalności ksieni Grothównej

Prace związane z odbudową kościoła i klasztoru wysuwały się na pierwszy plan aktywności ksieni, jednak Grothówna zajmowała się jednocześnie wieloma innymi kwestiami.

To dzięki niej zaczęto prowadzić w 1703 roku kronikę klasztorną[32]. Przez wiele lat spisywała ją własnoręcznie, jednak pod koniec 1721 roku przekazała to zadanie siostrze Annie Postupalskiej[33]. Informację tę napisała pod datą 14 grudnia: „Kończąc Rok Pański dla słabości zdrowia mego którą od zaczęcia przełożeństwa mojego ręką własną pisałam do skończenia roku teraźniejszego, dalej samej pisać mi ciężko, bo i oczy czasem mi falują, więc zleciłam siostrze Annie Postupalskiej, aby dalej notowała cokolwiek, się trafi. Zofia Grothówna, ksieni imbramowska”[34]. Także za jej rządów przepisano, uzupełniono i kontynuowano (prowadzoną od 1555 r. ) Księgę Profesji i zgonów.

Za czasów Zofii Grothówny w Imbramowicach przyjmowano do nauki dziewczęta z domów szlacheckich. Norbertanki zajmowały się wychowaniem i edukacją córek największych dostojników: wojewodów, kasztelanów, starostów itp., ale dbały również o to, by mogły się tam kształcić panny z ubogich rodzin, którym klasztor zapewniał utrzymanie. Zdarzało się, że uczennice bywały spokrewnione z norbertankami, na co zwraca uwagę w swej pracy Maria Dębowska[35]. Wśród dziewcząt przybyłych na edukację, była między innymi córka łowczego sandomierskiego Macieja Grotha[36]. Nie zachowały się szczegółowe spisy, na podstawie których możemy jednoznacznie orzec ile rocznie uczyło się tam panien. Z całą pewnością wiemy jednak, że ich liczba nie przekraczała dwudziestu, zaś Grothówna przywiązywała wagę do jakości kształcenia.

Na podstawie zachowanych protokołów wizytacyjnych dowiadujemy się, że oprócz nauczycielek zakonnic były też nauczycielki świeckie. One zazwyczaj uczyły języków obcych. Języka francuskiego – uczyła Francuzka, niemieckiego – Niemka, zatrudniano także nauczycielkę muzyki, śpiewu oraz gry na klawikordzie. Rozpiętość wiekowa uczennic była bardzo duża, jednocześnie uczyły się kilkulatki, ale i panny już dorosłe (18-20 lat). Najprawdopodobniej więc lekcje prowadzone były indywidualnie[37].

Zofia Grothówna nie pozostawała obojętna na los swoich poddanych. Budowała chaty, przekazywała zboże, zaś w 1735 roku założyła „Górę Pobożności” dla biednych, by mogli pożyczać pieniądze na kupno wołów i koni. Osobiście na tę fundację przeznaczyła 940 złotych[38].

Dbała także o ćwiczenia duchowe poddanych. Za jej pośrednictwem zorganizowano między 12 a 26 lipca 1707 roku misje w kościele klasztornym „z wielką pociechą duchową naszą, bośmy przez dwie niedziele rano i po południu nasłuchały żarliwych kazań, ale ja stąd osobliwie ukontentowanie miałam, że to nabożeństwo wielkie pożytki na duszach naszych poddanych odprawiło”[39]. Także za czasów ksieni Grothówny powołano przy klasztorze bractwo modlitewno – pokutne p.w. św. Anny. Pod jej przewodnictwem miejscowa ludność za pośrednictwem św. Anny zanosiła prośby do Boga[40].

Zofia Grothówna ciesząc się wielkim poważaniem wśród sobie współczesnych pozyskała wielu darczyńców, dzięki którym klasztor imbramowicki mógł być odbudowany. Biskup Łubieński w testamencie przekazał klasztorowi obraz ołtarzowy z przedstawieniem Matki Boskiej, a także 1500 złotych polskich. Wśród donatorów byli m.in. ksiądz Franciszek Leśniowski, przekazując 300 talarów w złocie, ksiądz Dominik Lochman a także krewni Grothówny. Ksiądz Zygmunt Groth przekazał konwentowi wieś Rzerzuśnię a Dorota z Grothów Gębicka zapisała 10 tysięcy. Sama Zofia Grothówna także wielokrotnie obdarowywała klasztor, w 1723 r. ufundowała wielką, wyzłoconą monstrancję w stylu barokowym, ozdobioną licznymi półszlachetnymi kamieniami [41].

W Archiwum Sióstr Norbertanek w Imbramowicach zachował się dokument szczególnie ważny – Rejestr opisany wszystkich aparatów, srebra, relikwii, które się znajdują przy kościele naszym imbramowskim po śmierci świętej pamięci Matki naszej Dobrodziejki, J.Mości Panny Zofii Grothówny, ksieni imbramowski, dnia 26 czerwca Roku Pańskiego 1741 [42]. Na jego podstawie można się dowiedzieć, jakie przedmioty przekazywano klasztorowi, a także kim byli poszczególni ofiarodawcy. Wydaje się również istotne, że na podstawie tych zapisków można zidentyfikować poszczególne przedmioty. Dzięki inwentarzowi wyliczyć można także ilość obiektów znajdujących się w kościele w 1741 roku po śmierci Zofii Grothówny. I tak na stanie kościoła były m. in.: monstrancji 1, puszki 2, kielichów z patenami 7, krzyży srebrny 1, relikwiarzy 20, lichtarzy 10, ornatów 76[43].

Ostatnie lata życia

Analizując życie ksieni Grothówny można odnieść wrażenie, że tak wielu trudnościom sprostać mogła tylko osoba niezwykle silna psychicznie a przede wszystkim fizycznie. Tymczasem Zofia Grothówna była kobietą wątłego zdrowia. Chorowała na kamienie żółciowe, dolegliwości gardłowe, różę i obrzęki, a pod sam koniec życia również na zaćmę. Pierwsze wzmianki o jej chorobach pojawiają się we wczesnych latach pełnienia przez nią funkcji. Dnia 6 maja 1715 roku, napisała w kronice „Z rady panów doktorów dla poratowania zdrowia wyjechałam ze dwiema siostrami, to jest z siostrą Postupalską i z siostrą Majerowną młodszą do Krakowa”[44]. Wyjazdy rekonwalescencyjne zdarzały się jeszcze wielokrotnie.

Półtora roku przed śmiercią Zofia Grothówna z powodu katarakty całkowicie straciła wzrok. Ostatnie dni życia spędziła w Kazimierzy Małej u Macieja Grotha, oczekując przybycia lekarza przez dwa tygodnie, zmarła dnia 31 maja 1741 roku[45].

Ksieni Zofia Grothówna, darzona była wielkim szacunkiem przez norbertanki, które po jej śmierci pod datą 12 czerwca 1741 roku zapisały w Kronice „świętej pamięci nieboszczka Dobrodzika Zofia Grothówna Ksieni za przełożeństwa swego nie tylko obserwancyą zakonną trzymała, ale także kościół z klasztorem prawie z fundamentów, za pomocą Boską i przysposobieniem sobie dobrodziejów wymurowała. Srebra i aparatów przyczyniła”[46].

Tak w Kronice opisano pożegnanie ksieni:

„Trumna biało obita stała na trzech gradusach, także biało obitych. Około trumny stało dwanaście świec wielkich, a na wielkim ołtarzu i w perspektywie za ołtarzem, także nad dwojgiem drzwi około wielkiego ołtarza świec było dostatkiem. Około trumny sześć pochodni trzymano, a za wielkim ołtarzem między innemi świecami, sześć pochodni gorzało. Przy trumnie klęczało nas zakonnic trzynaście ze świecami, którśmy od niebosz[cz]ki dobrodziejki przyjęte były do habitu świętego. Kapłanów było około dziewiąciudziesiąt.[47]”

Z wielkim żalem żegnano Zofię Grothównę, która przez wiele lat swojego przełożeństwa nie tylko odbudowała klasztor, ale troszczyła się o ludzi, wśród których przyszło jej spędzić życie. Przeszkody, które spotykała na swojej drodze, nie zniechęcały jej, lecz budziły w niej inicjatywę i ujawniły wielką umysłowość, która przejawiała się konsekwencją w działaniu i umiejętnością podejmowania trafnych decyzji.

Norbertanki imbramowickie, żegnały swoją Matkę i chociaż wielkie emocje towarzyszyły im w związku z jej odejściem, to zdawały sobie sprawę, że cechowała ją wielka osobowość. Pamiętały, że przejmowała klasztor pogrążony w wielkich długach i w biedzie, a pozostawiła odbudowany niemal od podstaw i w dostatku. W ostatnim akapicie kroniki, którą spisywać zaczęła Zofia opisały tak jej zasługi:

„[…]dobrodzika Zofia Grothówna ksieni, za przełożeństwa swego nie tylko obserwancyją zakonną trzymała, ale także kościół z klasztorem prawie z fundamentów, za pomocą Boską i przysposobieniem sobie dobrodziejów, wymurowała. Srebra i aparatów przyczyniła. Poddaństwo przy tak ciężkich wojnach utrzymała. Dziesięć tysięcy od wielmożnej imć pani Gębickiej z domu Grothówny starościny nakielskiej otrzymała. Także od księdza Zygmunta Grotha zapis na Rzerzuśni czterdziestu i trzech tysięcy, na tej Rzerzuśni było kapituły krakowskiej pięć tysięcy, które imć dobrodzika zniosła i na Kazimierzy Małej są zapisane. Oprócz tego na Rzerzuśni było posagu tysiąc złotych to klasztor nasz wszystkiej sumy ma złotych polskich czterdzieści dziewięć tysięcy, oprócz tego wielkim kosztem różne reparacyje czyniła, które powinny być kompensowane, za co niechaj pan Bóg Wszechmogący w niebie wiecznie jej nagradza. Amen”[48].

Powyższe słowa opisujące życie i działalność Zofii Grothówny są świadectwem postrzegania jej przez współczesnych, znających ją osobiście i towarzyszących jej przez wiele lat w klasztornym życiu.

Przyglądając się jej pracy z dystansu, który narzuca odległość prawie trzystu lat, bez wątpienia można potwierdzić cytowane tutaj słowa znajdujące się w ostatnim akapicie kroniki. Analizując życie ksieni, potwierdzić można jej znaczące dokonania w dziedzinach życia społecznego, edukacyjnego i w dziedzinie sztuki.

Dodać należy, że dzięki tej postaci, zakon kontemplacyjny odgrodzony od świata klauzurą jawi nam się jako wspólnota otwarta na świat, na człowieka i realnie w tym świecie działająca. Rzec można, że furta klasztorna nie była barierą oddzielającą ją od świata, raczej mury klasztorne oddzielały świat z jego niedoskonałościami od klasztoru.

Wszystkie materiały konferencyjne, jeszcze w tym roku zostaną wydane w formie książkowej, wydany będzie także album

 

***

Szanowni Państwo
Tym razem życząc zdrowych i Wesołych Świąt Wielkanocnych, pragnę raz jeszcze przedstawić fragment filmu, w którym zawarte są słowa Jana Pawła II. Słowa które powinny nakłonić nas do przemyśleń nad tym co nas otacza, co dzieje sie wokół nas i dokąd wszyscy zmierzam.
Aktor Piotr Piecha który w krótkim filmie o Janie Chrzcicielu oraz historii kościoła w Korzkwi wypowiada słowa o tym by być mocnym, przekazuje je nam wszystkim, łącznie z tymi którym czasem brak sił by przezwyciężać zło. Warto pamiętać by tworząc swe wielkie, małe a nawet maluteńkie dzieła pamiętać o przyszłym pokoleniu by mogli żyć w miłości, spokoju i życzliwości. Życząc zatem raz jeszcze wszystkiego najlepszego oraz świątecznych przemyśleń, pragnę zaprosić na następny cykl spotkań tym razem w kręgu twórczości Stanisława Wyspiańskiego w rocznicę śmierci.
Jednego z naszych najwspanialszych twórców, blisko jego ukochanych malowniczych pełnych tajemnic i historii wsi w których zakochany, niestety ku naszej artystycznej przestrodze zakończył swój czas. Zamek w Korzkwi, bliższe informacje: e-mail tearsit@op.pl, lub tel. 660-951-909.

Musicie być mocni. Drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej Wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie być mocni mocą nadziei, która przynosi pełną radość życia i nie dozwala zasmucać Ducha Świętego! Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć… Musicie być mocni miłością, która cierpliwa jest, łaskawa jest…
Jan Paweł II

całość poniższy link:

Światecznie Jadwiga Klimkowicz

***

unnamed (1)Ósmy marzec jest dniem w którym wiele pań jest zapraszanych na urocze spotkania, obdarowywana kwiatami, prezentami, miłymi komplementami, a wszystko to z okazji Dnia Kobiet! Jakiż to wspaniały czas dla nas kobiet! Można by tak pomyśleć… Piszę o tym ponieważ przy okazji tego święta miałam przyjemność poprowadzenia kilku spotkań dla pań.

Kobieta jest najsłabsza, gdy kocha, a najsilniejsza, gdy jest kochana.
(Erich Osterfield)

Szanowni Państwo

Ósmy marzec jest dniem w którym wiele pań jest zapraszanych na urocze spotkania , obdarowywana kwiatami, prezentami, miłymi komplementami, a wszystko to z okazji Dnia Kobiet! Jakiż to wspaniały czas dla nas kobiet! Można by tak pomyśleć… Piszę o tym ponieważ przy okazji tego święta miałam przyjemność poprowadzenia kilku spotkań dla pań. Podczas tych miłych wieczorów miałyśmy okazje podziwiać piękno tańca, malarstwa czy poezji. Były też opowieści o wychowaniu dzieci, gotowaniu, sprzątaniu, wierze i wzajemnym szacunku. Jednak czym bliżej było końca spotkania, panie „rozkręcały się” w rozmowach i często dochodziły do wniosku iż dzieje się coś złego…. Kwiat którym większość z nich w tym dniu została obdarowana powinien być kwiatem codziennym, kwiatem słownym, spojrzeniem, dotykiem , czynem! A tego zaczyna brakować, spotykamy sie z coraz z większą agresją brakiem szacunku. Kobiety które poznałam podczas wieczorów pochodziły z różnych światów, kultur o rożnym stopniu zamożności i różnych osobowościach. Niektóre delikatne, subtelne, inne już z wyglądu twarde i niedostępne jak kamień. Jednak wszystkie pragnące tak naprawdę tego samego. Wspólnie doszłyśmy do wniosku iż feminizm w tej okrutnej zaborczej formie, który jest nam w ostatnim czasie narzucany czyni kobietom wiele zła. Zmusza wręcz mężczyzn do płaskiego i okrutnie mechanicznego traktowania kobiet. Sama muszę powiedzieć iż film który obejrzałam zupełnie przypadkiem promujący panie feministki przed którąś z ich pikiet jest dla mnie odrażający!!! Nie powinien być pokazany na Facebooku! Tam go zobaczyłam jako film o nas Kobietach… Film ten winien być raczej pokazywany w ramach współczucia tym które zapomniały o tym jak cudownie jest być kobietą!!! To dzięki takim złym przekazom panowie zapominają o naszej codziennej miłości, bezinteresownej dobroci i pięknie, które jednak w większość z nas posiada, pomimo wielu codziennych trudów. Prawdziwe kobiety potrzebują tej specyficznej męskiej opieki codziennie i nie powinnyśmy tego panom odbierać ani się tego wstydzić, bo tak naprawdę oni potrzebują się nami opiekować po to by udowadniać nam swą wartość. Tak zostaliśmy skonstruowani i basta!!! Mężczyzna powinien szacunek dla swej wybranki oraz pozostałym spotykanym paniom okazywać każdego dnia , codziennie! A my powinnyśmy im w tym pomagać tak aby nie musiał się wysilać tylko 8 marca, w dzień ustanowiony przez (o czym mało kto wie i nad tym się nie zastanawia), przez komunistów, którzy są ostatnimi osobami mogącymi mówić coś o prawach kobiet i szacunku do nich… Dlatego tez miłe Panie zostańmy kobietami odnajdujmy czas w codzienności na małe ploteczki, nasze ulubione filmy, szmatki, maseczki, dobrą herbatkę, a czasem lampkę czerwonego wina. Czytając może poezję np. Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Bolesława Leśmiana, Leopolda Staffa i wielu innych. Podczas wieczorów poleciłam film dla odprężenia Woodego Allena „Drobne cwaniaczki”, a zakończyłam poniższym tekstem:

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza…
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec…
(J. Tuwim)

Myślę że właśnie za to nas mężczyźni kochają!!!!! Poleciłam też poezję poety, śpiewaka , podróżnika Dariusza Pacaka z którym miałam okazję współpracować i pragnę niniejszym podziękować za poświęcony nam czas, a którego twórczość i na mnie wywarła olbrzymie wrażenie.
Warto zatem coś więcej o nim przeczytać http://www.zppno.org/lista-czlonkow/dariusz-pacak/, a którego poezję polecam w krótkiej etiudzie filmowej powstałej podczas warsztatów teatralnych. Odbyły się one w urokliwych wnętrzach zamku w Korzkwi ( już wkrótce następne). Warto też wiedzieć że Zamek w Korzkwi to XIV-wieczna warownia, która jako pierwsza otwiera szlak Orlich Gniazd, a u jego stóp leży urzekający XIX-wieczny zespół parkowy, warto wybrać się na spacer zwiedzić komnaty, a może i przeżyć cudowną noc w którejś z nich. Zamek został odbudowany dzięki obecnemu właścicielowi Panu Donimirskiemu http://www.donimirski.com/zamek-korzkiew . Przy tej okazji pragnę też podziękować za smakowity obiad przygotowany dla naszej ekipy filmowej w zajeździe Polesie w Januszowicach http://zajazd-polesie.eu/ . I pomyśleć że te pełne piękna miejsca są tak blisko Krakowa, od centrum to tylko dwadzieścia minut…
Etiuda powstała przy współpracy studia gwardian.pl/, nagranie wykonał Wiktor Obrok. Dziękując, wszystkim Paniom jak i sobie życzę wytrwałości , piękna, dobra i szacunku na codzień, a dzień 8 marca wówczas możemy wyrzucić z kalendarza!

Jadwiga Klimkowicz

Dariusz Pacak

To tylko igraszka

Kiedy za nową ziemistą kulisą skryty przejdę dalej
nie pozwól daremnie łzom trwonić swej wartości

po drugiej stronie panoramy w zastygłym krajobrazie
będę pod innym kątem spoglądał na rzeczywistość

niewidzialnym cieniem kładł się u twych stóp będę
opalenizną na twym ciele i słonym smakiem bryzy

w noc upojną Super Novą oddechem twym i łzami
w czas niepokoju bezgłośną modlitwą w świątyni będę

w tobie głęboko na zawsze w twej tajemnicy do której
sama nie masz dostępu grając w kolejnej odsłonie snu

odłóż więc drżący kompas serca nie szukaj już kostiumu
poradlonego przez mrzonki człowieczego doświadczenia

i nie płacz po mnie tu

 

****

unnamed-1Jan Chrzciciel, Chrzest oraz krótka historia korzkiewskiego kościoła.
Życząc Państwu Zdrowych i Wesołych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku, zapraszam do obejrzenia krótkiej opowieści filmowej nawiązującej do 1050-tej rocznicy Chrztu Polski. Dziękuję wszystkim którzy przyczynili się do jej powstania.

Jadwiga Klimkowicz

 

 

tekst Tadeusz Łomnicki

PIEŚŃ O JANIE CHRZCICIELU

Tyś nie godzien rozwiązać sandała?
Temu który już idzie za Tobą!
Mówisz głośno że światłość się stała
Mówiąc świadczysz to własną osobą

Choć chrzcisz wodą, to Ten który duchem
Chrzcić nas będzie, chrzest kornie przyjmuje.
Ty nas uczysz że tylko pokutą
Człowiek duszę swoją ratuje.

Refr. Janie Chrzcicielu, Chrzcicielu Janie
Powiedz mi słowo, przy Tobie stanę.
Idziesz przed Panem, ścielesz Mu drogę
Patrząc na Ciebie wiem że tak mogę

Ty ochraniasz miasta i ludzi
Święcisz wody i strzeżesz parafie
Dajesz przykład że warto się trudzić
Więc się trudzę – tak jak potrafię.

Zawsze jesteś na straży kościoła
Zasze jesteś na wiary przedmurzu
Od lat chronisz swoich poddanych –
Błogosławisz na korzkiewskim wzgórzu.

Refr. Janie Chrzcicielu, Chrzcicielu Janie
Powiedz mi słowo, przy Tobie stanę.
Idziesz przed Panem, ścielesz Mu drogę

Patrząc na Ciebie wiem że tak mogę

Warto przeczytać!!! http://www.krakowniezalezny.pl/tag/jadwiga-klimkowicz/

*******

unnamed-1Gwiazda rocka, a jednak zwykły serdeczny człowiek.
Marek Piekarczyk – dokładnie taki sam jak postrzegałam go wcześniej, miły, skromny, mądry. Tym razem myślę że zbliżając się do końca roku 2016, nie powinnam nic więcej pisać o tym artyście, wszystko zamieściłam już na stronie Krakowa Niezależnego. Polecam przeczytać: http: krakowniezalezny.pl
Tym razem polecam posłuchać, naszego gościa, którego słowa powinny zapaść w serca wielu tych, którzy uważają że się za artystów!!! Dziękuję Michałowi Kołdrasowi DEALMEDIA.PL za cierpliwość i profesjonalizm .

Nasz gość jak sam powiedział ceni sobie Kazania Świętokrzyskie, dlatego i Państwu jedno z nich zamieszczam..

KAZANIE NA DZIEŃ ŚWIĘTEGO MICHAŁA

… [ży]dowskiego [w jego] mieście wsze [?] sława krola wszechmogącemu i [mowi krol asy]rski do króla Ezechijasza, króla żydowskiego i do l[uda jego]: a wiem, prawi, pwacie w moc Boga waszego wadzący [się z mocą króla moc]niejszego. Usłyszew to krol Ezechijasz i wszyciek lud jego, sieksz[y odzienie i] kajać idziechą, pośpieszychą się do kościoła na modlitwę przed Boga wszemogącego i poczęchą się modlić, iżby je Bog zbawił ot mocy króla pogańskiego. Tegdyż nagle Bóg usłuszał modlitwę luda śmier[nego i posłł…] jim na pomoc anjeła swego świętego, jenże anjeł czs[ny, z nieba sleciew iz]stąpiw, prawi, anjeł Boży w zastępy pogańskiego [króla, pobił…] we sborze asyrskiem, to je pogsińskiem sto tysięcy [ośmdziesiąt ty]sięcy i pięć tysięcy luda pogańskiego. Tako lud Boży [przez Bożego an]jela zwiciężstwo odzirżeli, a pogani śmirć podjęli, bo [anjeli święci da]ni są nam na ot wadzenie naszego ustraszenia. A piąte [dani są nam] anjeli święci na nauczenie naszego nieumienia… [tajemnicach; …, prawi taje[m]nicach: widziech, prawi, anjeła Bożego mocnego; z nieb[a sle] ciew, prawi, postawi prawą nogę na morzy a lewą na ziemi …

A ósme [anjeli święci dani nam] są na oświecenie naszego samnienia…

Czcie się tako we księgach sędskich: anjel, prawi, święty [z]stąpi do Galaa ku synom izraelskim. Galaa wyprawia się miasto plwiących, to je nieustawicstwo ludzi grzesznych. I zmo[wił to] słowo: sam, prawi, przez mię przysiągł jesm, iż wam chociał [jeśm podać zi]emię wrogów waszych, iżbyście ku jich bogom [nie chodzili; to] go jeście nie uczynili, ale potępiwszy Boga waszego [wszemogącego, pogańskim bóg ]m modłę jeście wzdawali. Przetoż, prawi, dam was [ wrogom waszymi] w jich włodanie. A gdaż, prawi, anjeł zmówił ta wszyt[ka słowa, z]apłakachą, prawi, wszem sircem i obietnicę Bogu wzdachą, [iżby… Bóg] się nad nimi smiłował. Toć i jeść to, iźe anjeli [święci dani są n]am na oświecenie naszego sąmnienia. A dziewiąte dani [są święci anjeli w towa]rzystwo wiecznego królowania, gdzież jeść Bóg w troj[cy jedziny z swy]mi świętymi, iżbychom jich towarzystwa i niebieskiego krolewstwa [dostąpili, czego]ż nas dowiedzi Bóg wszemogący. Amen.

Polecam też materiał przygotowany przez Kronikę Krakowską.

– fragment „Kroniki Krakowskiej” (od 10:48-12:18):

http://krakow.tvp.pl/24184984/25-ii-2016-godz-2145

*****

mid_23871Szanowni Państwo,
Wielokrotnie wraz ze znanymi artystami z Polski oraz z zagranicy mieliśmy wraz z ekipą ludzi współpracujących z Teatrem Słowa i Tańca JK okazję uczestniczyć w produkcjach filmowych i telewizyjnych pod okiem słynnych reżyserów. Produkcjach dotyczących pracy m.in górników, życia i tradycji.
Poznaliśmy wielu wspaniałych Ślązaków, ich kulturę, życie codzienne i ciężką pracę. Był jednak jeden dzień wyjątkowy, wyjątkowy ponieważ mieliśmy po zdjęciach do filmu w reż. braci Antonio i Andrei Frazzich pt.”Marcinelle ” wraz ze Zbigniewem Zamachowskim i Olafem Lubaszenką możliwość zjechać do kopalni węgla zamkniętej, a jednak konserwowanej przez fachowców. Stał tam jeszcze sprzęt górniczy , stało wszystko tak jak podczas normalnego wydobycia. Przed zjazdem dano nam odpowiednie górnicze wyposażenie, kazano zawiesić medalik z numerkiem i podpisać listę. Wtedy przynajmniej część z nas poczuła coś dziwnego. Przed zjazdem dyrektor kopalni dla kurażu nalał nam kieliszek jeszcze wówczas dobrej polskiej wódki. Część z nas się przeżegnała, a część nie i zjechaliśmy z szaloną szybkością, w totalnych ciemnościach na poziom 550 m… I tam zobaczyliśmy jak naprawdę wygląda praca górnika , prawdę pracy, ciężkiej pracy!!! Po wyjeździe na górę nastała wśród nas cisza , cisza której nigdy nie zapomnę. To cisza wnętrza ziemi i naszych serc. Poczuliśmy też ulgę… gdyż mogliśmy oddać markę górniczą czyli wytłoczony na kawałku blachy numer, który każdy górnik pobierał w tzw. cechowni i zwracał po powrocie na powierzchnię .Nam udało się go oddać, ale wielu górnikom nie !!! Mając możliwość zapoznania się z historią pracy i życia górników chciałam polecić państwu filmik który znalazłam w internecie, polecam go dziękując młodym ludziom za pamięć o tych którzy oddali swoje życie, bo to dzięki m.in nim będziemy nie zapomniani!!! Dziękuję wam i pamiętajcie że w Polsce jest wiele miejsc o których należy głośno mówić. Ja chciałabym jeszcze dodać troszkę poezji. Poezję tą recytowali uczestnicy warsztatów teatralnych zorganizowanych dla młodych potomków górniczej wiary.

Z pozdrowieniami dla wspaniałych Ślązaków i nie tylko
Jadwiga Klimkowicz

Ewa Szelburg-Zarębina

Święta Barbara w kopalni

Schodzą górnicy pod ziemię
w ciemność daleką od słonka,
wychodzi im tu naprzeciw
Święta Barbara, patronka
Płomień chybocze się w lampach,
na czarnej ścianie drżą cienie.

Płomień chybocze się w lampach
na czarnej ścianie drżą cienie.
– Szczęść Boże- słychać głos świętej.
Serdeczne to pozdrowienie.

– Szczęść Boże – górnicy chórem
odrzekną swojej patronce.
I jasno w czarnej kopalni,
jak gdyby wzeszło tu słońce.

Dalej na stronach:
strona [2] Na Wielkanoc
strona [3] Pożegnanie Witkacego
strona [4] Dwa wieczory poświęcone fenomenowi Lwowa
strona [5] Spotkanie z poezją Iwony Czarneckiej-Budziszewskiej
strona [6] Spotkanie ze Stanisławem Ledóchowskim

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Teatr TV, film, Wiersze i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jadwiga Klimkowicz poleca!

  1. Jerzy pisze:

    Tak trudno jest żyć i pracować.”Wraz z Bogiem pracę zacznijmy górnicza nasza brać..” śpiewają w swojej piosence polscy górnicy.Oni wierzyli i wierzą w Boga.Lecz przyszedł zły czas i na stanowiska ich pracy wjechały czołgi Jaruzela, który wydał wojnę Polakom i skierował lufy broni na ludzi pracy i modlitwy – polskich górników.Tego nie można zapomnieć !!! Podnosi teraz głowy ubek i z mroku wychyla się sitwa lewaków, którzy nie chcą pamiętać o swoich zbrodniach !!!

  2. Lech Galicki pisze:

    Podziwiam. Słów mało.

  3. emka pisze:

    “Nie zapominajmy o tych dzięki którym możemy być nie zapomniani”

    TEATR SŁOWA I TAŃCA JK ZAPRASZA
    NA
    Spotkanie z teatrem, poezją, muzyką i tańcem
    HENRYK WROŻYŃSKI
    MARTA GRABYSZ, EWA RYKS MAŁGORZATA BIELSKA,
    BEATA WOJCIECHOWSKA, INKA DOWLASZ
    ANDRZEJ FRANCZYK, LECH MACKIEWICZ
    reżyseria i prowadzenie
    Jadwiga Klimkowicz
    Kinga Hrabia
    SALON AUDIALNIA MIESZKANIE

    STANISŁAWY HNATOWICZ
    ul. Św. TOMASZA 32/1
    14.07. 2017 Godz. 18:00
    WSTĘP WOLNY !!!
    POCZĘSTUNEK Z ‘’PIEKARNI MOJEGO TATY ”
    NAGRODY PRZYGOTOWAŁO :
    MUZEUM HISTORYCZNE MIASTA KRAKOWA!
    TEATR IM. JULIUSZA SŁOWACKIEGO
    ILOŚĆ MIEJSC OGRANICZONA
    REZERWACJA TELEFONICZNA
    660-951-909
    mail: teatrsit1@op.pl
    POLECAMY FILM !
    https://www.youtube.com/watch?v=YexduEY5YBM&t=1s
    COŚ WIĘCEJ O SPOTKANIACH
    http://www.krakowniezalezny.pl/tag/teatr-slowa-i-tanca-j-k/
    WKRÓTCE NASTĘPNE ARTYKUŁY
    ZAPRASZAMY!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.