Relikwie Niepodległej

Czyń, co do Ciebie należy, nie patrz na wynikiPo latach życia w upokorzeniu, którego apogeum odczuliśmy najboleśniej po ofierze smoleńskiej naszych najlepszych rodaków 10 kwietnia 2010 r., tej jesieni znów możemy w Święto Niepodległości – ciesząc się radością naszych przodków sprzed blisko wieku – zaśpiewać „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. – pisze Jarosław Szarek

Cytadela warszawska przez dziesięciolecia rozbrzmiewała stukotem sołdackich buciorów, przekleństwami rosyjskich śledczych, świstem nahajek i skrzypieniem szubienic. Jej budynki były niemymi świadkami cierpień, jęków, ostatnich westchnień tych, którzy marzeń o niepodległości nigdy się nie wyrzekli, wołając o wolną Polskę. Nie mogli nawet przypuszczać, że właśnie z tego miejsca ich głos usłyszy cały świat. W listopadzie 1918 r. z radiostacji w Cytadeli Józef Piłsudski – jej były więzień – od kilku dni Naczelny Wódz, nadał depeszę: „Pragnę notyfikować rządom i narodom wojującym i neutralnym istnienie Państwa Polskiego niepodległego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski… Rząd Polski zastąpi panowanie przemocy, która przez 140 lat ciążyła nad losami Polski…”.

Leliśmy krew osamotnieni

Gdy w 1914 r. wraz z rozpoczęciem wojny, o którą za Adamem Mickiewiczem modliły się pokolenia polskich patriotów, z krakowskich Oleandrów wyruszała garstka, aby stać się zalążkiem Wojska Polskiego, nic nie było przesądzone. Także to, że mogą stać się kolejną klątwą przegranej w historii martyrologii polskiej. Wyruszali jednak z przekonaniem, aby „Polska przestała być niewolnicą i sama stanowiła o swym losie”.

Niewielu poszło z nimi – nie takiego odzewu oczekiwali twórcy Legionów Polskich – sami później śpiewali z wyrzutem, iż „leliśmy krew osamotnieni”. Goryczy nie krył Piłsudski, gdy na początku 1915 r. zapytany przez jedną z ziemianek, co będzie po wojnie, odrzekł pełen gniewu: „I co właściwie ma być, proszę pani, z Polską, z tym narodem, który nigdy nie jest zdolny do żadnego czynu”. Ostre to były słowa, ale ilustrujące ówczesny stan ducha Piłsudskiego, piszącego wtedy do przyszłej żony „ile to moich marzeń w przeciągu tych kilku miesięcy pękło… Palnąć sobie w łeb od tego ciągłego rozbicia marzeń i iluzji”.

Był ten orzeł, była ta szabla

Czyn nie był masowy, lecz wystarczający, aby spełniły się marzenia pokoleń. Jednak chętnych do bicia się pod biało-czerwonym sztandarem nie było zbyt wielu także po drugiej stronie barykady politycznej. Doskonały oficer, choć niezwykle zadufany w sobie, gen. Józef Dowbor-Muśnicki stojący na czele I Korpusu Polskiego wspominał, że w Rosji było przeszło pół miliona mężczyzn, ale do jego wojska w Bobrujsku zaciągnęło się jedynie trzydzieści tysięcy, co tłumaczył: „Polska drogo zapłaciła za półtorawiekową niewolę”.

Lepiej już widział legionowy wysiłek wybitny uczony, przywódca krakowskich konserwatystów Stanisław Tarnowski. Nie doczekał niepodległej Rzeczypospolitej, ale zdążył jeszcze ujrzeć jej świt. „Był ten orzeł, była ta szabla: to znaczenie, to historyczna zasługa, to polityczna wartość Legionów. Przez nie naród polski uczestniczył w wojnie sam przez się: one były jego służbą dobrowolną, one poza obowiązkową powszechną służbą wojskową, świadczyły i świadczą, że naród polski chce się bić za Polskę” – dowodził. „One trzymały i trzymają wysoko sztandar i cześć Polski: a jeżeli w nagrodę da im Bóg być zawiązkiem nowego wojska polskiego, to będą godne łączyć to wojsko nowe z tym samym, co się biło pod Wiedniem, pod Chocimiem, pod Wielkimi Łukami. One są wielką siłą w ręku narodu, tą dobrą kartą w jego grze politycznej” – i tak się stało, choć autor „Teki Stańczyka” nie doczekał, legioniści trafili za druty obozów, a Piłsudski do więzienia.

Jednak nie do wszystkich przemawiały „ten orzeł i ta szabla”. Gdy w okopach pod Łowczówkiem, w Wigilię 1914 r. żołnierze I Brygady Legionów zaintonowali „Bóg się rodzi”, śpiew podchwycili Polacy służący w carskich mundurach po drugiej stronie frontu w syberyjskich dywizjach. Gdy zakończyli wspólne kolędowanie, legioniści krzyknęli: „Polacy tam, poddajcie się!”, ale chwilę później usłyszeli „Sybirskije striełki nie sdajutsia”. Świadek tych wydarzeń, późniejszy premier Felicjan Sławoj Składkowski napisał: „Straszna jest wojna bratobójcza”. Jednak po 1918 r. udało się to choć w części posklejać, bo nie „oddano Polski w ręce jej złodziei”.

…i relikwia rzezi Pragi

Przez ponad wiek Polaków znieprawiały toksyny niewoli, ale naród miał relikwię. Ofiarowały ją minione pokolenia, obficie płacąc krwią za pragnienie niepodległego życia. Współtwórca krakowskiej szkoły historycznej Stanisław Smolka widział ją w rzezi Pragi z 1794 r., kiedy sołdaci Aleksandra Suworowa wymordowali kilkanaście tysięcy mieszkańców obecnej prawobrzeżnej Warszawy. Smolka uważał, że pamięć tej zbrodni „symbolu polskiej martyrologii”, więcej zdziałała, „niż użyźnienie gleby narodowego instynktu w czynach Legionów, pierwszych i drugich, a między nimi w nastroju filaretów, w bohaterskich wysiłkach 1831 i 1863 r. Opary krwi przelanej na ulicach Pragi utrzymywały przez 120 lat wierność tradycji przodków u mistrzów polskiego słowa, polskiego pędzla, polskiego dłuta – podniecały energię polskiego uczonego”.

Dzisiaj taką relikwią jest pokolenie Niezłomnych Żołnierzy Wyklętych. To dzięki nim na naszych oczach rozpada się okrągłostołowa republika III RP.

Po latach życia w upokorzeniu, którego apogeum odczuliśmy najboleśniej po smoleńskiej ofierze naszych najlepszych rodaków 10 kwietnia 2010 r., tej jesieni znów możemy w Narodowe Święto Niepodległości – ciesząc się radością naszych przodków sprzed blisko wieku – zaśpiewać „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. Tak jak w poniedziałek 11 listopada 1918 r. uczynili to uczniowie krakowskich szkół. Austriackie panowanie Kraków zrzucił już niespełna dwa tygodnie wcześniej i ten dzień młodzież rozpoczęła od pójścia do kościołów, gdzie zaintonowali „Boże, coś Polskę” po złożeniu przysięgi: „W obliczu Boga, wskrzeszonej Ojczyzny i wyzwolonej szkoły polskiej, ślubujemy narodowi polskiemu, że tę ojczyznę i wolność, którą Bóg zwrócić nam raczył, z całej duszy miłować będziemy i że w imię tej miłości wszystkie obowiązki dobrego i godnego wolności Polaka, karnie, ochotnie i z największą sumiennością wypełniać będziemy, bo w tem widzimy największą patriotyzmu istotę. To dziś po długich latach niewoli i prześladowania wolnej i odradzającej się ojczyźnie naszej ślubujemy”. I ślubowanie to wypełnili, także dla nas.

za: niezalezna.pl

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.