Pokłosie kłamstwa. Dzieje antypolskiej propagandy

712741059811443187599Trudno uwierzyć, że dożyliśmy czasów, gdy na łamach niemieckiej gazety jesteśmy oskarżani o to, iż rzekomo w czasie wojny zabiliśmy więcej Żydów niż Niemców. Albo gdy prezydent Barack Obama mówi o polskich obozach koncentracyjnych, a stojący obok polski ambasador Daniel Rotfeld nie reaguje. – pisze Jacek Lilpop

Lub gdy dyrektor FBI podczas przemówienia w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie oskarża Polaków o współodpowiedzialność za Zagładę – pisze Jacek Lilpop w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

[foto: Wikipedia]

W zachodnich mediach próżno natomiast szukać informacji o tym, że tylko w Polsce obowiązywała kara śmierci za pomaganie Żydom. I o tym, że za ich ukrywanie mordowano całe rodziny, z dziećmi włącznie, tak jak rodzinę Ulmów. Albo że tylko w Polsce działała specjalna organizacja pomagająca Żydom, a na szmalcowników sądy polskiego państwa podziemnego wydawały wyroki śmierci.

Nic takiego nie działo się we Francji, w Holandii czy Belgii, skąd transporty do obozów zagłady przygotowywane były przy pełnej współpracy miejscowych władz. Jak to możliwe, że historia jest tak zniekształcana?

Było przecież inaczej, nie tylko podczas II wojny. Nasza historia pełna jest polskich rodzin obcego pochodzenia, przybyłych i osiadłych w Rzeczypospolitej – Niemców, Francuzów, Anglików, Żydów: Schiele, Lilpopów, Gebethnerów, Norblinów i Kronenbergów. Pokazuje ich głębokie związki z Polską i wkład w jej rozwój gospodarczy i kulturalny, a także w walkę o niepodległość.

Historia kłamstwa

Zakłamywanie historii stosunków polsko-żydowskich zaczęło się od pozornie łagodnego eseju Jana Błońskiego „Biedni Polacy patrzą na getto” w „Tygodniku Powszechnym” w 1987 r. Błoński pierwszy postawił w Polsce tezę o współwinie Polaków za Holokaust. Jeszcze nie wprost, ale jako problem do zastanowienia się, czy rzeczywiście byliśmy tak do końca czyści. Potem oskarżenia były coraz mocniejsze: mord w Jedwabnem, „odkryty” przez Jana Grossa w książce „Sąsiedzi”, jego kolejne książki, w których już nie o współsprawstwo chodzi, ale mówi się o sprawcach, a nawet „beneficjentach” Zagłady.

Elżbieta Janicka z PAN (znana z odkrycia pederastii w Szarych Szeregach) przekonuje, że już samo bycie świadkiem Zagłady prowadzi do sytuacji psychologicznie podejrzanej, i proponuje nowy „naukowy” termin: „obserwatora uczestniczącego”.

A na Zachodzie od lat 60. narasta lawina nierzetelnych prac naukowych i beletrystyki, filmów, sztuk teatralnych i przede wszystkim coraz częściej pojawiające się w mediach – najpierw w Ameryce, potem w Europie, a w końcu nawet w Niemczech – określenie „polskie obozy zagłady”.

Lawina sunie obecnie coraz szybciej. Na ekrany wchodzą kolejne, niepochlebne dla Polaków filmy – „Pokłosie” czy „Nasze matki, nasi ojcowie”. Polacy z ofiar II wojny stają się w oczach zachodnich społeczeństw jej sprawcami, a Polska – państwem nazistowskim, realizującym plan Zagłady: „polskie obozy koncentracyjne” w kraju odwiecznego antysemityzmu… Niemców w tej narracji nie ma, cierpią jak cała Europa pod strasznym panowaniem nazistów.

Historyk niemiecki, konsultant filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”, tłumaczy bulwersujące Polaków sceny: „Przecież sami o tym piszecie, przecież było Jedwabne” – mówi z uśmiechem do kamery.

Ten film, twierdził recenzent z „GW”, to egzorcyzm naszego sumienia.

Historyczny fałsz i konfabulacje „Pokłosia” nazywa „Wyborcza” „religijnym egzorcyzmowaniem naszego sumienia”. W rzeczywistości historyk i działacz społeczny, który restaurował stare macewy, nie tylko nie został ukrzyżowany przez podburzonych przez księdza, owładniętych antysemickim szałem sąsiadów, lecz nawet wybrano go na przewodniczącego Rady Miasta. „Pokłosie” to nie egzorcyzm naszego sumienia, ale przeniesienie na ekran uproszczonych i zwulgaryzowanych przez Pasikowskiego tez Grossa. „Pokłosie” jest zwyczajnie filmem antypolskim, potwierdzającym tezę Jarosława M. Rymkiewicza, że w naszym kraju mamy teraz do czynienia z czymś niezwykłym – z nienawiścią do Polski.

Słusznie Piotr Gontarczyk napisał, że konsekwencje tego filmu dla Polski będą opłakane, tak jak przed laty fatalne dla wizerunku Polski i Polaków były skutki publikacji „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego. Filmy typu „Pokłosie” czy „Ida”, oba finansowane przez Państwowy Instytut Sztuki Filmowej, robią dużo złego. Po ich obejrzeniu widz za granicą dowie się, że upamiętnienie Holokaustu na Podlasiu kończy się ukrzyżowaniem na drzwiach stodoły. Popierany przez prawicowego księdza tłum wieśniaków morduje swojego sąsiada w obawie przed ujawnieniem historycznej prawdy. Jeśli takie rzeczy dzieją się w Polsce dziś, to jaki musiał być antysemityzm w czasie wojny?

Walka o prawdę

Polska nie prowadzi niestety polityki historycznej, która pokazałaby światu na przykład, jak duże straty ponieśliśmy w czasie wojny i jak na kształt zagłady wpłynęło to, że Polska była krajem okupowanym. Można zrozumieć ból Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia, których bliscy ginęli w warszawskim getcie, w niemieckich komorach gazowych i krematoriach, i ich bezgranicznie oskarżycielski stosunek do świata, lecz nie można godzić się na kłamstwa, antypolonizm i nienawiść.

Sprawa upamiętnienia na terenie warszawskiego getta Polaków ratujących Żydów wskazuje na stosunek części środowisk żydowskich do tego problemu. Bliższy jest on postawie uprzedzonej, nawet wobec tych, którzy stracili życie, broniąc Żydów, niż nastawieniu aprobującemu i propolskiemu. Jedynie Forum Żydów Polskich zdystansowało się od pomnikowych negacjonistów z kręgu „Gazety Wyborczej” i ŻIH i ostro zareagowało na opublikowany w „GW” protest przeciwko wzniesieniu pomnika Sprawiedliwych Polaków w getcie.

Jakiś czas temu ktoś postawił pytanie: czy Polacy tęsknią za Żydami? Pomyślałem wtedy: „Źle zadane pytanie, chyba nie o tęsknotę chodzi, lecz o lubienie bądź nielubienie”.

To zależy. Jednych lubię, innych nie. Przyjaciół – tak, wrogów – nie. Za lubiącymi Polskę i Polaków, za polskimi Żydami, polskimi patriotami – Hemarem, Grydzewskim, Wierzyńskim, Rubinsteinem, Herlingiem-Grudzińskim i wieloma, wieloma innymi z polskością związanymi – oczywiście tęsknię. Chciałbym, aby i teraz byli wśród nas tacy jak oni, aby nas bronili przed niesprawiedliwymi oskarżeniami, tak jak Jerzy Zelnik, Bronisław i Dawid Wildstein, były ambasador Izraela w Polsce i przewodniczący Knesetu – Szewach Weiss.

Ale za anty-Polakami, nienawidzącymi Polski i polskości, katolicyzmu, szkodzącymi nam za granicą, za Grosso-podobnymi osobnikami oskarżającymi nas o współwinę za Holokaust, których działalność przynosi niepowetowane szkody – nie tęsknię, wręcz przeciwnie. Nie lubię ich. I uważam walkę z ich poglądami za swój obowiązek.

Nie może być zgody na wpisywanie Polski i Polaków w kontekst nazizmu, jako współsprawców Shoah. Mój Ojciec, mieszkając w Warszawie podczas okupacji, uważany był przez Niemców za podczłowieka – Untermensch. Dla Niemców Żydzi nie byli ludźmi. Kolegów Taty niemieccy naziści zagazowali jak karaluchy w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Pokłosie Marca ’68

Należę do pokolenia Marca ’68 i razem z tysiącami studentów z całego kraju, z tysiącami młodych Polaków demonstrowałem w obronie Adama Michnika i jego kolegów, przeciwko antysemickiej hecy rozpętanej przez komunistyczną szajkę; 9 marca dostałem od pałkarzy Moczara. Dla mnie pamięć Marca to tłumy młodzieży do głębi oburzonej tym, co wyrabiali komuniści, doprowadzając do wyjazdu Żydów z Polski, to strajki i protesty, to podarte gazety i hasła: „Prasa kłamie!!!”, to represjonowani za protesty, wyrzucani ze studiów, a także proreżimowe masówki, grupy spędzonych, obojętnych robotników i ormowców „popierających” walkę z „syjonizmem”.

To są przecież dwa zupełnie różne obrazy Polski i Polaków, ale tylko ten drugi, antysemicki i złowrogi, jest w dzisiejszej wizji Marca przypominany i kreowany. Tamtej młodej Polski, protestującej przeciwko rządowej, odgórnie rozpętanej kampanii antysemickiej, oburzonej do głębi rasistowską polityką Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i wystąpieniami Kąkola, stającej w obronie swoich kolegów, tych zrewoltowanych uczelni, tysięcy studentów w całej Polsce, tysięcy Polaków – niemal nie ma w obrazie Marca kreślonym przez „GW”.

Był tylko obraz Polski antysemickiej – masówek aktywu robotniczego i ormowców, świadczących o rzekomym antysemityzmie Polaków. Polska oburzona partyjną kampanią, potępiająca antysemityzm, niepasująca przecież do generalizującego, złowrogiego obrazu Polaka-antysemity, z historii Marca wyparowała.

Niestety, skuteczna praca części naszych elit, szczególnie tych z kręgu „Wyborczej”, miała i ma – należy mieć nadzieję, że stan ten szybko ulegnie zmianie – wpływ na kształtowanie obrazu Polaków w świecie jako współwinnych, a nawet sprawców Holocaustu. Skoro sami kłamliwy wizerunek Polski kreujemy i światu pokazujemy filmy „Pokłosie”, „Ida” i im podobne wydarzenia kulturalne, trudno się dziwić, że inni, w tym ci szczególnie nam nieżyczliwi, chętnie pomagają naszej własnej propagandzie.

Niełatwa do pojęcia antypolska kampania, zakłamująca obraz stosunków polsko-żydowskich, 26 lat pedagogiki wstydu skutecznie zakłamały historię. Sprawy incydentalne, działania marginesu społecznego, postępowanie zdrajców i renegatów uogólniono na cały naród. Narracja eksportowana przez obecne elity, które tyle złego Polsce i Polakom zrobiły, logika jątrzenia, podkreślanie tego, co dzieliło Polaków i Żydów, a nie tego, co ich łączyło, wydała i wydaje zatrute owoce.

Trzeba wykonać ogromną pracę całego państwa, tak jak to robili Żydzi od lat 50. XX wieku, aby przywrócić Polsce i Polakom dobre imię. Na naszych oczach realna staje się wszak teza, że to Niemcy bronili Żydów przed Polakami…

Zmiana dzisiejszej sytuacji zależy jednak nie tylko od Polaków, lecz także od drugiej strony. Może więc postulat Dawida Wildsteina wspólnego działania Polaków i Żydów w tej sprawie powinien trafić również, a może przede wszystkim, do środowisk żydowskich i przekonać je do zmiany ich nastawienia wobec Polaków.

Polacy potrzebują propolskich środowisk żydowskich – zafascynowanych polskością, lubiących Polskę i Polaków, stojących po naszej stronie, wydobywających z historii rzeczy wspólne i pozytywne, a nie tropiących z pasją odwieczny, rzekomo wrodzony polski antysemityzm.

Jest wielka praca do wykonania, aby nadrobić dziesięciolecia zaniedbań i by wyeliminować propagandowe kłamstwa, by zmienić czarny pijar i obraz Polski, jaki w świecie, a przede wszystkim w Ameryce, środowiska żydowskie niechętne Polsce i Polakom stworzyły. I nie tylko one, bo Niemcy i Rosja mają też wielkie w tym względzie zasługi.

Ostatni przykład autentycznej już nie tylko „mowy nienawiści”, lecz wręcz patologicznej nienawiści do Polaków i Polski Jana Grossa, który na łamach niemieckiego dziennika zaatakował kraje Europy Środkowej, w tym Polskę, twierdząc, że „ohydne oblicze Polaków pochodzi jeszcze z czasów nazistowskich” i „w czasie II wojny światowej Polacy zabili więcej Żydów niż Niemców”, pokazuje, że ten wysiłek jest nie tylko konieczny, ale powinien stać się ważną częścią polskiej racji stanu.

za: niezalezna.pl

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Antypropaganda i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.