Orwell ciągle potrzebny

fot. REX FEATURES /EAST NEWSSzymon Babuchowski

Nikt tak jak on nie demaskował absurdów tkwiących w systemach totalitarnych. Jednak i dzisiaj jego książki nie straciły na aktualności. Ciągle bowiem ideolodzy różnej maści próbują zaklinać rzeczywistość za pomocą języka.

Choć swój „Rok 1984” napisał tuż po II wojnie światowej, przewidział w nim to, co miało dziać się przez następne lata. Ta niemal prorocza wizja zmarłego przed 65 laty George’a Orwella była wynikiem nie tylko niezwykłej zdolności obserwacji, ale przede wszystkim osobistego doświadczenia.

Wiara w przyzwoitość

Urodzony w Bengalu syn urzędnika brytyjskiej administracji naprawdę nazywał się Eric Arthur Blair. Jego życiorys od samego początku pełen jest niespodziewanych zwrotów. Najpierw opuścił ekskluzywną Eton College, jedną z najstarszych w Anglii szkół, później porzucił służbę w Królewskiej Policji Imperialnej w Birmie. Wiódł życie trampa, a czasami nawet żebraka, imając się po drodze najróżniejszych zawodów: od nauczyciela i policjanta po zbieracza chmielu i hodowcę drobiu.

Jednak wydarzeniem, które najbardziej odmieniło życie Orwella, był udział w wojnie domowej w Hiszpanii, opisany w książce „W hołdzie Katalonii”. Pisarz walczył po stronie republikańskiej – najpierw w milicji Robotniczej Partii Zjednoczenia Marksistowskiego, a następnie w oddziałach ochotników wystawionych przez brytyjską Independent Labour Party. Był to dla Orwella czas traumatycznych przeżyć, nie tylko ze względu na doświadczenia brudu, zimna czy głodu. Gdy bowiem wybuchła „wojna domowa w ramach wojny domowej” między anarchistami a stalinowcami, pisarz musiał ukrywać się przed represjami. Został też postrzelony przez snajpera w gardło.

Nic więc dziwnego, że czas ten stanowił cezurę w biografii Orwella. Właśnie od tego momentu rozpocznie się w jego twórczości demaskacja zbrodniczej roli sowieckich służb specjalnych oraz intelektualna walka z totalitaryzmami. „Ktoś, kto napatrzył się na podobne do hiszpańskich tragedie – a wojna w tym kraju, bez względu na jej wynik, była wstrząsającą tragedią, niezależnie od samej rzezi i ludzkich cierpień – wcale nie musi ulec rozczarowaniu i stać się cynikiem. Rzecz dziwna, ale wszystkie przeżycia wzmogły we mnie, a nie umniejszyły – wiarę w ludzką przyzwoitość” – pisał w zakończeniu książki „W hołdzie Katalonii”.

Równe i równiejsze

Ta przyzwoitość kazała mu przestrzec ludzkość przed mechanizmami walki politycznej, które udało mu się rozszyfrować. „Czasami ogarnia mnie lęk, że nie ockniemy się z tego snu, że wyrwie nas z niego dopiero huk bomb” – notował jeszcze przed rozpoczęciem II wojny światowej, budząc z letargu swoich rodaków. W czasie powstania warszawskiego występował w obronie Polaków, ostro krytykując zachowawcze nastawienie lewicowej prasy i w ogóle całej brytyjskiej inteligencji: „Pamiętajcie, że każdy z was zapłaci za swoją nieszczerość i tchórzostwo. Nawet nie myślcie, że przez lata będziecie służalczo lizać buty sowieckiego reżimu i nagle znowu powrócicie do duchowej godności”.

Ostrzeżeniem przed totalitaryzmem – zwłaszcza tym w wydaniu sowieckim – był też napisany podczas wojny „Folwark zwierzęcy”. Orwell ubrał tam mechanizmy polityki w kostium świata zwierząt domowych. Akcja tej powieści nie jest skomplikowana: po wygnaniu zarządcy gospodarstwo przejmują zwierzęta, które zapisują na ścianie obory siedem podstawowych zasad. Wkrótce jednak okazuje się, że zasady są po to, żeby je łamać, a do naczelnego hasła: „Wszystkie zwierzęta są równe” bardzo łatwo dopisać: „…ale niektóre są równiejsze od innych”. Zapowiadana sielanka okazuje się fikcją. Jeden terror zostaje zastąpiony przez inny.

O ile w bohaterach „Folwarku zwierzęcego” można dopatrzeć się aluzji do konkretnych postaci (np. Napoleon – Stalin, Snowball – Trocki, Major – Lenin), o tyle „Rok 1984” jest dziełem o wiele bardziej uniwersalnym, zawierającym dogłębną analizę politycznej manipulacji. Fabuła rozgrywa się w wyobrażonym Londynie przyszłości, gdzie życie wszystkich obywateli podporządkowane jest potężnemu aparatowi władzy. Państwo sprawuje kontrolę totalną dzięki wszechobecnym teleekranom, pełniącym jednocześnie funkcję szpiegowskich kamer („Wielki Brat patrzy”), rozwinięty jest też system donosicielstwa. Jednak tym, co Orwell opisał tak wnikliwie jako pierwszy, była nowomowa – sztuczny język stworzony w tym modelowym totalitarnym państwie. Charakteryzowała się ona tendencją do eliminowania ze słownika pojęć niewygodnych, które mogłyby zaszkodzić reżimowi. Władze powieściowej Oceanii dążyły do stworzenia języka, w którym nie dałoby się nawet pomyśleć czegoś, co godziłoby w panujący system.

Terror poprawności

Podczas gdy jedne pojęcia znikały, zastępowały je inne, często o przeciwstawnym znaczeniu. I tak Ministerstwo Pokoju zajmowało się wojną, Ministerstwo Prawdy – fałszowaniem informacji, Ministerstwo Miłości odpowiedzialne było za aparat terroru, a Ministerstwo Obfitości przyznawało głodowe racje żywnościowe. Kto próbował wyjść poza schemat narzucony przez władzę, popełniał „myślozbrodnię”, za którą groziła „ewaporacja” – egzekucja połączona z całkowitym wymazaniem z historii. Niby absurdalne, a przecież dzieje XX wieku znają takie przypadki. Na przykład w Związku Radzieckim dość powszechna była praktyka usuwania ze zbiorowych zdjęć osób, które popadły w niełaskę Stalina.

W PRL-u dzieła Orwella objęte były zakazem publikacji. „Rok 1984” ukazał się w oficjalnym obiegu dopiero w 1988 r., a więc prawie czterdzieści lat po premierze. Wydawać by się mogło, że po odzyskaniu wolności książka odejdzie do lamusa, pozostając co najwyżej świadectwem strasznych czasów, które minęły bezpowrotnie. Nic bardziej mylnego. Siła powieści Orwella polega na tym, że opisuje ona ponadczasowe mechanizmy rządzące światem zwodniczych ideologii. W systemach totalitarnych osiągnęły one swoje apogeum, ale w zawoalowanej formie trwają do dzisiaj. Jak dowodzi niemiecka socjolog Gabriele Kuby, dziś niezauważalnie rośnie w siłę nowy totalitaryzm – ubrany w miękkie szaty poprawności politycznej. „Obecnie nie tępi się w Europie jawnie żadnych grup ludności – pisze Kuby – ale jest ukryty wyjątek: co roku na całym świecie ponad 40 milionów dzieci zostaje przed urodzeniem zabitych w łonach swych matek. (…) Nie istnieje żadne ministerstwo propagandy, takie jak w III Rzeszy, ale ma miejsce coraz większe ujednolicenie mass mediów, które jednomyślnie propagują rozregulowanie norm seksualnych. Nie ma urzędu cenzury państwowej, ale jest państwowa i uniwersytecka polityka językowa, która forsuje zasady »nowego języka« w celu stworzenia nowego, »genderowego« człowieka”.

Ośmieszenie pojęcia czystości, zinstrumentalizowanie słowa „tolerancja” albo stworzenie nowych pojęć zaklinających rzeczywistość, jak „homofobia” albo „mowa nienawiści” – czy nie jest to właśnie nowomowa? Tak długo jak język pozostanie narzędziem manipulacji, Orwell będzie nam potrzebny. Lektura jego książek nie pozwala bowiem wyłączyć myślenia. Nawet jeśli miałaby to być myślozbrodnia.

za: gosc.pl

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.