Halina Konopacka

Halina Konopacka fot. Narodowe Archiwum CyfroweMoja mała biało-czerwona chorągiewka musi wyrosnąć w wielki sztandar – mówiła sobie po cichu, zanim rzuciła dyskiem w 1928 r. w Amsterdamie. Pierwsza w historii polska mistrzyni olimpijska i Miss Olimpiady w kraju tulipanów była nie tylko fanatyczną patriotką, lecz także poetką, malarką i żoną szefa polskiego wywiadu z czasów wojny polsko-bolszewickiej.

– pisze Piotr Lisiewicz

[fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe]

W nocy z 17 na 18 września 1939 r. granicę polsko-rumuńską przekracza dziwny konwój. Według oficjalnych papierów ciężarówki wiozą „przedmioty kultu i przedmioty artystyczne”. W rzeczywistości w skrzyniach znajduje się polski skarb narodowy – rezerwy złota. Wcześniej 75 jego ton przeładowano na stacji kolejowej w Śniatyniu z ciężarówek do wagonów i przewieziono przez granicę pociągiem.
Za kierownicą jednej z ciężarówek, brawurowo wymykających się wcześniej niemieckim bombardowaniom i wkraczającej sowieckiej armii, siedzi kobieta. Jej twarz zna cały czytający gazety świat. To Halina Konopacka, pierwsza mistrzyni olimpijska w historii Polski i miss olimpiady w Amsterdamie z 1928 r.

Płaczą, wiją się szlaki wzdłuż i w poprzek krajów,
Wagon leci przez ciemność płonącym zarzewiem,
I szukam drogowskazu na każdym rozstaju,
Bo wiedziałam, jak odejść, lecz jak wrócić – nie wiem

– te słowa jej wiersza wydrukowanego w „Skamandrze” spełnić się miały w jej życiu. Mistrzyni olimpijska, poeta i malarka, żona Ignacego Matuszewskiego, współpracownika Józefa Piłsudskiego, ocalając polskie złoto, emigrowała z Polski na zawsze.

„Pchanie kuli i pisanie wierszy”

„Dysk, narty, rakieta i pędzel malarski. Pchanie kuli i pisanie wierszy. Oszczep i hafcik Richelieu. Sport i poezja. Kontrasty czy harmonia? Kobieta o wspaniałej sprawności fizycznej i duszy poetki” – pisał o Konopackiej w książce „Z lamusa warszawskiego sportu” Tadeusz A. Grabowski, dziennikarz sportowy i powstaniec warszawski.
Halina Konopacka urodziła się 26 lutego 1900 r. w Rawie Mazowieckiej jako najmłodsza córka Jakuba Konopackiego i Marianny z Raszkiewiczów. Pochodziła z rodu szlacheckiego, ponoć historycznie spowinowaconego z Tatarami. „Konopaccy z chętnym i wiernym umysłem, godnie i z niezachwianą przywiązania wytrwałością, Ojczyźnie służyli” – pisał król Zygmunt Stary. Wedle rodzinnych przekazów Konopaccy spokrewnieni mieli być też z Mikołajem Kopernikiem. Majątek tracili po insurekcji kościuszkowskiej i powstaniach.
Halina jeszcze jako dziecko przeprowadziła się do stolicy. Miała siostrę Czesławę i brata Tadeusza, który był piłkarzem warszawskiej Polonii. Bawiła się na terenie Ogrodów Gier i Zabaw Ruchowych im. W.E. Raua. – No więc właśnie w tym ogródku grałyśmy w jakąś grę, w której należało rzucić piłką jak najcelniej. I ja wygrałam i otrzymałam w nagrodę dużą, kolorową piłkę. Szłam potem, trzymając tę piłkę z całej mocy, aby nikt z chłopców nie wyrwał mi tego, co wygrałam po raz pierwszy w życiu – wspominała w 1926 r. na łamach „Przeglądu Sportowego”.
Jej starszy brat Tadeusz był już znanym piłkarzem warszawskiej Polonii. – Pamiętam, że słowa „back”, „goal”, „match” – robiły na mnie wrażenie czegoś tak poważnego i niedostępnego, jak co najmniej algebra – mówiła w owym wywiadzie. Ukończyła warszawskie Gimnazjum Celiny Plater-Zyberk.

Tatry, czyli pragnę błądzić jeszcze

Jej związki ze sportem zaczęły się od narciarstwa. We wczesnej młodości zapisała się na narciarski kurs i odtąd każdą zimę spędzała w Zakopanem. W Tatrach nosiła przydomek „Czerbieta”. Był to skrót od „czerwona kobieta”, pochodzący od koloru swetra i beretu, które miała na sobie podczas zjazdów po białym śniegu. Jak pisze Maria Rotkiewicz w szkicu „Mistrzyni dysku, pióra i palety” (ukazał się on wraz z tomikiem „Któregoś dnia” w 2008 r.), stylowe berety i fantazyjne czapeczki, które miały stać się jej znakiem rozpoznawczym, dziergała sobie sama.
Konopacka często wspominała pierwszą wycieczkę na nartach, ciężki plecak i boleśnie obtarte stopy. To miłość do gór przyczyniła się do powstania jej niepowtarzalnej osobowości – kobiety wytrzymałej na trudy i jednocześnie wrażliwej poetki zapatrzonej w odległe krajobrazy. W jej poezji z tego czasu jest miłość do przygody i niechęć do utonięcia w szarzyźnie życia. W wierszu „Któregoś dnia” zapowiada początkowo ustatkowanie się:

Któregoś dnia – ach, wiem to,
Płynąc nie wiedząc skąd,
Spod żagla płacht rozpiętych
Na twardy wyjdę ląd.

Zamienię chwiejną topiel
Na żyzny, pewny grunt –
Głęboko w nim zakopię
Ostatni, młody bunt.

Zamknie się wielka roztocz,
Ogromny dawny świat,
I zbiegnie w dróżkę prostą
Zwyczajnych ludzkich lat.

Lat jakichś nie tak wielu,
Co przeżyć trzeba z kimś –
W dziesiątka wiosen weselu
W smutku dziesiątka zim.

Niespokojny, tatrzański duch Konopackiej triumfuje jednak w zakończeniu wiersza, gdzie rozsądne kalkulacje przegrywają z pragnieniem, które wyrywa się z jej duszy:

Lecz póki siły we mnie
Zawracam popod prąd
Próbując nadaremnie
Ominąć bliski ląd
I w wielką uciec przestrzeń
Przed dniem, co musi przyjść –
Bo pragnę błądzić jeszcze
Nim kiedyś zacznę iść.

Tak, Konopacka nie była „gwiazdą sportu”, o której wierszach, jako ciekawostce, stało się głośno dzięki olimpijskim sukcesom. Była poetką najprawdziwszą, drukowaną w „Skamandrze” jeszcze przed sportowymi triumfami, obok debiutujących rówieśników, w przyszłości najznakomitszych nazwisk w polskiej poezji.

Pierwszy rzut dyskiem, czyli rekord Polski

Podczas studiów na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Warszawskiego za namową koleżanek poszła na trening do Parku Szkolnego „Agrykola”, a potem wstąpiła do AZS. Dyscyplin sportu, które uprawiała, wyliczyć trzeba wiele: tenis, koszykówka (mierzyła 181 cm wzrostu), pływanie, wreszcie… rajdy samochodowe. Jak pisano, wytwornie prezentowała się za kierownicą własnego kabrioletu. W końcu za namową koleżanki ze studiów Haliny Woynarowskiej przystąpiła do sekcji lekkoatletycznej AZS, gdzie trenowała biegi sprinterskie, pchnięcie kulą, oszczepem i dyskiem.
Ze swą koronną konkurencją zetknęła się przypadkiem. Według relacji znajomych przyszła pewnego razu na stadion i zachęcona przez kogoś wzięła dysk do ręki. I od razu rzuciła nim dalej, niż wynosił ówczesny rekord Polski.
O tym, że dysk będzie dla niej najważniejszą konkurencją, zdecydował w 1924 r. francuski selekcjoner polskich lekkoatletów Maurice Baquet. Już w pierwszym roku swoich startów zdobyła dwa tytuły mistrzyni Polski – w pchnięciu kulą i rzucie dyskiem oraz wicemistrzostwo w skoku wzwyż. W błyskawicznym tempie zaczęła doganiać światową czołówkę. W 1926 r. ustanowiła pierwszy rekord świata w rzucie dyskiem.
Próba wymienienia wszystkich jej sukcesów naraziłaby autora na liczne sprostowania pasjonatów sportowej statystyki. Dlatego w skrócie: mistrzostwo Polski zdobywała 27 razy, z czego m.in. siedem razy w rzucie dyskiem, pięć razy w pchnięciu kulą, dwa razy w rzucie oszczepem, raz w skoku wzwyż, a dalej trzeba by wymieniać liczne sztafety i wieloboje. Dość powiedzieć, że w krajowych mistrzostwach z 1928 r. wystąpiła aż w… dziesięciu konkurencjach, w siedmiu zdobywając złoto.
Pierwszy złoty medal w rywalizacji światowej zdobyła w II Światowych Igrzyskach Kobiecych w Goeteborgu w 1926 r. Był to czas walki kobiecej lekkoatletyki o zrównanie w prawach z męską, który zakończył się sukcesem – lekkoatletki dopuszczono, na równi z mężczyznami, do igrzysk olimpijskich w 1928 r.

„Moja mała biało-czerwona chorągiewka musi wyrosnąć w wielki sztandar”

W czasie igrzysk w Amsterdamie w 1928 r. Polska zdobyła dwa pierwsze złote medale w swojej historii: Halina Konopacka w rzucie dyskiem i Kazimierz Wierzyński w dziedzinie poezji za tomik „Laur Olimpijski” (w ramach olimpiady odbywał się konkurs literacki).
Tak więc w rzucie dyskiem triumfowała polska poetka, a w poezji redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego”, którym był jeden najwybitniejszych polskich poetów XX wieku. Zapewne to zestawienie mówi najlepiej o tym, czym polski sport przedwojenny różnił się od obecnego, komercyjnego i zarządzanego przez postkomunistycznych działaczy… „Dla nas »Laur Olimpijski« był wyznacznikiem romantycznych wartości, które widzieliśmy w sporcie, które w nim utrwalaliśmy” – mówiła Konopacka.
A może jeszcze więcej mówi o owej przemianie polskiego sportu fakt, że i Konopacka, i Wierzyński w czasach komunizmu znaleźli się na wygnaniu? Ale na razie – na bok dygresje.
Konopacka po latach swój złoty medal i kolejny rekord świata wspominała tak: „Z prawej strony była grupka Polaków, którzy mieli biało-czerwone chorągiewki. I one właściwie wygrały tę olimpiadę. Bo czułam, że winna jestem tym ludziom i tym chorągiewkom, które Polskę reprezentowały, ten wynik… Moja mała biało-czerwona chorągiewka musi wyrosnąć w wielki sztandar”.
Po jej rzucie czterej panowie w białych melonikach pochylili się nad murawą i coś drobiazgowo notowali (film z wydarzenia zachował się i jest na YouTube). Aż wreszcie ogłosili: 39 metrów i 62 centymetry, a więc rekord świata pobity o 44 centymetry!
Potem był Mazurek Dąbrowskiego po raz pierwszy po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Ręcznie wciągnięta została na maszt wielka biało-czerwona flaga.

„Kiepura pyskiem – Konopacka dyskiem”

Do sportowego triumfu dokłada jeszcze jeden – zwycięstwo w plebiscycie na Miss Olimpiady. Wedle legendy pewien zakochany w sportsmence arystokrata spod Poznania miał zatrzymać pociąg, którym wracała z igrzysk.
Potem były tłumy na ulicach Warszawy i słowa Marszałka Piłsudskiego w Belwederze: „Ach, to pani gdzieś tam w Amsterdamie zdobyła dla nas złoty medal! To dobrze! To służy Polsce!”.
„Ilustrowany Kurier Codzienny” pisał: „Dla nas to sprawa narodowa. Przez wiele lat zaprzeczano nam prawa do równego rozwoju z naszymi sąsiadami. Wykazywano nam z matematyczną pewnością, że nie potrafimy osiągnąć takiego poziomu kultury, choćby fizycznej, co inni. Że jesteśmy skazami na naśladowanie cudzych wzorów”.
I kilka dni później: „Owacje w Warszawie na cześć Konopackiej… Na wczorajszym przedstawieniu w teatrze »Morskie Oko«, obecna była p. Halina Konopacka, nasza tryumfatorka z Amsterdamu. Po skończonem przedstawieniu publiczność zgotowała jej owację, a dyrekcja teatru ofiarowała jej wiązankę kwiatów”.
Konopacka sławą dorównała polskiemu śpiewakowi Janowi Kiepurze, co ulica komentowała tyleż trafnie, co dosadnie: „Kiepura pyskiem – Konopacka dyskiem”.

Żona redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”

W grudniu 1928 r. Konopacka wyszła za mąż za Ignacego Matuszewskiego. Jego ojcem był krytyk literacki Ignacy Erazm Matuszewski, a ojcem chrzestnym Bolesław Prus.
O zasługach Matuszewskiego dla Polski najlepiej świadczyły… dwie kary śmierci. W odpowiedzi na tę wydaną na niego przez bolszewików zajął Mińsk Litewski, przepędzając stamtąd w lutym 1918 r. garnizon bolszewicki. Kolejna kara śmierci była od Niemców.
Niezwykle ważną rolę Matuszewski odegrał w czasie wojny polsko-bolszewickiej, gdy stał na czele polskiego wywiadu, czyli Oddziału II Sztabu Generalnego. Po klęsce bolszewików Piłsudski powiedział: „Była to pierwsza wojna, którą Polska prowadziła od wielu stuleci, w czasie której mieliśmy więcej informacji o nieprzyjacielu, niż on o nas”.
W niepodległej Polsce Matuszewski był m.in. ministrem skarbu, dyplomatą i pułkownikiem Wojska Polskiego oraz czołowym publicystą i redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej”. Był także publicystą sportowym, zamieszczającym artykuły w „Przeglądzie Sportowym” i „Stadionie”.
Ślub młodej pary odbył się między Bożym Narodzeniem a sylwestrem – 28 grudnia 1928 r. w Rzymie, gdzie Matuszewski był wcześniej attaché wojskowym. Po powrocie z podróży poślubnej państwo Matuszewscy zamieszkali w Warszawie przy ulicy Filtrowej 69, tuż obok obecnej redakcji „Gazety Polskiej”.
W szopce politycznej „Cyrulika Warszawskiego” z 1927 r. Konopacka pojawia się razem z czołowymi politykami. Podziwia ją przyszły premier Felicjan Sławoj-Składkowski:

Tej nie trzeba lekarstwa – co za nogi! płuca!
Na zbity dysk uciekaj, gdy oszczepem rzuca,
Co za skoki o tyczce. – Skąd to w tej dzieweczce?

Konopacka:
Pan już także wykonał ładny skok o teczce.

Składkowski:
Gdyby nam takich więcej, niech tak wszystkie panie!
Dopiero pospolite miałby kraj ruszanie. (…)

Konopacka:
Śpiewa na melodię „Rosła kalina”

Rosła Halina z biodrem szerokiem,
Nad Azetesu rosła potokiem,
Duży skok miała, dyskiem rzucała
I czasem wdzięcznie okiem strzelała (…)

Dawniej kobieta cierpiąca czule
Rzucała męża albo swe dziatki,
Dziś się ubiera w zielone gatki,
Ciska oszczepem lub rzuca kule,
Nie wie, co plotki, garnki i kuchnie,
Skacze przez płotki, nigdy nie puchnie.

Jak opisuje Rotkiewicz, mimo bywania na dyplomatycznych rautach nie zmanierowała się, pozostała skromna, przyjaźniła się nadal z koleżankami i kolegami z klubu. O tej „nieprzemakalności” na światowy blichtr i najwyższej wartości polskości w swoim życiu pisała w wierszach:

W drzemiącym popod śniegiem dworku Antokolu,
Kiedy miesiąc mnie budził poprzez okiennice,
Marzyłam o Paryżu, Rzymie, Neapolu,
Nieba bardziej głębokie, srebrniejsze księżyce.

I Alp szczyty garbate i minione lata
Przebiegła, przemierzyła niecierpliwie droga,
Przeglądałam się w lustrze tylu stolic świata –
I nie wiem, czym bogatsza, czym bardziej uboga?

Bogatsze kraje i sławne stolice nie są jej światem, a ich blichtr okazuje się przereklamowany:
Bo nigdzie nie był księżyc srebrniejszy nad głową,
Ani niebo wiosenne bardziej tajemnicze,
Niż wówczas, kiedy pierwsze z ust mi padło słowo
Ciepłą nocą, na łąki mokre pod Łowiczem.

Później już – wśród ogrodów i fontann Wersalu –
Kłamałam mimo woli drżącymi wargami,
Jak w malutkich Koluszkach na ogromnym balu,
Kiedy w tłumie – pamiętasz? – zostaliśmy sami.

Konopacka w swych wierszach cały czas szukała powrotu do dzieciństwa, wczesnej młodości, prostoty. Jak w wierszu „Zabawa”:

Jak ze wspomnieniem młodości
Niemądrem, drobnem i słodkiem,
Tak nad przepaścią przyszłości
Z maleńkim bawię się kotkiem. (…)

Wargi mi uśmiech rozchyla
Tak po dawnemu dziecinny,
Jakby mnie mogła ta chwila
Wrócić w stracony świat inny.

Masz pan Niemkę, bo Konopacka już się sprzedała

W 1929 r. ukazał się jej tomik poezji. Mimo awansu na ministrową kontynuowała sportową karierę, zdobywając kolejny tytuł mistrzowski w rzucie dyskiem na III Światowych Igrzyskach Kobiecych w Pradze w 1930 r. Skalę popularności Konopackiej oddaje anegdota opisana przez relacjonującą igrzyska reporterkę pisma „Start”: „Chłopcy – sprzedawcy w drugimi dniu zawodów krzyczą we wszystkich językach: »Dwie najlepsze lekkoatletki igrzysk, Konopacka i Walasiewiczówna«. Zatrzymuję się, oglądam fotografie. I czerwienieję na sekundę z pasji, by za chwilę śmiać się do łez. Na fotografii widzę, ni mniej ni więcej, tylko dwie lekkoatletki… Jedna wyższa, druga trochę niższa. Obie mają na piersiach… orły, naturalnie orły niemieckie! – Ależ, to są Niemki, wołam oburzona, gdzie pan tu ma Walasiewiczównę i Konopacką? – Sprzedawca uśmiecha się figlarnie: – Widzi Pani, wszystkie Konopackie i Walasiewiczówne… sprzedane. A tu wciąż nowe zamówienia”.
Jak się okazuje, handlarz uznał, że skoro obie mają na piersi orła, to kupujący nie zauważą, że jest on niemiecki, a nie polski. Ot, specyfika ery przedtelewizyjnej…
Konopacka dwukrotnie wygrywa plebiscyt „Przeglądu Sportowego” na najpopularniejszego sportowca.

Transatlantyk z odznaką Pierwszej Brygady

Z lekkoatletycznej kariery rezygnuje w 1931 r. jako niepokonana dyskobolka. „Oddaję dysk w dobre ręce” – stwierdza, mając na myśli młodą Jadwigę Wajsównę, która wkrótce także bić będzie światowe rekordy.
Nie zrywa jednak całkiem ze sportem – gra w tenisa w warszawskim Lawn Tenis Klubie. W Mistrzostwach Polski dotarła w 1937 r. do półfinału.
W 1935 r. Konopacka została redaktorem naczelnym dwutygodnika „Start”. 12 maja tego roku umiera Józef Piłsudski, do którego najbliższych współpracowników należy jej mąż. Dla uczczenia Marszałka pierwszy polski transatlantyk przyjmuje nazwę MS Piłsudski. Jest on bliźniaczym statkiem wodowanego rok później MS Batory. We wrześniu 1935 r. statek rusza w swój pierwszy rejs do Nowego Jorku. Konopacka relacjonuje na łamach „Startu”: „Wszystko to wygląda na wielki bal w biały dzień… »Piłsudski« dumne imię wziął, odznakę 1-ej Brygady do piersi przypiął. Rozparł się barczyście przy kamiennym brzegu portu, mostki jak ramiona na brzeg zarzucił, lśni białością i ryczy świętem. Chodzimy dumni po pokładach. Wzruszenie doskakuje do gardła”.
Wśród honorowych gości obok Konopackiej na statku znaleźli się generałowie Wieniawa-Długoszowski i Orlicz-Dreszer. Jak wspominał Tadeusz Wittlin w książce „Szabla i koń”, po przybyciu do Nowego Jorku zamieszkali oni w hotelu Ambassador, gdzie doszło do zabawnej pomyłki. Wieniawa i Dreszer wystawili swoje oficerskie buty na korytarz do wyczyszczenia, nie wiedząc, że takie usługi w amerykańskich hotelach nie są znane. „Wysokie kawaleryjskie buty z ostrogami na baczność, strzegące drzwi pokojów swoich lokatorów, robiły tak dziwne wrażenie, że pewien nowojorski reporter zrobił ich zdjęcie i zamieścił je w gazecie” – pisał Wittlin.
Później obaj usłyszeli, że ich buty mogły trafić na śmietnik, bo w amerykańskim hotelu wystawienie jakichkolwiek przedmiotów przed drzwi oznacza, że obsługa ma je wyrzucić.
W ostatnich latach II Rzeczypospolitej Ignacy Matuszewski, krytyczny wobec sanacyjnych rządów po śmierci Marszałka, ostrzegał przed wybuchem wojny. Na łamach wileńskiego „Słowa” prowadził kampanię na rzecz zwiększenia budżetu wojskowego. Uważał, że Polska jest za słaba na wojnę z Niemcami. Przewidywał też okupację naszego kraju przez Niemcy i Związek Sowiecki.

Brawurowa ucieczka z polskim złotem

Wrzesień 1939 r. potwierdził, że miał rację. Jak doszło do brawurowej akcji, dzięki której udało się wywieźć z kraju polskie złoto?
Już po kilku dniach września zorientowani mogli obawiać się polskiej klęski. Poranny komunikat z 5 września mówił o tym, że Niemcy zajęli Śląsk, Częstochowę, Bydgoszcz i Grudziądz. Rozpoczęła się akcja, której celem było uratowanie polskiego skarbu narodowego: złota Banku Polskiego i walorów Funduszu Obrony Narodowej. Niemal połowa złota, wartego w sumie 462 mln zł, znajdowała się w Warszawie, reszta w Siedlcach, Lublinie, Zamościu i Brześciu nad Bugiem.
Akcję tę opisał Sławomir Cenckiewicz na łamach „Uważam Rze. Historia” w tekście „Ocalić polskie złoto!”. Kierował nią płk Adam Koc, były oficer wywiadu i prezes Banku Polskiego. Złoto z Warszawy i Lublina przewiezione zostało do Łucka. Nad miastem krążyły niemieckie samoloty, a niemieckie radio podawało uzyskane od szpiegów informacje o tym, gdzie znajduje się kruszec.
Pułkownik Koc otrzymał właśnie rozkaz wyjazdu na Zachód, gdzie miał negocjować pomoc finansową i wojskową dla Polski. W Łucku spotkał dawnych przyjaciół – Ignacego Matuszewskiego z żoną oraz byłego ministra przemysłu i handlu Henryka Floyara-Rajchmana. Mimo że byli oni po śmierci Marszałka w opozycji wobec Koca, bez wahania powierzył im ewakuację złota.
Doświadczenie Matuszewskiego z czasów pracy w wywiadzie przydało się. Jak pisze Cenckiewicz, w obawie przed bombardowaniami, dywersją i agenturą przystąpili oni do reorganizacji kolumny transportowej. Zmniejszyli liczbę pojazdów, dokonali selekcji personelu, zmniejszając go do około 30 osób, sformowali eskortę policyjną. Jedną z ciężarówek ze złotem kierowała dawna uczestniczka rajdów samochodowych Halina Konopacka-Matuszewska.
Całość ewakuowanego z różnych kierunków skarbu udało im się skoncentrować w jednym miejscu w pobliżu granicy. Matuszewski wraz z Konopacką dotarli z transportem złota do rumuńskiej Konstancy. Po niezliczonych perypetiach udało im się dostarczyć go poprzez Rumunię, Turcję i Syrię do polskiego rządu we Francji.
Tam Matuszewskiego – jako piłsudczyka – spotkała zamiast wdzięczności niechęć ze strony otoczenia Sikorskiego, ale to już temat na oddzielną opowieść…
Po kapitulacji Francji Matuszewscy uciekli do Hiszpanii. Zostali tam aresztowani. Jak pisze Rotkiewicz, zwolnieni zostali w wyniku interwencji sędziwego Ignacego Jana Paderewskiego u samego prezydenta Roosevelta. Po wyjściu na wolność przez Portugalię przedostali się do Ameryki.
2 września 1941 r. znaleźli się w Nowym Jorku. Po zajęciu Polski przez sowiecką armię nie mogli wrócić do kraju. Matuszewski i Floyar-Rajchman współtworzyli Instytut Piłsudskiego w Nowym Jorku i Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia, który wkrótce stał się największą organizacją polonijną w USA.
Życie Matuszewskiego dobiegło krótko po wojnie końca. Jak pisze Cenckiewicz, „po latach wyjątkowej aktywności publicznej, represji ze strony Sikorskiego i Mikołajczyka, inwigilacji FBI oraz wymierzonych w niego tajnych operacji wywiadu sowieckiego płk Matuszewski zmarł nagle na atak serca 3 sierpnia 1946 r. Jego ciało spoczęło na cmentarzu Calvary w Nowym Jorku”.

Dusza na płótnie

Konopacka wyszła ponownie za mąż trzy lata później. „Nie wiem, czy pamiętasz takiego Szczerbińskiego, od mebli, brata Zdzisia z MSZ. W przyszłym tygodniu żeni się z Haliną Matuszewską”
– pisał poeta Jan Lechoń w liście do redaktora londyńskich „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego.
Ze Szczerbińskim Konopacka znała się jeszcze z czasów turniejów tenisowych w Milanówku. Był on współwłaścicielem meblarskiej firmy „Szczerbiński”. Potem pływał na statku MS Piłsudski. W 1941 r. znalazł się w Stanach Zjednoczonych. Natomiast jego brat, były dyplomata, osiadł w Lizbonie, gdzie kierował oddziałem Radia Wolna Europa.
Sama Konopacka za pośrednictwem Wolnej Europy przekazywała życzenia dla przyjaciół w kraju. W ramach wigilijnych życzeń z 1955 r. mówiła: „Ze sportem nie zerwałam. Prowadziłam przez kilka lat szkołę narciarską tutaj i miałam sklep ze sprzętem narciarskim. Jeżdżę teraz na nartach i gram w tenisa. Obecnie prowadzę magazyn krawiecki w okolicach Nowego Jorku”.
Szczerbiński zmarł w 1959 r. Przeniosła się wówczas do miejscowości Sebastian na Florydzie. Jak pisze Rotkiewicz, tam „rozwinęła swój kunszt malarski, który odziedziczyła po ojcu”. Założyła własną pracownię, malowała przede wszystkim kwiaty, a także pejzaże i martwą naturę. „To jest tak spontaniczne i tak fascynujące, to jest umiejętność przelewania duszy na płótno” – mówiła.
Jako malarka używała pseudonimu Helen George. Jej obrazy były pokazywane na wystawach, sprzedawane i miały dobre recenzje w amerykańskiej prasie.

Powracam do domu, którego już nie ma

Trzy razy w okresie powojennym przyjechała do PRL – w 1958 r., a także w latach 1970 i 1975. „Z racji na polityczną przeszłość Matuszewskiego i jego udział w wojnie z bolszewikami, jej pobyt w kraju nie był nagłaśniany. Zmieniło się to dopiero w 1975 roku, kiedy – jak się później okazało – Konopacka po raz ostatni odwiedziła Polskę” – pisze na swym blogu Łukasz Cegliński.
Co zobaczyła w swojej Polsce, którą kochała ponad życie? Być może było trochę jak w jej wierszu:

Stary powóz zajedzie przed stacyjki schody,
Mgły namokłe rozwlecze odchodzący pociąg,
Umilknie gwizd daleki, nasiąkły wilgocią,
Z drzew zakapią nie śpiesznie ciężkie krople wody. (…)

Na grobli z łąk usłyszę wołanie derkaczy,
Wyraźny, choć daleki stukot kół we młynie,
„Na wieki” napotkanej odpowiem dziewczynie
I wszystko, co się dzieje, zobaczę inaczej.

I zdawać mi się będzie, że czytam poemat,
W dawnym dworze, w milczeniu starej biblioteki
I uwierzę w to nawet, zamknąwszy powieki,
Że powracam do domu, którego już nie ma.

Jak podkreśla Cenckiewicz, nigdy peerelowskim agendom nie udało się namówić jej do działań rozbijających jedność polskich wygnańców, inspirowanych przez peerelowskie Towarzystwo Łączności z Polonią Zagraniczną Polonia. Utrzymywała do końca życia bliski kontakt z Wacławem Jędrzejewiczem, legionistą Piłsudskiego, ministrem II RP, a na emigracji pierwszym dyrektorem Instytutu Józefa Piłsudskiego.

Szczęście na Łysej Polanie

„Tak bardzo pamiętam tę Łysą Polanę pachnącą dymem sosnowego drwa, zalaną słońcem, uśmiechniętą z tym rozsiadłym schroniskiem po środku i gary maślanki góralskiej. Tam szczęście złapało mnie za serce i na wspomnienie robi mi się ciepło w nim” – pisała z wygnania do siostrzenicy Krystyny Koteckiej.
Ostatnie lata życia spędziła w domu spokojnej starości Bishop Glenny Home na Florydzie. Zmarła w nocy z 28 na 29 stycznia 1989 r. Zgodnie z jej wolą prochy przewieziono do Polski. Pochowana została na cmentarzu na warszawskim Bródnie.

Tekst ukazał się w Nowym Państwie

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Sylwetki, Wiersze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Halina Konopacka

  1. Jerzy pisze:

    Takich mieliśmy ludzi-bohaterów dwudziestolecia międzywojennego. Nikt nie wstydził się byc patriotą. Można jedynie zanucic pod nosem : „gdzie są chłopcy i dziewczęta tamtych lat”. Dzisiaj zmanipulowane i nijakie społeczeństwo, dżwiga się powoli z kolan. Da Bóg, że młoda Polska będzie już niedługo wspominac i święcic pamięc po tamtych ludziach.

    • Hetman Wielki Koronny Mikołaj Mielecki h Gryf-rotmistrz roty husarskiej ,wojewoda podolski,mecenas artystów,,opiekun zakonników pisze:

      i Zofia Stryjenska…To bylo jednak wyjaatkowe pokolenie,wyjatkowi ludzie , wyjatkowi artysci…Strzeminski…’Sztuka nie moze byc odlczona od milosci Ojczyzny” uwazal Jan Matejko. Dzis granice sa przekraczane

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.