Wspomnienia o Marii Fieldorf-Czarskiej

21 listopada 2010 

Tego dnia odeszła Maria Fieldorf-Czarska (*20 III 1925 Wilno – 21 listopada 2010 Gdańsk). Publikujemy zebrane wspomnienia i dokumenty o życiu córki Generała „Nila”.

NA STRONACH:
strona [2]  Uroczysty pogrzeb w Warszawie
strona [3]  Najwierniejsza strażniczka pamięci swego ojca + film dok. W sprawie generała Fieldorfa „Nila” 
strona [4]  Przesłania Marii Fieldorf-Czarskiej + film „Generał Nil”
strona [5] Wspomnienia + On wierzył w Polskę, film Aliny Czerniakowskiej

Przeczytaj: Tadeusz M. Płużański >Mordercy Generała Nila

 

Ireneusz Kaczmarek  

Serce polski będzie bić w nas


Tam było centrum polskości. W tym niepozornym dwupiętrowym bloku na obrzeżach Gdańska, przy małej bocznej uliczce, która nie mogła się nigdy doczekać remontu, tętniło serce Polski. Teraz przestało bić?

W niewielkim, skromnie urządzonym mieszkaniu, które jeszcze pamiętało naloty UB, mieszkała Pani Maria, córka Generała „Nila”. Nie był to jej dom rodzinny, bo Zło nie pozwalało Jej na wytchnienie, zmuszając to do opuszczenia Wilna, potem Brzeżan, Koloni Wileńskiej, następnie Łodzi, aż dotarła do Gdańska. Może gdyby się poddała, daliby Jej spokój. Niedoczekanie! Marii nie można było złamać, podobnie jak Jej Ojca. Była przecież córką szefa Kedywu! Sama jednak mówiła o sobie, że jest jedną z wielu, że w czasie Wojny Światowej wszyscy Polacy tak postępowali. Tak, ale gdy nastała okupacja sowiecka, stopniowo udawało się komunistom „nagiąć” wielu. Ona pozostała do końca niezłomna. Dlatego zawsze powtarzała: „Moją Ojczyzną jest Polska Podziemna”.

Od kiedy znałem Panią Marię, drzwi do Jej mieszkania były zawsze otwarte. I niemal za każdym razem, gdy Ją odwiedzałem, gościła ciekawe osoby, a rozmowy nigdy nie były błahe, powierzchowne, lecz skupione na sprawach najistotniejszych. Krótko mówiąc: Bóg, Honor, Ojczyzna. I rodzina. Tak, rodzina była dla niej niezwykle ważna. Pragnęła gorąco powrotu do Polski Zosi, córki jedynej siostry Krystyny, martwiła się o jej zdrowie, zawsze zatroskana o sprawy swoich bliskich.

Najczęściej można było u Pani Marii spotkać Panią Kazię Paradowską – łączniczkę AK z Wilna, więźniarkę Kaługi. Przyjaźniły się od dzieciństwa i choć koleje losu rozdzielały je czasem na wiele lat, to w końcu trafiły do Gdańska i zamieszkały w sąsiednich mieszkaniach, w tym samym bloku. Kazia umarła 26 dni przed Marią…

Po tym się poznaje prawdziwych przyjaciół, że są ze sobą na dobre i na złe. A na Panią Marię zawsze można było liczyć. Interesowała się szczerze sprawami każdego z nas, ciągle wsłuchana w drugiego człowieka, nie raz rozwiązywała nasze trudne historie życia codziennego, w zdrowiu i w chorobie.  Gdy Pani Kazia mocno podupadła na zdrowiu, znajdowała pomoc i opiekę u przyjaciółki, i na odwrót. A muszę dodać, że duch polskości tego miejsca nie byłby chyba pełny bez cudownej osoby, jaką była Pani Kazia. „Kazia z Wilna” – tak nazwał swój artykuł Piotr Szubarczyk opisując osobę, której nie da się ująć w słowach. Tak jak nikt i nic nie opisze takiej osoby, jaką była Pani Maria.

Gdy Pani Kazia odeszła na wieczną wartę, nie minął miesiąc, a spotkały się znowu razem…

Pani Maria – dumna i dobroduszna zarazem, wielka i schylona nad losem najsłabszych, nieustępliwa i zdecydowana. Powierzająca wszystkie ważne sprawy Bogu przez ręce Maryi. Tak, utożsamiała w sobie Polskość, to co w niej najlepsze, najszlachetniejsze.

Choć ten rok jest dla Polski i Polaków tak trudny, a szczególnie ciężkie są to chwile dla nas, którzy straciliśmy ukochaną i bliską osobą, to jednak niech to od nas wyjdzie głos nadziei. Musimy się starać i ciągle iść naprzód, podnosząc się nawet wtedy, gdy nadzieja wydaje się daleko. Bo przewodzi nam Generał „Nil” i jego hasło „Nil desperandum” – „nie rozpaczajcie”, „nie poddawajcie się”.

Dlatego wzywamy wszystkich Polaków aby stawili się jak jeden, każdy jak potrafi, na Powązkach wojskowych w sobotę 4 grudnia o 12:00, aby zamanifestować naszą miłość do Ojczyzny przez obecność na ostatnim pożegnaniu córki Generała „Nila”. Niech odrodzi się Polska, póki my żyjemy.

http://wolnapolska.pl/index.php/

 

Piotr Szubarczyk IPN Gdańsk

Jakże byłaś nam bliska

To był piękny dzień, jakby wbrew okolicznościom skłaniającym do smutku i żałoby. W kościele Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Gdańsku Oliwie przed ołtarzem trumna Marii Fieldorf-Czarskiej. Przy niej w honorowej asyście stanęli żołnierze Jednostki Wojsk Specjalnych „Nil” z Krakowa. To byli Jej „chłopcy” – inaczej o nich nie mówiła.

Ta jednostka to była największa radość ostatnich lat życia Marii Fieldorf-Czarskiej. Była w Krakowie jako matka chrzestna sztandaru jednostki, teraz ten sztandar pochylił się w Gdańsku nad Jej trumną. Razem z gen. Włodzimierzem Potasińskim, dowódcą Wojsk Specjalnych RP, umieściła akt erekcyjny pod pomnik Generała „Nila” na terenie jednostki. Wiadomość o śmierci generała Potasińskiego pod Smoleńskiem 10 kwietnia przyjęła z wielkim bólem. Jego córkę Aleksandrę przytuliła do serca jak własne dziecko.

Mimo sobotniego południa, pory niedogodnej do wychodzenia z domu, kościół był wypełniony ludźmi.
Przy trumnie, obok młodych żołnierzy z Krakowa, stanęli w asyście kombatanci Armii Krajowej, podkomendni Jej Ojca. To był niezapomniany widok. I sztandary: Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, wileńskiej AK, byłych więźniów politycznych, szkół im. „Nila”, gdańskiej „Solidarności”. Zwracał uwagę sztandar Zespołu Szkół z Przodkowa im. rotmistrza Witolda Pileckiego, tak jak generał „Nil” zamordowanego na Mokotowie. Wszyscy byli skupieni i poważni, ale w sercach była radość, bo to gdańskie pożegnanie Marii Fieldorf-Czarskiej odbywało się w bliskiej Jej sercu aurze. Do tego Jej ukochane głosy z Radia Maryja – ojców Piotra Dettlaffa i Jacka Cydzika, którzy odprawili żałobną Mszę Świętą. I liczna kapłańska koncelebra z duchowym powiernikiem i spowiednikiem Marii o. Albinem Chorążym i z proboszczem parafii o. Bogumiłem Nyczem ze Zgromadzenia Ojców Cystersów, którzy prowadzą parafię od jej powstania w 1988 roku.

Ojciec Jacek Cydzik w pożegnalnym kazaniu przypomniał Zmarłą jako strażniczkę pamięci wielkiego Ojca, ale też jako osobę o silnym poczuciu odpowiedzialności za Polskę, za patriotyczne wychowanie młodzieży i międzypokoleniowy przekaz wartości. Przypomniał, jak wielkim ciosem dla Marii Fieldorf-Czarskiej była tragedia smoleńska z 10 kwietnia. Nie tylko z powodu śmierci wielu bliskich, znanych Jej i szanowanych przez Nią osób, ale także ze względu na możliwości wyjaśnienia do końca wszystkich okoliczności sprawy „Nila” i odnalezienia miejsca, w którym zabójcy go pogrzebali. – Dopóki żyli ci ludzie, ten prezes IPN, była jeszcze szansa. A teraz? Jak będzie teraz? – pytała ze smutkiem.

Miałem zaszczyt pożegnać śp. Marię Fieldorf-Czarską w imieniu Instytutu Pamięci Narodowej. Jakże ona była nam bliska! Jakże broniła prawa Instytutu do niezależności od czynników politycznych i ideologicznych w realizacji jego misji. Ileż złożyła podpisów pod listami otwartymi i listami prywatnymi do ważnych osób, w których broniła prawa IPN do swobodnego wypełniania celów ustawowych, bez względu na interesy polityczne ważnych osób, bez względu na poprawność polityczną.

Przypomniałem zgromadzonym wiersz Stanisława Balińskiego, który pani Maria tak często cytowała podczas swych wystąpień publicznych, zwłaszcza jego incipit: „Moją ojczyzną jest Polska Podziemna”. Największym pragnieniem Marii Fieldorf-Czarskiej, pewnie nieziszczalnym do końca, było przeniesienie ponad czasem, ponad pokoleniami tej szczególnej atmosfery narodowej jedności i współodczuwania, które towarzyszyły Polakom podczas wojny, choć działy się przecież wtedy rzeczy straszne. „Mogę uciekać przed zmagań żałobą, ale już nigdy nie ujdę przed sobą. Wśród wielu ojczyzn, co płyną w mgle cudnej, ja chcę tej jednej, tej wolnej, tej trudnej”… – pisał Baliński z dalekiego Londynu.

Był jeszcze jeden autor, którego Maria Fieldorf-Czarska pamiętała z powojennej Łodzi i który niezmiennie łączył się w Jej myśli z cierpieniem Ojca. Sługa Boży o. Tomasz Rostworowski SJ, kapelan Komendy Głównej Armii Krajowej, pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Był duszpasterzem akademickim. Skazany i uwięziony na Mokotowie, w tym samym roku co „Nil”. Przypomniał go w czasie pamiętnego kazania 11 listopada tego roku ks. płk Sławomir Żarski – wikariusz generalny Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. Kazania, które tak bardzo nie spodobało się pewnej ważnej osobie, a które przypadłoby do serca Marii Fieldorf-Czarskiej. Ojciec Tomasz podtrzymywał więźniów Mokotowa na duchu, komponując dla nich i ucząc ich potajemnie pieśni – na przykład tej, którą śp. Maria szczególnie kochała:

„[…] Ojczyzna moja to nie spętane słowo,
Spiżowych haseł modlitewny dźwięk.
To myśl radosna, że już ponad głową
Nie załopocze czarnym skrzydłem lęk.
[…]
Takiej Ojczyzny daj nam dożyć, Panie,
I znowu klęknąć w progu naszych chat.
Wiemy, że dobroć Twa rozwalić może
Gmachy obłudy w plątaninie krat…”.

http://wolnapolska.pl/index.php/

DALEJ

strona [2]  Uroczysty pogrzeb w Warszawie
strona [3]  Najwierniejsza strażniczka pamięci swego ojca+ film dok. W sprawie generała Fieldorfa „Nila” 
strona [4]  Przesłania Marii Fieldorf-Czarskiej + film „Generał Nil”
strona [5] Wspomnienia + On wierzył w Polskę, film Aliny Czerniakowskiej

Przeczytaj też: Tadeusz M. Płużański, Mordercy Generała Nila

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia, II wojna światowa, III RP, Lata PRL, Po 1980, Teatr TV, film, Wspomnienia, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wspomnienia o Marii Fieldorf-Czarskiej

  1. emka pisze:

    Dziś mija 3. rocznica śmierci Marii Fieldorf-Czarskiej, córki generała „Nila”. Ta niezłomna w heroicznej walce o prawdę kobieta dożyła 85 lat.[..]
    Więcej >http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/60257,pamietajmy-o-corce-generala-nila.html

  2. emka pisze:

    Generał „Nil” i jego mordercy

    Dnia 24 lutego 1953 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie na mocy wyroku sądu PRL został zamordowany gen. bryg. August Emil Fieldorf, legendarny „Nil”. Człowiek wielkich zasług i niezwykłej odwagi, szlachetny i prawy Żołnierz Niepodległości.

    Z bronią w ręku od 1914 r. śnił piękny romantyczny sen o wolnej Polsce, bronił jej suwerenności w 1920 i 1939 r., następnie uczestniczył w tworzeniu zrębów Polskiego Państwa Podziemnego, a zwłaszcza jego siły zbrojnej – Armii Krajowej. Jako dowódca Kedywu Komendy Głównej AK i organizacji „NIE” stał się symbolem walki z okupantami, wzorem niezłomnego żołnierza-obywatela wszystko poświęcającego Ojczyźnie.

    Jeden z jego przyjaciół z niedoli syberyjskiej Jan Hoppe tak napisze: „Pan Walenty [Walenty Gdanicki – nazwisko przykrywkowe gen. ”Nila„] to specjalna i nieszablonowa konstrukcja. Jego największa świętość to honor własny i narodu. Jego absolut to Polska. Jego program to czyn dla niej, ofiara i nieustanne spalanie się. Jego styl na co dzień to wzorowe koleżeństwo i przyjaźń okazywana ludziom, z którymi wiązał go los. […] Wychowany w atmosferze Legionów potrafił do religijnej niemal żarliwości doprowadzić swą filozofię czynu. Jego ’na stos’ nie było frazesem. Chociaż nie był teoretykiem, to jednak świat jego pojęć o prawdzie, dobru i pięknie był żywy i głęboki, a kryteria ocen w tej dziedzinie były wyraźnie określone i bezkompromisowe. Nie znosił moralizowania, ale był głęboko moralny. […] Takim był Pan Walenty – generał Emil Fieldorf. Trochę Skrzetuski, a trochę Kmicic, a znów w innym wymiarze Zawisza”. Za ofiarną służbę Rzeczypospolitej „Polska lubelska” i PRL sowietnika Bolesława Bieruta „nagrodziła” gen. Fieldorfa zsyłką do sowieckich łagrów i oskarżeniem o zdradę oraz wyrokiem śmierci. „Nil” był najwyższym stopniem dowódcą Armii Krajowej, który pozostawał w ręku funkcjonariuszy komunistycznego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Skazany został na karę śmierci na mocy dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 r. „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy i zdrajców Narodu Polskiego” – o ironio – za współpracę z okupantem niemieckim. Zbrodnia sądowa na generale w sowieckiej Polsce stała się zbrodnią stanu, gdy najwyżsi aparatczycy komunistycznego reżimu – z pełną świadomością jej zbrodniczości – ją akceptowali.

    W kazamatach bezpieki

    Aresztowanie gen. Fieldorfa zostało wyreżyserowane przez bezpiekę; 10 listopada 1950 r., wychodząc z budynku Wojskowej Komendy Rejonowej w Łodzi, wpadł w pułapkę. „Nil” po zatrzymaniu został natychmiast przewieziony do Warszawy do aresztu śledczego MBP przy ul. Koszykowej, gdzie trwały „wstępne przesłuchania”. Chciano go złamać wiadomością o aresztowaniu żony i dzieci. Osobiście „badał grunt” dyrektor Departamentu Śledczego MBP, płk Józef Różański, zwany „krwawym Jackiem”. W śledztwie „pracował” nad „Nilem” kpt. MBP Lutosław Stypczyński, por. MBP Zygmunt Krasiński, ppor. MBP Kazimierz Górski. Nakaz o aresztowaniu tymczasowym pod zarzutem działalności antypaństwowej podpisała prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Helena Wolińska, nazywana w ubeckim półświatku „warszawską Dolores”. To ona sformułowała zarzut, który stał się wyrokiem śmierci na generała: usiłowanie zmiany przemocą ustroju państwa. „Nila” osadzono w X Departamencie więzienia mokotowskiego przy ul. Rakowieckiej. Przebywał w celi nr 11, wyjątkowo małej, bez okna, stołu i stołka, gdzie siedzieć można było tylko na podłodze. Był głodzony i dręczony przesłuchaniami. […]

    CAŁY ARTYKUŁ:
    Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/mysl/194787,general-nil-i-jego-mordercy.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.