Władysław Broniewski rozmawia z historią

Więzienne wiersze sztandarowego „proletariackiego poety”. Pisane nie w polskim lub niemieckim więzieniu, ale – tak, tak! – sowieckim.
Trudno się zresztą dziwić, że Broniewski ze swą duszą polskiego warchoła, z legionową przeszłością, z Virtuti Militari za wojnę 1920 nie mógł budzić zaufania towarzyszy…

Długo nad nim pracowali, by wreszcie w 1949 zagłaskany na śmierć, opity wódką i pochlebstwami, przekupiony samodzielnym mieszkaniem w zrujnowanej Warszawie napisał „Słowo o Stalinie”.

Errata do biografii – cykl dokumentalny, wszystkie odcinki na stronie TVP

Ale wcześniej był Lwów. Wszystkie utwory powstały zimą 1940 w lwowskim więzieniu na Zamarstynowie,  z którego Broniewski trafił wprost na Łubiankę, gdzie przesiedział ponad rok. Wedle świadectw współwięźniów trzymał się twardo i nie poszedł na współpracę z NKWD. Jak tysiące innych Polaków uratował go układ Sikorski – Majski i powstanie armii Andersa, z którą Broniewski przeszedł cały szlak bojowy (w biurze prasowym). Zamieszczone tu wiersze opublikował jeszcze na Bliskim Wschodzie w słynnym tomie „Bagnet na broń!” z 1943. W powojennej Polsce mogły zostać wydrukowane dopiero po 1989 roku. Zresztą sam Broniewski za życia niezbyt o nie zabiegał, uwikłany w grę z komunistami zakończoną napisaniem „Słowa o Stalinie”, i coraz bardziej pogrążający się w alkoholizmie, zwłaszcza po tragicznej śmierci córki.

Rozmowa z historią

Mistrzyni życia, Historio,
zachciewa ci się psich figlów:
zza kraty podgląda Orion,
jak siedzimy razem na kiblu.

Opowiadasz mi stare kawały
i uśmiechasz się, na wpół drwiąca,
i tak kiblujemy pomału –
ty od wieków, ja od miesiąca.

O Nieśmiertelna, skądże
ta skłonność do paradoksów,
i powiedz mi – czy to mądrze
całemu światu krew popsuć?

Bo skoro na całym świecie,
jak nie wojna, to stan wojenny –
Historio, powiedz mi przecie:
po diabła tu kiblujemy?

Rewolucyjny poeta
ma zginąć w tym mamrze sowieckim?!
Historio, przecież to nietakt,
ktoś z nas po prostu jest dzieckiem!

Wiec wstydź się, sędziwa damo,
i wypuść z Zamarstynowa…
(Na kryminał zaraz za bramą
zasłużymy sobie od nowa).

luty 1940

List z więzienia

Córeczko miła, ja z więzienia
do ciebie piszę list.
Ponuro wieczór w noc się zmienia,
od dworca słychać świst,

za oknem szare szmatki nieba
w żelaznej ramce krat
i wróble dziobią kruszki chleba,
nim dalej fruną w świat.

To nic, córeczko, nic, że ciężko
za ciosem spada cios:
ja jestem z tych, co zimne męstwo
ciskają w twardy los.

Ty nie wiesz, że tu czas upływa
jak krew z otwartych żył…
Bądź zdrowa, miła, bądź szczęśliwa,
mnie musi starczyć sił,

bo dziś Pielgrzymów jam rówieśnik,
Wygnańców depczę ślad
i muszę donieść ciężar pieśni
na tamten brzeg mych lat.

luty – marzec 1940

***

„Słowo człowiek – to dźwięczy dumnie!” –
powtarzamy za wielkim Maksymem.
A tu coraz ktoś w pysk cię zasunie
i powiada, że jesteś psim synem.

Cóż tu robić takim gagatkom
w czekistowskim mrocznym zajeździe?
Więc pomódlmy się, klnąc w waszą matkę,
wypłowiałej czerwonej gwieździe.

Luty 1940
Tekst napisany po rosyjsku ? tłum. J. Łobodowski

Kasztan

Za oknem stał kasztan, i pąki pęczniały,
choć śnieg na nich leżał puszysty i biały.
O świcie pochmurnym, o zmierzchu półsennym,
na lwowskiej ulicy pod murem więziennym
stał kasztan. Był marzec. Już śniegi topniały.

Jak często myślałem: nim wrócę do miasta,
już pewnie listowiem okryje się kasztan,
i pąki, sokami wezbrane, wystrzelą,
zabłysną, oślepią zielenią i bielą –
bo wiosna tak samo jak wolność narasta.

O wiosno… Kto walcząc uchodził spod gromu,
kto dom swój postradał i drogę do domu,
ten nie wie, co począć ze swoją rozpaczą,
i łzami się dławi, bo oczy nie płaczą,
i milczy ? bo jakże to mówić i komu?

Więc kasztan, pieszczony codziennym spojrzeniem,
był świadkiem jedynym i stał pod więzieniem.
Ta przestrzeń niewielka od krat do gałęzi
trzymała i rozpacz i krzyk na uwięzi.
I była nadzieją. I była marzeniem.

Jak wolno mijały tygodnie, miesiące,
wśród troski okrutnej, wśród nudy dręczącej,
bez wieści od bliskich, bez słów, bez otuchy –
aż przeszły nareszcie marcowe podmuchy
i złotem na kraty rzuciło się słońce!

Był więzień, co nie mógł spać nocą wiosenną,
na twardej podłodze spoczywał wraz ze mną
i zrywał się w nocy, do okna się skradał,
chwytając za kraty z gwiazdami coś gadał
milczeniem ? tą mową serdeczną, tajemną.

A wiosna wdzierała się dalą błękitną
do oczu stęsknionych i moc nieuchwytną
sączyła w korzenie, gałęzie, pąkowie
kasztanu – aż nocą majową przed nowiem
spełniło się dzieło – to kasztan rozkwitnął!

Więc więzień bezsenny usłyszał pękanie
tych kwiatów i zerwał się, półobłąkany,
do okna poskoczył, kratami zatargał,
rozbudził nas – (pianę miał białą na wargach) –
i krzyczał słowami ciężkimi jak kamień:

„Słuchajcie, to rwą się granaty nad Lwowem,
to huczą armaty, to krokiem miarowym
nadciąga piechota, a dalej po bruku
to czołgi łoskoczą, poznaję po stuku,
i słyszę, jak dudnią ułańskie podkowy…

Po niebie eskadra drapieżnie już krąży…
Ja muszę dołączyć… Jak serce mi ciąży…
Tam na mnie czekają… tam wiosna… tam bitwa…”
I biel kasztanowa zuchwale rozkwitła
za kratą więzienną… I padł podchorąży.

Ja nigdzie nie czułem powiewów tak słodkich,
jak wtedy w więzieniu… Gdy piszę te zwrotki,
wspominam młodego żołnierza, i w ciszę
wiosenną wsłuchując się, raz jeszcze słyszę:
,,Ujdi, zakliuczonnyj, ujdi ot rieszotki!”

Zamarstynów, kwiecień 1940 ? Jerozolima, kwiecień 1943

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Sylwetki, Teatr TV, film, Wiersze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Władysław Broniewski rozmawia z historią

  1. guliver pisze:

    Kiedy przyjdą podpalić dom…
    dziś nie przychodzą…
    jak by nie patrzeć
    trochę inne czasy
    Ale gdy nieopatrznie do nich wejdziesz
    za tą nieostrożność
    ktoś powie głupotę
    najwyższą cenę
    zapłacisz

  2. emka pisze:

    Ból i tęsknota Władysława Broniewskiego

    Broniewski, jak każdy „chory na Polskę” poeta, przeżywał wszystkie te odczucia w sposób namacalnie osobisty. W wirze tych emocji widać doskonale dramatyczne wołanie o znalezienie wyższego sensu życia, historii, Absolutu i stosunku do drugiego człowieka, tym dobitniej odczuwanego na ziemi, która przed dwoma tysiącami lat była świadkiem eschatologicznych wydarzeń zmieniających bieg dziejów – pisze Łukasz Kobeszko.

    10 lutego 1962 roku zmarł w Warszawie Władysław Broniewski, poeta z pewnym trudem przywrócony pamięci literackiej po 1989 roku, choć jednocześnie – wciąż modny w kręgach którym drogie są ideały sprawiedliwości społecznej. O ile wciąż trudno jest przejść obojętnie wobec jego wyrastających z najbardziej klasycznych, romantycznych wzorców rewolucyjnych strof, to osobiście zawsze miałem wielką słabość do jego dwóch dość nietypowych tomów: wydanego jeszcze podczas wojennej tułaczki w Palestynie „Drzewa rozpaczającego” (1945) oraz „Anki” (1956) – powstałego po tragicznej śmierci jego córki. […]
    http://rebelya.pl/post/9636/bol-i-tesknota-wadysawa-broniewskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.