Zygmunt Krasiński

Zygmunt Napoleon KrasińskiKatolik, konserwatysta, piewca Ewangelii, konsekwentwie propagował narodowy solidaryzm, przeciwstawiany „rewolucji społecznej” i bratobójstwu, podsycanemu przez zaborców. W jego Psalmie miłości znalazły się pamiętne słowa – warunek wskrzeszenia Polski: Jeden tylko, jeden cud: Z Szlachtą polską – polski Lud! – pisze Piotr Szubarczyk.

 

Piotr Szubarczyk

Galilaee vicisti!

Przed 202 laty urodził się Zygmunt Napoleon Krasiński (*19 II 1812 †23 II 1859 Paryż). Był jednym z naszych wieszczów narodowych czasów niewoli. Nie pomogło dyskredytowanie go przez „marksistów” w czasach peerelu jako „konserwatysty” i wroga „rewolucji”. Zachował swą wielkość i miejsce w historii polskiej literatury.

Różnił się od Słowackiego i Mickiewicza tym, że nie był „demokratą”. Nie łudził się co do tego, czym jest rewolucja. W genialny sposób przewidział jej przebieg i skutki!

Katolik, konserwatysta, piewca Ewangelii, konsekwentwie propagował narodowy solidaryzm, przeciwstawiany „rewolucji społecznej” i bratobójstwu, podsycanemu przez zaborców. W jego Psalmie miłości znalazły się pamiętne słowa – warunek wskrzeszenia Polski: Jeden tylko, jeden cud: Z Szlachtą polską – polski Lud!

Gdyby żył w XX w., szukalibyśmy dziś jego kości w jakimś dole z „żołnierzami wyklętymi”! Niechęć Polaków do bolszewickich metod „rozwiązywania problemów społecznych” to także jego zasługa. W finale dramatu Nie-Boska komedia zawarł swoje największe pragnienie zwycięstwa nauki Chrystusowej i miłości na świecie: Galilaee vicisti! (Zwyciężyłeś, Galilejczyku!).

Pochodził z rodziny arystokratycznej. Był synem generała napoleońskiego Wincentego Krasińskiego i Marii z Radziwiłłów. Po upadku Napoleona generał Krasiński – ze względów pragmatycznych, by nie utracić rozległych rodowych dóbr, przyjął postawę lojalności wobec cara Rosji. Pod wpływem ojca 18-letni Zygmunt nie weźmie udziału w Powstaniu Listopadowym, co pozostanie bolesnym cierniem do końca jego życia.

Jako chłopiec był wychowywany w kulcie Napoleona i świętej Sprawy – niepodległości Polski. Z upadku Napoleona i tragedii Powstania Listopadowego oraz tułaczki polskich emigrantów politycznych uczynił sprawę osobistą.

Jako poeta i dramaturg wychował się na twórczości George’a Byrona, Adama Mickiewicza, Johanna Wolfganga Goethego i Waltera Scotta. Jego utwory mają charakter filozoficzny i historiozoficzny, ich fabuła oparta jest na obrazach z historii. Największe dzieła to dramaty Nie–Boska komedia (1835) i Irydion (1836), poemat Przedświt (1843), cykl poetycki Psalmy przyszłości (1844-48) oraz fascynujące listy.

Studiował prawo i administrację na Uniwersytecie Warszawskim, potem w Genewie. Powroty do kraju będą coraz rzadsze, wreszcie na dobre osiądzie w Paryżu. W środowisku polskiej emigracji politycznej czuł się najlepiej, był wolnym człowiekiem.

Zwiedził Włochy, Francję, Austrię, Niemcy, Szwajcarię i inne kraje europejskie, obserwacje ze swoich podróży wykorzystał w twórczości i w listach.

W roku 1833 – podczas podróży do Wiednia, Wenecji i Rzymu – powstało opus vitae Krasińskiego – dramat Nie-Boska komedia. Utwór składa się z 4 części, z czego dwie pierwsze to dramat rodzinny z romantycznym poetą (outsiderem) w roli głównej. Trzecia i czwarta część to dramat społeczny i filozofia dziejów Krasińskiego. To przerażający obraz rewolucji. Genialny, ponieważ pokazane tam obrazy zbrodni i zniszczenia ewokują przyszłą rewolucję bolszewicką! Dramat stawia ważne dla twórców romantycznych pytanie o rolę Boga w historii. Zakończenie jest pełne wiary: w ostatniejscenie dramatu pojawia się Chrystus, co należy rozumieć optymistycznie nie jako Apokalipsę, raczej jako odrodzenie chrześcijaństwa. Zwyciężyłeś, Galilejczyku! – woła pokonany przywódca krwawej rewolty, walczący ze „starym” światem i z Bogiem.

Wielkie znaczenie dla zrozumienia wizji świata Zygmunta Krasińskiego mają jego Psalmy przyszłości. Pierwsze trzy mają charakter historiozoficzny. Pokazują znaczenie cnót kardynalnych (wiara, nadzieja, miłość) w życiu nie tylko poszczególnych ludzi, ale przede wszystkim społeczeństw. Krasiński rozprawia się z ideami „rewolucyjnymi”, opartymi na zbrodni, zniszczeniu i niesprawiedliwości. Odwołuje się do wartości ewangelicznych, miłości, braterstwa, solidaryzmu społecznego, niezależnie od klasy społecznej. Przywołuje w modlitewnym Psalmie dobrej woli ideał Polski czystej, nieskalanej, mocnej duchem, gotowej do zmartwychpowstania na gruncie nauki Chrystusowej, nie poprzez niszczącą „rewolucję”.

Zygmunt Krasiński umarł przedwcześnie (całe życie przewlekle chorował) 23 lutego 1859 w Paryżu. Ciało przewieziono do Polski i pochowano w Opiniogórze koło Ciechanowa, gdzie był majątek Krasińskich, a obecnie jest Muzeum Romantyzmu.

Psalmy przyszłości (1844-1848)

Psalm miłości

(1845, wyd. 1850)

frgm.

1. Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, stałem się jako miedź brząkająca albo cymbał brzmiący.
2. I choćbym miał proroctwo i wiedziałbym wszystkie tajemnice i wszelką umiejętność, i choćbym miał wszystką wiarę, tak, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, nicem nie jest.

Św. Paweł, List 1 do Koryntian, rozdz. XIII

Przeciw piekłu podnieść kord!
Bić szatanów czarny ród!
Rozciąć szablą krwawy knut
Barbarzyńskich w świecie hord!
Lecz nie nęcić polski Lud,
By niósł Szlachcie polskiej mord!
Marne wrzaski – próżne mowy –
Z krwi i z błota stary świat!
My do innych idziem lat,
Promień z Niebios spadł już nowy!
Gdy z kolebki Duch się budzi,
Niemowlęctwem wolnych ludzi
Giliotyna i grabieże!

[…]

Czas już przejrzeć Boga wolę!
Czas anielski podjąć trud,
Czas odrzucić wszelki brud
I tym samym znieść niewolę! –
Nie jest czynem – rzeź dziecinna!
Nie jest czynem – wyniszczenie!
Jedna prawda Boska, czynna,
To przez miłość przemienienie!
Jeden tylko, jeden cud:
Z Szlachtą polską – polski Lud.
Jak dwa chóry – jedno pienie! –
Wszystko inne – złudą złud!
Wszystko inne -plamą plam!
I Ojczyzna tylko tam! –
Jeden tylko, jeden cud:
Z Szlachtą polską – polski Lud.
Dusza żywa z żywym ciałem,
Zespojone świętym szałem;

Z tego ślubu jeden Duch,
Wielki naród polski sam,
Jedna wola, jeden ruch,
O! zbawienie tylko – tam! –
Kto chce iskier z czarta kuźni,
By przepalić czarta moc,
Ten świat w gorszą wpycha noc,
Ten mądrości wiecznej bluźni. –
Choćby nie był Moskal rodem,
Ten Moskalem stał się z ducha,
Ten mongolskich natchnień słucha –
Moskwa-piekło mu narodem. –

*

Szata Polski nieskalana,
Przenajczystsza i świetlana –
Jak niewinność trudu trudów,
Jako odkup wszystkich Ludów,
Dotąd w Polski grobie leży! –
Ten, kto wzniesie pierwszy rękę,
By śnieg zetrzeć z tej odzieży,
Kto przemieni w zbrodnią – mękę!
Kto przekuje w nóż kajdany,
A nie w szablę – ten przeklęty! –
Tego straszna gna pokusa –
Ni mu rozwój światów znany –
Ni objawień mu Duch święty,
Ni pamiętan duch Chrystusa! –
On bez myśli, on bez serca –
W Boga skarbcach nic nie kupi –
On nieszczęsny i on głupi,
Jak kat każden i morderca!

[…]

Hajdamackie rzućcie noże
I oszczerstwa, i bluźnierstwa!
By Carycy w grobie kości
Nie skleiły się z radości,
Trup nie parsknął w śmiech szyderstwa!

[…]

Będzie Polska zmartwychwstała
Wszystkich zbójców przeklinała!

 

Psalm dobrej woli

(1846, wyd. 1850)

frgm.

Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś, Panie,
Z skarbu wiecznego miłościwej łaski!
Tysiącoletnie dałeś panowanie,
Ubrane w śnieżne, przechrześciańskie blaski
Nadeuropejskiej cnoty! -Twego Syna
Dałeś nam pierwszym w świeckie wpoić dzieje –
Z Polski – ojczyzna w przeszłości jedyna,
Co z piersi miłość, a nie rozbój, sieje;
Co mieczem – tylko świat ewangieliczy,
Gardzi grabieżą – nie garnie zdobyczy –
Spaja się z braćmi – a dumnych roztrąca,
Lecz i tych jeszcze w jawnym świetle słońca!
Teraz gdy rozgrzmiał się już sąd Twój w niebie.
Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,
Daj nam, o Panie, świętymi czynami
Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

[…]

Błagamy Ciebie, Ojcze, Synu, Duchu,
Z prostotą dzieciąt, w niewieściej pokorze,
Przed Tobą dzieci i niewiasty, Boże –
A światu męscy – my, co się nie boim
Od wieków walczyć przeciw wrogom Twoim,
Błagamy Ciebie razem z naszą Panią,
Co za nas Twego doprasza się słuchu,
My, zawieszeni pomiędzy otchłanią
A twym królestwem, Ojcze, Synu, Duchu!
Błagamy Ciebie z wrytym w ziemię czołem,
Skronią już w wiosen Twych kąpani dmuchu.
Czasów pryśniętych otoczeni kołem
I państw ginących – Ojcze, Synu, Duchu,
Błagamy Ciebie – stwórz w nas serce czyste –
Odnów w nas zmysły – z dusz wypleń kąkole
Złud świętokradzkich – i daj wiekuiste
Śród dóbr Twych dobro – daj nam dobrą wolę;
Teraz gdy rozgrzmial się już sąd Twój w niebie
Ponad lat zbiegłych dwoma tysiącami,
Daj nam, o Panie, świętymi czynami
Śród sądu tego samych wskrzesić siebie!

za: wolnapolska.pl

 

Zygmunt Krasiński

Memoriał dla Napoleona III z października 1854

Największa siła Rosji w jej stosunku do Europy nie jest ani w Moskwie, ani w Petersburgu, ani w Krymie, ale w Kijowie, w Wilnie i w Warszawie.

Od rozbioru Polski dopiero stała się Rosja mocarstwem europejskim, groźnym naprawdę dla Paryża, jak i dla Konstantynopola. Przez tę zbrodnię, niewidzianą w rocznikach historii, udało jej się z gabinetu berlińskiego i wiedeńskiego zrobić sobie wspólników, gotowych zawsze poświęcić jej najdroższe interesy swoje własne i reszty Niemiec.

Rosja jest wytworem i zbiorem pierwiastków najbardziej złowrogich i najbardziej rozkładowych, jakie są w historii. Zepsucie, wyrafinowane ostatnich czasów Bizancjum, przeszło w jej kościół i w jej dyplomację. Srogość nieubłagana a zimna chanów mongolskich stała się sprężyną jej administracji. Urządzenia gminne pierwotnych Słowian przechowały się u jej ludu. Rosja jest wielkim komunizmem, rządzonym przez władzę zarazem wojskową i teokratyczną; ta władza zaś, równa terrorowi z roku 1793 w okropności, jest od niego nierównie wyższą w swojej organizacji i w swojej zdolności trwania. Danton, Marat, Robespierre to figury blade, jeżeli się je postawi obok rewolucjonistów takich, jak Iwan Groźny, jak Piotr Wielki, jak Mikołaj I. Sami tylko cesarze rzymscy, władcy motłochu, stojącego na granicy socjalizmu, mogliby godnie znieść to porównanie.

Rosjanie to istoty najnieszczęśliwsze na świecie

Rosjanie to istoty najnieszczęśliwsze na świecie, a przez to i najprzewrotniejsze; bo nadmiar nieszczęścia podnosi tylko wielkie dusze, ale ogół ludzi zawsze w końcu ogłupia. Rosjanie to są potępieńcy tego świata i jak potępieńcy, mają tylko jedną pociechę, swoją pychę. W skrytości serca oni sobie przyznają swoją głęboką degradację; ale nie mają ani dość rozumu, ani dość godności ludzkiej, żeby jej położyć koniec. Wolą wynosić ją do rzędu jakiegoś ideału niewolnictwa, a roszczą sobie i marzą, że prędzej czy później cały świat będzie poddany tej niewoli tak, jak oni. Stąd ten u nich namiętny popęd podbojów; on jeden pozwala im zapominać o własnych mękach, bo im daje nadzieję ucisku i cierpienia drugich. Idea monarchii uniwersalnej to jest w Rosji milczący pakt zawarty między rządem a poddanymi; za tę cenę dana jest pierwszemu moc złamania wszelkiego oporu w drugich. To jest prawdziwa zasada konserwatywna tego strasznego stanu rzeczy; to jest tajemnica i dusza tego cesarstwa. Niech się nikt nie spodziewa, że wyrzeknie się jej kiedy czy ten rząd, czy ten lud; nie wyrzekną się, bo to jest razem i forma ich bytu i racja ich bytu.

Jeżeli Rosja ma przestać być plagą, gotową zawsze spaść na Kościół, na cywilizację, na świat, to jest na to jeden tylko sposób, doprowadzić ją do zupełnej niemocy. Wszelki pokój, zawarty przed tym ostatecznym rezultatem, pogorszy tylko sytuację i popchnie nieprzyjaciela do nowych i straszniejszych wysiłków. Upokorzony, ze zdartą maską, ale nieosłabiony, chwyci się on innej broni i zanim powtórzy swój chybiony zamach na Konstantynopol, przygotowuje sobie inne drogi, ciemniejsze a skuteczniejsze. Poda rękę wszystkim tajnym stowarzyszeniom, wszystkim konspiracjom i skrytym konszachtom. Będzie je opłacał swoim złotem, a popierał swoimi intrygami. Jednym słowem, odda całą swoją potęgę na usługi rewolucji socjalnej, by obalić trony tych dynastii, co świeżo zerwały z nim przymierze, albo nim wzgardziły. […]

Europa zalana krwią i zawalona gruzami

Jest i było zawsze ukryte a głębokie pokrewieństwo między duchem rosyjskim a duchem rewolucyjnym. Te dwa duchy zdają się odpychać i walczyć z sobą wzajemnie, ale nie dlatego, jakoby różniły się od siebie istotą swojej natury, tylko dlatego właśnie, że oba, dążą do tego samego celu, a każdy chciałby osiągnąć ten cel sam dla siebie. Bo istotnie, tę rolę, jaką gra stronnictwo demagogiczne w każdym narodzie europejskim z osobna, Rosja gra od dawna względem wszystkich narodów razem wziętych.
Ona także zapowiada erę nową, nieznaną; ona także obwieszcza nowego Boga, nowy kościół, przyjście nowego społeczeństwa, religię poddaną w niewolę świeckiej władzy, duszę poddaną ciału, zniesienie wszelkiej arystokracji, wymazanie indywiduum ludzkiego z księgi żywota, równość absolutną – (osiągniętą co prawda przez najohydniejszą tyranię, ale ona inaczej osiągniętą być nie może) – wreszcie zapowiada wyrzucenie zasad własności z organizacji pracy. Na ukoronowanie zaś całego tego systemu obiecuje używanie zwierzęce na jedyną pociechę rodu ludzkiego. […]

Nadejdzie wreszcie dzień wybuchu, po nim dzień drugi, w którym Europa zalana krwią i zawalona gruzami, upadnie bezwładnie pod ciężarem tysiąca zbrodni i tysiąca klęsk. Wtedy konserwatyści, uwiedzeni w złudzeniu, że rząd rosyjski wyobraża porządek, wezwą go, jak oswobodziciela; a w tej samej chwili socjaliści, uznając w nim swojego prawdziwego pana, powitają go imieniem najwyższego imperatora. On z nich wszystkich zadrwi, a oni wszyscy padną mu do nóg. Żeby uniknąć takiego żałosnego końca, jeden jest tylko sposób, powtarzamy: prowadzić wojnę aż do zupełnego osłabienia Rosji. Ale na czym zawisło to osłabienie? Co jest jego koniecznym i jedynym warunkiem? Zapytajmy o to najprostszego z ludzi i zapytajmy zarazem najzręczniejszego: natura rzeczy sprawi, że jeden i drugi odpowie to samo, a jeden i drugi wymieni imię Polski. Tak jest. Największa siła Rosji w jej stosunku do Europy nie jest ani w Moskwie, ani w Petersburgu, ani w Krymie, ale w Kijowie, w Wilnie i w Warszawie. Od rozbioru Polski dopiero stała się Rosja mocarstwem europejskim, groźnym naprawdę dla Paryża, jak i dla Konstantynopola. Przez tę zbrodnię, niewidzianą w rocznikach historii, udało jej się z gabinetu berlińskiego i wiedeńskiego zrobić sobie wspólników, gotowych zawsze poświęcić jej najdroższe interesy swoje własne i reszty Niemiec.

Polska – dziełem mądrości boskiej

Polska była naprawdę dziełem mądrości boskiej i boskiego przewidywania, postawionym przez Opatrzność pomiędzy ludźmi różnego pochodzenia i różnych popędów, Turkami, Moskalami i Niemcami, na to, by trzymała na wodzy pierwszych w ich zamachach na chrześcijaństwo, drugich w ich zamachach na cywilizację, trzecich w ich zamiarach nieprzyjacielskich względem plemienia słowiańskiego. To też widzi się ją przez wieki, zawsze i wszędzie, pełniącą tę potrójną misję kosztem swojej najczystszej; krwi: czy to kiedy w Prusach druzgocze nieznośny ucisk krzyżackiego zakonu, czy bierze do niewoli księcia z austriackiego domu, czy wchodzi do Moskwy i zmienia w niej dynastię carów, czy pod murami Wiednia zadaje cios śmiertelny potędze Islamu. Położona pośród tych państw różnych, oddzielała jedne od drugich, przez to utrzymywała każde w jego właściwych granicach i w naturalnej, uprawnionej sferze jego działania. Głęboko katolicka, a zarazem zachwycona tradycjami starożytności rzymskiej, w nieustannych stosunkach z Włochami i z Francją, ona odpierała barbarzyństwo ze wszystkich stron, pracowała bez przerwy nad unią schizmy z kościołem rzymskim, a powstrzymując nienasyconą chciwość germańską, rozszerzała na Słowiańszczyznę cywilizację Zachodu. To było prawdziwe dzieło porządku, to było wykonywanie systemu zachowawczego na ogromną skalę. To też od tego zamachu, co wymazał Polskę z listy państw, nie było już nigdy porządku, nie było stanu rzeczy prawdziwie stałego w Europie. Nie widziało się nic, tylko albo rewolucje wewnętrzne, albo wojny między ludami w celu wzajemnego ujarzmienia.

Nie mogło być inaczej. Równowaga, ustanowiona przez samego Boga i przez dwanaście wieków historii, była zniszczona; żeby ją zastąpić, musieli kolejno jedni wynosić się bez miary wysoko na szalach przeznaczenia, drudzy spadać bez miary nisko. […]

Takiego narodu nie potrzebujecie szukać: nie potrzebujecie, znalazłszy go, z trudem starać się o jego przymierze. Ten naród jest, jest dla was pozyskany, jest wasz, tylko wy zdajecie się nie widzieć go. Wszystkie wasze rządy upadają jedne po drugich, a nie rozumieją, że jest jakaś tajemnica – boska nieledwie – w cudownej tożsamości najdroższych interesów Polski i Francji w tem, że jedna nie może wrócić do życia, jak tylko przez pomoc drugiej, a druga nie może żyć całą siłą swojej istności bez współdziałania pierwszej.

Oskarżano nieraz Polaków, a zwłaszcza w tych ostatnich czasach, o rewolucyjne usposobienie i popędy: widziano ich na wszystkich barykadach, nawet na takich, gdzie nie było ani jednego, jak to było dowodnie wykazanym. To oskarżenie jest błahe, dziecinne. Tak samo można by żołnierzowi, przeszytemu ranami i konającemu na polu bitwy, wyrzucać, że z gorączki stracił przytomność. Podnieś tego żołnierza, ratuj go, pielęgnuj, a jak go ocalisz, przekonasz się, że obłęd nie był jego naturalnym stanem, tylko anormalnym symptomem męczarni konania. […]

Duch polski nie jest przewrotny i radykalny – daleko od tego. On żąda tylko przywrócenia praw dawnych, prawowitych, nieprzedawnionych: tym właśnie różni się od wszystkich dążności rosyjskich. Bo kiedy Polska przybiera pozory rewolucyjne dla tego tylko, że nie ma swego bytu, Rosja przeciwnie może istnieć w swojej dzisiejszej formie tylko pod tym warunkiem, że będzie najbardziej przewrotową ze wszystkich potęg. […]

Bez Polski nie ma trwałości dynastii napoleońskiej

Cokolwiek ludzie mówią, naród polski, choć ujarzmiony, nie wyrodził się dotąd na trzodę niewolników, nieubłaganych i wściekłych. Cześć, jaką ma dla dostojnych wspomnień swojej historii, pozwoliła mu zachować w kajdanach godność ludzi wolnych i rycerską prawość przodków. Propagandzie demagogicznej udało się utworzyć sobie w nim pewną partię, ale ta partia jest tak mało znacząca, że nie ma kraju w Europie gdzieżby ona nie była liczniejszą i nie miała więcej wpływu. […] Charakter silny, choćby najsurowszy, zrobi z nimi, co zechce, byleby widzieli go zawsze przejętym wielką, szlachetną ideą narodową. Tak samo jest we Francji, to jeden więcej rys podobieństwa, który dodać można do zgodności prawie zupełnej charakteru obu narodów. […]

Z jakiej bądź więc strony patrzymy na tę kwestię, czy weźmiemy za punkt wyjścia Petersburg czy Paryż, dochodzimy zawsze do tego samego rezultatu. Bez Polski niema ani możliwej supremacji dla Francji, ani prawdopodobnej trwałości dla dynastii napoleońskiej. Bóg w swoich wyrokach niezbadanych ustanowił ścisłą solidarność między narodem bohaterskim niegdyś, dziś męczeńskim jak żaden, a potomkami człowieka, którego geniusz nadludzki i uniwersalna potęga skończyły także na męczeństwie. Chciał Bóg, żeby zbawienie jednej było zbawieniem drugich – albo jej zniweczenie ich upadkiem.
Październik 1854

Przedruk za: „Memoriał dla Napoleona III z października 1854”, Zygmunt Krasiński, Pisma. Wydanie jubileuszowe, Kraków–Warszawa 1913, tom VII, Pisma polityczne i filozoficzne.

Śródtytuły pochodzą od redakcji „NP”.
Numer 1 (107)/2015
http://www.panstwo.net/3551-retrospekcje

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Eseje, Historia, Wiersze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.