Tadeusz Nowakowski

fot. Biblioteka Uniwersytecka UMK. Archiwum EmigracjiMistrz satyry i anegdoty. Jeden z najwybitniejszych pisarzy i krytyków polskiej emigracji, znany z ostrego pióra. Człowiek skazany na karę śmierci zamienioną na 30 lat więzienia za próbę oderwania Wielkopolski od Niemiec. Milionom Polaków znany przez lata pod pseudonimem Tadeusz Olsztyński – jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów radia Wolna Europa.

Dziennik RWE 13.12.1981

 

Piotr Lisiewicz

Pisarze, dzielcie się!

– Myślisz, że jak twój ojciec ma jadłodajnię, to ci już wszystko wolno? Gówno ci zaś wolno!– krzyknął starszy sierżant Kaczmarek. – Gówno mi zaś wolno! – odkrzyknąłem radośnie. – Nie gadaj tyle! – Ku chwale ojczyzny panie sierżancie! – wspominał wojenny dialog z przełożonym Tadeusz Nowakowski. Choć ojciec jego nie miał jadłodajni, wymieniona w rozmowie z sierżantem ojczyzna zaprowadzić miała go wkrótce do więziennej celi, a potem na emigrację, do Wolnej Europy i w otoczenie polskiego Papieża.

Mistrz satyry i anegdoty. Jeden z najwybitniejszych pisarzy i krytyków polskiej emigracji, znany z ostrego pióra. Człowiek skazany na karę śmierci zamienioną na 30 lat więzienia za próbę oderwania Wielkopolski od Niemiec. Milionom Polaków znany przez lata pod pseudonimem Tadeusz Olsztyński – jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów radia Wolna Europa. Wreszcie – osoba z najbliższego otoczenia Jana Pawła II.

Dziś pamiętają o nim tylko nieliczni. Julian Kornhauser, pisząc w „Odrze” o Nowakowskim, alarmował: „Przez długie lata nieobecny w Polsce ze względu na pracę w Wolnej Europie. Nie wznawia się jego książek, brakuje jakichkolwiek opracowań”.

Szkoła, czyli koszmarny zakład karny

Tadeusz Nowakowski urodził się 8 listopada 1917 r. w Olsztynie. Ale już mając trzy lata musiał z tego miasta uciekać. Jego ojciec Stanisław był bowiem redaktorem „Gazety Olsztyńskiej”, zasłużonym dla sprawy polskości Warmii i Mazur. Dlatego po przegranym przez Polaków plebiscycie ścigany był pod zarzutem „zdrady stanu”. Wyjechał do Bydgoszczy, gdzie zaczął pracę w redakcji chadeckiego „Dziennika Bydgoskiego”.

„Ojciec mój był „panem redaktorem”. Matka – „panią redaktorową”. Ja zaś – synkiem redaktora. To dawało określone przywileje” – wspominał później Nowakowski. Choćby w teatrze. „Ludziom tak znakomitym należały się, rzecz prosta, fotele w pierwszym rzędzie. Pierwszą „straszną” sztuką obejrzaną w teatrze byli Krzyżacy. Tym bardziej, że „Krzyżak zamierzył się halabardą prosto na fotel nr 8!”.

Ale bodaj jeszcze straszniejszą instytucją dla przyszłego pisarza była szkoła. „Byłem najgorszym uczniem z matematyki „w dziejach naszego zakładu” – napisze. Pisarską zemstę wywrze na osobie jej dyrektora, pisząc o kierowanej przez niego placówce: „Była zakładem karnym, domem poprawy i żelaznego terroru wymyślonego przez jednego, jakże okrutnego człowieka”. A także: „to koszmarne uczucie kontroli policyjnej zerkającej zza pleców, nawiedza mnie w złych snach po dziś dzień”.

Pewną osłodą była jednak osoba polonisty: „Franciszek Stopa nachylał się nad najgorszym grafomaństwem z miłością, jak mądry lekarz nad kalekim dzieckiem”.

Czy generał może się urżnąć

Oprócz nauki uczniowie uczestniczyli w kursach dla podchorążych. Nowakowski obok nauczycieli uwieczni także postać prowadzącego zajęcia sierżanta Kaczmarka, miłośnika wojska, wroga cywilów, który ubzdurał sobie, że Nowakowski jest synem właściciela jadłodajni. Pewnego razu sierżant usłyszał przypadkiem, jak żołnierze rozmawiają, iż pewien generał przemawiał w czasie regat wioślarskich urżnięty w sztok. – Niech kapral sobie zapamięta, że pan generał nie urzyna się, zrozumiano? – pouczył ich. Następnego dnia podyktował żołnierzom do kajetów tabelkę „do poufnej wiadomości”, zawierającą właściwie zwroty:

a) strzelec – uchlał się,
b) kapral – urżnął się,
c) plutonowy – był pod gazem,
d) sierżant – upił się,
e) starszy sierżant – wstawił się,
f) panowie oficerowie – byli na „jednym”,
g) wyżsi panowie oficerowie – podochocili sobie,
h) pan generał – był w dobrym humorze,
g) wódz naczelny – nie pije w ogóle.

W Bydgoszczy Nowakowski przeżył też swą pierwszą miłość. Była nią „jedynaczka najbogatszego obywatela miasta”. Uczeń Franciszka Stopy poświęcił jej swój pierwszy wiersz, w którym obiecywał dla niej „potopić starców, dzieci i kobiety”, a także „kopać grubasów, rabować ich mienie, kościół podpalić, otworzyć więzienie”.

Ukształtowało go także przedwojenne harcerstwo, w którym nauczył się maszerować w „porzundnym szyku” i które w przyszłości stało się jednym z tematów najzabawniejszych polemik z autorem stwierdzającym, że „nie ubóstwia harcerstwa, odkąd pewien 14-letni harcerz zgwałcił 70-letnią staruszkę na podchodach”. „Ale ilu nie gwałciło!” – replikował Nowakowski.

Przybyli prawdziwi Krzyżacy

W 1939 r. Nowakowski rozpoczął studia na filologii polskiej w Warszawie. Dla Bydgoszczan była to data szczególnie tragiczna. Wspominając pierwszą obejrzaną w teatrze sztukę, Nowakowski napisze: „Do miasta przyszli prawdziwi krzyżacy. Spalili teatr. Pozabijali garderobiane, bileterów i zamęczyli recenzenta. Wymordowali tych z galerii i tych z pierwszego rzędu”. W Dachau zginął jego ojciec.

We wrześniu 1939 r. Tadeusz Nowakowski zgłosił się na ochotnika do wojska i trafił do pułku stacjonującego we Włocławku. Przeszedł cały szlak bojowy aż do Warszawy. Spotkał na nim owego sierżanta Kaczmarka, od którego usłyszał, że „gówno mu wolno”, a wojna jest przegrana.

Potem zaangażował się w konspirację. W 1940 r. aresztowany został przez gestapo za „chęć oderwania Wielkopolski od Trzeciej Rzeszy”. Został skazany na karę śmierci zamienioną na 30 lat więzienia – siedział m. in. w Inowrocławiu, Zwickau, Dreźnie i Vogelsang.

Po zakończeniu wojny trafił do obozu dla dipisów, czyli ludzi wysiedlonych ze swoich krajów przez Niemców, którzy nie mogli do nich powrócić, bo wpadły w ręce Sowietów. Obóz ten mieścił się w brytyjskiej strefie okupacyjnej w Papenburgu, na granicy niemiecko-holenderskiej. To ten okres życia Nowakowskiego stanie się dla pisarza kanwą jego najbardziej znanej powieści „Obóz Wszystkich Świętych. Leksykon powieści polskich XX wieku wymienia ją wśród 63 największych polskich powieści stulecia. Dzieje głównego bohatera książki Stefana Grzegorczyka w dużym stopniu pokrywają się z historią życia autora. Mieszkańcy obozu to ludzie pozbawieni ojczyzny – psychicznie i fizycznie okaleczeni.

Powieść retrospektywnie wraca także do przedwojennej Bydgoszczy. Jak pisała Maria Danielewicz-Zielińska, te partie powieści są „tak bydgoskie, jak Lalka jest warszawska”. Bydgoszcz, niedostrzeżona przez literaturę, u Nowakowskiego wybucha z takimi jej atrakcjami jak „kwiecista gwara bydgoska i swoisty, niepowtarzalny koloryt knajp, od których niesie piwem, „Esbeinem” i podsmażanymi kiełbaskami z kwaśną kapustą, z kręgielnią „Sokoła” i kulisami Teatru Popularnego, w którym tryumfy odnosi kochanka ojca Grzegorczyka – Diana Voss”.

Powieść prawie wydano w kraju na fali odwilży w 1957 r. Prawie – bo w ostatniej chwili ktoś doniósł cenzurze, kim jest jej autor i nakład wycofano z drukarni.

Wysoka Izbo Tortur

W 1947 r. Nowakowski wyjechał do Anglii, gdzie wydał, rok później, tom opowiadań wojennych Szopa za jaśminami. Tom zrecenzowano w polonijnej gazecie w Buffalo. Recenzent napisał: „Dobrze się stało, że z okazji roku chopinowskiego Nowakowski napisał książkę: Szopen za jaśminem. Nie była to jedyna tego typu pomyłka, inny z recenzentów pochwalił z kolei książkę… Łobuz Wszystkich Świętych.

Nowakowski współpracował z BBC, redagował pismo „Polacy na świecie”, zaczął publikować w londyńskich „Wiadomościach”, paryskiej „Kulturze” i innych emigracyjnych pismach. Młodszy od większości najbardziej znanych postaci polskiej emigracji, stał się kronikarzem twórczości emigrantów. „Gdyby te kartki wpaść miały kiedyś w ręce młodego czytelnika w Polsce, niechaj westchnie życzliwie nad nami dziwakami, którzyśmy zaludniali ten ogród wiszący nad krajem, egzotyczny bo egzotyczny, ale chyba dziwnie znajomy i bliski” – pisał. Co nie oznaczało, że był wobec emigracji bezkrytyczny. „Przypomina mi się w takich chwilach jęk tej ministrowej na zaleszczyckim moście, która zawołała: „Straciliśmy ojczyznę i wszystkie nasze meble” – pisał.

Szereg uwag Nowakowskiego poświęconych twórczości przyjaciół ma wartość uniwersalną. O Juliuszu Sakowskim pisze: „Zwięzłość stylu to zaleta nieczęsto spotykana wśród rodaków. Dziedzictwo sarmackiego rozgdakania, barokowej ornamentacji, młodopolskiej rozlewności robi swoje. Nie wynaleziono u nas jeszcze penicyliny na niejasność, sztuczność, pseudouczone mętniactwo”.

O Wacławie Zbyszewskim w tekście „Czy powinniśmy go spalić?”: „Ja bym tam, Wysoka Izbo Tortur, żadnego kota, który własnymi próbuje chadzać bezdrożami, za burtę emigracji, arki Noego, nie wyrzucał”.

O Zdzisławie Czermańskim, satyryku, o którym ktoś wyraził się troszkę lekceważąco, że jest „mistrzem wagi piórkowej”: „Lepsza waga piórkowa niż biurkowa”.

Gdy emigrantów spotykały brutalne ataki prasy reżimowej, nie było bardziej drapieżnego polemisty od Nowakowskiego. Czynił takie np. porównanie: „Opowiadano mi niedawno w Ameryce, że utalentowany pisarz peruwiański, Mario Vargas Llosa, który w powieści Miasto i psy w gwałtownych słowach skrytykował stosunki panujące w swej ojczyźnie, a więc „pokalał własne gniazdo”, poniósł zasłużoną karę: rozstrzelano go in absentia. Egzekucja złoczyńcy na przedmieściach Limy nosiła charakter symboliczny: oficer odpowiedzialny za wychowanie polityczne żołnierzy celnym strzałem z pistoletu przedziurawił przyklejoną do koszarowego muru podobiznę bluźniercy”. Porównanie owo dotyczyło ataków na Kazimierza Wierzyńskiego za tomik Czarny Polonez.

Broniąc Wierzyńskiego, Nowakowski porusza ważną w jego twórczości kwestię stosunku Polaków do Żydów. „Wierzyński, wstrząśnięty haniebnym wspólnictwem władz PRL w burdzie politycznej przeciwko Izraelowi, pochyla głowę nad jerozolimską ścianą płaczu, Polak, który się wstydzi, to jeden z nielicznych przypadków w literaturze, kiedy wiersz poety staje się czynem politycznym. Dobrze, że Wierzyński tym zwięzłym, trzyzdaniowym posłaniem od narodu do narodu przypomniał światu, jakie są prawdziwe nastroje ubezwłasnowolnionego politycznie narodu” – pisze.

Nowakowski, skądinąd zdeklarowany i skuteczny krytyk politycznej poprawności, rozprawia się z rodzimymi antysemickimi stereotypami. Wspomina w tym kontekście emigracyjne opinie o tomiku Wierzyńskiego. „– Ależ, panie, co on tak tych Żydów broni? – mówił mi pewien rodak nad Tamizą, pod angielskim „edenem” stary polski kołtun ukrywający. – Do Jerozolimy się wybiera! Po ścianą płaczu chce się sumitować! Do czego to, panie, podobne?”. Nowakowski odpowiada: „Do najlepszych tradycji literatury polskiej podobne, swojski troglodyto”.

Obok Obozu Wszystkich Świętych Nowakowski jest też autorem powieści Syn zadżumionych, Happy-end, Niestworzone rzeczy, Byle do wiosny, Wiza do Hrubieszowa oraz Nie umiera się w Miami.

Stęskniony za Urbanem

W 1953 r. przeniósł się do Monachium. Od 1952 r. współpracował z rozgłośnią Radia Wolna Europa. Erudyta i znakomity mówca, Nowakowski w radiu występował pod pseudonimem Tadeusz Olsztyński. Olsztyński stał się na dziesięciolecia jednym z najbardziej znanych głosów radia. W latach 80. był zmorą rzecznika rządu Jerzego Urbana, z którego kpił niemiłosiernie: „Już wkrótce ukażą się od dawna z utęsknieniem od Bałtyku po Beskidy oczekiwane dzieła zbiorowe Jerzego Urbana. Na łamach tygodnika „Polityka” można przeczytać wstęp samego autora do tego wydania, wstęp utrzymany w stylu życzliwym dla Urbana, i słusznie – bo któż potrafi bezstronniej ocenić własne sukcesy od bezpośrednio zainteresowanego? Fałszywa skromność nie sprzyja teorii poznania”.

W 1966 r. Nowakowski napisał po niemiecku monografię rodu Radziwiłłów. Publikował w wielu niemieckich gazetach, m. in. „Die Zeit” i „Frankfurter Allgemeine Zeitung” oraz „Der Monat”. Stał się ważną postacią także w niemieckim życiu kulturalnym, jako członek „Grupy 47” – najważniejszego literackiego ugrupowania powojennych Niemiec oraz Bawarskiej Akademii Literatury. W 1969 r. został nagordzony przez Konfraternię Artystyczną RFN.

Jako przedstawiciel rządu londyńskiego w RFN pomagał Polakom, których losy rzuciły do Niemiec. Jak wspominał w „Tygodniku Powszechnym” po śmierci Nowakowskiego Bronisław Mamoń, w stanie wojennym spotkał kogoś „chętnie służącego radą i niosącego pomoc, także materialną”.

U szefa obsługi naziemnej Pana Boga

„Dyrektor hotelu w Dublinie uroczyście przywitał mnie na progu, w czasie kolacji, a kapelmistrz oświadczył gościom na sali: – Na cześć polskiego dziennikarza, który towarzyszy swemu wielkiemu Rodakowi w pielgrzymce do Irlandii, zagramy wiązankę melodii polskich. Po chwili nad stolikami rozległa się pieśń upojna: Oczy czornyje – oto fragment relacji reportera Tadeusza Nowakowskiego z jednej z pielgrzymek Jana Pawła II. „Przydałby się nam taki mówca w kościele” – tak kardynał Karol Wojtyła zagaił rozmowę z Tadeuszem Nowakowskim w 1974 r. po uroczystościach w Dachau. Powodem komplementów ze strony kardynała było jedno z wystąpień Nowakowskiego w „Wolnej Europie”.

Sześć książek Nowakowskiego o papieskich pielgrzymkach to nieprzebrany zbiór anegdot, opisujących zarówno kulisy polityki Watykanu, jak i miejsca, które Jan Paweł II, „szef obsługi naziemnej Pana Boga”, odwiedził. Książki pisane są językiem dalekim od kościelnego.

Nowakowski, który w swych książkach wręcz demonstracyjnie unika opowieści o swej przyjaźni z papieżem, był człowiekiem, który jak nikt inny potrafił rozśmieszyć swoimi anegdotami Jana Pawła II. Jak wspominał jego syn, gdy zamykał się z Ojcem Świętym na kwadrans, zza drzwi dochodził przez cały czas śmiech. Wielu – nie tylko komunistów, ale i hierarchów – było niezadowolonych z jego obecności przy Janie Pawle II. „Jak się pan tutaj znalazł?” – pytał niejeden, obawiając się, że obecność Nowakowskiego może zaszkodzić Kościołowi w oczach Breżniewa i… nawróceniu Rosji. „Prawem kaduka” – odpowiadał „papieski reporter”.

W książkach Nowakowski demonstruje dystans wobec towarzyszącego pielgrzymkom dyplomatycznego ceremoniału. „Nie lubię zawodowych katolików” – pisze. Dowiedziawszy się, że miejsca przed ołtarzem podczas pobytu Jana Pawła II na Filipinach kosztowały olbrzymią jak na tamte warunki kwotę 3000 pesos, Nowakowski notuje: „Jest jednak jakaś pociecha w domyśle, że na tamtym świecie miejsca nie będą już numerowane”.

Reporter papieża żartobliwie podchodzi też do kościelnej hierarchii. Komentując awans jednego z duchownych, przytacza anegdotę: „Cesarz Franciszek Józef, otrzymawszy do podpisu nominację prałata Kohna na biskupa Ołomuńca zapytał: „Czy jest on przynajmniej ochrzczony?”

Sporo miejsca poświęca politycznej poprawności i atakom na papieża ze strony reformatorów Kościoła: „Oczywiście życie umysłowe zamarłoby bez prawa do krytyki. Wiemy, że Pontifex Maximus jest nieomylny tylko w sprawach wiary. A jednak teczka z pretensjami napawa mnie smutkiem: wypełniona jest uprzedzeniami”. To brak rzeczowych argumentów i powierzchowność opinii krytyków denerwują Nowakowskiego najbardziej: „Typ narkomana bożego, niebem odurzonego, ustąpił miejsca chętnie na szklanym ekranie parlującemu bywalcowi w koloratce”. Pisarz przypomina, że niektórzy ważni hierarchowie o pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II mówili „oby nie zakłóciła odprężenia”.

Lepsza prohibicja niż gdyby w ogóle nie było co pić

W reportażach Nowakowskiego nie brak opowieści o tych spośród odwiedzanych przez papieża krajów, w których rządzą dyktatorzy. Brak szybkich rezultatów, gdy chodzi o poprawę sytuacji w niektórych z nich, pisarz komentuje w swoim stylu: „Jak mawiano w okresie „wielkiej suszy” w Ameryce: „lepsza prohibicja niż gdyby w ogóle nie było co pić”. I przewiduje, że pielgrzymki zmienią też historię polskiego dyktatora, „żałosnej postaci, która na swój sposób wkradła się do polskiej historii”.

Do najtrudniejszych należy wizyta w Nikaragui. „Kazanie sandiniści wielokrotnie przerywają okrzykami zawczasu wyćwiczonymi w koszarach: „Władza ludowa zwycięży!”, „Przysięgamy bronić zwycięstwa”, „Niech żyje kościół ludowy” – notuje papieski reporter.

Oddzielny rozdział w opowieściach Nowakowskiego to rozrzuceni po świecie Polacy. „Panienka w okularach dowiedziawszy się, kim jestem, oznajmia mi, że Jan Paweł Drugi nie jest pierwszym wielkim Polakiem, który odwiedza Japonię. – Wiem, byli tu Piłsudski i Dmowski. – O tamtych nie słyszałam – rozkłada małe rączki. – Ale był tutaj… Zenon Kliszko”.

Czasami nie brak i autoironii: „Pędząc na łeb, na szyję do umieszczonego w wojskowym namiocie, w Phoenix Park, telefonu, który mnie via satelita komunikacyjny łączył wprost ze słuchaczami w Polsce, pośliznąłem się gumową podeszwą na glinie i – aby nie runąć twarzą w aparat – w ostatniej chwili zahamowałem na kolanach. (…) Nazajutrz w poczekalni uniwersytetu św. Patryka w Maynooth, na ekranie telewizora ujrzałem swoją skuloną przy telefonie postać i usłyszałem następujące objaśnienie komentatora: – A ten ukląkł! Polacy głęboko przeżywają wizytę Ojca Świętego”.

Do najmocniejszych należy wspomnienie o tym, jak w czasie stanu wojennego Jan Paweł II leciał samolotem nad Saharą. Jeden z dziennikarzy zasugerował, że papież musi teraz zapomnieć o nadziei. Ojciec Święty zareagował ostro. „Tyś, synu, miał odwagę z tym do mnie przyjść?! Ja wychowany na Norwidzie, na Żeromskim, który pisał, że jest taki skarb zakopany na dnie duszy polskiej, jak wierność sprawie z pozoru przegranej… Proszę mi zejść z drogi – chwycił żelazną ręką dziennikarza”.

Nowakowski towarzyszył papieżowi w jego 33 podróżach. Wszędzie oprócz Polski – bo jak napisał „spodobał się sobie w staromodnej roli niezłomnego”. Opisał je w sześciu zbiorach reportaży literackich: Reporter Papieża, W bagażniku Jego Świątobliwości, Volo Papale, Na skrzydłach nadziei, Boeing świętego Piotra i Kwiaty dla Pielgrzyma.

Dzielcie się!

Do Polski Nowakowski przyjechał po raz pierwszy w 1990 r. Zdążył współorganizować Światowy Zlot Polonii Ziemi Bydgoskiej i stanąć na czele Światowego Związku Bydgoszczan.

W 1991 r. wziął udział w Spotkaniu Polskich Pisarzy z Kraju i Emigracji. „Najbarwniejsza postać warszawskiej imprezy, kpiarz z językiem ostrym jak brzytwa, wokół którego roiło się od ludzi chętnych wysłuchać którejś z jego anegdot” – tak wspomina obecność Nowakowskiego prof. Jerzy Jarzębski w książce Pożegnanie z emigracją.

Jak pisze Jarzębski, wystąpienie Nowakowskiego różniło się zdecydowanie od reszty. Gdy chodzi o odpowiedzialność za PRL, nie zgadzał się z ugodowym nastawieniem niektórych emigracyjnych mówców. Apelował, by odróżnić nieszkodliwe pracownice Związku Literatów Polskich od tych, „którzy naprawdę przyłożyli ręki do dzieła zniewolenia polskiej kultury”. Gdy chodzi o tych ostatnich, to on „nie spieszyłby się z wyciąganiem ręki”.

Kiedy wszyscy mówili o jedności, Nowakowski, „odwrócił symetrycznie hasło pozostałych przemówień”. „Pisarze, dzielcie się! Bądźcie różni!” – krzyczał. I uzasadniał: „Dzielcie się, bo to ciekawsze, bardziej płodne, bliższe rzeczywistości niż podejrzane ciepełko bijące od tych zbyt rozdętych wspólnot, w których nic poza ogólnikowym „kochajmy się” nie wiąże już uczestników”.

Nie doczekał się kronikarza

W 1996 r. powiedział synowi: „umieram, chcę do Polski”. Mimo że umierał, kazał synowi jeździć po całym kraju. Gdy czytał mu nazwy miejscowości, przez które przejeżdżali, opowiadał wszystko, co o nich wiedział. „Ojciec nauczył mnie Polski u schyłku swojego życia” – wspominał Marek Rafał Nowakowski. Podobnie jak ojciec został dziennikarzem – m. in. prezenterem telewizyjnym amerykańskiej sieci FOX.

Tadeusz Nowakowski ubolewał, że w Polsce znany jest głównie z działalności pozaliterackiej. Godnie uczciła go rodzinna Bydgoszcz, przyznając honorowe obywatelstwo za życia, a ulicę i konkurs jego imienia po śmierci. Ale gdzie indziej pozostaje wciąż postacią małą znaną. Nie pasuje do żadnego obozu ideologicznego – jako twardy antykomunista, a jednocześnie krytyk polskich wad. „Mimo że zmarł stosunkowo niedawno (w 1996 r.), jego śmierć nie odbiła się szerszym echem w kraju” – pisał w „Odrze” Julian Kornhauser. Urodzony później od Lechonia czy Wierzyńskiego, nie zdążył wyrobić sobie nazwiska przed wojną. Dla tamtych stał się kronikarzem ich emigracyjnych wzlotów. Sam zmarł jako jeden z ostatnich wielkich emigrantów. I nie doczekał się kronikarza.

Nowe Państwo Numer: 5/2006 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Historia, II wojna światowa, III RP, Lata PRL, Sylwetki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.