Szarża pod Somosierrą

Michał St. de Zeleśkiewicz

30 listopada 2010 roku, obchodzimy rocznicę bitwy pod Somosierrą, gdzie 1 Pułk Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej – 1er Régiment de chevau-légers (Polonais) de la Garde Impériale, zdobył   w ciągu ośmiu minut …

broniony przez armaty hiszpańskie i 8000 tysięcy żołnierzy wąwóz Somosierra na wysokości 1444 metrów, przy 300 metrowej różnicy wzniesień.

Zdobycie wąwozu otworzyło Cesarzowi Francuzów Napoleonowi Bonaparte drogę do Madrytu.

Największym wrogiem Francji  od zawsze był Anglia. Tak było za Karolingów, Kapetyngów, Walezjuszy, Burbonów. 6 lipca 1808 roku, na tronie hiszpańskich Burbonów zasiada starszy brat Cesarza, Józef Bonaparte. Był to kolejny krok Cesarza Francuzów do całkowitej blokady Anglii. W Neapolu od 15 czerwca rządzi szwagier cesarski Joachim Murat, marszałek Francji, książę Bergu.

Zanim Józef Bonaparte przybył do Madrytu, wybuchło tam powstanie narodowe  „Dos de Mayo”. Generał Dupont przegrywa bitwę pod Bailén. W tej sytuacji Jozef Bonaparte 2 sierpnia ucieka z Madrytu. Na podbój Hiszpanii wyrusza pan połowy świata, Napoléon Bonaparte. Granicę francusko-hiszpańską przekracza 30 października 1808. Jego celem jest zdobycie Madrytu i rozprawienie się z powstaniem ludowym. Cesarz postanawia ominąć trakt Valladolid – Segovia. Jego armia maszeruje krótszą drogą przez Lerme i Arande. Krótsza, ale górzysta, trudną do prowadzenia armat. Po drodze w górach Ayllon jest przełęcz Somosierra, łącząca się z Guadarrama. Przełęcz została ufortyfikowana przez hiszpańskiego generała Benito San Juana, który stworzył  z niej naturalną twierdzę. Na odcinku około 2500 metrów wąskiej krętej drogi generał Benito San Juan ustawia szesnaście dział, po cztery na czterech stanowiskach. Po bokach wzgórz miedzy kamiennymi płotkami, które stanowią naturalne zapory przeciw usuwaniu ziemi, obsadza  być może 8 tysięcy żołnierzy, może źle wyszkolonych, ale sprawnie poruszających się w górach. Potrafiących doskonale strzelać. Strzelanie to ich normalne zajęcie.

Jan Leon Kozietulski w mundurze pułkownika armii Królestwa Polskiego

 

Aby dotrzeć do Madrytu, trzeba otworzyć przełęcz Somosierra. 30 listopada rozpoczyna się bitwa. Wielu wybitnych historyków i kronikarzy polskich i francuskich brało się za ten bardzo nośny temat, ale niemal każdy opis jest inny.  Francuzi rzecz jasna przypisali zwycięstwo swej armii. My nie zapomnimy polskich szwoleżerów.

 

Rankiem, 30 listopada, Cesarz wydał rozkaz  do szturmu. Ruszyły trzy pułki piechoty, szaserzy oraz francuscy strzelcy konni. Kiedy piechota się podniosła, została zasypana gradem kul z armat ustawionych w wąskiej na cztery armaty przełęczy i z bocznych umocnień dokonanych przez Hiszpanów. Francuzi nie byli w stanie ustawić swoich armat na wprost przełęczy. Piechota francuska w popłochu się wycofała. Cesarz zdenerwowany (jego piechota ginie, ale się nie cofa), wysyła generała kawalerii Louisa Pierre Montbruna /zginął pod Borodino/ z rozkazem by na baterie uderzył polski szwadron służbowy, którym dowodził Jan Leon Kozietulski, herbu Abdank. Szwadron być może liczył 125 ludzi. Historycy polscy i francuscy podają mylne informacje, niektórzy twierdzą, że szwadron Jana Kozietulskiego został wysłany jedynie na rozpoznanie walką.

Szwoleżerów ruszą jednak, by zdobyć przełęcz, o której napisze General Józef  Załuski:

Droga zwężona w tym wąwozie wiła się na pochyłości między skałami obsadzonymi piechotą, a na czterech jej zagięciach stało po cztery dział, które ją ostrzeliwały we wszystkich jej kierunkach.

Generał Montbrun, doświadczony kawalerzysta, ośmiela się powiedzieć Cesarzowi, ze atak kawalerii jest szaleństwem. Opinie tę popiera szef sztabu armii, Marszałek Cesarstwa Louis Alexandre Berthier, książę Neuchâtel i Wagram, diuk Valengin, pierwszy Marszałek Cesarstwa, mianowany w 1804 roku. Zirytowany Cesarz syczy przez zęby: Zostawcie to Polakom (Laissez faire aux Polonais).

Rozkaz zawozi major Philippe Paul de Ségur /późniejszy historyk, kronikarz/. Osobiście dołącza do szwoleżerów Niegolewskiego, który rozkazuje: Naprzód! Vive l’empereur!!!

Polscy Szwoleżerowie ruszyli z podniesionymi szablami galopem; bo to droga do wolnej Polski. Vive l’empereur!!!

Galop 125 pięciu jeźdźców był szalony. Hiszpanie nie trafiają. Ile minut do następnej baterii? Dwie, aż dwie… Szwadron nie zatrzymuje się na moment. Padają pierwsi zabici, są ranni. Pod Kozietulskim pada koń. Hiszpanie nie nadążają z ładowaniem armat i karabinów. Przyszły Baron Cesarstwa Jan Leon Kozietulski, „galopuje” bez konia „per pedes apostolorum”. Trzecia bateria ma dużo czasu, wiec strzela celnie. Tu ginie wielu żołnierzy z porucznikiem Stefanem  Krzyżanowskim, rotmistrzem Janem Nepomucenem Dziewanowskim, herbu Jastrzębiec, Piotrem Krasińskim, który zastąpił rannego Jana Kozietulskiego.  Jednak szarża szwoleżerów straszliwym galopem prze do przodu

Vive l’empereur!!!

Ci szaleni Polacy, mówi generał Benito San Juan. Był pewny, że bronionego przez niego wąwozu człowiek nie pokona.

Hiszpanie giną od polskich szabel, nie zdążą ładować, strzelać. Jest jeszcze czwarta bateria, Polacy nie wiedzą, że ostatnia. Tu szaleje porucznik Andrzej Marcin Niegolewski, Poznańczyk. Pada przygnieciony koniem. Polaków  pozostaje garstka. Hiszpanów jeszcze tysiące. Chcą dobić rannego Niegolewskiego. Nie potrafią. Strzelają, przykładając karabin do głowy. Cud! Niegolewski wciąż żyje, przeżyje. Czwarta bateria pada, uciekają żołnierze hiszpańscy osłaniający wąwóz. Około 8 tysięcy Hiszpanów ucieka w popłochu przed garstką Polaków – ile ich było? może pięćdziesięciu… W czasie ataku na czwartą baterie zostaje ranny dowódca hiszpański generał Benito San Juan.

Ciężko ranny Niegolewski mówi do nachylającego się nad nim marszałka Francji, księcia  Istrii, Jean-Baptiste Bessi?res: Monseigneur, umieram, oto armaty, które zdobyłem. Powiedz o tym cesarzowi! Vive l’empereur.

Tuż po bitwie Napoleon udekorował Niegolewskiego krzyżem Legii Honorowej. 1 grudnia, rozkazawszy płk. Krasińskiemu sformować (za polem bitwy) pułk w szyku bojowym z dobytymi szablami, Napoleon zdjął kapelusz i zawołał: Cześć najdzielniejszym z dzielnych! (Honneur aux braves des braves!), po czym odbyła się defilada lekkokonnych, czemu przyglądała się cała gwardia cesarska wyrażając podziw dla Polaków, którymi dotąd raczej pogardzano. Wśród gwardzistów jął szerzyć się nawet swoisty „kult” lekkokonnych, skutkiem czego wiele późniejszych formacji Wielkiej Armii przyjmowało polskie mundury z charakterystycznymi rogatywkami i polskim krojem mundurów. Najbardziej znaną tego typu formacją był pułk lansjerów holenderskich, których mundury nie różniły się niczym (poza kolorem) od polskich. Znani byli jako „Czerwoni lansjerzy”.

W dniu 2 grudnia w okolicach Madrytu Cesarz podyktował treść 13 Biuletynu, oceniając bitwę o wąwóz Somosierrę. Wychwalał Polaków. Ale główną role przyznał generałowi kawalerii Louisowi Pierre Montbrunovi i Majorowi Ségurowi.Było to powszechnie praktykowane w stosunku do Polaków (i nie tylko) przez Napoleona.

Nie znamy dokładnej liczby zabitych ze  szwadronu Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej  pod Janem Kozietulskim. Ja przyjmuję na 50-60. Jest to norma zabitych w czasie wojen napoleońskich po stronie „Francuzów”. Nie znamy dokładnej liczby zabitych i wziętych do niewoli Hiszpanów.

Honneur aux braves des braves!!!

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Szarża pod Somosierrą

  1. Warszawiak pisze:

    Przepraszam za wtręt, to nie był wąwóz, wąwóz był ale kilka? kilometrów dalej, to była zwykła wiejska droga obwarowan z dwóch stron kamiennym murkiem (zrsztą tak jak widać na filmie), nasze chłopaki musieli tędy przejść bo po obu stronach były kamieniste wzniesienia i konie po prostu pędem by tej drogi nie pokonały. Na więcej szczegółów zapraszam do książek Waldemara Łysiaka, chyba min. do ” Cesarski Poker”. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.