Recydywa przy trapie

450,253,f423b821b81c83f5bbd5d35b645bef4b101224bcWstyd na cały świat >strona [3] Pieniądze wydawali na alkohol, prostytutki, łaźnię i grę na automatach >strona [2] 
Trzech spośród czterech żołnierzy oskarżonych o kradzież pieniędzy Andrzeja Przewoźnika wyznaczono do obsługi trapu, po którym 10 kwietnia 2010 r. mieli schodzić pasażerowie Tu-154M. Na wrakowisko przyjechali jako pierwsi. [Nasz Dziennik]

Piotr Falkowski Smoleńsk

Dziś wszyscy czterej nazywają odrażającą grabież zwłok głupotą, spontanicznym, bezmyślnym czynem. Żałują, mówią o „rysie do końca życia”.

10 kwietnia 2010 r. ich „wycieczka” po bankomatach z kartą Andrzeja Przewoźnika skończyła się półtoragodzinną, mocno zakrapianą balangą w restauracji „Opasły Szop”. Byli żołnierze liczą na wyrok w zawieszeniu i próbują zrobić na sądzie jak najlepsze wrażenie. Pełnomocnicy Igora Pustowara i Siergieja Syrowa wręczyli sędziemu cały plik dokumentów potwierdzających to, co powtarzają też w rozmowie z dziennikarzami.

W pliku kartek są akty małżeństwa Pustowara i Syrowa oraz urodzenia ich dzieci, dobre opinie z obecnej pracy, a także zaświadczenia o chorobie rodziców-emerytów i zwrocie skradzionych pieniędzy rodzinie Andrzeja Przewoźnika. Mamy wraz z sędzią uwierzyć, że w ich życiu nastąpiła stabilizacja, są potrzebni żonom, dzieciom i schorowanym rodzicom.

– To była głupota. Byliśmy młodzi, durni. Nie wiem, jak można było tak zrobić. Wiedzieliśmy, że przy bankomatach są kamery. Ale jakoś nie myślałem o tym – mówi Artur Pankratow. Rzeczywiście trudno uwierzyć w aż taką bezmyślność. Pustowar i Pankratow mają wyższe wykształcenie, trzej oskarżeni mieli już kontakt z wymiarem sprawiedliwości i otrzymali niewielkie wyroki w zawieszeniu na równie krótkie okresy próby, które już dobiegły końca. – Z prawnego punktu widzenia te wyroki nie mają znaczenia, ale w praktyce oczywiście jest inaczej. Wiadomo, że to powrót do przestępstwa. Państwo raz im zaufało, a teraz zawiedli, chociaż okresy próby minęły i nie można już ich skazać za dawne przewiny – mówi mec. Anatolij Iwaszkow, obrońca Pustowara, który jako jedyny nie ma przeszłości kryminalnej. Adwokat próbuje tłumaczyć zachowanie poborowych wpływem służby wojskowej, podczas której z reguły jest „ciężko, nudno i brakuje pieniędzy”.

To zaufanie rozciągało się też na sfery mogące poważnie niepokoić nie tylko rosyjski wymiar sprawiedliwości. Otóż Syrow, Pustowar i Pankratow zostali 10 kwietnia 2010 r. wyznaczeni do pomocy przy popychaniu konstrukcji ze stopniami, po jakich schodzą i wchodzą pasażerowie samolotu. Dowódcy jednostki mjr. Siergieja Kokariowa nikt jednak nie zapytał, czy wiedział o przeszłości swoich podkomendnych, którzy mieli wykonywać zadania niemal bezpośrednio przy głowie obcego państwa i innych jego ważnych osobistościach. Oficer przed sądem robił wrażenie zagubionego i zdezorientowanego. Zapamiętał, że po usłyszeniu głuchego uderzenia (które uznano za upadek samolotu) obsługa schodów pojechała w kierunku zdarzenia karetką sanitarną. Ale już nie wie, kto im to nakazał i dlaczego. – Na pewno nie ja – mówił kilkakrotnie. Nie wiedział też dokładnie, którzy z oskarżonych pełnili tam wówczas służbę, i twierdził, że wszyscy. Pytany o charakterystykę podsądnych, mjr Kokariow wystawił pozytywną ocenę tylko Pustowarowi, pozostałym zaś negatywną. Ale nie potrafił w żaden sposób tych opinii uzasadnić.

Nieco lepiej przypomina sobie okoliczności zdarzenia kierujący obsługą samolotu chor. Aleksiej Janczenkow.

Chorąży Janczenkow miał komenderować popychaniem schodów, a potem innymi czynnościami przy tupolewie, takimi jak tankowanie paliwa. To on kazał żołnierzom pojechać samochodem sanitarnym. Zeznał, że na miejscu nikogo nie było, a więc oznaczałoby to, że był on wraz z trzema oskarżonymi i jeszcze jednym żołnierzem oraz kierowcą i lekarzem z karetki pierwszą grupą, która dotarła do wraku. Janczenkow relacjonował, że kazał żołnierzom zrobić wokół miejsca katastrofy kordon, co trwało, dopóki przybyli funkcjonariusze OMON (specjalnych oddziałów milicji). Zauważył też, że Syrow podnosi z ziemi jakąś torbę i zakazał im dotykania czegokolwiek. Potem na polecenie „kogoś” z OMON wrócili do jednostki.

Widziane z karetki

Inaczej te same zdarzenia zapamiętał Dmitrij Korotin, kierowca karetki. Wczoraj w ogóle niewiele miał do powiedzenia. Twierdził, że żołnierze tylko patrzyli na sytuację, a nie tworzyli kordony, zresztą na miejscu była już milicja. Miał stracić z oczu Syrowa, ale i to było niejasne, bo mówił też, że był w ogóle odwrócony. Jednak gdy odczytano mu zeznania ze śledztwa, potwierdził je. Tam stwierdził, że Syrow oddalił się i z Janczenkowem zaczęli go szukać. Następnie zauważyli go, gdy pochylał się nad jakąś torbą, i przyprowadzili do samochodu. Korotin nie zapamiętał wspólnego powrotu do jednostki – zeznał, że jechał tylko z lekarzem.

Przed sądem zeznawało też troje pracowników banku Sbierbank. Andriej Bykow odpowiada za systemy rejestracji wideo. Poinformował, że dyski przechowują obraz z kamer przy bankomatach przez dwa miesiące. Jak się okazuje, w oddziale banku zaginęła jedna z kart Przewoźnika zatrzymana przez bankomat (położony tuż przy lotnisku) z powodu blokady.

Na pytania stron i sądu odpowiadał też taksówkarz Oleg Djaczenko, który 10 kwietnia 2010 r. po południu woził wszystkich czterech po Smoleńsku od bankomatu do bankomatu. Przy każdym dwóch wysiadało i szło do urządzenia. Potem kazali się zawieźć do restauracji „Opasły Szop”. Następnie zadzwonili po niego półtorej godziny później. Wyraźnie pijani zamówili kurs do jednostki nr 06755. Jednak większość z tych informacji to także odczytane zeznania ze śledztwa. Szofer obecnie nie mógł sobie przypomnieć nawet, w którym roku była katastrofa.

Amnezja FSB

Nie lepiej był przygotowany oficer Federalnej Służby Bezpieczeństwa Władimir Lewczenkow, który zatrzymał podejrzanych żołnierzy. Ze zdjęciami wyciętymi z nagrania wideo udał się do jednostki wojskowej, a dowódca – major Siergiej Kokariow – podał nazwiska i kazał zawołać rozpoznanych szeregowców. Ci wkrótce przyznali się i oddali portfel z kartami. Tyle że Lewczenkow lokalizuje pod koniec kwietnia 2010 r. zdarzenie, które miało miejsce 8 czerwca. Od przestępstwa minęło wprawdzie prawie dwa i pół roku, ale po funkcjonariuszu tajnych służb bezpieczeństwa państwa można byłoby spodziewać się lepszego przygotowania.

Jednak wszystkie te rozbieżności i ogólna niepamięć świadków nie robią wrażenia ani na prokuratorze ppłk. Władimirze Wikarczuku, ani na obrońcach. Najprawdopodobniej oskarżenie liczy na efekt, jaki wywoła prezentacja zapisu wideo, na którym oskarżeni podczas wypłacania pieniędzy nie ukrywają twarzy, są w mundurach i widać dokładnie, co robią. – Na rozprawie pokażemy te nagrania – zapowiada Wikarczuk.

Dla oskarżonych jedyną niedogodnością jest zakaz opuszczania Rosji i konieczność meldowania się od czasu do czasu na policji. Podczas pierwszego dnia procesu zachowywali się spokojnie, siedzieli z opuszczonymi głowami i nie mieli żadnych uwag ani pytań. Do winy przyznali się częściowo. Dlatego że prokurator zarzuca im zamiar wypłacenia wszystkich pieniędzy dostępnych na kartach, a było ich ok. 30 tys. złotych. Udało im się pobrać tylko 6 tys. z powodu limitów, blokad lub nieznajomości numeru PIN. Próby podejmowania pieniędzy do 12 kwietnia zapisały komputery banków i operatorów kart, ale oskarżeni twierdzą, że poza zrealizowanymi wypłatami nie zamierzali już więcej zabierać pieniędzy ofiary katastrofy. Stąd nie przyznali się do jednego z punktów oskarżenia, to jest do zamiaru popełnienia przestępstwa. Wyjątkiem jest Syrow, który przyznaje się do całości zarzutów. Do sprawy dołączono też cywilne żądanie zadośćuczynienia (strat moralnych) w wysokości 10 tys. złotych. Rodzina Andrzeja Przewoźnika chce, by przekazano te pieniądze dla stowarzyszenia Memoriał. Nie zgadza się na to tylko Sańkow, którego prawnik twierdzi, że rosyjskie prawo pozwala wyłącznie na naprawienie szkody moralnej osobie rzeczywiście pokrzywdzonej, a nie wypłatę zadośćuczynienia innemu podmiotowi.

– Sądzę, że stanowisko oskarżonych w sprawie zakresu winy i zadośćuczynienia może się jeszcze zmienić – uważa mec. Ludmiła Kniaziewa reprezentująca Syrowa.

Reprezentująca Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Teresa Baranowska zeznawała na okoliczność próby podjęcia pieniędzy ze służbowej karty Przewoźnika. Była to imienna karta służbowa, na której 10 kwietnia 2010 roku było tylko ok. 2 tys. złotych. Ponieważ sprawcy nie mieli do niej numeru PIN, żadne środki nie zostały wypłacone. Rada nie poniosła szkody, nie ma żadnych własnych wniosków w sprawie.

Dziś proces będzie kontynuowany. Sąd ma wysłuchać wyjaśnień oskarżonych. Później prokurator przedstawi kolejne dowody.

Piotr Falkowski Smoleńsk

28.08.2013 http://www.naszdziennik.pl/

zobacz: Piotr Falkowski, Szabrownicy przed sądem

DALEJ

strona [2] Pieniądze wydawali na jedzenie, alkohol, prostytutki, łaźnię i grę na automatach

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Recydywa przy trapie

  1. antypowiec pisze:

    poprostu brak slow,zostawiam bez komentarza.

  2. emka pisze:

    Złodziejska zmowa. Miejsce przechowywania portfela Andrzeja Przewoźnika wskazał rosyjskim śledczym Siergiej Syrow. Ale okazuje się, że wcześniej – choć już po zatrzymaniu – Jurij Sańkow potajemnie przekazał tę informację w postaci donosu do FSB.
    Czwarty dzień procesu smoleńskich szabrowników okazał się ostatnim w dochodzeniowej fazie postępowania. Większość czynności można uznać za uzupełniające.
    Zeznania złożył prowadzący postępowanie przygotowawcze oficer wojskowego oddziału Komitetu Śledczego Aleksandr Agieszyn, który teraz jest już majorem. Wyjaśnił dokładnie, jaki był sens jego eksperymentu z bankomatem Sbierbanku. Chodziło o sprawdzenie, czy da się wypłacić pieniądze bez znajomości numeru PIN. Otóż okazuje się, że bankomaty ze starszą wersją oprogramowania – a takich używali oskarżeni – najpierw pytają o żądaną sumę pieniędzy, a potem o PIN. Po wymianie systemu obsługującego klientów jest odwrotnie. Jednak w przypadku złego numeru PIN bankomat i tak zapyta klienta o kwotę, tylko jej nie wypłaci. Obecnie oprogramowanie w aparatach, w których używano kart Andrzeja Przewoźnika, zostało wymienione na nowe, ale Agieszyn z pomocą pracowników banku znalazł podczas śledztwa bankomat z oprogramowaniem starego typu w celu przeprowadzenia swojego eksperymentu.

    Odczytano także zeznania ze śledztwa trojga pracowników Sbierbanku, a także wyciągi ze spisu operacji w należących do niego bankomatach. Według odpowiedzialnego za systemy informatyczne Piotra Filuszkina, drobne rozbieżności w czasie operacji pomiędzy danymi rosyjskiego i polskiego banku oraz z czasem odnotowanym przez kamery można wyjaśnić niezależnym ustawieniem zegarów kierujących nimi systemów komputerowych. Różnice nie przekraczają trzech minut.

    W porozumieniu

    Kolejna kwestia rozstrzygnięta przez sąd dotyczy momentu dokonania przez oskarżonych zmowy w celu wspólnego popełnienia przestępstwa, to jest kradzieży pieniędzy przy pomocy karty płatniczej. Artur Pankratow próbował twierdzić, że doszło do niej, gdy szli z jednostki do bankomatu. Jednak to przeczyłoby dość spójnym i niekwestionowanym przez pozostałych zeznaniom Jurija Sańkowa, że nie wiedział o znalezionym na miejscu katastrofy portfelu i dopiero podczas „dobierania” numeru PIN zorientował się, że Siergiej Syrow ma nie swoją kartę bankową. W końcu zgodzili się wszyscy, że do owej zmowy doszło, zanim Syrow, Pustowar iPankratow wyszli z jednostki, zaś Sańkow dołączył do nich przy wartowni, ale po wypłacie pierwszej sumy gotówki dobrowolnie przystąpił do spisku. Udowodnienie istnienia porozumienia między oskarżonymi jest istotne z punktu widzenia wymiaru kary, gdyż rosyjski kodeks karny przewiduje wyższą odpowiedzialność za działanie w zmowie.

    Jeszcze raz dokładnie przejrzano w sądzie fragmenty nagrań. Potwierdzają one zaangażowanie wszystkich czterech oskarżonych w nielegalny proceder. Wszyscy oglądali kartkę z numerem PIN iwszyscy widzieli wydruk z saldem rachunku. Chociaż portfel przechowywał Syrow, to czynności przy bankomacie wykonywali także pozostali. Drugiego dnia (11kwietnia) do bankomatu poszli tylko Syrow i Pustowar, gdyż Sańkow i Pankratow mieli dyżur. Potem podzielili się pieniędzmi. Nazajutrz poszli we trzech, a Pankratow został na dyżurze, lecz koledzy tym razem nie dali mu części łupu.

    Donos do FSB

    Według odczytanych zeznań żony i córki Andrzeja Przewoźnika, ofiara rzeczywiście zabrała torbę ze znajdującym się wśród dowodów portfelem. Ale o kradzieży środków Jolanta Przewoźnik dowiedziała się dopiero od prokuratury. Przypomniała, że jej mąż otrzymał od prezydenta Władimira Putina odznaczenie państwowe za wkład w dobre stosunki polsko-rosyjskie.

    Miejsce przechowywania portfela wskazał rosyjskim śledczym Syrow, ale okazuje się, że wcześniej – lecz już po zatrzymaniu – Sańkow przekazał tę informację potajemnie w postaci donosu do FSB. > DALEJ

  3. Majka S. pisze:

    Jestem ciekawa, czy ci sami ludzie „pchali” trap, gdy na Siewiernym lądował Tusk?

  4. Jełop pisze:

    No i co z tego? Wszyscy trzej już wcześniej byli karani a za to przestepstwo zostali ukarani wyrokiem „w zawieszeniu”ha,ha,ha. Parodja prawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.