63 dni III Rzeczypospolitej

44275-487561375193592Bohdan Urbankowski

Czym było Powstanie Warszawskie – nieprzemyślanym zrywem czy czynem głęboko obmyślanym, uwzględniającym nawet możliwość tragedii? O co walczyli powstańcy? Za jakie wartości gotowi byli oddać życie?

Czy przywódcy powstania mieli tylko plan walki na „dziś”, czy mieli także plany dalekiego i bardzo dalekiego zasięgu?

Powstanie nie było obliczone na jednodniowy zryw, nikt jednak nie przewidywał, że może trwać ponad dwa miesiące. Liczono, że trzy, cztery dni i musi nastąpić zwycięstwo. Armie Rzeszy od miesięcy były w odwrocie, wyczerpywały się rezerwy broni i amunicji, sowieckie wojska maszerowały coraz prędzej na Berlin. Możliwe były zakłócenia – jednak wynik walk wydawał się przesądzony – i rzeczywiście był. Nikt jednak nie przewidział skali zakłóceń.

W pierwszych dniach sierpnia 1944 r. Rosjanie zawarli nieformalny pakt z państwem, z którym toczyli wojnę, dali czas Niemcom na zlikwidowanie polskiego powstania w pasie przyfrontowym. Działając na ich korzyść, otoczyli i rozbroili idące na odsiecz Warszawie 3., 9., 20. i 30. Dywizje Piechoty, ich żołnierzy wywieźli na Wschód.

Dawnych zaborców pogodziła sprawa Polski. Zgoda była, rzecz jasna, przejściowa. Rosjanie zakładali, że Wehrmacht w kilka dni zlikwiduje Polaków i historia potoczy się znowu zgodnie z ich planami. Nie przypuszczali, że wskutek bohaterstwa żołnierzy AK walki będą trwały znacznie dłużej, że Armia Czerwona nie zdąży przed zimą (i przed aliantami) zająć całych Niemiec, że sprawa Polski nie będzie wyłącznie wewnętrzną sprawą ZSRR. Nie spodziewali się także, iż Zachód – za zwiększenie i przedłużenie pomocy – nie zażąda od Rosji ustępstw na rzecz polskiego sojusznika.

Czy tylko bitwa? Czy tylko powstanie?

Nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, co różniło powstanie warszawskie od obrony Stalingradu, od zrywu w 1943 r. w getcie, czy w 1956 r. w Budapeszcie. A różnica była fundamentalna: oto na 63 dni ujawniło się Państwo Polskie, które od kilku lat nie istniało, państwo ze wszystkimi jego atrybutami – wojskiem, administracją, kulturą. Oczywiście nie dorównywało obszarem I RP ani nawet Księstwu Warszawskiemu. Było porównywalne z Rzeczpospolitą Krakowską, lecz przewyższało ją zakresem swobód.

Nazwy są sprawą umowną. Jeśli chcemy używać terminu powstanie, musimy pamiętać, że w tym przypadku to słowo ma szerszy zakres. Oznacza wystąpienie przeciw władzy okupanta nie tylko zbrojne, lecz także administracyjne, ekonomiczne, informacyjne, oświatowe, kulturowe itd. Stać się tak mogło dlatego, że na długo przed wybuchem, jeszcze w podziemiu, zostały przygotowane i wypróbowane wszystkie te struktury.

Polska przegrała kampanię wrześniową w kraju, lecz nie przegrała wojny. Kontynuowała ją w podziemiu, na emigracji i w partyzantce. Rząd na Wychodźstwie kontrolował wojska walczące poza obszarem Polski, pracował nad prawnym kształtem przyszłej Rzeczypospolitej i inspirował potajemne budowanie jej struktur. Nie zawsze musiał inspirować. Do rangi symbolu urasta misja mjr. Edmunda Galinata. Przebywający już w rumuńskiej niewoli marszałek Rydz-Śmigły chciał przesłać do kraju rozkaz budowania podziemnej armii. Odważny do szaleństwa major porwał rumuński samolot, mimo ostrzału lądował w oblężonej Warszawie – tu dowiedział się, że podziemna armia już powstaje. – Służba Zwycięstwu Polski (nast. ZWZ) z Michałem Karaszewiczem-Tokarzewskim jako komendantem.

Prolog dłuższy niż dramat

Reprezentacją władz w okupowanej Rzeczypospolitej była działająca od 1940 r. Delegatura Rządu na Kraj. Z biegiem czasu uruchomione zostały jej departamenty będące odpowiednikami ministerstw, delegat otrzymał rangę wicepremiera. Pierwszym delegatem był Cyryl Ratajski; podczas powstania funkcję tę spełniał Jan St. Jankowski – były legionista, potem założyciel i prezes Narodowej Partii Robotniczej; poseł, minister w dwóch rządach Witosa.

Jednym z najważniejszych organów Delegatury był Departament Informacji i Prasy – zwalczał propagandę okupanta, podtrzymywał wiarę w zwycięstwo. Wydawał „Rzeczpospolitą Polską” – centralny organ Delegatury Rządu. Równie istotną pracę wykonywał Departament Oświaty i Kultury, który wydawał pismo „Oświata i Kultura”. Tu przygotowywano m.in. regulacje prawne na „po wojnie”, zapewniające szeroki dostęp do nauki i dóbr kultury – zwłaszcza mieszkańcom wsi. Departament Pracy i Opieki Społecznej (którym początkowo kierował Jan St. Jankowski), przygotowywał reformy prawa pracy, przepisy dotyczące zatrudnienia i darmowej opieki dla uboższych. Departamentem Odbudowy i Robót Publicznych kierował prof. Stefan Bryła – inżynier, światowej sławy wynalazca, profesor podziemnej Politechniki, autor projektu podziemnej łączności z wykorzystaniem kanałów i piwnic. Pomysły profesora sprawdziły się już w czasie walk w getcie. W dalszej przyszłości pracował w Departamencie Skarbu, który przygotował projekt budżetu „na pierwszy rok po wojnie”.

Organami Delegatury były także: Państwowy Korpus Bezpieczeństwa (konspiracyjna policja) oraz Straż Samorządowa – podziemna policja terytorialna. Na początku 1944 r. stworzono Komisje Badania i Rejestracji Zbrodni Okupanta w Polsce (kryptonim „Niezapominajka”). W terenie funkcjonowały również podległe Delegaturze Cywilne Sądy Specjalne, które karały zdradę, szpiegostwo i donosicielstwo. Miały prawo wydawania wyroków śmierci, orzekały również infamię, a nawet karę chłosty.

Jeśli chodzi o prace dla Warszawy, to ich koordynatorem był Okręgowy Delegat Rządu Marceli Porowski „Sowa”. Przedwojenny samorządowiec, kierownik biura Związku Miast Polskich i redaktor pisma tego związku „Samorządu Miejskiego”. Oficjalnie był zatrudniony jako rzeczoznawca w magistracie. Przed wybuchem powstania „personel” Delegatury liczył ponad 15 tys. osób.

Równolegle do prac Delegatury prowadziły działalność zorganizowane przez Komendę Główną ZWZ/AK Biura Wojskowe Administracji Zmilitaryzowanej. Jej szefostwo, ukryte pod kryptonimem „Teczka”, znajdowało się w rękach Ludwika Muzyczki „Benedykta”. Major, potem już podpułkownik „Benedykt”, to jeden z najmłodszych legionistów, żołnierz 1920 r., działacz PPS.

W 1941 r. funkcjonowały już Biura: Spraw Wewnętrznych, Sprawiedliwości, Finansów i Skarbowości, Pracy, Opieki Społecznej i Zdrowia, Rolnictwa, Aprowizacji, Komunikacji, Telekomunikacji, Przemysłu i Handlu. Później dodano jeszcze Biuro Służby Technicznej, które przygotowywało reformę rolną i nacjonalizację przemysłu. Dublowały one prace Delegatury, dlatego w 1943 r. struktury te zostały połączone. Aparat „Teczki” liczył około 10 tys. ludzi.

„Teczka” też prowadziła prace „przyszłościowe”. Na przykład kierowany przez prof. Bryłę (działającego równolegle w strukturach „Teczki”) Departament Odbudowy i Robót Publicznych opracowywał m.in. 10-letni plan odbudowy kraju (miast, modernizacji wsi itd.). Prace te, finansowane przez państwo jako roboty publiczne, miały jednocześnie zapobiec bezrobociu, które groziło przyszłej Polsce po demobilizacji sił zbrojnych. W tym samym Departamencie grupa architektów przygotowywała plany odbudowy Warszawy (wykorzystano je po wojnie). Profesor nie doczekał ich realizacji – został rozstrzelany w grudniu 1943 r. w ulicznej egzekucji za działalność w tajnym nauczaniu.

Prace i wizje

Projekty nadsyłane z Londynu znajdowały swe uzupełnienie w inicjatywach „oddolnych”, samorządowych, czasem partyjnych. Ta dwupoziomowość była jednym z czynników, dzięki którym ośrodek władzy zaczął w 1944 r. przesuwać się do Kraju. Formalnym tego wyrazem było przekształcenie Krajowej Reprezentacji Politycznej w Radę Jedności Narodowej (RJN) – namiastkę sejmu. Pierwszym przewodniczącym Rady został lider PPS-WRN Kazimierz Pużak – dawny bojowiec Piłsudskiego. 15 marca 1940 r. Rada ogłosiła deklarację „O co walczy naród polski?” przedstawiającą program przebudowy społeczno-gospodarczej. W pewnym sensie była to odpowiedź na odezwę PPR „O co walczymy”. Przesuwanie ośrodka władzy do kraju wynikało w dużym stopniu z konieczności stworzenia przeciwwagi dla targowickich władz tworzonych przez PKWN i samozwańczą Krajową Radę Narodową.

Programy partii wchodzących w skład RJN siłą rzeczy musiały być różne – w kilku punktach jednak były zgodne. Że wszystkie siły podziemia walczą o Polskę demokratyczną, której władza wyłaniana będzie w pięcioprzymiotnikowych wyborach, że przyszłe państwo winno być opiekuńcze względem mniejszości i warstw słabszych ekonomicznie – dlatego m.in. już w 1942 r. powstała Rada Pomocy Żydom.

Ugrupowania chrześcijańskie mocniej akcentowały prymat etyki nad polityką, ugrupowania socjalistyczne widziały gwarancję sprawiedliwości w silnym państwie opiekuńczym. Jedne i drugie zgadzały się więc na nacjonalizację – państwo miało przejąć bankowość i kluczowe gałęzie przemysłu (zbrojenia, kopalnie, huty, elektrownie, komunikację); projektowano przekazanie dużych zakładów spółdzielniom i samorządom gospodarczym, pojawił się też pomysł, by Senat był izbą wyższą samorządów. Własność prywatna zostałaby zachowana w drobnym przemyśle, rzemiośle i handlu. W marcowej deklaracji zapowiadano również reformę rolną. Gospodarka miała zostać poddana planowaniu, którego celem byłaby odbudowa kraju, rozwój przemysłu i pełne zatrudnienie, a także wyrównanie dysproporcji społecznych. Wiele z tych pomysłów przechwyciły potem władze komunistyczne.

Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, zakładano, że powinien powstać jakiś środkowoeuropejski organizm polityczny jednoczący kraje Międzymorza lub co najmniej Polskę z Czechosłowacją (układ o konfederacji podpisali Sikorski z Beneszem w 1942 r.) – co hamowałoby imperialne zakusy ZSRR. Zgadzano się też co do tego, że Polska powinna uzyskać Prusy i ziemie zachodnie aż po Odrę i Nysę. Program ten uzasadniano racjami historycznymi, podkreślano polskość Ślązaków i Mazurów, rozważano przyłączenie Łużyc. Te przesunięcia nie były traktowane jako „rekompensata” za utracone Kresy, bo żadna z partii do lata 1944 r. z możliwością utraty Kresów się nie liczyła. Zakładano natomiast możliwość odłączenia się Ukrainy od ZSRR, co było nadmiernym idealizmem. Tego, iż z trzech „stolic” Rzeczypospolitej – Warszawy, Wilna i Lwowa – dwie zostaną od niej odcięte nie przewidywał nikt. Wszystkie programy przyszłościowe przed powstaniem stały na gruncie trwałości granicy ryskiej. Wierzono w możliwość poprawnych stosunków z Rosją, braterstwa i przyjaźni z Europą. Gdyby doszło do walki o Polskę, byłaby ona jednocześnie walką o taką właśnie jej wizję, ryzykowaniem życia w imię takiego właśnie programu.

Państwo Polski Walczącej. Fundamenty

Od początku widać było dwutorowość prac nad budową Polski. Siłą rzeczy kontrolę terenu musiało sprawować wojsko, spontanicznie powstawały jednak liczne komitety „blokowe” i „obywatelskie”. Uporządkowaniem tych spraw zajął się Marceli Porowski mianowany 5 sierpnia na prezydenta miasta. W pierwszych odezwach wzywał ludność do udzielania pomocy ofiarom bombardowań i do przyjmowania pod dach uciekinierów, a także do prowadzenia wspólnych kuchni, gaszenia pożarów, ratowania ludzi spod gruzów i do grzebania poległych. Gdy brakło ochotników, żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa zyskali prawo, by organizować brygady przymusowe. Sytuacje te nie były jednak częste. Zdarzały się natomiast dramaty. Na przykład podczas kilkudniowej akcji przy rogu ulic Złotej i Sosnowej umierali ludzie wykopani spod gruzów.

8 sierpnia został uruchomiony Ośrodek Opieki Społecznej i Zdrowia, potem powstał Inspektorat Propagandy, a w końcu sierpnia – Komitet Opieki nad Dziełami Kultury i Sztuki. Sankcjonując spontaniczne inicjatywy, Porowski powołał formalnie Domowe i Obwodowe Komitety Samopomocy.

Prezydenta Porowskiego Polska Ludowa nie chciała docenić. W 1951 r. za to, co robił (i to w ramach państwa AK), został aresztowany i w lutym 1953 r. skazany na karę śmierci. Ocaliła go chyba śmierć Stalina – tak przynajmniej uważał. W 1956 r. został zwolniony, zmarł kilka lat później w zapomnieniu.

Gospodarka. Żywność

Dowództwo dysponowało zapasami żywności na trzy dni walk – konserwy, tłuszcze, mąka, jarzyny. To kolejny dowód na to, iż liczono na szybki sukces powstania, brano też pod uwagę możliwość zdobycia żywności w niemieckich magazynach. To się po części sprawdziło: zdobyto magazyny browaru Haberbusch i Schiele, gdzie zgromadzone były duże zapasy jęczmienia. Gotowano z nich „pluj zupę” dla walczących, a także dla ludności.

Oryginalnym pomysłem Warszawy było wykorzystanie produktów hodowanych w ogródkach działkowych, zbierano wszystko, co jadalne, zwłaszcza owoce i pomidory. Niezwykle popularne stały się też przepisy na robienie różnych cudów z kartofli – łącznie z wódką.

Sprawdziły się też kuchnie polowe – dzięki nim udało się zapobiec głodowaniu ludności, zwłaszcza uciekinierów z innych dzielnic. Kuchni było około pół tysiąca, w samym Śródmieściu-Południe w 200 kuchniach wydawano codziennie ponad 22 tys. obiadów. Dla wielu był to jedyny posiłek w ciągu dnia. Kłopoty powstańców z aprowizacją wykorzystywali Niemcy. Zdarzały się przypadki, że wycofywali się z jakichś pozycji, zostawiając zatrute pożywienie. Ostrzegała przed tym „Rzeczpospolita” z 14 września.

Wbrew publicystycznym legendom ani zrzuty alianckie, ani sowieckie nie przyczyniły się do polepszenia sytuacji – ani w wyżywieniu, ani w lecznictwie, ani w uzbrojeniu. Alianci, startujący z lotnisk we Włoszech, zrzucili łącznie 443 tony „pomocy”, większość jej zasobów przejęli Niemcy. W niektórych zrzutach znalazły się niewielkie pojemniki z krwią. Ofiarowali ją Polacy z Edynburga.

Sowieci dopiero po 14 września zrobili kilka propagandowych nalotów nad Warszawę, zrzucili około 50 ton „pomocy”. Ponieważ dosłownie „zrzucili”, nie stosując spadochronów, prawie cała ich pomoc uległa zniszczeniu.

Mimo złej sytuacji aprowizacyjnej Państwowy Korpus Bezpieczeństwa dość rzadko musiał walczyć z rabusiami. Niemniej za pospolite przestępstwa sądy wydały kilka wyroków śmierci. Jeden otrzymał porucznik „Reckman”, który wymuszał żywność za pomocą sfałszowanych kwitów rekwizycyjnych. Podobny wyrok otrzymał oficer, który skonfiskował wódkę i urządził libację.

Między antypolskie plotki włożyć należy opowieści o mordowaniu Żydów przez AK gdzieś na Woli czy na ul. Długiej. Wola była już w rękach Niemców, na Długiej pod podanymi adresami mieściły się sztab i szpital. Stosunek AK do Żydów był bardziej niż poprawny.

5 sierpnia żołnierze Batalionu „Zośka” zaatakowali obóz „Gęsiówka” – co nie miało celu wojskowego, a tylko humanitarny. Uwolniono 383 więźniów, w tym 348 Żydów. Wielu z nich potem wstąpiło w szeregi AK, kilku zginęło w późniejszych walkach.

„Przemysł” III RP

Specyficzną i najważniejszą gałęzią powstańczej gospodarki był chałupniczy przemysł zbrojeniowy. Na bazie chevroleta został wyprodukowany samochód pancerny „Kubuś” (z wejściem od spodu), który był używany w walkach na Powiślu, był to jednak wyjątek.

Warunki pozwalały najwyżej na produkcję broni lekkiej – udanym wynalazkiem były pistolety maszynowe „Błyskawica”, które już od 1943 r. produkowano w różnych miejscach, a składano w schronie przy ul. Grzybowskiej. Dzięki składanej kolbie dały się ukryć pod płaszczem, skuteczność ognia wynosiła 180 m, pojemność magazynka – 32 naboje. Do lipca 1944 r. zgromadzono ok. 2 tysięcy „Błyskawic”. Drugim światowej klasy ewenementem były granatniki produkowane z rur kanalizacyjnych według pomysłu inż. Mieczysława Łopuskiego.

Wyprodukowano co najmniej 27 sztuk tej broni, kilku użyto w walkach o PAST-ę. Wyprodukowano także kilkadziesiąt tysięcy granatów, które w warunkach walk miejskich były bronią niezwykle groźną. Polską odmianą granatów były popularne butelki z benzyną. W porównaniu z uzbrojeniem Niemców wyglądało to słabo, trzeba jednak pamiętać, iż walczono w mieście, na bliskie odległości, często twarzą w twarz.

Łączność. Informacja. Kultura

Od pierwszych chwil powstania harcerze z Szarych Szeregów uruchomili Pocztę Polową z siedzibą w gmachu Poczty Głównej przy pl. Napoleona, 2 sierpnia w drukarni przy ul. Szpitalnej wydrukowano pierwsze znaczki – nakład 13 tys. egz. Seria siedmiu znaczków z napisem Poczta Polowa AK zaprojektowana została przez Stanisława Tomaszewskiego i Mariana Sigmunta. Początkowo przeważały jednak znaczki niemieckie z nadrukiem poczty polowej. W pierwszym miesiącu walk harcerze przenieśli ponad 116 tys. listów, potem zasięg poczty zmalał do obszaru Śródmieścia.

Od początku powstania działały radiostacje AK, w tym słynna „Błyskawica”, która nadawała kilka audycji dziennie. Utrzymywano także łączność z Londynem i z bazą w południowych Włoszech, niektóre programy emitowano również w języku angielskim i niemieckim.

Wydawano ponad 130 czasopism. Przy Komendzie Głównej AK działało Biuro Informacji i Propagandy (BiP), które wydawało „Biuletyn Informacyjny”, Delegatura Rządu wydawała „Rzeczpospolitą”. Na Żoliborzu wychodziło pisemko dla dzieci – „Jawutka” (red. Andrzej Nowicki), które zmieniło tytuł na „Dziennik Dziecięcy”, ewenementem było pisemko redagowane przez harcerzy – „Dzieci Mokotowa”.

Przy Wydziale Propagandy Mobilizacyjnej („Rój”) działał Referat Fotograficzny, który dokumentował przebieg walk, szefem był Antoni Bohdziewicz „Wiktor”. Jeszcze przed wybuchem powstania zorganizowano trzy kamery, dzięki którym udało się nakręcić trzy kroniki zatytułowane „Warszawa walczy”. Sfilmowane zostało m.in. zdobycie PAST-y przez żołnierzy batalionu Kiliński. Pokazy kronik, a okazyjnie i innych filmów rozpoczęto 15 sierpnia w kinie Palladium.

Doceniając rolę opinii, władze powstania powołały urząd inspektora propagandy, którym został poeta i polityk chrześcijański Jerzy Braun. Urząd zajmował się badaniem nastrojów społeczeństwa, kierował propagandą prowadzoną za pomocą haseł i plakatów („Każdy pocisk jeden Niemiec”, „Walka z ogniem to akcja bojowa”), a także – co okazało się niezwykle ważne – „propagandą szeptaną”.

W kulturze powstania widać formowanie się dwóch nurtów sacrum – patriotycznego i religijnego, które zlewały się w jeden. W niedzielę 6 sierpnia odbyła się Msza Święta w kościele na Długiej, po niej – wojskowa defilada. Akademia z okazji 15 sierpnia w podwórku na zapleczu ul. Marszałkowskiej łączyła elementy religijne z militarnymi.

Wzrost religijności miał charakter spontaniczny, już 10 sierpnia „Biuletyn Informacyjny” donosił: „Nie ma dziś prawie domu w Warszawie bez urządzonego przez mieszkańców ołtarza”. Trzeba też zacytować rozkaz nr 21 generała „Montera” (Antoniego Chruściela, dowódcy obrony Starówki, następnie zastępcy gen. Komorowskiego) opublikowany w związku ze zbliżającą się uroczystością Matki Bożej Jasnogórskiej – 26 sierpnia. Rozkaz nakazywał odczytać we wszystkich oddziałach głęboko religijny i patriotyczny zarazem „Apel do Żołnierza”, dołączyć do wieczornych modlitw odmawianie „Pod Twą obronę” i trzykrotne wezwanie: „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”. Rozkaz nakazywał też „Udostępnić jeszcze bardziej niż dotychczas przystępowanie do sakramentów spowiedzi i komunii św”. Uczestnictwo w walce otrzymało rangę najwyższą, sakralną. W drugą niedzielę powstania podczas Mszy św. o godzinie 8 rano w kaplicy przy ul. Barokowej ojciec Paweł w homilii wygłoszonej do oficerów, odwołując się do niemieckiej broszury „Hitler gegen Christus”, przedstawił walkę powstańców jako uczestnictwo w walce najważniejszej. Padły wówczas pytania i odpowiedzi zaskakujące, straszne, lecz nie- pozbawione nadziei: „Czy dla was nie jest to oczywiste? Sprawa nasza, sprawą Boga! A przeciw nam zastępy Antychrysta! Dlatego walka ta nie może być przegrana. Bóg przegrać żadnej walki nigdy i z nikim nie może. Choćby nam trzeba było w grobie się położyć, tak jak Zwycięzcy na Golgocie. Choćby mieli kamień przywalić grobowy na ojczyznę naszą, tak jak uczynili Temu, który Boga dał ludzkości”.

Dziesięcioro Przykazań Żołnierza

Wykładnikiem poziomu moralnego powstania były także przekazywane z rąk do rąk modlitwy, wiersze, przykazania. Świadczyły o uwewnętrznieniu wartości przypominanych z kazalnic. Modlitwy te miały wiele wariantów. Popularne Dziesięcioro Przykazań Żołnierza Polskiego krążyło w kilku wariantach. Wersję podstawową, nadesłaną z emigracji (autorem był poeta i sztabowiec gen. Sikorskiego – Jan Bogusławski) opublikował dopiero w latach 90. Związek Powstańców w Bydgoszczy:

Dziesięcioro Przykazań Żołnierza Polskiego
Tyś jest żołnierz polski, którego Bóg uratował z toni, abyś nadal walczył za Ojczyznę.
1. Nie będziesz miał innych celów na ziemi, dopóki kraj wolności nie odzyska.
2. Wiedz, iż walcząc za Polskę, walczysz za wolność całej ludzkości.
3. Pamiętaj, że walka o wolność jest walką o wiarę i Boga.
4. Czcij Wodza Twego i słuchaj jego rozkazów.
5. Walcz niezłomnie i pomnij, że nie tyś napastnikiem.
6. Strzeż godności twych obyczajów, abyś nie splamił polskiego munduru.
7. Nie pokalaj się rabunkiem.
8. Bądź wierny przysiędze i prawdzie twego żołnierskiego sumienia.
9. Bądź dobrym towarzyszem broni dla sprzymierzeńców, którzy wraz z tobą za jedną sprawę walczą.
10. Pomnij, że walkę prowadzić trzeba do zwycięskiego końca.
Niech Bóg doda ci sił w walce i błogosławi broń twoją, która jest bronią sprawiedliwego.

Niezwykle popularną była także „Modlitwa Bonawentury”:

Od wojny, nędzy i od głodu
Sponiewieranej krwi narodu
Od łez wylanych obłąkanie
Uchroń nas Panie! /../

Od bomb, granatów i pożogi
I gorszej jeszcze w sercu trwogi
Od trwogi strasznej jak konanie
Uchroń nas Panie!

Od rezygnacji w dobie klęski
Lecz i od pychy w dzień zwycięski
Od krzywd, lecz i od zemsty za nie
Uchroń nas Panie!

Uchroń od zła i nienawiści
Niechaj się odwet nasz nie ziści
Na przebaczenie im przeczyste
Wlej w nas moc, Chryste

Wiersz powstał jeszcze w czerwcu 1942 r., autorem był 17-letni Janek Romocki, którego pseudonim „Bonawentura” wziął się od drugiego imienia. Janek był młodszym bratem legendarnego „Morro” – Andrzeja Romockiego – najmłodszego kapitana AK, odznaczonego dwukrotnie Krzyżem Walecznych i raz Virtuti Militari, wsławionego brawurowym przeprowadzeniem swego oddziału ze Starówki do Śródmieścia.

Janek Romocki przed powstaniem brał udział w akcji odbijania więźniów i uczestniczył w wysadzaniu mostu na Wisłoku. W powstaniu odznaczony został krzyżem Walecznych i Virtuti Militari za walki na Woli. Ranny 12 sierpnia w natarciu na Stawki został przeniesiony do szpitala. Zginął podczas bombardowania szpitala 18 sierpnia. Andrzej przeżył go niecały miesiąc. Zginął 15 września na Czerniakowie, prawdopodobnie od kuli lądujących berlingowców.

Zwycięzcy nadpowietrznej walki

„Kordyan świadczy, żem jest rycerzem tej nadpowietrzej walki, która się o narodowość naszą toczy” – pisał o sobie Słowacki w odpowiedzi na list Krasińskiego. To samo mogliby powiedzieć o sobie poeci, którzy padli w powstaniu: Baczyński, Gajcy, Stroiński, Romocki, Szczepański i wielu innych.

Powstanie zakończyło się klęską ludzi i ruiną miasta. Poległo ponad 17 tys. powstańców, 25 tys. zostało rannych. Zginęło również ponad 3 tysiące żołnierzy z Dywizji Kościuszkowskiej. Straty wśród ludności cywilnej wynosiły ok. 150–200 tys. zabitych. Po kapitulacji pozostałych mieszkańców Warszawy, ok. 500–600 tys., wypędzono z miasta, część została wysłana na roboty, część do Oświęcimia i innych obozów. Dokładne cyfry nie są znane. Wbrew umowie kapitulacyjnej Niemcy zniszczyli ponad jedną trzecią ocalałej zabudowy miasta. Niszczyli z premedytacją zabytki, palili biblioteki i archiwa. Wywozili maszyny, meble, futra, przewody telefoniczne, krawężniki i płyty chodnikowe, wyrywali szyny, zrywali przewody elektryczne i telefoniczne. Wysadzili w powietrze Zamek Królewski, katedrę św. Jana, pałace Saski i Brühla. Palili dom po domu.

Dla powstańców, którzy walczyli z bronią w ręku, powstanie było wielkim doświadczeniem wolności i godności, doświadczeniem wyższej, szlachetniejszej jakości życia. Tego doświadczenia już nic, żadna okupacja sowiecka, nie mogło wyrwać z pamięci. Spowodowało to, że opór wobec systemu komunistycznego był w Polsce najsilniejszy I po latach zaowocował niepodległością. Inny naród, niemający za sobą tej szkoły niepodległości, nie umiałby już o nią walczyć.

* * *
Abstrakcyjny, ilustrowany cyframi sposób ujęcia problemu rozważanego dotąd w kategoriach emocjonalnych nie oznacza zmniejszenia szacunku dla bohaterstwa żołnierzy i poświęcenia cywilów, nie umniejsza bólu po stracie genialnych poetów, podziwu dla odwagi harcerzy, sanitariuszek, księży. Nie oznacza potępienia decyzji o wybuchu powstania. Z tej historycznej pułapki nie było dobrego wyjścia.

Brak walki i tak oznaczał wejście drugiego zaborcy. Oznaczał aresztowania elit i wywózki na Sybir – przy obłudnym milczeniu Zachodu. Jak w Wilnie i we Lwowie. Opór przeciwko represjom dawałby Sowietom możliwość przedstawienia Polaków jako wrogów ZSRR, jako sojuszników Hitlera. Walka, i tylko ona, dawała szanse na jakąkolwiek zmianę sytuacji, na chwilowe choćby ujawnienie prawdziwej Rzeczypospolitej, na umiędzynarodowienie sprawy polskiej.

Nowe Państwo: 30/2008 

zobacz: Bohdan Urbankowski, Warszawa 44 – o artystach Powstania

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, II wojna światowa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.