Polscy poeci i malarze na Boże Narodzenie

Barbara Boniecka-Dziadzio Madonna

Pomódlmy się w noc betlejemską,
W Noc Szczęśliwego Rozwiązania
By wszystko nam się rozplątało,
Węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
Porozkręcały jak supełki

ks. Jan Twardowski

Wiersz staroświecki

Barbara Boniecka-Dziadzio Madonna

Pomódlmy się w noc betlejemską,
W Noc Szczęśliwego Rozwiązania
By wszystko nam się rozplątało,
Węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
Porozkręcały jak supełki
Własne ambicje i urazy
Zaczęły śmieszyć jak kukiełki

I oby w nas złośliwe jędze
Pozamieniały jak owieczki
A w oczach mądre łzy stanęły
Jak na choince barwnej świeczki

By anioł podarł każdy dramat

Aż do rozdziału ostatniego
Kładąc na serce pogmatwane
Jak na osiołka – kompres śniegu
Aby się wszystko uprościło,
Było zwyczajne, proste sobie,
By szpak pstrokaty, zagrypiony
Fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
Na cud czekając w swej kolejce,
A Matka Boska cichych, ufnych,
Jak ciepły pled wzięła na ręce.

 

Dlaczego jest święto…

Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać.

 

Dawna wigilia

Piotr Stachiewicz Sprzedawca szopek

Przyszła mi na wigilię zziębnięta głuchociemna
z gwiazdą jak z jasną twarzą – wigilia przedwojenna
z domem co został jeszcze na cienkiej fotografii
z sercem co nigdy umrzeć porządnie nie potrafi
z niemądrym bardzo piórem skrobiącym w kałamarzu
z przedpotopowym świętym z Piłsudskim w kalendarzu
z mamusią co od nieszczęść zasłonić chciała łzami
podając barszcz czerwony co śmieszył nas uszkami
z lampką z czajnikiem starym wydartym chyba niebu
z całą rodziną jeszcze to znaczy sprzed pogrzebów
Nad stołem mym samotnym zwiesiła czułą głowę
Nad wszystkie figi z makiem – dziś już posoborowe

Przyszła usiadła sobie. Jak żołnierz pomilczała
Jezusa z klasy pierwszej z opłatkiem mi podała

 

Franciszek Karpiński

Pieśń o narodzeniu Pańskim

Bóg się rodzi, moc truchleje
Pan niebiosów obnażony;
Ogień krzepnie, blask ciemnieje
Ma granice – Nieskończony;
Wzgardzony – okryty chwałą
Śmiertelny – król nad wiekami,
A słowo ciałem się stało
I mieszkało między nami.

Cóż masz niebo nad ziemiany?
Bóg porzucił szczęście swoje,
Wszedł między lud ukochany
Dzieląc z nim trudy i znoje:
Niemało cierpiał nie mało,
Żeśmy byli winni sami
A Słowo…

Jerzy Nowosielski Boże Narodzenie

Jerzy Nowosielski Boże Narodzenie

W nędznej szopie urodzony
Żłób mu za kolebkę dano;
Cóż jest czym był otoczony?
Bydło pasterze i siano.
Ubodzy was to spotkało
Witać Go przed bogaczami
A słowo…

Podnieś rękę, Boże Dziecię,
Błogosław ojczyznę miłą,
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę swą siłą,
Dom nasz i majętność całą
I Twoje wioski z miastami
A Słowo …
ok. 1792

Pieśń adwentowa

Grzechem Adama ludzie uwikłani,
Wygnance z raju, wołali z otchłani:
„Spuśćcie, niebiosa, deszcz na ziemskie niwy,
I niech z obłoków stąpi sprawiedliwy”.

Błąkał się człowiek wśrzód okropnej nocy,
Bolał i nikt go nie wspomógł w niemocy,
Póki nie przyszła wiekami żądana
Z judzkiej krainy Panna zawołana.

Ona pokorą i oczy skromnemi
Boga samego ściągnęła ku ziemi;
Że którego świat nie objął wielkości,
Tego panieńskie zamknęły wnętrzności.

Kiedy z obłoków Pań do nas zstępował,
Świat jak rozległy człeka poszanował;
Człeka, przed którym na potym zginano
Niebieskie, ziemskie, piekielne kolano.

Nie naszą jaką zasługą ściągniony,
Miłość Go sama wiodła w ziemskie strony;
Wziął ciało ludzkie, z nim ból, niedostatki;
Zbratał się z nami, był Synem u Matki.

Dajmyż Mu za to dzięki, zborze wierny,
Że kochając nas, był miłosierny.
I wznosząc ręce ku niebu jasnemu,
Śpiewajmy chwałę Bogu najwyższemu.

 

Adam Asnyk

Przyjście Mesjasza

Jerzy Nowosielski

Lud czekający na swego Mesjasza
Nie zwróci oczu na dziecinę małą
I do biednego nie zajrzy poddasza;
Mniema, że zbawcę, którego czekało

Tyle pokoleń, ujrzy ziemia nasza
Od razu ziemską okrytego chwałą,
Jak na wojsk czele niewiernych rozprasza —
Mniema, że wszystko będzie przed nim drżało.

Że nawet głowy ugną się książęce,
Zdając mu władzę nad światem…
Więc jeśli usłyszy, że się narodził w stajence
I że mędrcowie dary mu przynieśli,
Pyta ze śmiechem: „Jak to? ten syn cieśli
Ma rządy świata ująć w swoje ręce?”

 

Jan Lechoń

Kolęda

Myślał wczoraj coś Pan Bóg z zasępionym czołem,
A potem się zamknęli z wielkim Archaniołem
I w największym sekrecie coś radzili o świecie:
Archanioł wracał z nieba z obliczem wesołym.

Pyta więc Archanioła ten i ów z aniołów:
„Zali może Bóg ruszy po gwiazdy na połów?
Może nowe zakwitną oceany błękitno
Albo nowe Karpaty wydźwigniemy z dołów?”.

Archanioł długo milczał, nic im nie chciał gadać,
Jeno kazał fornalom sześć koni zakładać,
I pomknęli po szosie, rankiem szarym o rosie,
Zadudniło, aż gwiazdy jęły z nieba spadać.

Wieźć się kazał Archanioł o milkę do wioski,
Przed dworem, przed bielonym, stanął Matki Boskiej,
Patrzy w okno komnaty: w oknie kwiaty i kwiaty!
Matka Boska przy krosnach haftuje bez troski.

Stanął we drzwiach i rzeknie głośno: „Pochwalony!
Witaj cudna Waćpanno! Z górnej idę strony!
Wielka Tobie nowina! Będziesz Panno mieć syna!

Bóg każe Ci Królową polskiej być Korony!”

Upuściła Panienka haft, zmieszana srodze,
Archanioł pomógł usiąść na krześle niebodze.
Srebrnym skrzydłem Jej skronie dla ochłody owionie,
A Panna dała słodkim łzom radości wodze.

Święty Józef chciał gościa prosić na kusztyczek,
Na miód stary, z rodowych wyjęty piwniczek,
I mówi o splendorze: „Gość taki w biednym dworze!”.
panna szyje pieluszki z bielutkich spódniczek.

Rano Pan Bóg jej posłał pereł pełną skrzynię,
Na dwór dać Chrystusowi kazał ochmistrzynię.
Matka Boska giezłeczko szyje złotą igłeczką

I śpiewa Chrystusowi: „Płynie Wisła, płynie”.

 

Bolesław Leśmian

Betlejem

Sen mu; ze snu obudził. Przespałem byt drobny
Gwiezdnej smugi na rzęsach. Śniła się – dlaczego?
Chciałem razem z Magami iść w świat niepodobny
Do żadnego z tych światów. Wiem, że do żadnego!

Biegnę w mrok, byle biegnąć! Może ich dogonię,
Choć ini trudno przeczuciu opierać się złemu.
Już widzę pierwsze stada śpiące na wygonie
l światła w Bogu ślepych oknach Betlejemu.

Zbliżam się do jaskini. Nigdy lub tym razem!
Chwili tracić nic wolno! Spiesz się, nędzo ziemska!
Jeden pastuch wbrew cudom drzemie popod głazem,
Budzę go w imię twoje, gwiazdo Betlejemska!

Gdzie Magowie? – „Odeszli. Badacze ich cienia
Głoszą, że wraz z kadzidłem i myrrą, i złotem
W kurz się marny rozwiali pod tej karczmy płotem,
Gdzie droga w nicość skręca. – Tyle – ich istnienia.”

Gdzie Maryja? – „Mów o niej z niebem lub mogiła.
Nikt nie wie – i nikt dzisiaj nie odpowie tobie.”
A gdzie Bóg? – „Już od dawna pochowany w grobie,
Już szepcą, że go nigdy na świecie nic było!” –

A gdzie jest Magdalena? – „Zapatrzona w zgony,
Przemilczała ból hańby, gdym ja kopnął noga.
Wracaj tam, skąd przychodzisz – ty śmiesznie „spóźniony!”
Nie mam po co i nie mam powrócić do kogo!

 

 

Leopold Staff

Gwiazda

Wojciech Kossak Gwiazdka Legionów

Świeciła gwiazda na niebie
srebrna i staroświecka.
Świeciła wigilijnie,
każdy ją zna od dziecka.

Zwisały z niej z wysoka
długie, błyszczące promienie,
a każdy promień – to było
jedno świąteczne życzenie.

I przyszli – nie magowie
już trochę podstarzali –
lecz wiejscy kolędnicy,
zwyczajni chłopcy mali.

Chwycili w garść promienie,
trzymają z całej siły.
I teraz w tym rzecz cała,
by się życzenia spełniły.

 

Kolęda

Niedobrze się, niedobrze dzieje w mgłach, w dżdżach zimy!
Myśl mamy złą, markotną, niemrawą, stroskaną,
Lecz dziś, gdy Gwiazdka błysła, w głos zgodnie nucimy:
Oj, siano! Oj, siano!

Niedobrze jest, niedobrze! Brud, błoto, ulewa…
Patrzymy, co się dzieje, i w lęku truchlejem,
Lecz uparta nadzieja dziś w duszy nam śpiewa:
Betlejem! Betlejem!

Noc dzisiaj się przesila, noc najdłuższa w roku.
Może się też przesili męka, co nas nęka?
Zawodzim co sił w płucach, z dzikim ogniem w oku:
Stajenka!!! Stajenka!!!

Wybacz, Dzieciątko drogie, najmniejszej z dziatek!
Grzeszniśmy! Wszyscy winni! Aleśmy nie zwierzę.
Duszę Tobie oddajcm jak mienia ostatek,
Pasterze, pasterze!

Mędrcy-ć przynieśli mirrę, złoto i kadzidło,
A my od wilków gorsi? Nic damyż nic Tobie?
Czyliśmy to podlejsi i gorsi niż bydło:
Wół z osłem przy żłobie?

Czy gorsiśmy niż wszystkie podany, celniki,
Judasz, faryzeusze i jawnogrzesznica?
Dziwię się, że Cię proszą za nami, grzeszniki,
Józef i Dziewica!

Pokaż no. Parne Jezu, żeś Pań nad panami!
Żeś darmo się nie rodził, żeś tu nie przybłęda!
Czy chcemy, czy nie chcemy, zrób porządek z nami –
Kolęda! Kolęda!

 

Wigilia w lesie

Juliusz Słabiak Na pasterkę

Juliusz Słabiak Na pasterkę

I drzewa mają swą Wigilię…
W najkrótszy dzień bożego roku,
Gdy błękitnieje śnieg o zmroku;
W okiściach, jak olbrzymie lilie,
Białe smereki, sosny, jodły,
Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
Snują zadumy jakieś mnisze,
Rozpamiętując święte modły.
Las niemy jest jak tajemnica,
Milczący jak oczekiwanie,
Bo coś się dzieje, coś się stanie,
Coś wyśni się, wyjawi lica.
Chat izbom posłał las choinki,

Któż jemu w darze dziw przyniesie?
Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
Dłoniom gałęzi w upominki.
Las drży w napięciu i nadziei,
Niekiedy srebrne sfruną puchy
I polatują jak snu duchy…
Wtem bić przestało serce kniei,
Bo z pierwszą gwiazdą nieb rozłogów,
Z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
Wynurza głowę pyszny jeleń
Z świeczkami na rosochach rogów…

 

Jan Kasprowicz

***

Józef Mehoffer i Stanisław Wyspiański Święta Rodzina

Przy wigilijnym stole,
Łamiąc opłatek święty,
Pomnijcie, że dzień ten radosny
W miłości jest poczęty;

Że, jako mówi wam wszystkim
Dawne, prastare orędzie,
Z pierwszą na niebie gwiazdą
Bóg w waszym domu zasiądzie.

Sercem Go przyjąć gorącym,
Na ścieżaj otworzyć wrota –
Oto co czynić wam każe
Miłość – największa cnota.

 

Cyprian Kamil Norwid

Opłatek

Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

 

Psalm Wigilii

Józef Mehoffer Stanisław Wyspiański witraż

O, dzięki Tobie, Ojcze ludów — Boże,
Że ziemię wolną dałeś nam i nagą,
Ani oprawną w nieprzebyte morze,
Ni przeciążoną gór dzikich powagą,
Lecz jako piersi otworzoną Boże…

Więc na arenie tej się nie ostoi
Przeciwnik żaden, jeno mąż bezpieczny —
I ten, co za się nierad szuka zbroi,
Ale zupełny, wcale obosieczny,
Który jak gwiazda w niebie czystym stoi.

I za to jeszcze dzięki Ci, o Panie,
Że człek się ówdzie laurem nie upoi
Ani go wiatrów ciepławych głaskanie
Prze — atłasowi w nicość — i rozstroi
Na drzew i kwiatów motyle kochanie.

Strzeliście w niebo spojrzy on ku Tobie,
Który przez stajnię wszedłeś do ludzkości,
I w grobie zwiędłych ziół leżałeś — w żłobie,
I w porze ziemskich próżnej zalotności,
I kiedy cały świat się tarzał w grobie.

Za prawo tedy do Polski obszaru
Dziękujem Tobie, któryś niezmierzony,
Wszech-istny —jednak z obłoków wiszaru
Patrzący na świat w prawdzie rozdzielony
Światło-cieniami czaru i roz-czaru.

I który łaski zakreślisz promieniem
Dzielnicę ludów w czas ludów — chaosu,
Tak, jako morze obszedłeś pierścieniem
I nie rzuciłeś gór na wagę losu,
Lecz najpodlejszym bawisz się stworzeniem.

Do Ciebie, Ojcze Ojczyzn, się podnosim
W tym to ubóstwie naszym bardzo sławnym,
I w tej nadziei, co po skrzydeł osiem
Przybiera co dzień i w płaczu ustawnym,
I w bólach, które tak mdło jeszcze znosim.

O, dzięki Tobie za państwo — boleści,
I za męczeńskich — koron rozmnożenie,
I za wylaną czarę szlachetności
Na lud, któremu imię jest — cierpienie —
I za otwarcie bram… nieskończoności.

 

Stanisław Baliński

Kolęda warszawska

O Matko, odłóż dzień narodzenia
Na inny czas.
Niechaj nie widzą oczy stworzenia,
Jak gnębią nas.

Niechaj się rodzi Syn najmilejszy
Wśród innych gwiazd.
Ale nie tutaj, nie w najsmutniejszym
Ze wszystkich miast.

Bo w naszym mieście, które pamiętasz
Z dalekich dni.
Krzyże wyrosły, krzyże i cmentarz
Świeży od krwi.

Bo nasze dzieci pod szrapnelami
Padły bez tchu.
O święta Mario, módl się za nami,
Lecz nie chodź tu.

A jeśli chcesz już narodzić w cieniu
Warszawskich zgliszcz,
To lepiej zaraz po narodzeniu
Rzuć Go na krzyż.

 

Marian Hemar

Całą noc padał śnieg

Całą noc padał śnieg cichy, cichy, cichuteńki.
Przyszedł świt, a tu świat cały biały, bielusieńki,
jakby kto świata skroń gładził chłodem białej ręki
i powiedział szeptem doń: Nic się nie bój mój maleńki

Niech cię głowa już nie boli, niech cię smutna myśl nie trapi,
bo od dziś, bo od dziś – pokój ludziom dobrej woli.
Otwórz oczy, znów się zbudź z mroków czarnej melancholii
i ptaszęcym głosem nuć – pokój ludziom dobrej woli.

W słońcu – patrz – skrzy się śnieg, szron na drzewach jak koronki.
Spoza gór, spoza rzek, spoza łąki i rozłąki,
spoza leśnych srebrnych cisz, jakby dzwony skądś dzwoniły
i mówiły światu: „Słysz! Nic się nie bój świecie miły.

Niech cię głowa już nie boli, wszystkim żalom połóż kres,
dosyć trosk i dosyć łez – pokój ludziom dobrej woli…
Nową drogę zacznij stąd, już za tobą dni niedoli
Dzisiaj w dzień Wesołych Świąt – pokój ludziom dobrej woli

Tak po cichu i powoli
białym śniegiem nuci mu…
choćby dziś, w tym jednym dniu
Pokój ludziom dobrej woli…

 

Kolęda lwowska

Na Lewandówce,
W cichej kołyscy
Dziecko maleńkie
Jak ptaszyna kwili.
Chodźci na palcach,
Patrzci si wszyscy,
Lwowski Pan Jezus
Narodził si w tej chwili.

Matka bledziutka,
Matka szczęśliwa
Głaska dziecinę
I do serca tuli,
Głosem cieniutkim
Cicho mu śpiewa
Luli, ta luli,
Ta lulaj mi, ta luli.

A On aż oczki
Mruży z rozkoszy.
Luli, ta lulaj mi,
Synku najdroższy,
*
Matka bledziutka
Nuci i płaczy,
Synku najdroższy,
Ja si myśleć boim,
Ile cierpienia,
Ile rozpaczy
Bedzi przed tobą
I przed miastem twoim.

Ja ciebie strzec
Na ziemi i w niebie?
Kto cię uchroni,
Kto cię uchowa
Przed tym nieszczęściem
Co porwie ciebie
Z ramion matczynych
i tego miasta Lwowa?

Troska okropna
Serce mi płoszy
Luli, ach, lulaj mi,
Synku najdroższy.
*
Nad Lewandówką
W niebie się jarzy
Gwiazda ogromna
Jak miejska latarnia.
Widzą ją oczy
Lwowskich baciarzy,
Po całym świeci
Nadzieja ich ogarnia.

Tadeusz Rybkowski Wigilia 1914 Lwów

Tadeusz Rybkowski Wigilia 1914 Lwów

Śnieg mokry pada,
W gięstej zamieci
Skrzydłami w mroku
Szumią jakieś echa
Zewsząd się zlata
Tłum lwowskich dzieci,
Lwowski Pan Jezus
Do nich się uśmiecha.

Chodźci tu wszyscy,
Klękajci wszyscy!
Taż On we Lwowie znów,
W swojej kołyscy!

Siwe oczęta
Mruży z rozkoszy.
Luli, ach, lulaj-żeż,
Synku najdroższy.

 

Julian Tuwim

Choinka

Emil Krcha Choinka

Ziemio, ziemiątko,
Nocą nad łóżkiem
Świecisz i krążysz
Różowym jabłuszkiem.
Sny wyogromniały,
Ziemio, zieminko,
Wszechświat stał w pokoju
Świąteczną choinką.
Ziemio, ziemeczko,
Dróżki gwiaździste
Po gałązkach błyskały
Mlekiem wieczystem.
Trzaskały świeczki,
Świerkowe świerszcze,
Anioł zaniemówił
Najpiękniejszym wierszem.

 

Anna Nagórska

Dawne choinki

Dawne choinki przyszły do mnie we śnie
Utworzyły ogromny, prześliczny zagajnik
Stoją w urodzie i wonności leśnej
Najjaśniejsze kwiaty lat zwyczajnych
Cherubiny skrzydlate i święty Mikołaj
Złote szyszki osnute kryształową przędzą…
Ktoś ozdoby ze starych pudełek wywołał
Lśnią świece. Fruną ptaki. Srebrne sanki pędzą.
Zrosły się szklane kule przed laty rozbite
– Na swym miejscu stanęła malownicza szopka
Wszystko jest uniesieniem. Wszystko jest zachwytem
Który u kresu doli też możemy spotkać…
Piór  ze skrzydeł anielskich zły czas nie wyskubał
– Żałobę ziemi skryła świetlista ponowa
Gwiazdy świecą na wiotkich choinkowych czubach
– Jezus nam swe ubóstwo jak szczęście darował…

 

Konstanty Ildefons Gałczyński

Festi nativatis Christi laudes
czyli pochwała Świąt Bożego Narodzenia

Ewelina Pęksa Kolędnicy

Jakoby ze złotego
chmury są runa.
To Boże Narodzenie
zbliża się ku nam:
żony tedy i matki
czyszczą kuchenne statki,
aż w kuchni starodawnej
w strop bije łuna.

Garnki, sagany, kotły
z miedzi robione:
wszystko to gospodynie
czyszczą natchnione,
klamki, progi i drzwiczki,
nawet z kurzu stoliczki,
kędy drzemią na zupę
szczawie zielone.

Tamten kwiat ówdzie stanie,
a zasię ten tu:
trzeba izby wystroić
pięknie ku świętu,
by wystrojone izby
światłem grały wskroś szyby,
bo Jezus czystość lubi
serca i sprzętu.

– Jak wejdzie Narodzenie,
to którą bramą? –
pytają gospodynie
wieczór i rano;

gotują na Wigilię,
tłuką z cukrem wanilię
i rzecz wonną, przewonną,
zacny cynamon.

Danuta Styperek Madonna

I zawsze niespodzianie
(pomimo znaków!)
przychodzi Narodzenie
w glorii, w orszaku;
rodzi się Dziecię nocą,
nocą gwiazdy się złocą,
a jedna najgłówniejsza,
co wiedzie magów.

A potem zamigoce
świeczka za świeczką,
ojciec dziecku popatrzy
w oczy jak dziecko,
będą chóry anielskie
a oraz archanielskie,
święty Joseph z Maryją
nad kolebeczką.

Śnieżek prószy. Hej, bracia,
rozstawmy stoły!
Ucztujmyż: przedświąteczne
przeszły mozoły;
nie żałujmyż dobytku
ani wszelkiego wiktu:
słodki Pań się narodził.
Pasterz wesoły.

Wiem ci ja, że niejeden
grosze oblicza,
a kto i grosza nie ma,
głód go tnie z bicza.
Wolno marzyć poecie,
że już lepiej na świecie,
że się wszędzie bogato
pleni obyczaj;

Władysław Skoczylas Szopka

że dzieci, wszystkie dzieci
mają pierniki,
ojce tytoń do fajki,
matki buciki;
a różne podle małpy
już nie biorą się za łby,
i wszędzie miasto armat
stroją muzyki.

Raduj się tedy, miasto,
raduj i sioło;
ty, słońce, w dzień; ty w nocy,
miesięczne koło;
raduj się i ty, człeku,
ze mną czasom na przekór
chętną kolędę śpiewaj,
piosnkę wesołą.
1935

 

Vlastimil Hofman Lulajże, Jezuniu

Vlastimil Hofman Lulajże, Jezuniu

***
A podana jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?),
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którym żeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?”
„Wędrowałem przez głupi świat ”
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
Że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata, płynie
kolęda na okarynie:
Lulajże, Jezuniu,
moja perełko,
Lulajże, Jezuniu,

 

* * *

Stanisław Wyrtel

Wszyscyśmy blisko otchłani

i każdemu z woli Boga
powinąć się może noga,

lecz wiedz: diabeł spęta w lesie,
Jezus na światłość wyniesie.

A światłość już niedaleko:
w grudniu narodzi się Dziecko,

co jednym wzniesieniem dłoni
świat ku światłości nakłoni.

Spójrzcie,jak pierzchają cienie!
Płynie Boże Narodzenie!

W purpurze,w złocie,w lazurze
Anioł dmie w trąbę na chmurze;

radość,radość niedaleko,
radość,co pychę uśmierca…

„Jezu cichy i pokornego serca
uczyń serca nasze według serca Twego”.

 

Kolęda paryska

Obudź się, Jezuniu,
więcej nie lulaj,
a Ty Go, Matulu,
już nie utulaj.

Oddaj mu mieczyczek,
bo będzie skandal,
słysz, rży mu koniczek
jak koń Rolanda.

Dam ja Jezusowi
moją pokorę,
zasię Józefowi
brzozową korę.

Na korze wypiszę
imię Matula,
a ty ją, Matulu,
w płaczu utulaj.
Paryż, styczeń 1946

 

Czesław Miłosz

Modlitwa Wigilijna

Stanisław Wyrtel

Maryjo czysta, błogosław tej,
Co w miłosierdzie nie wierzy.
Niech jasna twoja strudzona dłoń
Smutki jej wszystkie uśmierzy.
Pod twoją ręką niechaj płacze lżej.

Na wigilijny ześlij jej stół
Zielone drzewko magiczne,
Niech, gdy go dotknie, słyszy gwar pszczół,
Niech jabłka sypią się śliczne.
A zamiast świec daj gwiazdę mroźnych pól.

Przyprowadź blisko pochód białych gór,
Niechaj w jej okno świecą.
Astrologowie z Chaldei, z Ur,
Pamięć złych lat niech uleczą.
Zmarli poeci niechaj dotkną strun
Samotnej zanucą kolędę.

 

Baśń wigilijna

Po życiu pełnym bezsensu i rozpaczy,
Zmieniony ręką boską w srebrnego anioła,
W noc, która gwiazdą betlejemską straszy,
Człowiek pewien przyfrunął tam, gdzie Dziecko woła.

Rozpościerał szeroko skrzydła nad kołyską,
A dziecko bawił odblask na skrzydle odbity.
Śnieżystą górą dziecku skrzydło się wydało
I sto różowych na niej potoków igrało.

Na dworze już wschodziła jutrzenka, bił młot.
I nasłuchiwał chciwie anioł, człowiek dawny,
Jak niosą się w powietrzu pierwsze głosy ziemi,
Żuraw skrzypi, łuczywo okienka rumieni.

Kosmate gończe dymiąc rwały się na smyczy,
Mroźna trąbka przez bory niosła się jak wiatr,
Aż zaskomliły gończe, spragnione zdobyczy,
Z brzękiem dzwonków puszysty goniąc zwierza ślad.

I wiedząc, że za chwilę śnieg znów się zakrwawi,
Rzekł anioł: Dziecko ziemię nie od krwi wybawi.
Jak promień, co przywraca czarnej fali płynność,
Tak ono zbrodni ludzkiej przywróci niewinność.

 

Kolędnicy

Z kozą, piszczałką i turoniem
Gdy wieje wicher świętokrzyski
I ponad strugą i nad błoniem
Latają w mrozie białe listki,
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Stanisław Bąk Kolędnicy

Stanisław Bąk Kolędnicy

Dmie dujawica z gołoborza,
Na bosych saniach dziesięcina,
Ryby w kobiałkach, głowa łosza
I dzikie ptactwo i zwierzyna.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Rycerscy konno jadą z boru,
A zbroja na nich italiańska
I złoty łańcuch dla honoru
I miecz na straży kasztelaństwa.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Kędy na kościół kamień łomią,
Dziwo stawiają niewidziane,
Anioły w białe szaty stroją,
Śniegami teraz przysypane.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Koło kasztelu droga wiedzie,
Niżej łuczywo w izbach świeci,
Pszenicę warzy na wieczerzę
I miód gotuje naród kmieci.
Z kozą, piszczałką i turoniem.

Ejże, przywabią ich brzękadła
Kiedy w opłotki przybędziemy
I skoki, igry i szkaradła
I pieśni wdzięczne odprawiemy.
Z kozą, piszczałką i turoniem.
Waszyngton, 1949

 

Stanisław Grochowiak

Pastorałka

Tadeusz Makowski Dzieci z turoniem

Dobrze być kolędnikiem, lecz tylko Turoniem,
Kożuch plecy mu grzeje, gwiazda nad łbem płonie.

Dobrze być kolędnikiem, ale tylko Królem,
Ma koronę z pozłotki, ojcowską koszulę.

Dobrze być kolędnikiem, lecz tylko Aniołem,
Dźwigać skrzydła puchate, z drutu aureolę.

Dobrze być kolędnikiem, lecz tylko kukiełką,
Mróz zaskwierczy – dać susa w stajenne ciepełko.

Dobrze być kolędnikiem, lecz najlepiej kosem,
Ofuknąć swym świergotem groźną śmierci kosę…

 

Grudzień
czyli życzenie świąteczne

Jan Wydra Boże Narodzenie

Niechaj każdy języka naszego choć pogłos,
W szlachectwie stodół naszych dojrzewa jak pokos,
Bo gdzież się podziewają tych plemion zaploty?
Pomnę ja czas przetrwania, gdy po rżyskach błądząc
Szukał manny wzgardzonej pogorzelec i ksiądz…

Niechaj każdy zwyczaju naszego choć okruch
Jako w całun powzięty będzie w lniany obrus…
Nie zna bowiem historia tak bezkresnej zwłoki,
By głazem nie strzeliły skruszałe już zwłoki…
Pomnę ja czas zwątpienia. Bogu lżono: „zabroń”,
Najśmielsi wzięli stryki, cisi jęli za broń…

Niechaj w każdą Wigilię stanie puste krzesło,
Dzisiaj ktoś w Styksie kłakiem – jutro mostu przęsło…
I tego wam życzymy: czoła dumne mośćcie,
By wiatr niespodziewany przeszedł p ty moście…
Pomnę ja czas niepolski, winni za to, że my…
A jednak nie umarła. Dzięki nam. Żyjemy.
1975

 

Tadeusz Gajcy

1942. Noc wigilijna

Wieczorny szatan monetę zimną
ważył na dłoni…
Parzyła izby zamieć świeczek,
kiedy śmieszne figurki zatargały jak w dzwonnicach sznurkiem,
uniosły stopy na bojaźliwy centymetr –
nie mogły odlecieć.

Wplatał lepkie palce w oczy śnieg,
no i szeptał, uporczywie szeptał;
szatan załkał w szubienicę jak w flet
i rozwiesił płacz w drzewie jak szkiełka.

Więc choinka. – A na sznurku pajacyk,
kolędować Małemu, niech krzepnie,
pójdź – złóż dary – nie wystarcza popatrzeć –
drzewko smutne, a u ciebie świece.

Lulajże w powrozie, lulajże na haku,
niech się wyśni obrus biały i błyszcząca jodła.

Szept przygarnął – z tego szeptu twój opłatek
i ojczyzna ciemniejąca w nagłych gwiazdach z ognia.

 

Betleem

Nad smugami karawan
chodziła jasna nowina –
powiła Smutna Panna
Żałobnego Syna.
Śpiewali Mu, śpiewali ochoczo,
pastusze melodie skakały jak deszcze,
grały królewskie korony
i palmowe grało powietrze.
Śpiewali Mu, śpiewali
cherubiny zwłaszcza w długich piórach
krągłą ziemię chylili nad Małym
i rączkami ją we śnie otulał.
Ale niedługo potem
zaczęło w górze straszyć
i za stajenką poruszali grzechotką
z armat buczących i maszyn.
I zapalili daleko
kilka krajów czerwoną łuną,
że trzepotał powieką
i spoglądał na Północ.

 

Kolęda

Ogień nieziemski pod łukiem bramy
wspiętej wysoko jak dzwon lub ołtarz,
łuna ofiarna jak gałąź złota
spływa na głowę chłodną w konaniu –
zaśpiewajmy Mu, zagrajmy,
czekaj martwy na ulicznym posłaniu.

Krętych chmur stoi wieniec bogaty,
liczne dymy z miast ojczystych wołają,
a twe okno jak gwiazda maleńkie
nie przytuli do firanek białych;
i nad włosem zgiętym jak kwiatem
znów zahuczy śmiertelny metal –
zaśpiewajmy Mu, zagrajmy,
ach, uboga stajenka, lecz piękna.

Z lewej mur, z prawej cegła – i wszystko.
Jeszcze granie dalekie żelaza
i na piersi człowieczej złe pismo,
a to dar, a to ofiarna moc,
co do ziemi przechyla i każe
słuchać głosu jak echa wśród zmierzchu,
gdy zanika i wiedzie je leśny
obłok ciemny jak ziemia – bez gwiazd.

Ciemność przecież najlepiej kołysze,
w niej dostrzeżesz te ognie prędkie,
co z czerwonej na piersi kropelki
lecą wiotko, witają Twe przyjście.
I choć bydląt tu nie ma ni siana
to ulica darami usłana:
marmur kruchy, wapno i smoła,
ach, uboga stajenka, spokojna.

Niby gwiazda prowadząca ku źródłu
spłynie gołąb laurowy na nią
i zamienią Ci wówczas krwią rudy
kamień płaski na białe posłanie –
zaśpiewamy Ci smutny, zagramy:
w płytkim żłobku – nieopodal twej bramy
w Betleemie – narodziło się Dziecię.
Cierń na włosach, cierniowa koszula
i przebite nogi i ręce;
lulaj, lulaj.

 

Nowo narodzonemu

Jakże takimi dłońmi utrzymasz pierś mleczną
maleńki! – Przecież niełatwo…
W żyłach matki jak w mapie drogę sobie wybierasz
i spokojny – wszak nazwali cię człowiekiem –
słuchasz krwi jej. Pięknie szumi twa matka.

Jerzy Nowosielski, kosciół w Wesołej

Jerzy Nowosielski, kosciół w Wesołej

Jest jak strumień ciepły i bukiet,
a ty – ryba, koncha lub owad,
mlecznych światów w zadumie słuchasz,
tam kształt pierwszy się zaczął rysować.

Nie bój się rzeczy niedobrych,
do spokoju ich prosto się przytul,
od kołyski znajomy powrót
poprzez głosy zielone i skrzypy.

Zanim stopkami do miejsca dotrzesz,
gdzie prawda będzie jak pień drzewa szorstka,
porzucisz strumień najsłodszy
i miękką zabawkę z włosa.

I zmienisz imię. Zostaniesz tylko upartym lub wątłym,
jak niegdyś żołnierzy z ołowiu siebie popędzisz do marszu,
zbudujesz dom -będzie większy, piękniejszy od tego z klocków,
lecz ci i dom nie wystarczy.

Jakże takimi dłońmi, na których zawiła mapa,
ciągle jeszcze maleńki! – utrzymasz kształt własny?
Już dawno wyciekł szum, piękny szum i matka
wygasła.

Kiedy ziemia cię woła każdym ziarnem jak wargą,
ty powierzasz się oczom wyrzuconym jak mosty,
cieniem własnym się chwiejesz, głos dobywasz z oparu
i jak próchno rozświetlasz twarz swą coraz widoczniej

I usypiasz w ramionach pustkę, której się lękasz;
nie wiesz tylko, jak wiele snu ci dadzą i kiedy –
Nie myśl. Starczy. Odmierzą, mój chłopaczku maleńki,
i położą w wieczności miękkiej, czystej jak śniegi.

Może skąpić ci będą, ale bardzo miłować
i odmierzą ci ładnie w metal śmierci warczącej,
wtedy dłonie podniesiesz i znów dźwigniesz na nowo
strumień mleczny.
Jak Atlas będziesz dźwigał bez końca.

 

Krzysztof Kamil Baczyński

Święta Bożego Narodzenia

Ukochanej Matce – Krzysztof

Zofia Stryjeńska Matka Boska

Nie patrz w tył – to dziecięctwo taka otchłań,
a na płacz jej za wiele.
Jakby kantyczki dziecinnej odgłos znów cię napotkał,
kantyczki śpiewanej w którąś śnieżną niedzielę.
To dławi – te święta świerkowej pieśni,
śnieży śnieg, po którym przeszło już tyle ludzi.
Omotany w śnieżyce innych aniołów, śmiertelnych, nie śnij,
W dniach, w kopułach blaszanych nagle się zbudzisz.
Pieśń prymitywna – kto ją obudzi, nie budź.
Odpadły skrzydła nocy świętej, odpadły bogom.
Inne już gwiazdy – z lodu – przyprawione niebu.
To tekturowy smok zwęglony od łez
ciągnie z szelestem sypiący popiołem ogon.
13.12.1940 

***

Stefan Mrożewski Boże Narodzenie

Aniołowie, aniołowie biali,
na coście to tak u żłobka czekali,
po coście tak skrzydełkami trzepocząc
płatki śniegu rozsypali czarną nocą?

Czyście blaskiem drogę chcieli zmylić
tym przeklętym, co krwią ręce zbrudzili?
Czyście kwiaty, srebrne liście posiali
na mogiłach tych rycerzy ze stali,
na mogiłach tych rycerzy pochodów,
co od bata poginęli i głodu?

Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi,
ciemne gwiazdy i śnieg ciemny, i miłość,
i pod tymi obłokami ciemnemi
nasze serce w ciemność się zmieniło.

Stanisław Trzeszczkowski I tu był anioł, jedwab

Aniołowie, aniołowie biali,
o! przyświećcie blaskiem skrzydeł swoich,
by do Pana trafił ten zgubiony
i ten, co się oczu podnieść boi,
i ten, który bez nadziei czeka,
i ten rycerz w rozszarpanej zbroi,
by jak człowiek szedł do Boga-Człowieka,
aniołowie, aniołowie biali.

Wersja dźwiękowa

 

 

Marian Piechal

Kolęda wojenna

Prowadziły ich gwiazdy z armat wystrzelone
Krętym śladem spóźnionych Herodów,
Nieśli z ogniów potrójnych uwitą koronę,
W trupich czaszkach – krew i łzy narodów.

Wykreślili prawo z edyktów,
Oderwali podkowy z progów –
Nie ma żadnej ucieczki z Polski do Egiptu
Ni obrony w żadnym z dekalogów.

Glob wstrząstnęli, co na prawdzie stoi,
Żelaznymi ogniami przebodli.
– Ideału, co bez żadnej zbroi,
Nigdzie dosięgnąć nie mogli.

Na nic burza piorunów nieszczędna,
Ciemna przemoc w rozpaczach brodzi –
Obłok śpiewa: – Kolęda, hej kolęda!
W kolebeczkach serc ludzkich Nadzieja się rodzi –

No się naqd nią pochyla, wiatrem ją otula,
Nakrywa śniegową kołderką.
– Lulajże, Nadziejo, lulajże, lulaj,
Mrocznych wieków zbawcze świecidełko.
Grudzień 1944

 

Boże Narodzenie 1939

Rzymskie hordy z nakazów tyrańskich
pustoszyły dziko judzką ziemię –
zamiast winnic i cedrów libańskich
wyrastały miecze i płomienie.

W imię rasy furia opętańcza
nie szczędziła judzkiemu plemieniu,
rozszalała się ludzka szarańcza,
nie pozostał kamień na kamieniu.

Ale został ten,co głodny chodził,
niedotrupek,świątobliwy mikrus.
Ten zawołał:”Chrystus się narodził!”
I naprawdę się narodził Chrystus.

Z ziemi judzkiej,jak feniks z popiołu,
wzeszło światło,co serca objęło.
I rozbrzmiało z potęgą żywiołu:
„Gloria in excelsis Deo!”

Coraz pełniej Prawda jaśnieje,
opłakana co wiek tak krwawo.
Gwiazda błysła ponad Betlejem.

 

Bruno Jasieński

Bajka wigilijna

Któż z nas nie zna przysłowia słusznego od dziś-li:
„Głodnemu chleb na myśli”.
Z tego oto przysłowia, jak pisklę z jajka,
Na dzisiaj – bajka.

Do wieczerzy wigilijnej za ubranym stołem
Zasiedli w tym roku społem,
Jak wilki rozmieszczone wśród potulnych owiec,
Tworząc razem przypadkiem dziwny konglomerat,
Redaktor, kupiec, literat,
Urzędnik i przemysłowiec.
I skoro błysła gwiazda, jak niegdyś dziad z dziadkiem,
Jęli zgodnie z tradycją łamać się opłatkiem
Niepomni osobistych uraz i pretensji,
Życząc sobie nawzajem, zależnie od osób,
Na różny sposób:
Ten temu trzynastej pensji,
Temu zwyżki dolara, temu znowu spadku,
Temu 300000 nowych prenumerat…
Życzliwi wszyscy wszystkim. Został na ostatku
Literat.
– Czegóż mamy ci życzyć? – rzecze przemysłowiec –
Odpowiedz.
Jak daleko dosięga twych ambicji grobla?
Chcesz może nagrody Nobla?
Czy może myśli grą dumną,
Wierząc, że w końcu zniknie dokuczliwy zgrzyt os,
Marzysz, aby przemawiał nad twą trumną
Sam Witos? –
„Bynajmniej” – rzekł literat – „cel mych skromnych życzeń
„Sięga najdalej na styczeń
„I skoro mnie ucieszyć chcecie – ty i tamci,
„Dobrą radę na to dam ci:
„Miast życzeń platonicznych składać mi namiastkę
„Z słów, które kiedyś ujrzę na pośmiertnej wstążce,
„Kupcie jeden drugiemu na gwiazdkę
„Po książce”.

 

J. A. Gałuszka

Noc Wigilijna

Adam Setkowicz

Jakże samotnym zawsze mnie zastajesz
o nocy! święta nocy!
płonąca rajem czarodziejskich bajek,
cudem rozjarzeń i tęczą rozzłoceń –
jak śnieg cichutka, biała jak opłatek,
którym się dzielisz z całym, z całym światem –
O nocy, pod gwiazd milczeniem dalekim,
I wśród której Bóg się pobratał z człowiekiem!
Podchodzę cichy do cudzego stołu
I przełamuję opłatek ze drżeniem:
z warg proszą słowa z szarego popiołu
w grobów milczenie –
Stoję samotny w gwiazd źrenicach wilczych
owity w smutek jak w sztandar żałobny –
Na zmarzłej ziemi śnieg – Nade mną milczą
wieczność i gwiazdy, a pode mną groby.

 

Mieczysław Jastrun

Noc Bożego Narodzenia

Bożego Narodzenia noc wśród nocy grobów,
Wysoko świeci jasna gwiazda betlejemska,
Błyszczy na śniegu, coraz bliższy, bardziej ziemska,
Osioł i wół żują sen nocy zimowej u żłobu.

Alfred Wierusz-Kowalski Wyjazd powozem

Alfred Wierusz-Kowalski Wyjazd powozem

Między osłem i wołem wróbli świergotanie
Wesołe, chwila, gdy opuszczając niebiosy
Góry ziemi łagodnie klękają na sianie
Przed tobą, dziecko ludzkie, zrodzone tej nocy.

Zniosą ci barwy ziemi, wszystkie świata mowy,
Dziecko ludzkie, leżące na sianie stajenki,
Gdzie zlatują się ptaki, by jeść z twojej ręki
Maleńkiej, i gdzie puszy się gołąb tęczowy.

Tak życie, rozjątrzone przez śmierć i przez nędzę,
Rozszerza się w swej głębi posępnej milczeniu
I aby nic nie stracić, snuje z siebie przędzę
I określa rzecz każdą we własnym jej cieniu,
Wypruwa z niej kształt mowy i smak wydobywa
Nieznany, smak anielski oszczędnego chleba,
Którego okruszyny jak ptakom niebieskim
Rzuca nam w lód okuta, twarda rękawica.

Głód wynosi ku niebu te pokarmy ziemskie,
Treść ich umrzeć nie daje, ale nie nasyca.
W tę noc ma wszystko cichą przejrzystość księżyca,
Jak w baśni rzeczy nic nie wiedzą o ciężarze.
Ciemność liże nam dłonie jak dobra wilczyca
I ciepły blask od ognia pada nam na twarze.

Patrz! gołąb śniegu rozleciał. Ma tęczę na szyi.
To radość grucha ku nam, nocy zimowej dziecię.
Ciężko stąpa wół płowy, którego jeszcze nie zabili
Ludzie zbrojni, blask gwiazdy jego garb oświecił.
Osioł cień rzuca kłapouchy na śnieg biały,
Jak zamorska roślina, jak olbrzymi łopuch,

I klon, który od śniegu jak od głodu opuchł,
Rusza się, żyje! jakby mu ręce liści zmartwychwstały.

 

Jan Sztaudynger 

W Boże Narodzenie

Jacek Malczewski – Jasełka

Podli, ohydni i brudni,
W pyle spieczonych dróg,
Dnia pewnego usłyszeli,
Że się narodził w bieli
Bóg. –
„Azali
Być może,
Byś ty się, Boże,
Urodził pośród nas?”
Nie uwierzyli. –
A onej radosnej chwili
Szedł Bogu kłaniać się las
I przybieżały zwierzęta
Ugięły nogi,
Gdzie Panna Najświętsza
Stała
I śpiewała:
„O Jezusieńku drogi”
I przybieżały kwiaty i trawy
I błogosławił im Bóg łaskawy,
Miłosny
Wiekuistością wiosny
Błogosławił rączyną:
„Niech się kwiaty rozwiną
I drzewa
I niech się ptak rozśpiewa,
Nie ku mej chwale,
O, nie,
Lecz tak przed siebie-radośnie
Miłości, światu i wiośnie
Ja chcę”.
Zaśpiewał ptak i zakwitł kwiat,
Ptak…trylem, a kwiat…głogiem
I przemieniły w raj ten świat,
Człowieka godząc z Bogiem.

 

Ludwik Jerzy Kern

Szkoda

Kiedy choinka, leśna dama,
Włoży już swoje stroje,
A w kuchni ciasto piecze mama,
Aż pachnie na pokoje,
Wszystkich ogarnia podniecenie,
Nas i sąsiadów z bloku…
Szkoda, że Boże Narodzenie
Jest tylko raz do roku.
A pod choinką dobry święty,
Co ma brodzisko mleczne,
Podarki składa i prezenty
Dla dzieci, tych, co grzeczne.
Dzieci radują się szalenie
Wśród pisków i podskoków…
Szkoda, że Boże Narodzenie
Jest tylko raz do roku.
A kiedy w końcu mama prosi
Do stołu, bo nakryte,
To jakby anioł się unosił
Nad nami pod sufitem.
Za gardło chwyta nas wzruszenie
I łezkę mamy w oku…
Szkoda, że Boże Narodzenie
Jest tylko raz do roku.

 

Tadeusz Śliwiak

Wigilijny wieczór

Zofia Stryjeńska Z gwiazdą

Zofia Stryjeńska Z gwiazdą

W naszym domu z opłatka
i złożonych dłoni
gościmy wilka i jagnię
naszych wciąż jeszcze
nie spełnionych pragnień

Stół przemawia do nas ludzkich głosem
a jego słowo staje się chlebem

Chłód ściął się w szkło
i grzeje się u naszych warg
Płomienieje sękata świeca

U progu staje wiewiórka
unosząca w łapkach
cały swój świat orzecha

W kropli miodu
ziarenko maku
śni czerwone jedwabne sukienki

Za oknami cisza śniegu
Słyszysz? – to za nas
modli się natura

 

Ernest Bryll

Boże Narodzenie

Jerzy Nowosielski Boze Narodzenie

Kiedy dziecko się rodzi i na świat przychodzi
Jest jak Bóg, co powietrzem nagle się zakrztusił
I poczuł, że ma ciało, że w ciemnościach brodzi
Że boi się człowiekiem być. I że być musi
Wokół radość. Kolędy szeleszczące złotko
Najbliżsi jak pasterze wpatrują się w Niego
I śmiech matki – bo dziecko przeciąga się słodko

A ono się układa do krzyża swojego.

 

Pasterze szli

Eugeniusz Brożek

Pasterze szli, pasterze szli
Do stajenki dary nieśli
Hej, nieśli dary, nieśli
Dla syna cieśli
Nieśli

Najpierw szedł Bartek z młyna
Kwiczała mu w worku świnia
Hej, kwiczała, kwiczała
Bo się Boga bała
Świnia

– Nie kwicz, świnio, boś jest świnią
Oddamy cię ze słoniną
Przydasz się na kiełbasy
Bo musi mieć zapasy
Maryja

Antek z Krzywca szedł we środku
Dźwigał Bogu plaster miodku
Po trochu go pojadał
I tak do siebie gadał
Idący:

– Stworzyłeś już mnie tak, Boże
Że cięgiem mnie z głodu morzy
Pojadam twego miodku
Bo mnie sysa w żołądku
Głodzina

U zadu dyrdał Pawełek
Przedziwny miał przyodziewek
Tak wielkiej był ochoty
Że pogubił galoty
Spieszący

Eugeniusz Brożek

Powstydził go sam Archanioł
– Jak staniesz, gazdo, przed Panią?
Starczy, że łyska gwiazda
Po co ma łyskać gazda
Gaciami

Pasterze szli, pasterze szli
Do stajenki dary nieśli
Tak grali, tańcowali
Aż się spocili cali
Imentnie

Żeby ucieszyć Dziecinę
Musieli se popić krzynę
Dopiero wtedy smykiem
A ostro pod muzykę
Kolęda

1974

 

Idą pasterze patrząc na bajery

Idą pasterze patrząc na bajery martwe
Gazety podarte. Foldery nieszczere
Przyjaźnie niewyraźne. Piwo, co otwiera
Ktoś, zapatrzony martwo w światłość komputera
Opłatki – gadu, gadu. Spotkania bez śladu
Ślisko na twardym dysku. Lecz jest zapisane
Dziwne zjawisko: Jesteśmy tak blisko
Już prawie mamy. Czego dotykamy?

Narodzenia – płomienia
Czy tylko reklamy

Ale wielu z nas wierzy, że nie sztuczny ogień
Jest Gwiazdą, co prowadzi. Bo za chwilkę zgaśnie
Więc wędrują szukając – gdzie Dziecko, co Bogiem
Jest. Siebie niezakłamanych, tam odnajdą właśnie.

 

Wiersz na Wigilię

Edmund Bartłomiejczyk Szopka

Na onej górze już świecą się zorze
Idzie do nas światło Narodzenia
O dziwimy się w sobie: – ach to być nie może
Jakież wielkie rzucamy cienie?

Tacy mali i w takim zwątpieniu
Aż się nosem zaryłeś w ziemię
A tu cienie na skrzydłach ogromnych
Ulatują do Bożego domu

Trzeba ruszyć. Od cienia już się nie urwiemy
Jedną mamy duszę a ta poszła w zorze
Jak w mazura. No, to co? Trzaśniemy
Podkówkami jak to w polskiej ziemi
Choć buty za duże może

Narodzonemu tańczymy i gramy
Jak to w polskim kraju, pod wiatr i po grudzie
A kolędami dźwigamy sami
Co jest w nas utytłane w trudzie

Strach, czy się domyje smród nawet jasnością
Ale szoruj skórę aż do krwi, do kości
Ucz się śpiewać kolędę świetlistą,
Choćby głosem niezupełnie czystym
24.12. 2011

 

Roraty

Włodzimierz Tetmajer Święta Rodzina

I unieśli się z chrypieniem modleniem
Jeszcze trochę, jeszcze ciut nad ziemię
Przykurczeni – bo straszne ciśnienie
Gdy nawet o milimetr
Unosisz swoje imię

Ale za to wieczności próg
Za wysoki dawniej dla nóg
Był niżej. A światło już liże
Cieniutką pod drzwiami szczelinę

Cóż, jak zawsze, ktoś zapomniał imię
Prawdziwe niezmiennie codzienne
I znowu dla nich ciemność
Bo spadają
Światło ginie. Przygasło

Ale się twardo trzymają
Niełatwo lecieć i kasłać
28.11.2010

Pasterze szli

Pasterze szli, pasterze szli

Bronisława Rychter-Janowska

Bronisława Rychter-Janowska

Do stajenki dary nieśli
Hej, nieśli dary, nieśli
Dla syna cieśli
Nieśli

Najpierw szedł Bartek z młyna
Kwiczała mu w worku świnia
Hej, kwiczała, kwiczała
Bo się Boga bała
Świnia

– Nie kwicz, świnio, boś jest świnią
Oddamy cię ze słoniną
Przydasz się na kiełbasy
Bo musi mieć zapasy
Maryja

Antek z Krzywca szedł we środku
Dźwigał Bogu plaster miodku
Po trochu go pojadał
I tak do siebie gadał
Idący:

– Stworzyłeś już mnie tak, Boże
Że cięgiem mnie z głodu morzy
Pojadam twego miodku
Bo mnie sysa w żołądku
Głodzina

U zadu dyrdał Pawełek
Przedziwny miał przyodziewek
Tak wielkiej był ochoty
Że pogubił galoty
Spieszący

Powstydził go sam Archanioł
– Jak staniesz, gazdo, przed Panią?
Starczy, że łyska gwiazda
Po co ma łyskać gazda
Gaciami

Pasterze szli, pasterze szli
Do stajenki dary nieśli
Tak grali, tańcowali
Aż się spocili cali
Imentnie

Żeby ucieszyć Dziecinę
Musieli se popić krzynę
Dopiero wtedy smykiem
A ostro pod muzykę
Kolęda

 

Kolęda o gwieździe

Chociaż to ledwo przedświt, chociaż jeszcze ciemno
Świeć betlejemska gwiazdo ponade mną,
Cośmy żyli w ciemności, trudno wyjść nam z ciemna
Ale ty nie opuszczaj nas gwiazdo promienna

Nie najlepiej nam na świecie, tośmy zapomnieli
Jak się trzeba z kolędą przed żłobkiem weselić
Słabi jesteśmy nie ujdziemy wiele
Ale tyś nasze światło i nasze wesele

Ty nam drogę w ciemnościach blaskiem przeorywaj
I choć my spoczywamy, ty nam ni e spoczywaj
Ogrzewaj nas na mrozie, w upałach ochładzaj
Choć zdradzą przyjaciele, to ty nas nie zdradzaj

Choć nas wszyscy przeklęli, to ty nas ukochaj
I pomóż nam tej drogi podejść jeszcze trocha
Bądź przy nas w tej ostatniej okropnej godzinie
Kiedy będziemy wołać betlejemskie imię

Chociaż się spóźniliśmy, choć już dawno
Ale ty nie opuszczaj nas gwiazdo promienna
Pozostań z nami wierniejsza niż matka
Oświecaj drogę naszą do ostatka
1974

 

Kolęda – nocka

Tam gdzie ni żadnej rzeczy, imienia żadnego
Opadła gwiazda z nieba wysokiego
I jakby żywą wodą były jej promienie
Zmieniła się pustynia w wielkie zielenienie

Przez jedną noc pasterze z nagła obudzeni
Gnali swe stada w trawach wiosny i jesieni
I choć ich uszy przedtem tego nie słyszały
Pieśni im słodkie do gęby wpadały

Więc je jedli jak jabłka o wiele nie dbając
Co nie dojedli za się ogryzkiem rzucając

I wszystko było w niebie dozwolone
I wszystko było z góry przebaczone

Na tę kolędę – nockę, chwilę zapomnienia
Gdy sianem odurzeni nie znamy cierpienia
1977

 

Kolęda

W tę jedną noc gdy do nas gadały zwierzęta
Gdy nawet kamień szeptał co spamiętał
W tej najjaśniejszej chwili
Myśli głusi byli

W tę noc co miała być wielkim wołaniem
Byliśmy tak dalecy choć wspólnie strwożeni
Jak rozbitkowie w ciemnym oceanie
Gadający cokolwiek
By odwlec gadaniem
Prawdę – Milczenie
1980

 

Modlitwa na czas Adwentu (1981)

Boże, uchroń nas od nienawiści
Zostaw gorzkie ziarno pamiętania
Aby żyli w nas nasi najbliżsi
Którzy w adwent zostali zabrani

Boże daj ciemną dumę milczenia
Ale zostaw nam pogardy siłę
Dla tych co się śmieją z poniżenia
By im Polska w kamień się zmieniła

Boże, ucisz w nas zło i zaciętość
Wspomóż tych co z głupoty są grzeszni
Zostaw dla nich litość – listek święty
Gdy z narodu tylko wpółodeszli

Boże zmień w jasność świeczkę małą
Którą w oknach ciemnych wystawiamy
Bo z ojczyzny tylko tyle mamy
Ile prawdy i krwi w nas zostało

Boże pomóż gdy kamiennie ciężko
Patrzeć jak ta świeczka drży i kona
Nim się dźwignie w Gwiazdę Betlejemską
By twarz każda była zobaczona

Boże nie daj nam siebie utracić
Zanim ciemność runie rozłamana
Byśmy mogli spojrzeć w twarz przyjaciół
Przyjaciele mogli spojrzeć na nas.

 

o. Franciszek Czarnowski

Wiersz wigilijny

Czekając, kiedy wzejdzie wigilijna gwiazda,
Do wpół zmarzniętej szyby przywarł chłopiec mały.
Patrzył – zimowe ptaki wracały do gniazda,
Jakby tego wieczoru też świętować chciały.

Niegdyś gwiazda z Betlejem mędrców prowadziła,
Dziś znak daje, by zasiąść do świętej wieczerzy,
By krucha biel opłatka skłóconych godziła,
A w sercu znów zamieszkał Ten, co „w żłobie leży”.

Dla tych, co żyli dawniej, co będą w przyszłości,
I dla nas, byśmy w każdym dostrzegali brata,
Odwieczny Bóg w Dziecięciu zesłał znak miłości,
Przemieniając oblicze człowieka i świata.

 

Marek Grechuta

Pieśń Wigilijna

Na krawędziach dni wisi szara mgła
Wiatr tą kurtynę targa i w niebo gna
I wtedy czasem błyśnie błękit i biel
Gdy coraz więcej barw pojawia się
W jesiennej melancholii krętych dróg
Stuka do okien bram, podchodzi pod nasz próg
Zieleń się w złoto zmienia, srebro i brąz
Korowód tylu barw rusza przed nami w pląs
Na niebie obłok zwija żagle różowe
Bo księżyc już rozpina gwiazdami tło granatowe

Codziennie się staramy, by zrobić podobny cud
Zamienić szarość ziemi w złocisty chleb i miód
Lecz nam to idzie ciężko, czasami tak jak na wspak
Dopomóż w tym nam, Panie, podpowiedz jak
Daj nam więcej siły, więcej siły więc daj
Uczyń w naszym sercu maj, zielony gaj
Niech nas nie poszarza trudów codzienny trans
Niech się czasem zdarzy nam tych kilka szans
Nie ma Twojej winy w tym, że jest jak jest
Ale dla nas zdobądź się na mały gest
Chleba w blasku słońca, wina w blasku gwiazd
Nie opuszczaj murów tych bezbarwnych miast

Szarordzawy mur, bure stada chmur
Tak jakby mury wzięły chmury za wzór
I tylko gdzieś, w oddali, do okna stuk
Gałąź białego bzu…
To wiatr na okarynie przypomina dawny czas
Choć wkoło ciemna noc a księżyc siwy głaz
Że przecież obiecano wino i chleb,
O którym ślepy śnił, głuchy usłyszał szept
Od których pąsowieje kwitnący sad
Ryba przy brzegu lśni, zwierzę zostawia ślad

Codziennie się staramy…

 

Jacek Kaczmarski

Wigilia na Syberii
(wg obrazu Jacka Malczewskiego)

Zasyczał w zimnej ciszy samowar300px-Malczewski_wigilia_na_syberii
Ukrop nalewam w szklanki
Przy wigilijnym stole bez słowa
Świętują polscy zesłańcy
Na ścianach mroźny osad wilgoci
Obrus podszyty słomą
Płomieniem ciemnym świeca się kopci
Słowem – wszystko jak w domu

„Słyszę z nieba muzykę i anielskie pieśni
Sławią Boga że nam się do stajenki mieści
Nie chce rozum pojąć tego chyba okiem dojrzy czego
Czy się mu to nie śni”…

Nie będzie tylko gwiazdy na niebie
Grzybów w świątecznym barszczu
Jest nóż z żelaza przy czarnym chlebie
Cukier dzielony na kartce
Talerz podstawiam by nie uronić
Tego czym życie się słodzi
Inny w talerzu pustym twarz schronił
Bóg się nam jutro urodzi.

„Król wiecznej chwały już się nam narodził
Z kajdan niewoli lud swój wyswobodził
Brzmij wesoło świecie cały oddaj ukłon Panu chwały
Bo to się spełniło co nas nabawiło serca radością”…

Nie, nie jesteśmy biedni i smutni
Chustka przy twarzy to katar
Nie będzie klusek z makiem i kutii
Będzie chleb i herbata
Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę
Patrząc na swoje życie
Jesteśmy razem – czegóż chcieć jeszcze
Jutro przyjdzie Zbawiciel

„Lulajże Jezuniu moja perełko
Lulaj ulubione me pieścidełko
Lulajże Jezuniu lulajże lulaj
A ty go Matulu w płaczu utulaj”…

Byleby świecy starczyło na noc
Długo się czeka na niego
By jak co roku sobie nad ranem
Życzyć tego samego
Znów się urodzi, umrze w cierpieniu
Znowu dopali się świeca
Po ciemku wolność w Jego imieniu
Jeden drugiemu obieca…
1980

Wersja dźwiękowa

 

Szukamy stajenki
(W deszczu gwiazd…)

W deszczu gwiazd nieszczęście – lub Dobra Nowina.
Wypatrujmy oczy – kędy która spada:
Szukamy Stajenki, gdzie kwili Dziecina,
Trafiamy na pożar w obejściu sąsiada.

Nie tam odkupienie, gdzie meteor świeci
Nad pochylonymi głowami w koronach,
Lecz w każdym z nowo narodzonych dzieci,
Nim w mroku pożyje i bez Krzyża skona.

Nie zdobi ołtarza bezbarwna Ikona,
O gwiazdach bez blasku – nie piszą poeci,
Nie wzbudza ekstazy prawda – p r z y r o d z o n a.
15.08.1993

 

Kołysanka

Po stajence przebiegł chłodu dreszcz
Mości się, jak kot – puszysty zmierzch.
Śpi osiołek, wół łakomy
Po łuczywie skacze płomyk
I on zaraz zaśnie też.

Jerzy Nowosielski Boże Narodzenie

Jerzy Nowosielski Boże Narodzenie

Nocka potrwa do białego dnia
Na promyku księżycowym gra:
Kołysankę gra dla Ciebie
Słychać ją po całym niebie,
Pięknych snów bez liku ma.

Promyk, w którym zamieszkały sny
Jak krąg złotych pszczół nad główką lśni.
Z przędzy gwiazd na łące nocy
Tkają już aniołki kocyk,
Żeby ciepło było Ci.

Masz policzki rozpalone dwa,
W oczku sennym diamentowa łza.
Główkę złóż mi na kolanach –
Mama zaraz uśnie sama,
Spać będziemy – Ty i ja.
7.11.1993

 

Nad uśpioną Galileą…

Nad uśpioną Galileą
Światło mroki skrą przecięło
I poniosło wieść po świecie –
Pan się rodzi w Nazarecie!
Niech, kto żyw, koszulę wdzieje
I podąża do Betlejem,
Tam na sianku, wśród bydlątek
Życie boski ma początek.

Jerzy Nowosielski

Jerzy Nowosielski

O! Radosna wieść!
O! Radosna wieść!
Nieście wieści tej zarzewie
Tym, co w lęku, w bólu, w gniewie!
Idźcie wszyscy
Do kołyski
Oddać cześć!

Rzymskiej nocy posąg lity
Jeszcze światłem lśni – odbitym,
Lecz nie pojmą zimne bryły,
Że bezsilna – władza siły:
Bez legionów, twierdz i złota
Świat odmieni Król Żywota,
Pan oraczy i pasterzy
Co w człowieka świętość wierzy.

O! Podniosły hymn!
O! Podniosły hymn!
Głoście hymnu tego tony
Trwożnym, słabym, poniżonym!
Nieście dzięki
Do stajenki –
Runie Rzym!

Jerzy Nowosielski

Jerzy Nowosielski

Na bezdroża, uroczyska
Gwiazda jak drogowskaz błyska:
Poprowadzi w kraj nieznany
Trzy królewskie karawany
I w zdumione zajrzy twarze,
Gdy im cel podróży wskaże.
Padną władcy na kolana
Uznać w Synu Cieśli – Pana!

O! Szczęśliwa noc!
O! Szczęśliwa noc!
Pobłogosław, Jezu, plemię
W krwi zrodzonych na cierpienie,
Królom, łykom,
Śmiertelnikom –
Daj nam moc!

 

Jerzy Nowosielski Matka Boska z dzieciąkiem

Jerzy Nowosielski Matka Boska z dzieciąkiem

Tyle złota i purpury…

Tyle złota i purpury
Adamaszków i brokatów
Takie wyśpiewują chóry
Hymn nadchodzącemu światu,
Tyle osłów i wielbłądów
Pod darami królów stęka
Tyle bez namysłu sądów
Co przyniesie nam Jutrzenka;
Tyle gwaru i radości,
Taki tłok, taki szum –
Jak stajenka ma ugościć
Cudów żądny tłum?

Józefowi ciężko na duszy,
Józef dziecku pieluszki suszy,
Józef kiwa głową ze smutkiem –
Dziecko Boga – a takie malutkie.
Ogień wióry łyka łakomie,
Józef łzą wpatruje się w płomień,
Na co dziecku hołdy koronne?
Dziecko Boga – a takie bezbronne!

Tyle pychy, tyle strachu
Prosi nagle o nadzieję,
Tyle naznosili piachu
Z dróg, co wiodą do Betlejem.
Targowisko niecierpliwych:
Tyle wrzawy, tyle wrzenia –
Zadeptali gaj oliwny
Poszukując odkupienia.
Słowo tu się ciałem stało,
Żeby znieść ciężar win –
Błogosławi rączką małą
Człeka – Boży Syn.

Ogień wióry łyka łakomie,
Józef łzą wpatruje się w płomień,
Na co dziecku hołdy koronne?
Dziecko Boga – a takie bezbronne!
Józefowi pot płynie z czoła,
Józef przyszłość widzi w popiołach:
Krzyż, koronę z cierni i ranę…
Dziecko Boga – a już skazane.
1993

 

Nie widzą, nie wiedzą

Zmierzchem wychodzą łotry na rozbój,
Złodziej się mija z jawnogrzesznicą,
Lichwiarz z szubrawcem utarg swój liczą,
Tłuszcza pożąda ofiarnych kozłów.
Szuka rozrywek cny młodzieniaszek
Więc z ciekawości zagląda w otchłań,
Gdzie drwa człowiecze rąbią palacze
I namiętności buzują w kotłach.

Nie widzą, nie wiedzą,
Że się rodzi Jezus –
– Zapomnieć chcą o tym, co boli,
A On przecież rany
I śmierć przyjmie – za nich –
Syn Boga i ludu w niewoli.
Nie widzą, nie wiedzą,
Że się rodzi Jezus,
W noc znojną nurzają się rojnie;
Nie myślą o duszy,
By życie zagłuszyć
A On ich ukocha – bo pojmie.

Zmierzchem wychodzą z koszar kohorty
Sioła podpalać, gruchotać grody,
W imieniu hymnów giną narody,
Krwią płyną rzeki – ziemi aorty.
W świata zwierciadle trąd miny stroi,
Dżuma z nim tańczy – nieszczęściu rada.
Tym, co przeżyli – nadal się roi
Nienawiść, rozpacz, klątwa i zdrada.

Jerzy Nowosielski

Jerzy Nowosielski

Nie widzą, nie wiedzą,
Że się rodzi Jezus –
– Zapomnieć chcą o tym, co boli,
A On przecież rany
I śmierć przyjmie – za nich –
Syn Boga i ludu w niewoli.
Nie widzą, nie wiedzą,
Że się rodzi Jezus,
W noc znojną nurzają się rojnie;
Nie myślą o duszy,
By życie zagłuszyć
A On ich ukocha – bo pojmie.

Zmierzchem się głupcom złote sny marzą:
Niewolnik togę pana przymierza,
Tchórz się obleka w męstwo pancerza,
Nędzarz zazdrości laurów cesarzom.
Kto zapach zwęszy – potrawy pragnie,
Kto chodzić umie – tęskni do lotu,
A kiedy los swój do snu już nagnie –
Ujrzy, że nie wart cierpień i potu.

Jerzy Nowosielski Matka Boska – Hodigitria

Jerzy Nowosielski Matka Boska – Hodigitria

Nie widzą, nie wiedzą,
Że się rodzi Jezus –
– Zapomnieć chcą o tym, co boli,
A On przecież rany
I śmierć przyjmie – za nich –
Syn Boga i ludu w niewoli.
Nie widzą, nie wiedzą,
Że się rodzi Jezus,
W noc znojną nurzają się rojnie;
Nie myślą o duszy,
By życie zagłuszyć
A On ich ukocha – bo pojmie.
1993

 

 

Ryszard Mierzejewski

Boże Narodzenie A. D. 1981

/odnalezione w pamięci/

Kazimierz Alchimowicz Poklon pasterzy

Dekretem z dnia 13 grudnia 1981 roku
wydrukowanym w Moskwie kilka miesięcy
wcześniej zadekretowano święta najbardziej
świąteczne święta ze wszystkich świąt w roku

24 grudnia – Wigilia: po chudziutkiej kolacji
spożytej samotnie w wynajętym pokoju
dyżur na wydziale filozoficzno-historycznym
uniwersytetu noc spędziłem na sofie
w gabinecie dziekana wśród książek i atlasów
opiewających dzieje ludzkości bez telefonu
radia broni maszynowej i granatów bojowych
pozwolono mi jednak korzystać z czajnika bez-
przewodowego w celu utrzymania równowagi
płynów w organizmie

25 grudnia – Boże Narodzenie: dzień wolny
od pracy można jechać do domu odległość
60 km pokonałem planowo i bez przeszkód
w 16 godzin przy pomocy 1 tramwaju 3 pociągów
2 autobusów i 1 baru dworcowego z herbatą
fasolką po bretońsku i tłustą niedomytą bufetową
tuż przed północą byłem już w ramionach
kochających rodziców z łamiącym się od
wzruszenia głosem i opłatkiem w ręku

26 grudnia – tzw. drugi dzień świąt: za oknami
biało pusto i cicho majestatycznie prószy
śnieg zakrywając wszystkie wstydliwe i bolesne
miejsca po wyludnionych ulicach co dwie godziny
przejeżdża wojskowy gazik przypominając że
nie są to normalne święta

 

Stanisław Skoneczny

Betlejem polskie

Dolina zwierząt ciemna tak, że giną drzewa,
A cisza jest jak okna dalekiego blask.
Czai się w niej zagłady, ognista ulewa,
Księżyc dzwoni za chmurą jak nad grobem kask.

Gubi się tu liczenie po omacku rąk
Oddychać ustom trzeba, żeby nie umarły.
Ta noc jest jak zamknięty szczelnie grochu strąk,
Do którego promienie słońca nie dotarły.

I śpiewa w ten mroźny kolędowy czas,
A rzeka stoi w miejscu groźna w lód zakuta.
I niesie się nią biała wigilijna nuta
Przez doły ciał pełne w których oddech zgasł.

Każe mi milczenie nie dobywać słowa
Z płuc moich, z gardła mego z niespokojnych snów
I toczy się tak Ziemia, jak odcięta głowa
A nad nią słychać szelest żerujących słów.

Nauczeni przyzywać Boga po imieniu,
Zapomnieli swego, gdy naszła ich śmierć,
Wśród śnieżycy dreptają w niepewnym płomieniu
Betlejemskiej gwiazdy nadzianej na żerdź.

I śpiewają w ten mroźny kolędowy czas,
A rzeka stoi w miejscu groźna w lód zakuta,
I niesie się nią biała wigilijna nuta
Przez doły ciał pełne, w których oddech zgasł.

 

Jerzy Górnicki

Pastorałka

Ewelina Pęksa Szopka

Biały opłatek z mąki bez soli,
jak życie kruchy, a serce boli,
bo krzeseł pustych cała plejada,
a śnieg za oknami wciąż pada, pada.

Na dnie głębokim mojej pamięci
melodia z wiatrem jakaś się kręci,
matka przytula do piersi syna
i lula go, lula miłości jedyna.

Świeczki na drzewku kapią stearyną,
anioł się rozsiadł z wesołą miną,
jak stróż co smutki z domu wymiata,
w cieniu ukryty przez długie lata.

Niebieską bombkę trzymam na dłoni,
a za oknami wiatr chmury goni,
w czarnym błękicie szukam iskierki,
narodzin Twoich pierwszej literki.
Wigilia 2001

 

Zdzisław Kunstman

W Dzień Bożego Narodzenia

Bronisława Rychter Janowska Boże Narodzenie

Wszystko jest, jak przed rokiem:
na szybach srebrne kwiaty
i ten sam obraz w ramach okien;
świat biały, jak opłatek…

Będzie wilia! – Uśmiechną się ludzie,
do świątecznej zasiądą wieczerzy –
błogosławiony grudzień!…
„W żłobie leży – któż pobieży…”

Pomyśl: na cudzej ziemi wśród obcych,
tacy jak ty młodzi chłopcy
i małe dziewczęta
zaśpiewają tę samą kolędę.

Pamiętaj: będą
ludzie smutni, opuszczeni,
niepotrzebni nikomu –
i nikt z nimi słowa nie zamieni,
nie zaprosi do swego domu…

Weź do ręki biały opłatek,
choćbyś nawet nie miał go z kim dzielić –
i życz szczęścia całemu światu;
niech się wszystkie serca rozweselą!…

 

Aleksander Rybczyński

Kolęda dla Polski

siedzimy przy wigilijnym stole
i nawet nie dostrzegamy
jak światło spływa
z białego obrusu
w ciemność
czekającą
za widnokręgiem

to tam jest nasza przyszłość
i historia coraz bardziej mroczna
skulona wokół wewnętrznego blasku

to tam słychać szelest kroków
powstańców wracających z lasu
i szepty poległych w Smoleńsku
wołających o prawdę
i betlejemską gwiazdę

echo tej kolędy
będzie powracać
odbite od zamkniętych
bram wolnej Polski
rozdzieranej między
truchlejące moce
o żelaznych palcach

Bóg się rodzi my zesłańcy
we własnej ojczyźnie obcy
dzielimy się opłatkami
Nadziei Niepodległości

Ubogich nas to spotyka
Witać Go przed bogaczami
a Słowo Ciałem się stanie
i zamieszka miedzy nami

 

Szymon Mucha

Kolęda dla nieobecnych

A nadzieja znów wstąpi w nas.
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzymy kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.
I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu,
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu.

Daj nam wiarę, że to ma sens.
Że nie trzeba żałować przyjaciół.
Że gdziekolwiek są – dobrze im jest,
Bo są z nami choć w innej postaci.
I przekonaj, że tak ma być,
Że po głosach tych wciąż drży powietrze.
Że odeszli po to by żyć,
I tym razem będą żyć wiecznie

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat,
Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole.
Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas,
I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole.

A nadzieja znów wstąpi w nas.
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzymy kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie .
I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu,
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu.

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat,
Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole.
Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas,
I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole.
1999

wersja filmowa 2010

 

Jadwiga Zgliszewska

Moja smutna kolęda

Nad tą smutku doliną
wszystkie troski rozpinam
i rozwieszam pomiędzy gałęzie.
Niechaj niebo dziurawią
i przed Boski Tron trafią
– z głębi serca wydartym orędziem.

Niechaj moje wołanie
poprzez nędzy otchłanie
się przedziera jak skarga żarliwa,
niech się echem roznosi –
chwała na wysokości,
i kolędą się niechaj rozpływa.

Żeby chleba nie brakło,
żeby woda dostatkiem
w porę suszy napoiła pola.
Aby ptak w lesie śpiewał
w liściach ukryty drzewa –
niech kolęda donośnie zawoła!

Żeby każdy miał miejsce
na tym zbolałym świecie
– dach nad sobą, poduszkę pod głowę,
bratnią duszę i dłonie
zawsze gotowe pomóc…
Nieś się, moja kolędo, bezdrożem!

By każdego ktoś czekał
i ochraniał od złego,
gdy mrok szary i noc się rozłoży,
kiedy w duszy czernieje,
niech rozścieła nadzieję
jak kolędę u stajni ubogiej…

Żeby każdej łzy perłę
ktoś troskliwie ocierał
i pociechę strumieniem lał w duszę,
żeby nędzy nie było
tylko – miłość i miłość…
Taką właśnie kolędę dziś nucę.
15.12.2010

 

Jerzy Fryckowski

Kolęda współczesna

Już zapaliło Gwiazdę milczenie
żadna jej chmura zakryć nie może
świeca do ściany przyparła cienie
opłatek w ustach twardy jak orzech

W prośbie do Boga tysiące dłoni
mokre od płaczu matczyne ręce
z trwogą że może ktoś w drzwi zadzwonić
oprócz talerza zająć coś więcej

Kirem na śniegu wrony i Wronki
celują dziobem prosto w twą kuchnię
w oczach łzy wiszą długie jak spłonki
pełne są płaczu który wybuchnie

Do Ciebie Boże pasterzu śmiały
Stada owieczek i garstki wilków
Byś doprowadził do wiecznej chwały
I do pasterek choć jeszcze kilku

Widelec dzwoni o dno talerza
usta zamilkły oczy pytają
jaki kalendarz będzie odmierzał
wszystkie te lata które czekają

Prowadź nas Boże na swoją łaskę
Ty jeden zdołasz podnieść nas z kolan
zapal nadzieją świąteczną Gwiazdkę
nad przygnębioną ojczyzną Polan
24.12.1981

 

Leszek Długosz

Na Boże Narodzenie 2014

Lubię ten czas grudniowy w Krakowie
Kiedy to Miasto w mgielnej pomroce
W zaświaty się zapada
– W kanionach ulic gwiazda gdy nawet
Nie prześwieca…
A dołem, po dnach rzek ciemnych, pogranicznych
Krążą niepewne kształty widm i ludzi
Spojrzenia ku sobie rzucając trwożne
– Ku jakim kto podąża strefom?

Lubię te dni grudniowe
Gdy z tej doliny zaciemnionej Miasto napowrót
Wraca
– Świetlistym ziarnem obsypują się drzewa
Frontony domów
Girlandy ogni rozwieszają się wśród placów
I płyną ulicami złote łodzie witryn
A wszystko to
Ku wysokościom
Ku wysokościom zdąża
Ponad strzeliste wieże kościołów
Nad wież korony
– Gdzie się zbierają u bramy nieba, dymy kadzideł
I adwentowe smugi organów

Lubię ten świat ufności pierwszej
Z dzieciństwa przywołany
– Moc wiary nie do podważenia
Że w chwili oznaczonej
Rozedrze się zasłona mroku
Wszelaka się rozświetli przestrzeń
I czas
– po kres wieczności…
GLORIA – uderzą wszystkie dzwony
I odpowiedzą im po domach
Czuwające serca ludzi
Raz jeszcze – nam i pośród nas
Słowo Wcielone się narodzi…

Z rozpędem planet
Z poszumem ziemskich dni listowia
Wszystko odwróci się
Na jasną znowu pójdzie stronę
– W jasności wiekuistej stronę…

 

Grudniowy przypływ…

Janusz Kapusta z życzeniami z NY do LD

Grudniowy przypływ serdeczności
Świątecznych kartek znowu fala
Cumuje tuż przy mostku
Przy nabrzeżu serca…
Z bliska
Z daleka
Meldują się imiona
Dzwony dzieciństwa zwołują
Ocalałych w pamięci…
Z nieistniejących domów
Wracają głosy i światła
– Skrzy się kolęda
Klękają zwierzęta
Pachnie łuska ryby i jedlina
– Opłatek dzieli nam się wokół stołu…
I nic
Wszystko to nic i na nic
– Rozjarzy się i zgaśnie
Zostanie papier
– Okazjonalny popis poligrafii
I z niby- świąt
Zostaje martwy sztafaż
Tyle…
Jeżeli w nas – a nie wspominanej
Nie tej co abstrakcyjnie – „kiedyś jutro przyjdzie”
Jeżeli w nas miłości żywej by nie było…
– I o tym, pośród nocnej ciszy dzwonią dzwony?
I Bóg na świat przychodzi w gruncie rzeczy, po to?
Myślę…
17.12.2013

 

ks. Roman Indrzejczyk

Na Boże Narodzenie

Bóg znów się nam rodzi…
a moc zła truchleje.

Nawet gdy już wiary w dobro nam zabrakło,
W życzeniach świątecznych mówić to będziemy –
Żeby była miłość, życzliwość i pokój,
Żebyśmy umieli wznieść się nad podziały…

I gdy tak mówimy, to jednak czujemy,
Że chociaż wątpimy,
wciąż przecież wierzymy…
Narodzony Jezus znów dodaje ducha –
By przy wspólnym stole i łamaniu chleba
Odeszły w niepamięć wszelkie złe dążenia.

Chociaż nie pójdziemy do tamtej stajenki,
Śpiewając kolędy piękno przeżyjemy…
Wprost niepostrzeżenie powitamy Matkę
I Jej Maleńkiego, co się nam narodził…
Wielką jakąś tkliwość w sercach odnajdziemy
i lepsi będziemy (przynajmniej tej nocy).

A że mamy Święto –
to dobrze – stwierdzimy
Każdy z nas inaczej radować się będzie…
ze wzruszeniem przyjmie
Boże Narodzenie.

 

Roman Brandstaetter

Przypowieść o Narodzeniu Pańskim

W pewnym człowieku narodził się Chrystus.

Ale ów człowiek nie słyszał
Anielskich harf,
Ani śpiewu pasterzy,
Ani nie przyniósł Chrystusowi w darze
Złota i mirry
Na podobieństwo trzech Mędrców.

Nie miał złota i mirry.

Ani nie uważał się za mędrca.

Ofiarował Mu natomiast
Swoją samotność,
Swoje cierpienia,
Swoje grzechy,
Swoją biedę,
Swoje upadki,
Po prostu
Wszystko, co posiadał.

Powiedział:
– Ty zawsze polujesz na człowieka, Panie.
Upodobałeś sobie mnie,
Chociaż nie wiem dlaczego…

Tak narodził się Chrystus w pewnym człowieku.

źródła:
http://www.pijarzy.pl/
http://www.goldenline.pl/
http://www.zosia.piasta.pl/
http://www.leszek-dlugosz.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, Wiersze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Polscy poeci i malarze na Boże Narodzenie

  1. Wk.bardzo pisze:

    Dziękuje za życzenia ! Wiary, miłości nam trzeba
    Bez wiary trudno żyć o lepszej Polsce śnić
    Lecz ta nadzieja trwa dwa tysiące dwanaście lat
    Na świecie tyle zła Boże daj Polsce natchnienie do zmian !

    Tego życzy wierny czytelnik redakcji , czytelnikom i całej Polsce.

  2. Jastrzębiec pisze:

    Jastrzębiec

    Spowiedź

    Gdy gwiazdy rozbłysną,
    Moc światła ukażą –
    Nie będę potrafił
    wybaczyć zbrodniarzom.

    Czy to będzie grzech mój?
    Czy Boga obrażę?
    Nie siądę do stołu
    ze zdrajcą-zbrodniarzem.

    Nie podam opłatka,
    Nie złożę życzenia,
    Nie potrafię…, Jezu,
    znaleźć przebaczenia.

    22.12.12, Śnieżna Polana

  3. Orka pisze:

    Niech nam wszystkim błogosławi Boże Dziecię nie tylko dzisiaj, ale zawsze.
    Niech nawet w naszych przeciwnikach i wrogach odnajdą się chociaż niewielkie odruchy człowieczeństwa.
    Niech nie będzie prawdziwe powiedzenie „człowiek, człowiekowi wilkiem”, bo prawdziwy człowiek i z wilkiem może dojść do porozumienia.
    Niech dzisiaj nikt nie będzie samotny, a przyjaciele zawsze niech będą na wyciągnięcie ręki.

  4. Majka S. pisze:

    Droga Orko!

    Wkrótce Wigilia, stół, biały opłatek,
    Na pierwszą gwiazdę czekanie z weselem
    I ta nadzieja, że się Bóg narodzi dziś w naszych sercach,
    Jak kiedyś w Betlejem.

    Tego, co dobre i piękne dla wszystkich ludzi dobrej woli.

  5. Anna pisze:

    Zaświeć gwiazdko i nad POLSKIM stołem
    Choć spoważniał przez ostatnie lata
    Wszystkim ślepcom wiernych daj aniołów
    W jedno światło połącz wszystkie światła.

    Zaświeć gwiazdko słowa nam wypogódź
    Wskaż prześmiewcom szopę betlejemską

    Ześlij gwiazdko opłatek nadziei
    Niech się bliźni do bliźniego przyzna
    Pogaś troski, uratuj z topieli
    Tu jest wszakże i Twoja Ojczyzna
    Zaświeć gwiazdko, ochroń, unieś, przebudź…
    M.J.Kawałko

  6. Anonim pisze:

    Bóg się rodzi dla nas wszystkich,
    W stajni płacze tak ukradkiem…
    Znów odwiedzisz swoich bliskich,
    I podzielisz sie opłatkiem…

    http://www.youtube.com/watch?v=3bGVksZa8SY

    Jest taki czas, co łzy w śmiech zmienia,
    jest taka moc, co smutek w radość przemienia,
    jest taka siła, co spełnia marzenia…
    To właśnie magia Świąt Bożego Narodzenia.

  7. Ada pisze:

    KOLĘDA Kajetan Kraszewski
    Do siego roku życząc Tobie Bracie
    Kiedy w pośpiechu pędzim dni ostatek,
    (Choć dziś ten zwyczaj obojętny światu)
    Łamię Ci opłatek
    Dla nas on zawsze Świętość wyobraża:
    Pamiątkę łaski udzielonej z Nieba,
    A oprócz skarbu branego z ołtarza
    Własny kęs chleba.
    Ojców to naszych obyczaj prastary
    Rodzinnej niwy maluje dostatek,
    Symbol braterstwa, miłości i wiary
    Święty opłatek.
    Dawniej – po dworach chadzali kwestarze,
    Przy nich katechizm powtarzały dziatki,
    I z Bożym słowem przynosili w darze
    Białe opłatki.
    Tuż za kwestarzem dążył organista,
    Jakby na odpust, w świątecznej kapocie,
    Wraz z opłatkami sypał wierszów trzysta
    I życzeń krocie.
    Lecz świat dzisiejszy, który w nic nie wierzy,
    Co nie jest złotem, bogactwem, dostatkiem,
    Co – Boże odpuść – nie mówi pacierzy,
    Gardzi opłatkiem.
    Pewnemu panu, co tym idzie śladem,
    kiedym opłatek chciał raz ofiarować,
    Po cóż ja gębę – rzekł – przed obiadem
    Mam pieczętować.
    Zbluźnił nieborak i zgrzeszył niemało,
    Niechaj to Pan Bóg raczy mu darować!
    Bo taką gębę – słusznie należało
    Zapieczętować.
    Ale my – czcimy, co obyczaj święci,
    Czy Ty we świecie, czy ja w naszej chacie;
    Więc ten opłatek w dowód mej pamięci
    Przyjm, miły Bracie.

  8. Ada pisze:

    Dobrze ześ się Jezu pod Giewontem zrodziył,
    bedzies w biołyk portkak i w cuzecce chodził,
    i mioł na mój dusik z piórkiem kapelusik
    hej, kolynda, kolynda.
    Straśnie dzisiok w górak raduje się Gazda
    ponad Giewont świyci betlejemsko gwiozda
    a ze jasno wkoło śpiewomy wesoło
    hej. kolynda. Kolynda.
    A kie se podrośnies Jezusicku słodki,
    pokozemy Tobie ka rosnom siarotki.
    złotogłów, leluje. ka oreł króluje.
    hej, kolynda. Kolynda
    A kiedy podrośniesz Jezusicku mały
    To Ci będą góry i hale śpiewały
    Zostań Panie Jezu między góralami
    Hej kolęda, kolęda !

  9. Ada pisze:

    Cosik mnie się widzi,
    co nie w Betlejemie
    malucki Pon Jezus
    prziseł ta te ziemie
    ale haw w górak
    w bacowkim sałasie
    w jakijś dolinie
    kaz się owce pasie
    Ka się o tym cudzie
    Zwiedzieli juhasi
    Dźwiękneli na gęślach
    Hukneli na basie
    I haw zaśpiewali
    Maleńkiemu dziecki
    Gromko a cieniuśko
    I po stroświecku
    Hej raty prze raty
    naz niebieski Panie
    jakieś nam uczynił
    wielkie zmiłowanie
    jakiś nam uczynił
    teli honor teli
    cośmy Cie na świecie
    pirsi uwidzieli
    Cy warto było, cy warto Jezu
    schodzić do nas z nieba
    By żyć i umrzeć
    a potem wrócić w kruszynie chleba

  10. Ada pisze:

    Kiebyś przyseł do nos, Jezu
    byłbyś sobie Panem,
    Cemuś się to nie narodził
    nom tu w Zakopanem?
    Wzieni by Cie wartko do izby
    dobrzy ludzie sami,
    a Ty byś se gazdowoł
    między górolami. Hej!

  11. Maria pisze:

    Proszę zwrócić uwagę na piękny wiersz Marka Dębskiego:
    Polska Wigilia lub inne np. Smoleński Las, Modlitwa do Gidelskiej Pani, Słowa Ojca, Pożegnanie Matki, Nie zabijaj mnie Mamo, …
    Majka

  12. M. pisze:

    Narodził się Pan
    w mieście chleba.
    Przyniesie nam
    Znak zbawienia.
    Płakał jak my
    I miał ciało.
    Miłości w nas
    Tak mało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.