Cristeros – tak dalecy, tak bliscy…

Film „Cristiada” opowiada o rewolucji meksykańskich katolików w latach 1926-1929. Choć reżyserem jest laureat Oscara za efekty specjalne do „Władcy pierścieni”, a występują m.in. Andy Garcia, Eva Longoria i Peter O’Toole, film natrafił na ogromne problemy z dystrybucją. Podobnie jak w przypadku „Historii Roja” środowisko liberalne chce, aby jak najmniej ludzi go obejrzało.

Premiera odbyła się w marcu 2012 w papieskim Instytucie Patrystycznym Augustinianum.

Do realizacji doszło z inicjatywy Pablo Jose Barroso, meksykańskiego producenta filmowego i przyjaciela Deana Wrighta, reżysera filmu. Barroso stał za realizacją w 2006 roku głośnego w Meksyku filmu „Guadalupe” o objawieniach Matki Boskiej.

Film Wrighta ma pięciu bohaterów. Większość z nich to postaci autentyczne, które w powstaniu cristeros odegrały ważną rolę.

Nasz film jest historią pięciu zwykłych ludzi, którzy powstali, by walczyć o swoje prawa. Ostatecznie, kiedy znaleźli się w środku tej wojny domowej, musieli zdecydować, co robić i jak daleko mogą posunąć się w obronie wolności – mówił Wright w wywiadzie dla CNN. Na zdjęciu dwaj z głównych bohaterów – generał Gorostieta (na czele oddziału, gra go Andy Garcia) i Jose Sanchez del Rio (ze sztandarem).

Powszechnie uważa się powstanie cristeros za przegrane. Moim zdaniem nie jest to słuszne. Powstańcy co prawda nie odnieśli pełnego sukcesu, jednak wbrew zamierzeniom prezydenta Callesa Meksyk to wciąż jeden z najbardziej katolickich krajów świata. Jan Paweł II odwiedzał go równie często co Polskę. Podczas jednej z pielgrzymek powiedział: „Papież jest Meksykaninem”. Choćby z tego powodu ten film trzeba obejrzeć.

Recenzja portalu wNas

Wywiad z Andym Garcią

Historia Meksyku jest w Polsce słabo znana. Wszyscy słyszeli o wspaniałych i niesamowicie krwiożerczych cywilizacjach prekolumbijskich podbitych przez Corteza, a także o wyczynach korsarzy i piratów czyhających na hiszpańskie złoto z Ameryki Południowej. Co potem? Czarna dziura. A historia niepodległego Meksyku jest fascynująca, pełna upadków i wzlotów.

Meksyk wywalczył niepodległość w 1821 r. na fali południowoamerykańskich ruchów narodowo-wyzwoleńczych. Od tego momentu zaczęły się ciągnące aż do dziś problemy tego kraju wciąż wstrząsanego zamieszkami, wojnami domowymi, rewolucjami, rządzonemu przez dyktatorów i nieudaczników.

Przywódca powstańców, Iturbe, natychmiast po zwycięstwie ogłosił się cesarzem, panował jednak tylko przez 10 miesięcy. Obalony przez współtowarzyszy udał się na emigrację, z której powrócił, by wystartować w wyborach prezydenckich. Skończył jednak przed plutonem egzekucyjnym.

Pierwszy prezydent kraju, kolejny bohater wojny o niepodległość, Victoria Guadalupe, to jeden z nielicznych polityków, który odszedł po całej kadencji i zmarł śmiercią naturalną. Może dlatego, że nic nie robił, więc nie sprowokował nikogo.

Jego następca, Vicente Guerrero, zniósł niewolnictwo. Nie zdążył przeprowadzić więcej reform, ponieważ został obalony i rozstrzelany. W zdobyciu władzy, a później w jej odebraniu pomagał mu człowiek, który na ponad 20 następnych lat położy się cieniem nad historią Meksyku – generał Santa Anna.

Bohater wojny z Hiszpanią (1829), w 1833 został po raz pierwszy prezydentem. W 1836 przegrał wojnę z teksańskimi buntownikami. Mimo wyrżnięcia obrońców El Alamo i masakry jeńców pod Goliad dostał się do amerykańskiej niewoli, a po uwolnieniu musiał zrezygnować z urzędu. Odtąd aż do 1855 walczył o rządy w Meksyku, kilkakrotnie zdobywając na krótko władzę dyktatora i znów uciekając, zawierając najrozmaitsze sojusze i zdradzając wszystkich. Dla nas ważne jest, że to w jego czasach rozpoczęło się zwalczanie Kościoła.

Benito Juarez

Ostatecznie Santa Annę obalili liberałowie pod wodzą Benito Juareza. W 1857 ogłosili liberalną, federalistyczną konstytucję, co spowodowało kontratak konserwatystów. Juarez musiał uciekać, a Meksyk de facto rozpadł się na dwie części. By zdobyć środki na prowadzenie walki, Juarez zdecydował się na konfiskatę całego majątku Kościoła. Od tej pory kler katolicki stał się jego nieprzejednanym wrogiem.

Liberałom udało się  na powrót opanować Meksyk, jednak kraj znajdował się w rozpaczliwym położeniu gospodarczym. Zawieszono spłatę zagranicznych długów, co spowodowało interwencję Anglii, Francji i Hiszpanii. Francuzi pozostali na dłużej. Stworzyli    cesarstwo Meksyku z Maksymilianem Habsburgiem jako cesarzem. Wspólnie z konserwatystami opanowali niemal cały Meksyk. Juarez musiał uciekać w niedostępne rejony kraju. Uratowała go interwencja USA, które z niepokojem patrzyły na wpływy francuskie pod swoim bokiem. Francuzi musieli się wycofać, a z wojskami Maksymiliana armia Juareza poradziła sobie bez problemu. Cesarz i jego najbliżsi współpracownicy zostali rozstrzelani mimo protestów opinii publicznej całego świata. Juarez wygrał kolejne wybory, ale w 1871 roku musiał uciec się do cudów nad urną, by ponownie objąć władzę. Rok później zmarł w trakcie pracy. Pozostaje do dziś najbardziej znanym i niemal wielbionym na całym świecie bohaterem meksykańskim, choć jego prawdziwa i rzetelna historia wciąż czeka na napisanie. Najbliższe prawdy wydaje mi się przypuszczenie, iż jest tak wielki tylko na tle pozostałych – bardzo, bardzo malutkich przywódców Meksyku.

Eduard Manet – Egzekucja cesarza Maksymiliana

Kolejny z nich to generał Porfirio Diaz – bohater wojny z Francuzami, odsunięty od wpływów i prześladowany przez Juareza. W 1876 roku obalił prezydenta Tejadę, który objął rządy jako zastępca Juareza, i do 1910 sprawował władzę dyktatorską. Jego rządy to czasy mordów politycznych, jawnych oszustw wyborczych, faworyzowania Kreoli (potomkowie Hiszpanów), Amerykanów i wielkich hacjenderów. Kiedy w 1910 Diaz ponownie próbował dokonać cudu na urną, wybuchła kolejna rewolucja. Dyktator musiał uciekać do Europy.

Jego następcy okazali się jeszcze gorsi. Nie spełnili obietnic złożonych chłopstwu, co spowodowało kontynuowanie rewolucji przez Pancho Villę i Emiliano Zapatę. Na szczytach władzy trwała wojna – raz jawna, raz skrytobójcza. Prezydent Francisco Madero został obalony i zamordowany, jego zwycięzca Victoriano Huerta – wypędzony na Jamajkę, Venustiano Carranza – zamordowany w trakcie urzędowania, a Alvaro Obregon – przed powtórnym objęciem urzędu.

Tych nieszczerych sojuszników łączyły tylko dwie rzeczy: żądza władzy i nienawiść do Kościoła. Wywodzili się głównie z kręgów wolnomularskich i otwarcie manifestowali swój antyklerykalizm, co ujawniło się w nowej konstytucji z 1917  r.

Była ona nie tylko jawnie antychrześcijańska, ale gwałciła wolność sumienia i wyznania. Odbierała Kościołowi osobowość prawną oraz upaństwawiała całą jego własność, łącznie ze świątyniami. Zabraniała instytucjom religijnym posiadania nieruchomości i prowadzenia działań edukacyjnych, likwidowała zakony i delegalizowała wszystkie organizacje wyznaniowe, np. chrześcijańskie związki zawodowe. O tym, czy kościół może być wykorzystywany jako miejsca kultu, decydowała lokalna władza.

Szczególne ograniczenia dotknęły księży nazywanych od tej pory „wykonującymi zawód urzędnika kultu”. Pozbawiono ich czynnego i biernego prawa wyborczego. Musieli rejestrować się w urzędach państwowych, a lokalne władze decydowały, jaka liczba duchownych może działać na ich terenie.

Plutarco Elias Calles

Na skutek niestabilnej sytuacji w państwie, wstrząsanym wciąż niepokojami społecznymi, zapisy konstytucji nie były jednak egzekwowane. Sytuacja się zmieniła, gdy w 1924 r. prezydentem Meksyku został Elias Plutarco Calles, antyklerykalny socjalista, członek masońskiej loży Helios. Głównym celem, jaki postawił przed sobą, stało się zniszczenie Kościoła katolickiego w Meksyku. Zapowiedział rygorystyczne przestrzeganie konstytucji, do której dodał kolejne antykościelne ustawy (tzw. prawa Callesa). Na przykład, zabronił księżom pokazywania się w sutannach w przestrzeni publicznej.

W takich okolicznościach wybuchło powstanie Cristero (1926-1929).

Początkowo opór miał charakter pokojowy (np. zawieszenie odprawiania nabożeństw w całym Meksyku), później przerodził się w drobne potyczki. Natomiast od stycznia 1927 r. toczyły się już regularne walki. Rebelianci nazwali się Cristeros, ponieważ uważali, że walczą w imieniu i o sprawę Chrystusa.

Formalne ogłoszenie rozpoczęcia powstania nastąpiło w momencie ogłoszenia manifestu pod tytułem „Do narodu” (A la Nación). Wówczas to zbrojne grupy rebeliantów zaczęły zajmować siłą miejscowości na północ od Guadalajary. Ich zawołaniem bitewnym był okrzyk „Niech żyje Chrystus Król, niech żyje Niepokalana Matka Boska z Guadalupe!” (Viva Cristo Rey! Viva la Virgen de Guadalupe!).

Calles początkowo zlekceważył te zajścia i nie docenił powstańców, z których wielu miało już wcześniejsze wojskowe doświadczenie. Zresztą, w kraju takim jak Meksyk, trudno było go nie mieć.

Cristeros odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo 23 lutego 1927 pod San Francisco del Rincón. Jednak potem powstanie zostało niemal spacyfikowane. 19 kwietnia 1927  powstańcy spalili pociąg, który przewoził pieniądze. Zginęło 51 niewinnych ludzi, co wywołało falę oburzenia. Cristeros zostali pozbawieni wsparcia i zaopatrzenia, na dodatek armia rządowa przeprowadziła akcję wysiedleńczą na terenach sprzyjających  rebelii.

Taktyka spalonej ziemi przyniosła spodziewane efekty. Wydawało się, że stłumienie buntu jest kwestią czasu.

Dopiero po pojawieniu się nowych dowódców, księży Aristeo Pedrozy i José Reyesa Vegi w ruch powstańczy wstąpił nowy duch. Mimo że obydwaj byli duchownymi, przejawiali talent do walki podjazdowej. Największym sukcesem okazało się jednak przeciągnięcie na stronę Cristeros doświadczonego generała Enrique Gorostiety, który przekształcił niesforny ruch partyzancki w mobilną powstańczą armię. Ten mason, ateista i przyjaciel prezydenta Callesa początkowo walczył jako najemnik, ale umarł z okrzykiem „Viva Christo Rey!” na ustach. Szczególnym uwielbieniem cieszył się zabijaka Victoriano Ramirez zwany Czternastką, ponieważ przed przystąpieniem do Cristeros zastrzelił 14 żołnierzy wysłanych za nim w pościg. Niestety, nigdy nie porzucił zwyczajów watażki i w końcu został skazany na śmierć przez księdza generała Pedrozę.

Siły rebeliantów rosły. Utworzono nawet brygadę kobiecą, która liczyła 135 osób. W okolicach czerwca 1929 Cristeros mieli już pod bronią ok. 50 tys. ludzi, więc szanse na ich szybkie pokonanie stały się niewielkie. Oni jednak też nie dysponowali wystarczającą siłą, by rozprawić się ze zwolennikami rządu. 

Wzajemny pat udało się przełamać dzięki negocjacjom amerykańskiego ambasadora. Osiągnięto kompromis,  przywracając katolikom część praw odebranych przez konstytucję z 1917 r.

27 czerwca 1929 r. po raz pierwszy od trzech lat w Meksyku zabrzmiały dzwony kościelne. By do tego doszło, oddało życie wielu ludzi. Już w trakcie negocjacji zginęli w zasadzce generał Gorostieta, który chciał kontynuować walkę,  i ksiądz Vega, który zamierzał złożyć broń.

Ale na tym się nie skończyło. Dalsze wydarzenia przypominają losy Żołnierzy Wyklętych. Niemal natychmiast władze zaczynają prześladować Cristeros,  którzy wrócili do domów. Ocaleli uciekają w niedostępne pustynne i górskie rejony, gdzie kontynuują coraz bardziej rozpaczliwą walkę. Obie strony nie okazują sobie litości.

Ta wojna na wycieńczenie trwa do 1938 roku, kiedy prezydent  Lazaro Cardenas odwołał antykościelne represje. Jednak aż do 1992 roku Kościół nie posiadał w Meksyku osobowości prawnej (nie mógł więc np. być właścicielem świątyń czy prowadzić szkół).

Wyjątkowo okrutna wojna kosztowała życie co najmniej 90 tys. ludzi (ok. 60 tys. po stronie rządowej i 30 tys. Cristeros), liczba ofiar cywilnych wymordowanych przez wojska federalne jest nieznana.

Egzekucja księdza Francisco Very w kwietniu 1927 roku. Rozstrzelano go za odprawianie mszy!

Kościół katolicki uznał wielu poległych w wojnie Cristero za błogosławionych lub świętych. 27 z nich wyniósł na ołtarze Jan Paweł II. Jako pierwszy beatyfikowany został Miguel Pro – jezuita rozstrzelany bez procesu pod fałszywym zarzutem udziału w spisku na życie prezydenta Obregona. Kilku z nich pojawia się w filmie „Cristiada”: księża Cristobal Magallanes i Jose Maria Robles, działacz Akcji Katolickiej Anacleto Gonzalez Flores i najmłodszy –  15-letni Jose Sanchez del Rio.

Joselito Sanchez del Rio

Na podstawie:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Cristero

Andrzej Solak „Poddani Chrystusa Króla”

Grzegorz Górny „Zapomniani Cristeros”

Paweł Skibiński „Męczennicy meksykańscy”

http://es.wikipedia.org/wiki/Enrique_Gorostieta

http://es.wikipedia.org/wiki/Victoriano_Ramirez

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Cristeros – tak dalecy, tak bliscy…

  1. Majka S. pisze:

    Nieszczęśliwy i biedny naród. Doświadczany ciężko przez los i przez swoją władzę, bardzo widoczna analogia do nas…

    • yuhma pisze:

      W jednej z moich ulubionych książek z czasów końca podstawówki („Cień Montezumy” B.Mrówczyńskiego) Polak – powstaniec styczniowy, dezerter z wojska cesarza Maksymiliana, dyskutuje z żołnierzami Juareza, kto więcej przecierpiał, Polacy czy Meksykanie. Wtedy przyznawałem mu rację, że oczywiście Polacy. Teraz myślę, że my w porównaniu z nimi to jesteśmy szczęściarze.

  2. moherowy beret pisze:

    wczoraj obejrzałam film CRISTIADA 2012 i nie mogę uspokoić się.
    Ciągle myślę o małym męczenniku Jose,który do końca był wierny
    Chrystusowi.Tak mało wiemy o walce katolików w Meksyku z bolszewikami
    w 20-ch latach.Film jest blokowany na całym świecie i już nie ma na YT.
    Złe moce nie chcą pięknych wzorców dla młodzieży,wolą posuwać narkotyki i
    alkohol.Ten film powinien być wyświetlany w kościołach,nie wszyscy maja
    internet i w grupie bardziej przeżywa się.

    • yuhma pisze:

      Póki co można ściągać film ze strony, którą zamieściliśmy, i dać znajomym jako drobiazg na pod choinkę. Kościół chyba nie za bardzo może na razie, trzeba by to załatwić z twórcami. Ale liczę, że za jakiś czas w wielu parafiach zostaną zorganizowane projekcje.

  3. moherowy beret pisze:

    18.12.12 obejrzałam film i nie mogę wrócić do normy,tak mną wstrząsnął i zachwycił.
    Jest jednak różnica między katolikami w Meksyku,a polskimi(ciepłymi,niewychylającymi się )katolikami.Tutaj ludzie tylko złożą rączki i wzniosą oczy leniwe do nieba.Żadnych śmiałych postaw,nic,tylko religia jak zwyczaj.
    Może to wpływ duchowieństwa(gdzie było sporo podłych TW),coś jest nie tak w tym polskim Kościele.Film propaguję gdzie mogę.Ale mam ochotę lać stare pomarszczone staruchy,które kupują jakieś durne kolorowe pisemka Życie na gorąco i tego typu(z gołymi gwiazdkami,które chwalą się z kim ostatnio spały).Jak nie lać takie staruchy?

  4. Majka S. pisze:

    Tak, to wspaniałe świadectwo wiary. Nie tej, jak u nas deklarowanej tylko w słowach, ale takiej prawdziwej, jaką posiadali pierwsi chrześcijanie.

    • yuhma pisze:

      Nieco przesadzacie, drogie Panie. Nasi przodkowie dawali nieraz przykład heroizmu i bohaterstwa, a my nie stanęliśmy przed takimi wyzwaniami jak Oni. I co by nie powiedział, Kościół w Polsce ma się o niebo lepiej niż w Meksyku 80 lat temu. I nawet w czasach stalinowskich miał się lepiej. Stalin był po prostu sprytniejszy niż prezydent Calles.

  5. Majka S. pisze:

    Yuhmo, chodziło mi o czas współczesny. W zdecydowanej większości u naszych rodaków wiara sprowadza się obecnie do kontynuowania zewnętrznych aspektów tradycji i określania się mianem katolika. Ale nie idą za tym czyny. Jest tyle sytuacji, w których należałoby wyrazić zdecydowany protest wobec wobec poniżania naszej religii, a jest zaledwie cichy „pomruk”. Czy wierzysz w determinację kilku tysięcy Polaków, gotowych w imię wiary oddać życie?- być może znalazłyby się chwalebne wyjątki. Wiem, że jest to smutne, co piszę, ale obserwowana rzeczywistość nasuwa mi tak gorzkie refleksje, pomimo zbliżających się Świąt. Yuhmo też chciałabym być dumna z mojego narodu i pragnęłabym, aby tak jak w czasach naszych przodków był on wierny Bogu, Honorowi i Ojczyźnie.

    • yuhma pisze:

      Czy ktoś w Polsce rozstrzeliwuje księży? Zakazuje odprawiać msze? Zabija działaczy katolickich?
      Ledwo co przez kraj przetoczyła się fala demonstracji w obronie TV Trwam. Wcześniej spora grupa ludzi zjednoczyła się w obronie Krzyża przed pałacem prezydenckim. Za mało ich było? Fakt, ale bohaterów zawsze jest mało. Za mało robią? A co więcej można zrobić? Nasz przeciwnik jest perfidny. Powolutku podkopuje podstawy naszej wiary. Kiedy zobaczy, że za daleko się posunął, cofa się i czeka. Przeciwstawić można mu się w jeden sposób – robić swoje i dawać świadectwo własną postawą. Zapełniać kościoły w trakcie mszy, spowiadać się, przystępować do Komunii na kolanach, wychowywać własne dzieci na swoim przykładzie. I nie odpuszczać samemu sobie.
      A z przeciwnikiem walczyć na argumenty, nie na pięści, póki można. Pokazywać kłamstwa, manipulacje, nadużycia. Krzyczeć, jeśli trzeba. Demonstrować, słać petycje, zbierać podpisy. A zwłaszcza – brać udział w wyborach.

  6. Majka S. pisze:

    „O wybacz Ty mi Boże- przekorę dziecięcą,
    Co często tak sprowadza gniew na głowę moją.
    Wybacz, że kark mój twardy, kiedy inni klęczą,
    A padam na kolana, kiedy wszyscy stoją…”

  7. Orka pisze:

    Akcja filmu toczy się ponad 90 lat temu. W kraju od nas bardzo odległym.
    Obecnie mamy identyczną sytuację, jak mieli wtedy Meksykanie. Żebyśmy mogli w podobny sposób wyjść z tej naszej matni.
    Film jest fantastyczny.
    Podczas świątecznych dni KAŻDA POLSKA RODZINA POWINNA GO OBEJRZEĆ.

  8. yuhma pisze:

    Ponieważ film w kwietniu wchodzi na nasze ekrany, w co mocno wątpiłem robiąc ten wpis, usuwam link do ściągnięcia filmu, zastępując go recenzją portalu wNas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.