Twórczość posmoleńska – wiersze 2

Część I

Tym razem wiersze samych amatorów, często kompletnie anonimowych. Wyłuskała je Demonica z Księgi Kondolencyjnej zamieszczonej w „Rzeczpospolitej” online.

 

http://www.lechkaczynski.pl/kondolencje.php?st=2180

Krzysztof Kujbid, Toronto
Smoleńsk 8:56

Lawina dni,
kalendarz krzyczy 70 lat
Tysiące twarzy przebudził głos,
w przeklęta ziemię uderzył los,
wygasło życie kolejny raz

Okaleczone z powiek drzewa krzepią wzrok

żywicą spokojnie płynie czas,
Na martwej skroni urwana myśl
Ktoś chodzi blisko,
Choć może jest to tylko zwid
Zastygłe w geście dłonie pieści mgła
umyka szybko, promienie słońca zgłodniały już

Ogłusza cisza,
Nie zadrga struna,
Nie zabrzmi ptaka śpiew,
Nie płyną łzy,
Tak ich naraz brak,

Ten świat już bez dotyku
Bez słów ? bez wad.

 

Moniczka Serock

Rankiem nad wschodnim lasem
Ociężale budziło się niebo
Walcząc ze złowrogim czasem
Polski ptak wpadł w drzewo
Nikt nie przeżył tego upadku
Pozostały zgliszcza i szczątki
Na obcej ziemi nie z przypadku
Nikt nie chciał drugiej pamiątki
Głowy pochylcie niech smutku łza
Spadnie na tą która niewinnych
Niespodziewanie nam pochłonęła

 

Maria Kaim

Było Ich 96?

Widzieliśmy Ich żywych?
Teraz?.
Martwych witamy..
Biało ? czerwone trumny,
na lotnisku?
stoją szeregami?

Boże! Panie Świata!
Dlaczego?
znów kazałeś
nam patrzeć?
na śmierć..
siostry i brata ?..

Oni Polsko ? Ciebie kochali?
Oni Światu ? dowód dali?
Że pamięć Matki, Siostry,
Ojca ,Brata?
To nie zbędny sentymentalizm..
To obowiązek..
To za otrzymaną miłość
– serca odpłata..

Żal !.. Rozpacz !?
Znów zalewam się
łzami?

A biało ? czerwone trumny?
O, Polsko!?
Ruszając w takt
marsza Chopina?
Idą do naszych?
dotąd pustych serc?
szeregami?

 

Marek Morawski
Panie Prezydencie Lechu Kaczyński

Panie Prezydencie, Ojczyzna wzywa
Osierocony Naród płacze!
Kto się za Polską, za nami ujmie?
Jesteśmy w rozpaczy.

Twoją dewizą ? Bóg, honor, Ojczyzna.
Dla Ciebie polskość to nie czcze słowo.
Historia, tradycja ? narodu ostoją.
Trzeba ich bronić sercem i głową.

Nie srebro, złoto, działki, nadania,
Wartością Twoją moralności siła.
Ojczyzna ? służba, miłość ? rodzina,
To był Twój oręż, niewzruszona bryła.

Naród nie ogłuchł, nie utracił wzroku,
Mądrą wrażliwość z serc swych wyrywa,
Lekceważony, otumaniany,
lecz prawda zawsze na wierzch wypływa.

Obłuda wrogów, kłamstwa, oszczerstwa,
Każde plugastwo ? cel uświęca środki.
Zniszczyć człowieka, pozbawić godności,
Jak niegdyś, jak wprzódy – moralne blotki.

Jesteśmy silni, jakże nas wielu,
Choć w bitwie padłeś, nie poniosłeś klęski.
Z Tobą nasz Lechu, Prezydencie Polski.
Twój obraz Polski jest zwycięski.

Kraków, 13 kwietnia 2010

 

Sebastian Rzepka
Kwietniowe niebo

Kwietniowe niebo dziś zalało się łzami,
A z nim cała Polska w łzach rozpaczy tonie,
Bo krew wsiąkła w ziemię pomiędzy drzewami
Tych, którzy hołd złożyć udali się do niej.

Ze Stolicy ruszyli w podróż ku wieczności
W sercach niosąc pokój, szczytne ideały,
Plany, założenia, kawałki polskości
A tam, w proch na wietrze, w pustkę się rozwiały.

Czarny płaszcz żałoby okrył naród cały,
Czas zatrzymał się w miejscu, zawyły syreny
I choć twarze Ich wszystkich już wspomnieniem się stały
Nie zginęła Polska, bo wciąż my żyjemy.

Teraz Hymn Ojczysty śpiewają Im gwiazdy,
W drodze ku światłości księżyc Im przewodzi,
Choć w rozpaczy Ich bliscy, i choć modli się każdy,
Dla Nich słońce nie zajdzie, i nie będzie już wschodzić

Z trumnami powracają dziś żelazne ptaki
Drogi śmiercią płynące i żałobne dzwony
Ostatnie powitania, uroczyste orszaki
Przesiąknięte łzą barwy białe i czerwone.

Sam Chopin takich zdarzeń chyba nie przewidział,
Że ?Marcia Funebre? brzmieć będzie dni tyle
W smutku po tragedii, jakiej świat nie widział,
Dla tych, co spoczęli w katyńskiej mogile.

Płacz matek i ojców, mężów, żon i bliskich,
Bezsilność w obliczu kruchości istnienia,
I płacz dzieci, sierot zgubionych w tym wszystkim,
Szukających prawdy, bólu ukojenia.

Dzisiaj żadnych podziałów nie powinno być chyba,
Niech najszczerszy szacunek z naszych serc wypłynie,
Niech kraj, co tak zacnych synów, córki wydał
Zjednoczy się w bólu, i nigdy nie zginie.

I ucichną syreny, miną dni w żałobie,
Wszystko będzie jak dawniej, w domu, w szkole, w pracy,
Lecz tam, na wysokości: Baczność Aniołowie!
Wstąpić w Wasze szeregi poszli Wielcy Polacy.

Kraków, 21.04.2010

 

Ludwika XV
Warszawa, 20 kwietnia 2010. Po zmierzchu.

Na Krakowskim Przedmieściu ucichł gwar wieczoru,
Odetchnęły od tłumów pobliskie ulice.
Pusty Pałac i Flaga zwieszona w pół masztu,
Ludzie w ciszy podchodzą , zapalaja znicze.

Księżyc nad Warszawą jak wczoraj, jak jutro.
W codzienność wracamy z łez wylanych w ciszy.
Jeszcze tylko płomyk, pęk kwiatów, myśl wdzięczna?
Lwy kamienne strzegą pamięci i zniczy.

 

Agnieszka Szymańska
Katyń

Rozegrała się tragedia

Odebrano im godność
Odebrano im życie

Zabrał ich las
Zabrał ich czas
Minęli

Potomni
Walczyli o nich
Walczyli o pamięć

Pokonali czas
Pokonali las

Zaistnieli
Po 70 latach

Nieśli im światło
Nieśli im cześć

Słowa modlitwy
Świadectwo niezapomnienia
Nieśli

By znów stała się tragedia
Zabrał ich las
Zginęli

napisany 11.04.2010

 

Bożenna Woźniak
Kwietniowa rozpacz

Słońce wstało nad Warszawą,
w czas pokoju, nie tą krwawą.
I choć piękny dzień zawitał,
dziś Warszawa w kir spowita.

Wycie syren, bicie dzwonów?
Śmiech narodu stał się jękiem.
Wydarzyła się tragedia
rankiem na ziemi smoleńskiej.

Czas zatrzymał się jak wtedy,
siedemdziesiąt wiosen temu?
Choć śpiewały pięknie ptaki,
drzewa wokół stały nieme.

Powtórzyła się historia,
choć dziś do nich nie strzelano.
Runął samolot na ziemię
i w płomieniach cały stanął.

Lecieli nim do Katynia
– by uczcić pamięć oficerów-
Lech Kaczyński, żona Maria,
wielu księży, generałów, osób z sejmu.

Dziś świat cały się dowiedział
o Katyniu! Strasznej zbrodni!
Ci, co dzisiaj tam zginęli
stali się dawnym ofiarom podobni.

Podobni, choć w inny sposób.
Zgięła cała nasze elita.
Polskich dziewięćdziesiąt sześć osób.

Płaczą dziś po nich najbliżsi
zasmucony cały naród płacze.
Bo świat stał się nagle inny.
Zbolałe serce ? kołacze.

Powiewają smutno flagi,
jak biało-czerwona rzeka.
Patrzymy na to ze łzami
jakie jutro na nas czeka?

Lecz choć teraz przygnębieni,
podniesiemy się jak zawsze.
Dla naszej ojczystej ziemi
znów zaświeci słońce jaśniej.

Czas upływa, leczy rany
i choć blizny pozostają
znów uśmiechniesz się kochany
do tych, co żywi zostają.

Łzy obeschną ? popatrz wiosna
swój zielony zapach niesie.
A w Smoleńsku, słowo ? Polska,
wśród drzew szumieć będzie wiecznie.

napisany 17.04.10

 

Wanda Konys, Swarzędz
Tyle dobra, jakże późny żal…

Tyle serca dla innych, jakże późny żal…
Tyle, ile mogłam zrobić kiedyś, to zakreślić Twoje imię Panie Prezydencie…
Przeżywałam bardzo te emocje szczęścia i wyboru przez Naród…
Tego wspomnienia nie zabierze mi nikt…
Nie dane było poznać bliżej, jakże mi tego żal…
Pamięć pozostanie…
Dziś spoglądasz z niebios na owieczki swe…
I z zadumy zapewne wyjść nie możesz…
Skąd na ulicach tyle miłości…
Skąd na ulicach tyle serca otwartego…
Skoro dookoła tyle goryczy i zła…
My wiemy…
Tobie oczy się zamknęły…
A nam otworzyły…
Jaka szkoda, że teraz…
Jakże późny żal…

Andrzej Tadeusz Kijowski
Sława – do Prezydenta Lecha Kaczyńskiego

Order dostałem. Ale gdzie – nadanie ?
Order przyniosła wnuczka Komandorski.
Mam go po Ojcu. Na krzyżu powstanie
Trzeciej i klęska czwartej Wolnej Polski.

Wyniosłem z boju rany i urazy.
Fiskus dziś zlicza nieznaczone karty.
Nie będę tego powtarzał dwa razy:
Witaj Cezarze! Pozdrawiam Cię – martwy

Pałac zdobyłeś. Tłumy na Frascati
Na całą Polskę sławiły Twe imię.
Przyglądam się tej barwnej fotografii.
Po lecie, rychło nadchodzącej – zimie.

Zimny był Pałac. Nieufni sąsiedzi.
Wśród żyrandoli kapuś ściskał pięści.
A Ty jak dziecko, co ma księżyc w sieci,
Ukradłszy nocy blask ? nie wierzysz zemście.

Smok wyszedł z jamy. Padłeś pod Wawelem.
Niebo zamknięte. Srożą się wulkany.
Nadziei w sercach strwożonych niewiele.
Głosimy klęskę setne licząc rany.

Po nocy ? brzask. Po zimie wiosna świta.
Po ojcu ? syn. A brat szlusuje brata.
Są moce zła. Lecz Anioł wnet je schwyta.
To zwykły Sławy bieg. Porządek świata
Warszawa 6.III.2008-23.IV.2010

Ogień

To nieprawda ,że Cię nie ma
że leżysz w grobie.
Choć płacze dziś
Polska cała
Choć cały naród
W żałobie.
Bo jak byłeś
tak pozostaniesz
w naszych sercach.

 

Artur
Modlitwa do Matki Boskiej Katyńskiej

Zbawienie Wieczne ? racz wyjednać Pani
Tym, którym śmierć ponieść przyszło
W Katyńskim Lesie strzałem w tył głowy
W odwecie za ?Cud nad Wisłą?!
Matko Święta!
Gdy Syn Twój
Za nas skonał w męce,
Ty ciało Boga-Syna
Wzięłaś w Swoje ręce,
Ciało Boga-Człowieka
Wzięłaś w ręce obie ?
Zdjęłaś z Krzyża
I tuląc ułożyłaś w grobie…
Matko Boża!
W Katyniu
Znalazłaś dość siły,
By spod nieludzkiej ziemi
Zbiorowej mogiły
Szczątki naszych najbliższych
Ująć w Swoje dłonie
I przestrzeloną czaszkę
Przytulić do skroni,
Odwiecznym gestem matki…
I dać ukojenie
Tym, którym obca przemoc
Ostatnie westchnienie
Wydarła z piersi… kulą
Przeszywając myśli…

Weź w dłonie nasze serca…
Oducz nienawiści…
Oducz chęci odwetu,
Zemsty zajadłości…
Daj dłońmi znak na zgodę,
Na triumf miłości!…

Daj nam moc
Matczynego Twych Dłoni oręża
I daj nadzieję światu:
Zło ? Dobrem zwyciężaj!

Edyta Jędrzejewska

Co z nami będzie?
Panie Prezydencie!
Dlaczego spotkał Pana tak okrutny los?
Pana śmierć to dla nas Polaków wielki cios.
Panie Prezydencie Kaczyńsk!
Był Pan i jest Polakom bliski.
Tobie CHWAŁA I CZEŚĆ i z Tobą poległym,
dziś nam bliskim, choć niegdyś odległym.

Agnieszka Syska
Parze Prezydenckiej od Matki Boskiej Smoleńskiej

ci co we mgłach sieją żąć będą w radości
mgły rosy mgły im z oczu opadną
ziemi odtąd nie będzie
mgły rosy im z oczu opadną
nieba odtąd nie będzie

mgłą otrę jej łzę
była przyjechała z Bizancjum do Rosji
słońca nie będzie
mgłą otrę jej łzę
dopokąd
rozpacz niewiasta nieurodzajna niepłodna nieżyzna
dopokąd dokądś była poszła
mgłą otrę jej łzę
była przyjechała z Katynia do Smoleńska
księżyca nie będzie
mgłą otrę jej łzę
dopokąd
rozpacz ciało nieurodzajne niepłodne nieżyzne
dopokąd dokądś było poszło

dokąd było poszło ciało
żąć w rozpaczy
dokąd jest idzie dusza

kędy
słońca już nie ma
a trzeba zbierać w radości snopy z zasiewu
kędy
księżyca już nie ma

owędy była poszła dusza
radościami uwielbienia szła
owędy jest idzie

ongiś był bóg jako bóg
dzisiaj jest człowiek jako człowiek przeszedł mimo
ongiś byliśmy

słona ta mgła
dziś otrę nią mirrę łzę mirrę z Supraśla
słona ta mgła

gotujcie mgławe kadzie
na boską liturgię
gotujcie mgławe kadzie

ongiś był bóg jako bóg
dzisiaj jest człowiek jako człowiek

dzisiaj jest matka jako matka

przeszli mimo
ongiś byliśmy
22 IV 10, 17.10, Warszawa

 

EiMW
Naszemu Prezydentowi i Naszej Pani Prezydent, Naszym Aniołom:

To miasto podobne do innych,
zwyczajne ulice i place,
lecz zło tak zaczęło tam boleć,
że ludzie żyć chcieli inaczej.

I wtedy odkryli w swych sercach,
że jest tam nadzieja i miłość
i wtedy wyrosły im skrzydła,
bo tyle WIARY w nich było.

Serce przy sercu słowo przy słowie,
Człowiek ANIOŁ, anioł człowiek.
Jeszcze możliwa prawda jak piołun.
Miasto aniołów, miasto aniołów.

A kiedy entuzjazm opadnie,
choć życie ukąsi złośliwie,
nie dajmy aniołom odlecieć,
nie dajmy skraść sobie skrzydeł!

Być może szukali naiwnie
diamentu na dnie popiołu,
wierząc, że miasto, gdzie żyjesz
też może być miastem aniołów!

I wtedy odkryli w swych sercach,
że jest tam NADZIEJA I MIŁOŚĆ
i wtedy wyrosły im skrzydła,
bo tyle WIARY w nich było!!!…

Ewa z rodziną
Orły katyńskie

Zapłakała Polska kwietnia 10-ego
2010 roku pamiętnego
Straciłaś cząstkę siebie
Pod smoleńskim niebem
Módlmy się do Boga
O spokój dla Ciebie.
Leci Nasz Prezydent
Niczym Orzeł Biały
Na katyńską ziemię
Zawieźć słowa chwały
Wiezie wraz z innymi
Kwiat biało ? czerwony
Znicz i słowo prawdy
By oddać pokłon zasłużonym.
Ale los okrutny
W locie Go dopada
Straszne stoi drzewo
Samolot – w nie wpada
Łamie się, zapala
Na smoleńską ziemię
Z wielkim hukiem spada.
Zginęli w nim wszyscy
Co razem lecieli
Tak wielkiej tragedii
Ludzie nie widzieli.
Polsko ukochana
Jak wiele straciłaś
Ukochane dzieci
Nagle utraciłaś.
70 lat temu
Krwawa łzą płakałaś
O 8.56 w wigilię miłosierdzia
Znowu strasznej krzywdy doznałaś.
Krwawi serce córki,
Krwawi serce brata
Cierpi dzisiaj serce każdego Polaka.
Spójrz Ojczyzno miła
Jak wiele się zmieniło
Przez tę tragedię ludzką
Tyle serc się zjednoczyło.
Płaczą Polacy z bólu okrutnego
Współczują nam Rosjanie
A ze świata całego
Napływają depesze oraz słowa żalu
Bo nie sposób przeżyć tego
Bez wszystkich udziału.
Na ulicach w Polsce
Znicze wciąż się palą
Polacy swym bohaterom
Wiązanki składają
Modlą się , współczują,
Hołd składają w ciszy
Bo jakże wyrazić
To, co czują w duszy.
96 ludzkich istnień
Śmierć zabrała sroga
Tyle smutku, goryczy,
Tyle westchnień do Boga.
Lecz On wie, co czyni
Ich ofiara nie daremna była
Bo historia Katynia dziwnie się odmieniła
Wszyscy jej tajemnicę na świecie poznają
I hołd na wawelskim wzgórzu
Poległym oddają.
Pożegnał Pan Prezydent z małżonką swoją
Warszawę rodzinną i sercu tak drogą
I stolica żegnała ich w słońca promieniach
I otuliła ciszą a w alejach z drzew wysokich cieniach.
Kraków przyjął ich ciała i powitał głosem ?
Dzwonu Zygmunta ? co zwiastuje trwogę
Na ostatnia ziemska, prezydencka drogę.
Zaśnie nasz Prezydent snem spokojnym
W wawelskich podziemiach
Bo tam jest najpiękniejsze
Miejsce dla bohatera
Patriota był wielkim
Po śmierci docenionym
I rodakom wszystkim pozostanie drogim.
A za słowami pieśni
Aż chce się krzyczeć z żalu
? Ojczyzno ma tyle razy we krwi skąpana
Ach jak wielka jest Twoja rana..
Ach jak wielka jest Twoja rana?..?
Módlmy się za nas
Byśmy zrozumieli
Byśmy z tej tragedii
Wnioski wyciągnęli.
I znów słowa pieśni
Cisną się na ust?
Bo niewdzięczność jest zawsze
Gdy dusza jest pusta.
Podziękujmy tym wszystkim
Którzy mimo trudu
Na tę uroczystość przybyli
By nam współczuć w bólu.
KOCHALIŚMY CIĘ JAKO PREZYDENTA< POLSKA ŻEGNA CIĘ JAK KRÓLA>

 

Polak
Katyń II

Szukam słów, dźwięków, barw,
by wykrzyczeć ból bez miary.
Szukam – i nie znajduję.
Oniemiałe serce rozpada się na kawałki.

Mgła nad lasem
– jak wtedy, tak i teraz.

Roztrzaskane czaszki
– jak wtedy, tak i teraz.

Szczątki ubrań i butów
– jak wtedy, tak i teraz.

Przeorana krwią ziemia
– święta czy przeklęta?…

Święta.
Po dwakroć święta!…

Szukam słów,
by wołać o sprawiedliwość
dla wyszydzonych i zdradzonych o świcie
– jak wtedy, tak i teraz.
Szukam – na próżno.

Tylko kwiaty,
ocalałe wbrew logice i fizyce,
przytulają się do kamienia,
szepcząc modlitwy najprostsze…

Tylko światło poranka,
rozpraszając katyńską mgłę,
wydobywa z pamięci pieśń o małym rycerzu…

Asia

W podróż ostatnią wyruszasz,
Nie straszne Ci mury, przeszkody
Każde polskie serce się wzrusza
Na odejście jesteś zbyt młody?

Bo ludzką słabością tęsknota
I nikt się nie zdążył pożegnać
Odchodząc zacząłeś walkę
Jej Polska nie może przegrać

Asia K.

Krwią przesiąknięta ziemia Katyńska
Co chłonie i bólu jest głodna
Rozdarte ramiona jak krzyż rozpościera
Tak ciemna, ponura i chłodna

Serca bicie w jej sercu zastyga
Już strumień krwi żywej nie płynie
Jak wosk schłodzony postać przybiera
Ciało złożone w skrzynię

Te lasy tajemnicy szumem
Chcąc Narodu część większą zagarnąć
Związały ręce Największym Polakom
I Polsce z rąk Serce wydarły

Powiedzie Te Dusze Orszak Anielski
I głośna Narodu Modlitwa
Na służbie odeszli dla swojej Ojczyzny
Ku czci i tragedii Katynia

By nikt nie zapomniał tej ciszy co krzykiem
I jękiem i bólem ogłusza
gdy czekać każą na powrót z frontu
choć martwa już w lesie ta dusza .

Krwawią dziś serca milionów Polaków
Bo Katyń zabija raz jeszcze
Daj Boże Nam siły i dodaj odwagi
By zdjąć z Polski nieszczęścia kleszcze

Agnieszka Grabowska
Panie Prezydencie,

Panie Prezydencie serce me dziś płacze,
przecież mogło mogło być inaczej…
Czy to sen, czy jawa, czy okrutna zmora,

która mierzi nasze zmysły jak kat swą ofiarę.

Dlaczego? Pytamy samych siebie…
Kiedy walczyłeś o prawdę Narodu Twego,
Kiedy nie dałeś pogrzebać na wieki historii

Dlaczego?

Nie wierz w to, że nie ma Ciebie pośród nas.
Nie wierzę bo tak jak pisał poeta „Niech żywi nie tracą nadziei”

Tą nadzieją byłeś Ty bez Ciebie iskierka gaśnie.

Panie Prezydencie potrafiłeś zabliźniać rany.
Byłeś WIELKI, choć nie raz poniżany.
Panie Prezydencie jak mamy żyć bez Ciebie….
Panie Prezydencie Kochany!

Pawel Illeczko

Jeszcze orzeł biały na zamglonym niebie,
jeszcze ciszą śpiewa podsmoleński las,
a nam już na trwogę polskie biją dzwony;
z Katynia wiatr przywiał,
tamtych duchów czas.

Na nowo żałobne zapłoną ogniska,
przywołany pamięcią
najsmutniejszy czas,
ze snu się obudzą historii demony,
zło przypomni o sobie,
winą, która w nas.

Dzwon Zygmunta wawelskie obudzi komnaty,
ojczyzną poruszy sumienia co w nas,
byśmy usłyszeli,
że to Polska woła,
o prawdę nas pyta,
której nadszedł czas.

salita jan

Za katyńskiej krwi pogardę
oddał życie-wskrzesił prawdę.

Monika

wzbić się do gwiazd
tańczyć wśród chmur
umierać by znów się narodzić
będziemy tu trwać
pytamy dziś Was
dlaczego musicie odchodzić?

nad zachmurzonym niebem
wciąż szukam ptaków
chcących powrócić do gniazd
oddajmy Bogu w ręce
tę czarną wstęgę
nie chce jej Panie nikt z nas

lecz dziś, nie smućmy się
nie mówmy „żegnaj” lecz „do miłego”
my też, będziemy tam
u nieba bram
gdy przyjdzie nasz czas

Krystyna Śliwińska

Na śmierć Prezydenta

Serca bólem nabrzmiałe
Bezsilne dłonie nasze
Rozum pojąć nie zdoła
Myśl zmącona rozpaczą
Cierpienie krew zmroziło
Niebo dzwięk trąb odbiło

I płynie trumna za trumną
w rytm równych żołnierskich kroków
Na czele On, nasz Prezydent
Żona u Jego boku
Dotrzymują Im kroku
Towarzysze tamtej podróży…

Jak niegdyś ci z Westerplatte
Szli prosto do nieba czwórkami
Jak ci co w lesie katyńskim
Krew swą niewinną oddali
Za Prawdę Honor Ojczyznę
Kwiat tego narodu ginął…

Matko Boska Katyńska
Tulisz do swego serca
Czaszki przestrzelone…
Ogarnij swoją miłością
Potrzaskanych Pielgrzymów

Serca bólem nabrzmiałe
Bezsilne dłonie nasze
Rozum pojąć nie zdoła
Myśl zmącona rozpaczą
Cierpienie krew zmroziło
Niebo dzwięk trąb odbiło

I płynie trumna za trumną
w rytm równych żołnierskich kroków
Na czele On, nasz Prezydent
Żona u Jego boku
Dotrzymują Im kroku
Towarzysze tamtej podróży…

Jak niegdyś ci z Westerplatte
Szli prosto do nieba czwórkami
Jak ci co w lesie katyńskim
Krew swą niewinną oddali
Za Prawdę Honor Ojczyznę
Kwiat tego narodu ginął…

Matko Boska Katyńska
Tulisz do swego serca
Czaszki przestrzelone…
Ogarnij swoją miłością
Potrzaskanych Pielgrzymów.

 

eMeM

I stało się, stało, Dzwon Zygmunta zabił,
I stało się, stało się, los sobie znowu zadrwił,
10 kwietnia 2010 roku,
9.00 rano cały świat pogrążony w mroku…

Wzniosła uroczystość dla Polski, chcieli oddać hołd,
Wyruszyli w ostatnia podróż, tam gdzie stał się mord,
20 tysięcy ludu w Katyńskim lesie,
Komuniści ich stracili w podłym interesie,
96 dusz wsiadło w sobotni poranek do samolotu,
Nikt się nie spodziewał swego ostatniego lotu,
Mglisty dzień przywitał na lotnisku w Smoleńsku,
Chcieli oddać hołd Polskiemu męczeństwu,
Druga próba lądowania i trach wpadli w drzewa,
Nic nie zostało z samolotu Tupolewa,
9.20 pierwsza wzmianka w radio i w necie,
Każdy Polak myślał co tam jeden z trzecim plecie,
Przecież byli tam najważniejsi ludzie w Polsce,
W sercach wbiły się jakby ostre kolce,
Z tak dobrymi pilotami i z takim doświadczeniem,
Każdy w duchu myśli tak z niedowierzeniem…

Tam był Pan Prezydent i Jego Małżonka,
Chcieliśmy myśleć, że to tylko mrzonka,
A jednak się stało, nie dolecieli cało,
Czy błąd pilota, samolotu czy pogody,
Zaczynają się rozważania i różne wywody,
Stało się najgorsze bo nikt nie wyszedł cało,
Potem ciężki okres jakby tego było mało,
Rodziny pogrążone i cały świat w żałobie,
Identyfikacja ofiar zanim złożone w grobie,
Tydzień żałoby w kraju, świat ubolewa też,
Że przyszedł na tak zacnych ludzi nagły kres,
Tydzień później uroczystości pogrzebowe,
Miny ludzi wokoło tak mroczne i grobowe,
18 kwietnia uroczysty pogrzeb na Wawelu,
Gości i ludności przybyło tam tak wielu,
By oddać hołd Panu Lechowi i Małżonce Marii,
Z wielu krajów jednak przez pył nie przyjechali,
Taki ten los okrutny, jechali oddać hołd,
A grobem się stało to miejsce gdzie mord…

Leontyna Gasienica – Samek

W orszaku męczenników zmierzają do Ciebie
Lech i Maria Kaczyńscy, oczekuj ich w niebie.
Za życia na ziemi krzyż ciężki dźwigali,
Choć fizycznie niepozorni byli, skromni, mali.
Ale duch Ich był wielki, prawy i waleczny;
Daj Im Boże w Twym Raju odpoczynek wieczny!

Polak37

Miłość wymaga poświęcenia,
Cierpienie rodzi dobro,
dobro niesie prawdę,
prawda jest fundamentem pojednania,
pojednanie prowadzi do zrozumienia,
zrozumienie leży u podstaw miłości
miłości do Bliźniego.

Polak37

Nadejdzie lepsze jutro
teraz jest czas na łzy
w jedności trwać musimy
by przetrwać trudne dni

Zakwitnie kwiat nadziei
wzrosły na Waszej krwi
choć Wy już odeszliście
jesteśmy jeszcze My…

Marek Delimat
Prezydent Lech Kaczyński ? Pro Memoriam

Boże mój ? pamiętasz? Polskę ? skrawek ziemi
Z wiernej Ojczyzny siłą wykrojony
Wodzów co narodu władali ramieniem
Szukając honoru w służbie beznadziejnej

Tę Matkę w ranach przez wieki cierpiącą
By chronić dzieci przed zagłady widmem
Jej Łono wycięte co nas urodziło
Krwią bohaterów suto wykupione

Ziemię, gdzie ducha skażono niewolą
Czekając długo na wolności tchnienie
A gdy nadeszła bez serca ginęła
Deptana hordą niegodnych podziałów

Aż przyszedł Mąż wielki, jak Tamci równie opluwany
Przywodząc na pamięć poświęceń potęgę
Co w beznadziei samotnie wojując
Na sztandar podźwignął Katyńską Gehennę

Tam głuche wołania tysięcy niewinnych
Wpatrzone w niebo oczodołów mrokiem
Spokoju zaznać dotąd nie zdołały
Skrytego wspomnienia żywiąc się nadzieją

Ale gdy kłamstwo tak mocno przygniecie
A doły pamięci ziemią się zasklepią
Sama nadzieja zmóc tego nie zdoła
Krzycząc ofiary co tamtą przypomni

Czy trzeba duszom tak długo dręczonym
Tego co zawsze bohaterów śladem
Podążał dumą ich śmierci niesiony
Walcząc o chwałę, Sam zewsząd wydrwiony

Tak miało być, że skrzydła podcięto
Matki ledwie z klęczek podźwigniętej
Zagasły w bólu oczu blask milionów
Skąd Was aż tylu? ? tłumy, tłumy, tłumy

Co teraz z nami, co teraz się stanie
Kto za Ojczyzny ujmie się honorem
Katyński hołd przed światem złożony
Na firmamencie ofiara ich spocznie

Dziś wielcy tego świata, nasi przyjaciele
Chmurą pyłu potęgi przelękłe
Nie ujrzą wawelskiej boleści narodu
Co piersią ich własną zastawiał

A gdyby wojny, wojny cień złowrogi
Jak dawniej bylibyśmy sami
Czas już najwyższy, gdy oczy obeschną
Pozorów obedrzeć bielmo

Radzę ?, proszę ?, błagam na kolanach
Sieroty w bólu odrętwiałe
Posłuchać głosu Tego co przeminął
Ojczyzna woła ratunku

Nie prześpij Polsko chwili tej straszliwej
Nie zmarnuj szansy złożonej ofiary
Aby znów z krzykiem w ciemnym środku nocy
Nie budzić dzieci w okowach niewoli

Boże ? Ty pamiętasz, ? pomoc twą przyjmuję
Straszliwym symbolem znaku przygnieciony
Daj mu spoczynek, szczerze zasłużony
A nam siły z grobu nieprzezwyciężonej

Lucyna Olchawska Wieliczka – Sułów
Historia przeznaczeń

Ciała długo żyły w Katyńskiej dolinie,
choć w niemocy były godność ich nie ginie.
W tragedii Smoleńskiej ,krew znów się polała ,
ręką nawigacji życie im przerwała.

Nad nimi znak Krzyża z chmury naznaczony,
by dusze zwycięzców zabrać na ramiony.
Światła lotniska dla nich nie świeciły,
bo zamiast żarówek puste lampy były.

Śmierć ich jest wymowna, jak na polu chwały ,
lecz znów było słychać pojedyncze strzały.
Czaszka wulkanu życie wznowiła ,
może Katyńskiej to krwi jest żyła.

I krew ta w pyle się ukazała,
w niebo uniosła ją prawdy chwała.
Honor oddały im samoloty

stojąc na ziemi przerwały loty.
W daleką drogę na wieczny tron

żegnał ICH będzie ZYGMUNTA DZWON.

Marta
21:37

Płacze dziś naród spowity żałobą,
choć nie zawsze zgadzał się z Tobą,
lecz możesz teraz być spokojny w Niebie,
gdyż wstydzą się oni gdy patrzą na Ciebie.
Podchodzą do trumny by oddać Ci cześć,
gdyż pustki po Tobie nie mogą znieść.
Walczyłeś o wolność, równość, o prawde
i liczni wspierali Cię sercem naprawde
oni cenili Twój tród, wiarę i oddanie,
[*]
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie

Jolanta

W deszczową wiosnę – odeszli,
stalowy ptak łamiąc skrzydło
runął w czerń – na zawsze,
łzy jeszcze długo nie wyschną,
serce Europy pogrążone w żalu,
jakby Smoleńsk chciał skraść
pamięć koszmarom z Katynia,
krakowski krzyk Zygmunta
kwiaty, znicze, smutek? pamiętając
nie zapomnijmy o jutrze..

Isia
a może?

a może by tak między palce
wsunąć pieśń o Bogu ukrytym
i dotknąć smoleńskiego ranka
gdzie nie można zadławić ciszy
tam wśród kikutów połamanych drzew
czai się akwamarynowe echo
spadającego Ikara
a od bagiennych oparów
sfioletowiało brzemienne powietrze

w którą stronę odejść ?
jak się uczłowieczyć w obliczu katharsis?

czy nie odejdzie na zatracenie
sepia bagien i ogniki dusz tych
co tak bardzo chcieli ocalić od zapomnienia
zabłąkaną w elipsie czasu
prawdę o katyńskich mogiłach?
a może jednak jest jeszcze czas
by w purpurze ich wiecznego snu
narodziło się nasze pojednanie

Kamil B-ce/BB

Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie,
a pamięć o Nich w narodzie niech nie ustanie.
I wypisz w sercach i pamięci Polaków Panie,

że zostało wykonane Katyńskie zadanie.
Okupione wielką krwią Wielkich Panie,

spraw, że nigdy zaprzepaszczone nie zostanie.
A przyczyną jedności, miłości i patriotyzmu niech się stanie,
tam mi dopomóż Panie.

dodi z gold/pcimia

Wykuta Historia Ciałami
Kolejny znowu już Raz
Kwiat Polski znowu Wspaniały
cichy Katyń nie zapomniany
choć przeminął już 70 raz
Kierunek Drogi Znasz
Prezydent-Katyń Na Zawsze
Byłeś Jesteś i Trwasz

Monika Czajkowska

Właśnie ich wybrał los,
Właśnie ich zabrał Bóg,
Właśnie oni odeszli stąd,
Lecz żyć będą w myślach wciąż…

Choć na zawsze nam zabrani,
Nigdy nie będą zapomniani.
Spośród wielu naszych rodaków,
Spośród wszystkich z nas- Polaków,

ON tak kochał Polskę naszą,
ON dbał o nią, ON ojcował,
Nasz Prezydent i Bohater…

 

Jagoda Barciszewska– lat 15, Krynica – Zdrój

Smutek…
Smutek mam w sercu,
Od nieszczęść Katyńskich
Ogromu.

Żałobę…
Żałobę po Tych,
Co w trumnach wrócili
Do domu.

Troskę…
Troskę o Kraj mój,
Gdy Ci Najlepsi
Odchodzą.

Nadzieję…
Nadzieję na to,
Że się Polacy
Pogodzą

Wiarę…
Wiarę, że teraz
Będziemy żyli
W jedności.

Miłość…
Miłość do Kraju,
O tak smutnej
Przeszłości.

Bożena z Wrocławia

Zakwitła Polska biało-czerwoną,
nie dla radości, nie dla święta,
lecz aby uczcić tych, co chcieli
o zbrodni w Katyniu pamiętać.

I zapłonęły serca morzem zniczy,
i widać smutek, żałość wszędzie,
i ja też wołam z głębi duszy –
gdzie jesteś Panie Prezydencie?

Sunie drogami sznur boleści,
wszyscy szukamy pocieszenia,
w swej bezsilności tylko razem,
spłacamy dług – dobrym wspomnieniem.

W modlitwie klęka naród cały
i łza się ciśnie, w oku kręci.
Czy było trzeba, po co znowu?
Lecz cicho, milcz! Cześć ich pamięci.

 

Madzia (11 lat)

Żałoba

Nastała cisza, nikt się nie odzywa,
Każdy z niedowierzaniem oczy przemywa.
To trwało chwilę, samolot runął o ziemię,
A pasażerowie siedzą już w niebie.
Głowa państwa nie żyje,
Dzwon Zygmunta bije.
Słychać było wybuch, potem krzyk i płacz,
A naszą polską ziemię okrył smutku i żałoby płaszcz.
Lecieli by uczcić ofiary,
A teraz to Oni nimi zostali.


  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.