Antysemitka, która ratowała Żydów

Wielu badaczy ma tendencje do upraszczania rzeczywistości. Przez wieIe lat mówiono, że „Żegotę” założyli demokraci, socjaliści, ludzie z lewicy. Do tej wizji Zofia Kossak z jej poglądami nie pasowała. W czasie próby poglądy polityczne nie miały jednak żadnego znaczenia – mówi profesor Carla Tonini w rozmowie z Piotrem Zychowiczem. [Rzeczpospolita] 

 

Odcinek z cyklu filmowego Errata do biografii o Zofii Kossak-Szczuckiej.

>Errata do biografii – cykl dokumentalny na stronie TVP lub >TU

 

Rz: Zofia Kossak cieszy się w Polsce wyjątkowym szacunkiem. Tymczasem pani w swojej książce – i to już w podtytule – określa ją mianem antysemitki. To może szokować.
Nie powinno. Zofia Kossak była bowiem antysemitką. Wystarczy zajrzeć do dowolnego słownika. Polskiego, francuskiego czy włoskiego. To, co pisała Kossak, mieści się w pojęciu antysemityzmu. Zarówno przed wojną, jak i w czasie wojny.

To był chyba jednak łagodny antysemityzm.
No cóż, w 1936 roku Kossak pisze tekst „Najpilniejsza sprawa”. Wyraża w nim pogląd, że konflikt Polaków z Żydami nie jest już konfliktem religijnym tylko rasowym. „Żydzi są nam tak straszliwie obcy, obcy i niemili, bo są innej rasy. Drażnią nas i rażą wszystkie ich cechy […] Toteż nazywanie sprawy żydowskiej problemem religijnym jest grzechem”. Kossak ulega wówczas fali wyraźnej radykalizacji, która pojawia się zresztą w latach 30. w wielu państwach Europy. Także we Włoszech wielu katolików zbliżyło się wówczas do skrajnych nacjonalistów.

Czy z jednego tekstu można wyciągać tak ostre wnioski?
Nie rozumiem. Czy Zofia Kossak nie wiedziała, co pisze? Nie panowała nad tym, co myśli? To prawda, że bardzo często działała pod wpływem emocji, kierowana nagłym impulsem, namiętnością. Ale była przecież bardzo znaną pisarką. Autorytetem, a nie pierwszym lepszym człowiekiem z ulicy, który nagle dostaje szału i wygraża przechodzącym Żydom. Wiedziała, że jest dla wielu ludzi wyrocznią, że jest uważnie czytana.

Później jej stanowisko uległo jednak osłabieniu.
To prawda. Duży wpływ miała na to papieska encyklika, w której potępiono wszelkie formy rasizmu. Zgadzam się, że wtedy Kossak, podobnie jak wielu innych katolików, odeszła od antysemityzmu rasowego i wróciła do tradycyjnego katolickiego antyjudaizmu. W swoim kolejnym tekście poświęconym sprawie żydowskiej Kossak pisze już, że Kościół nigdy nie nienawidził nikogo za jego pochodzenie. Że Żydzi, którzy nawrócą się na katolicyzm, są w porządku.

Przeciwstawia pani antysemityzm rasowy katolickiemu antyjudaizmowi. W Polsce występowało jeszcze trzecie zjawisko: polsko-żydowska walka ekonomiczna, rywalizacja handlowa. W światopoglądzie Zofii Kossak chyba również odgrywało ono dużą rolę.
Narodowi socjaliści także zaczęli od bojkotu żydowskich sklepów. Potem z czasem zaczęli je demolować, bić ludzi i wprowadzać antysemickie rozwiązania prawne. Aż wreszcie pojawił się pomysł, żeby się Żydów pozbyć. Fizycznie. Tak więc walka ekonomiczna, o której pan mówi, to często tylko pierwsza faza.

Ale przecież ta antysemitka – jak określa pani Zofię Kossak – nie nawoływała do mordowania Żydów, tylko do ich ratowania. A może Zofia Kossak, zakładając Żegotę, nie była już antysemitką?
Była! I to właśnie czyni ją tak intrygującą. Kossak patrzyła bowiem na to, jak Niemcy mordują Żydów i mimo to pisała, że Żydzi są wrogami narodu polskiego. Trudno to przyjąć. Na przykład: „Niemcom nie uda się wciągnąć Polaków w politykę antyżydowską, ponieważ jest to sprawa nasza, którą rozwiążemy sami”, albo „W odbudowanym wolnym domu ojczystym nie będzie miejsca i dla tych okupantów. Potrafimy uwolnić się od nich. Nie będziemy jednak nigdy uciekać się do niemieckiego systemu okrucieństw i grabieży. Walczyć jak ludzie, nie jak zbrodniarze. Precz z metodami niemieckimi”. To fragmenty artykułów z prasy podziemnej pisanych w 1940 roku.

Dwa lata później powstała słynna broszura „Protest”.
Tak i znowu ta sama sprzeczność. Z jednej strony piękne, ludzkie wezwania do ratowania Żydów, słowa potępienia dla brutalnych niemieckich metod. Już się wydaje, że Zofia Kossak się przełamie, napisze to, co Miłosz, że wszyscy jesteśmy Żydami Nowego Testamentu. Ale ona w tym samym tekście pisze: „Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej nienawidzą nas oni więcej niż Niemców… ”

Może Kossak była po prostu człowiekiem swoich czasów. Mówiła i pisała językiem epoki.
Zgoda, ale to wszystko nie tłumaczy tych słów. Również wtedy byli przecież ludzie, przedstawiciele jej pokolenia, którzy mówili na ten temat językiem, jaki dzisiaj jest w pełni do zaakceptowania. Bez cienia uprzedzeń.

„Protest” jest jednak apelem do ludzi, którzy mogliby wziąć udział w denuncjowaniu i mordowaniu Żydów. Może Zofia Kossak chciała odwieźć od tego antysemitów, mówiąc do nich ich własnym językiem.
Mimo wszystko tak pisać po prostu nie przystoi! Używanie takich argumentów przez osobę o takim autorytecie to moralna klęska. W całym tym tekście widać zresztą wyraźnie nacjonalizm Zofii Kossak. Jest zdruzgotana na samą myśl, że mogliby się znaleźć Polacy, którzy pomagaliby Niemcom. Wbrew jej wyobrażeniu, widać je wyraźnie w jej twórczości, nie każdy Polak był jednak bohaterem. A takie jest przecież oczekiwanie nacjonalisty. To było właśnie dramatem Kossak – Polacy okazali się być takim samym narodem jak każdy inny. W każdej społeczności znajdą się przecież ludzie, którzy się dostosowują. Nie wszyscy idą na barykady.

Czy właśnie dlatego tak bardzo zaangażowała się w ratowanie Żydów?
Myślę, że tak. Ona ratując fizycznie Żydów, ratowała duchowo Polaków. Ratowała ich honor. Nie wiem, co by było, gdyby wśród Polaków zabrakło ludzi pokroju Zofii Kossak.

To chyba jednak nie tylko nacjonalizm skłonił Kossak do ratowania Żydów. Pisała o imperatywie moralnym, o tym, że nie mogła patrzeć na ludzkie cierpienia.
Zofia Kossak rzeczywiście dostrzegła w Żydach ludzi. To już nie był mityczny Żyd-bolszewik czy Żyd-oszust. To było dziecko, któremu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Dziecko, które nie ma nic wspólnego z propagowaniem bolszewizmu. Trzeba było je ratować za wszelką cenę. Doszło do tego, że narażała życie własnych dzieci, które na jej polecenie przeprowadzały żydowskie dzieci przez okupowane miasto.

A jaką rolę w jej wojennej postawie odegrał Bóg? W książce udowadnia pani, że antysemityzm Kossak był konsekwencją katolickiego antyjudaizmu. Ale czy przypadkiem ten sam katolicyzm nie skłonił jej również do ratowania Żydów?
Oczywiście to było bardzo ważne. Kossak pisała zresztą, że w pewnym sensie wszystko, co się dzieje, jest naszą winą. Nie uratowaliśmy Żydów, duchowo nawracając ich na katolicyzm, to chociaż ratujmy ich fizycznie.

To chyba postawa dość charakterystyczna dla wielu przedwojennych polskich nacjonalistów. Choćby Dobraczyński. On również nie przepadał za Żydami, a podczas wojny ratował żydowskie dzieci. W przeciwieństwie do Polski, w innych okupowanych krajach wielu nacjonalistów współpracowało zaś z Niemcami.
W dużej mierze było to właśnie zasługą religii katolickiej – która sprzeciwiała się prześladowaniom i głosiła potrzebę miłości bliźniego. Do tego dodałabym również tradycyjną antyniemieckość endecji, bardzo widoczną w publicystyce i prozie Zofii Kossak. To, co pisała podziemna prasa narodowa, sprowadzało się do hasła: „Niech ci cholerni Niemcy zostawią w spokoju naszych Żydów!”.

Hierarchia wrogów.
Niemcy znajdowali się w niej na pierwszym miejscu. Uprzedzenia wobec Żydów były nadal obecne, ale zeszły na dalszy plan.

Poza tym ten katolicki antysemityzm nie przekraczał pewnej bariery.
To prawda, gdyby ci ludzie mieli poglądy rasistowskie, gdyby byli pozbawieni tego katolickiego fundamentu ? na pewno nie kiwnęliby palcem w obronie Żydów. Nie znam żadnego rasistowskiego antysemity, który by kogokolwiek uratował.

Rewolucja nihilizmu, jaką przeprowadził Hitler, wyzuła Niemców z tego chrześcijańskiego fundamentu?
Dla większości Niemców papież, który potępił rasizm, nie był wówczas żadnym autorytetem. Nielicznych Żydów, którzy ocaleli w Niemczech, uratowali właśnie katolicy. W Polsce czy we Włoszech – choć mieliśmy inną sytuację geopolityczną (my byliśmy w Osi) – ten wątek katolicki okazał się dominujący. U nas też ratowano Żydów w klasztorach. Nasz bohater Giorgio Perlasca, który ocalił wielu Żydów w Budapeszcie, w przeszłości był wierzącym faszystą. Zresztą wielu nacjonalistów, którzy podczas wojny ratowali, po jej zakończeniu powróciło do swoich uprzedzeń.

Zaraz po wojnie ukazały się wspomnienia Kossak z pobytu w Auschwitz. Jak przedstawiła w nich Żydów?
Ta książka to arcydzieło nacjonalizmu. Charaktery więźniarek zależą od ich narodowości. Wszystkie Polki są więc bohaterkami. Dzielne, bogobojne, koleżeńskie i nigdy nietracące nadziei kobiety. Ukrainki, Niemki i Żydówki to czarne charaktery. Osobowości słabe, skłonne do niegodnych zachowań.

Kossak wymyka się z pewnych ustalonych stereotypów. W narracji historycznej osoba o nacjonalistycznych, antysemickich przekonaniach jest czarnym charakterem. W tej opowieści czarny charakter ratuje ludzi.
Sprzeczność leży bowiem w naturze ludzkiej. Wielu biografów Kossak przedstawiało ją jako osobę perfekcyjną, niemalże świętą. Taka Kossak jest jednak płaska i nudna. Tymczasem to była osoba fascynująca. Człowiek z krwi i kości.

A jakie stanowisko wobec Zofii Kossak zajęli po wojnie Żydzi?
Ogłosili ją Sprawiedliwą wśród Narodów Świata. Instytut Yad Vashem stwierdził: „Nieważne, jaką ideologię wyznawała, nieważne, co mówiła i pisała, ważne jest to, co zrobiła”. Dyskusja o Zofii Kossak w Yad Vashem trwała bardzo krótko. Nie było żadnych wątpliwości.

Zdarzało się jednak, że jej postać była kłopotliwa. Na plakacie poświęconym Żegocie w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, fotografia i nazwisko Kossak zostały ukryte w głębi, za plecami członków prezydium organizacji.
Niestety, wielu badaczy ma tendencje do upraszczania rzeczywistości. Wszystko musi być czarno-białe. Według schematów. Dobrzy ludzie ratują, a źli zabijają. Przez wieIe lat mówiono, że Żegotę założyli demokraci, socjaliści, ludzie z lewicy. Do tej wizji Zofia Kossak z jej poglądami nie pasowała. W czasie próby poglądy polityczne nie miały jednak żadnego znaczenia.

Prof. Carla Tonini jest włoskim historykiem. Pracuje na Uniwersytecie w Bolonii. Specjalizuje się w historii Polski, a szczególnie w dziejach relacji pomiędzy Polakami a Żydami. Jest autorką wielu artykułów i książek. Między innymi „Operacja Madagaskar. Sprawa żydowska w Polsce 1918 – 1968” oraz – wydanej w Polsce przez Żydowski Instytut Historyczny – „Czas nienawiści i czas troski. Zofia Kossak-Szczucka antysemitka, która ratowała Żydów”.

 

Radek Molenda

Mistrzyni polskich żywiołów

„Jam jest Polska, Ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z której wzrosłeś. Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz…”

Słowa świadomie rugowanego w czasach powojennego komunizmu ze zbiorów polskiej literatury „Dekalogu Polaka” chwytają – jak Mazurek Dąbrowskiego – za serce. Stworzyła te polskie „kamienne tablice” w 1940 roku, kiedy naród mordowany przez niemieckiego okupanta walczył o swoje istnienie, Zofia z Kossaków Szczucka-Szatkowska. Przed wojną okrzyknięta najznakomitszą kontynuatorką Ignacego Kraszewskiego i Henryka Sienkiewicza, nie doczekała się po wojnie ani wdzięczności, ani zbiorowej pamięci. A przecież należała do „zakochanych w Polsce”.

KORZENIE 

Urodzonej w 1889 roku na Lubelszczyźnie, w Kośminie nad Wieprzem Zofii Kossak przyszło wychowywać się i odebrać domową edukację w środowisku, w którym żywe były tradycje patriotyczne. Noblesse oblige – pochodziła z nie byle jakiego rodu Kossaków. – Spojrzenie Zofii na przyszłość formowały obok rodzinnych dyskusji i prac monograficznych z zasobnej biblioteki ojca również obrazy batalistyczne dziadka Juliusza, a potem stryja Wojciecha. Zwierzenie pisarki, że „historię kocha atawistycznie, od dziecka” można zatem przyjąć za wypadkową zainteresowań osobistych, wpływu lektury i malarstwa oraz specyficznego klimatu szlachecko-ziemiańskiego rodzinnego gniazda. Atmosfera patriotyczna, zarysowana tak wyraziście w „Dziedzictwie”, zawierającym sagę rodu na tle losów narodu, musiała panować również w Kośminie nad Wieprzem – czytamy we wstępie do wydanego w 1936 roku zbioru opowiadań „Bursztyny”.

Dziadek i stryj dzieje ojczyste ukazywali Polakom poprzez obrazy, a Zofia, gdy dorosła, robiła to przez swoją beletrystykę. Sienkiewicz był dla niej „rodzajem objawienia”, któremu zawdzięczała umiłowanie historii, od Stefana Żeromskiego przejęła zaś wrażliwość społeczną. A że Bóg obdarzył ją do tego głęboką wiarą, jej życie i cała twórczość – jak to ujęła Amelia Szafrańska w książeczce „Kossak-Szatkowska” – były wypadkową żywiołów: historycznego, patriotycznego i religijnego. Żywiołów tak bliskich narodowi polskiemu.

POWIEŚĆ HISTORYCZNA 

Klimat szlachecko-ziemiańskiego rodzinnego gniazda ukazuje już „Pożoga” (1922) – pierwsze dzieło mieszkającej już wtedy od siedmiu lat na Wołyniu Zofii Kossak- Szczuckiej. Była to powieść wspomnieniowa, obrazująca losy ziemiaństwa polskiego na Wołyniu w czasie gorących dni rewolucji 1917-1919 w Rosji. Historycy literatury widzieli w „Pożodze” opis rodzinnej tragedii samej pisarki oraz przejmujący obraz rozłamu narodowościowego, jaki dokonał się na Wołyniu w wyniku okrutnej ekspansji bolszewickiej. Ale była to „jedynie” udana próba jej talentu. – Myślała i czuła poprzez historię, która dostarczała jej bogactwa wydarzeń mających wpływ na losy Narodu Polskiego – pisała o autorce Amelia Szafrańska. Gdy Sienkiewicz opisywał te wydarzenia „ku pokrzepieniu serc”, Zofia starała się czytelnika nie tylko zachwycić Polską jego przodków, lecz także wskazać mu drogę. Jaką?

Epikę historyczną Zofii Kossak zainaugurowała powieść „Beatum scelus” (Błogosławiona wina, 1924) opowiadająca o słynnej kradzieży obrazu Matki Bożej Gregoriańskiej z kaplicy papieskiej w Watykanie, dokonanej przez wojewodę mińskiego Mikołaja Sapiehę, co doprowadziło do głębokiego nawrócenia winowajcy i zaowocowało wieloma cudami w Kodniu, gdzie Sapieha założył sanktuarium maryjne. Autorka – jakby nie wierząc w intuicję czytelnika – tłumaczyła we wstępie, że świętokradztwo nie doprowadziło do zguby winowajcy, ponieważ „okazał i dobrą wolę, i skruchę, zaś miłosierdzie Boże dopełniło reszty”. Z pomocą Opatrzności można powstać z największego upadku – był to program pisarki dla Polaków, do którego często powracała, ukazując wielobarwną XVII-wieczną Rzeczpospolitą sarmacką.

Jej powieści, opowiadania i eseje – „Z miłości” (1926), „Złota wolność” (1928), „Suknia Dejaniry” (1948), „Bursztyny”, „Rok polski – obyczaj i wiara” (1955) – ukazują m.in., że przyczyny późniejszych nieszczęść Polski i całego świata wynikają z niepoddania się woli Boga i złych relacji między Polakami.

Motyw ten i wskazanie na Kościół jako ostoję ładu moralnego i państwowego odnajdziemy w największym w dziedzinie beletrystyki historycznej dziele Zofii Kossak – cyklu powieści o wojnach krzyżowych: „Krzyżowcy” (1935), „Król trędowatego” (1936) i „Bez oręża” (1937).

W wielu książkach, jak np. w „Grodzie nad jeziorem” (1938), pisarka budzi w czytelnikach zachwyt nad Polską poprzez opisy krajobrazów, strojów, budowli i zwyczajów prostego ludu oraz jego przywiązanie do ziemi. W „Bursztynach” ukazuje sylwetki wielkich Polaków – Mikołaja Reja, Jana Kochanowskiego, Piotra Skargi czy Tadeusza Kościuszki.

MAŁA OJCZYZNA 

Pisarka zakochana była w swojej „małej ojczyźnie” – Beskidzie Śląskim. Nazywała go krajem „najpiękniejszym na świecie, w który wrosnąć łatwo, a oderwać się trudno”. W Górkach Wielkich – „błogosławionym zakątku, gdzie przyroda jest uśmiechem Boga, a ludzie są naprawdę ludźmi” – napisała większość swoich książek.

Śląsk, jego kultura i obyczajowość, przeszłość i teraźniejszość, a nade wszystko ludzie, którzy bronili polskości tej ziemi, wypełniają karty wielu utworów pisarki, takich jak choćby „Wielcy i mali” (1927) – zbioru opowiadań o Ślązakach: zróżnicowanych pod wieloma względami, lecz jednomyślnych w swoim poczuciu więzi narodowej i zaangażowaniu na rzecz polskości Śląska. Podobnie w „Nieznanym kraju” (1932), gdzie pisarka stwierdza: „Polska bez Śląska – jako bez głowy”. A w jej zapisanych niecały rok przed śmiercią notatkach czytamy: „Przywiązałam się gorąco do tej ziemi. Zostałam i pozostanę jej dzieckiem adoptowanym. […] Tu przeżyłam nową młodość i nową miłość. Tu płynęły lata szczęścia małżeńskiego, narodziny dwojga dzieci, tu dzięki współpracy mojego męża rozwinęłam się jako pisarka”.

WIERZĘ, UFAM, MIŁUJĘ

Gdy wybuchła II wojna światowa, pisarka opuściła górecki majątek, przybyła do Warszawy, gdzie z miejsca zaangażowała się w ruch konspiracyjny oraz działalność charytatywną. Współredagowała m.in. pierwsze pismo podziemne „Polska żyje” i była członkiem Frontu Odrodzenia Polski (FOP), który wyznaczył sobie zadanie „odrodzenia moralnego Polski w myśl zasad katolicyzmu”.

Pod koniec września 1943 roku przypadkowo aresztowana, trafiła na siedem miesięcy do obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau. Wspomnienia obozowe spisała w książce „Z otchłani” (1946). I znowu pokazała Zofia Kossak swoją wyjątkowość. „W każdej chwili mojego życia wierzę, ufam, miłuję” – napisała nad swoją pryczą. „Gdyby przeżycie lagru było nad siły, to by Bóg tego nie żądał, bo On wie, na ile nas stać. A skoro żąda, to znaczy, że wytrzymać można […]. W lagrze bardziej niż gdziekolwiek winno być tak-tak, nie-nie. Bo my musimy nie tylko to zło przyjąć i znieść, ale je zwalczyć” – wspominała. W bloku, gdzie była funkcyjną, wyręczała nadmiernie osłabione współwięźniarki, dla chorych zdobywała żywność i leki, organizowała innym codzienną modlitwę, a nawet tajne odczyty i pogadanki o literaturze i historii Polski.

WOJENNA CEZURA 

W swojej przedwojennej publicystyce Zofia Kossak nie wyróżniała się niczym szczególnym, jeśli chodzi o relacje z żydowską społecznością Rzeczypospolitej. Ton jej tekstów nie odbiegał od dominującego wówczas powszechnie poglądu, że obca chrześcijańskiej Europie społeczność żydowska radzi sobie, zwłaszcza w kwestiach ekonomicznych, lepiej niż Polacy, sprowadzając na siebie narastającą ich niechęć. Kiedy jednak przyszła wojna i Zagłada, pisarka przeszła na pozycje walczące, domagając się ratowania Żydów i współtworząc Żegotę, Radę Pomocy Żydom.

Kropkę nad „i” postawił Instytut Yad Vashem, przyznając Zofii Kossak pośmiertnie w 1985 roku tytuł Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Zasłużyła sobie na to słynnym, opublikowanym w lipcu 1941 roku „Protestem” katolików polskich, piętnującym hitlerowskie zbrodnie na Polakach i Żydach oraz wzywającym polskie społeczeństwo do ich ratowania.

Kossak-Szatkowska jako pierwsza spośród intelektualistów katolickich w Europie pisała, że: „Protestu tego domaga się Bóg, który nie pozwolił zabijać. Każda istota zwąca się człowiekiem ma prawo do miłości bliźniego. Krew bezbronnych woła o pomstę do nieba…”. Była współzałożycielką przy Delegaturze Rządu Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty, który organizował Żydom m.in. ucieczki z getta, nowe dokumenty i schronienie w domach Polaków. Sama słynna Irena Sendlerowa wspominała w swej relacji dla Yad Vashem, że to właśnie Zofia Kossak-Szczucka zorganizowała w Warszawie pierwszą pomoc dla ludności żydowskiej w ramach organizacji SOS (Społeczna Organizacja Samoobrony).

Po wojnie twórczość Zofii Kossak bardzo szybko znalazła się na cenzurowanym. W sierpniu 1945 roku, ratując się przed aresztowaniem, zmuszona była z córką wyjechać do Anglii, gdzie razem z mężem utrzymywali się z pracy w gospodarstwie rolnym w Kornwalii. Gdy sytuacja zmieniła się na fali odwilży 1956 roku, od razu pojawiła się myśl, by wrócić. Jeszcze w Anglii pisała do bliskich: „Zawsze byliśmy tutaj niczym Twardowski na Księżycu […]. Rozczarowanie nam nie grozi. Dobry czy zły – mój kraj. Bardzo dręczyła mnie świadomość, że nasze bytowanie na Trossell nie jest w niczym służbą Polsce. Teraz będziemy służyć”. A w wywiadzie udzielonym „Wiadomościom” londyńskim przekonywała: „Wszystko jest dobre, co jest Polską”.

Nowej władzy naraziła się już na lotnisku, kiedy tłumnie witana przez delegacje państwowe, podziękowania zastąpiła „tysiącletnim polskim pozdrowieniem: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Zamieszkała z mężem w 1957 roku w Górkach Wielkich, w dawnym domku ogrodnika, ponieważ dwór spłonął w czasie wojny.

Dewiza życiowa – „tak-tak, nie-nie” – nie pozwoliła Zofii Kossak długo pozostawać obojętną na sprawy kraju. W marcu 1964 roku podpisała słynny, złożony premierowi Cyrankiewiczowi „List 34” w sprawie swobody wypowiedzi i zaostrzania się cenzury prasowej, co wzmogło na nowo niechęć do niej komunistycznych władz.

W czerwcu 1966 roku spróbowano – na fali blokowania przez władze uroczystości milenijnych i zatrzymania przez służby specjalne kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, który peregrynował po kraju – kojarzoną jednoznacznie z katolicyzmem Zofię Kossak „zneutralizować”, honorując ją literacka Nagrodą Państwową I stopnia. Pisarka wiedziała, że w tamtych czasach otwierało to jej progi wydawnictw, księgarń i bibliotek, jednak odmówiła, tłumacząc, że „rozdźwięk między lekceważeniem przez Władze Państwowe uczuć religijnych ludności a równoczesnym przyznawaniem przez te same Władze nagrody literackiej pisarce katolickiej jest tak wielkim, że daje się być omyłką, nieporozumieniem”.

Po tym akcie Zofia Kossak, choć nadal pisała, była już do końca swych dni przez władze ignorowana jako pisarka. Jej książki, raz już w latach 1951-53 zgodnie z tajną instrukcją komunistycznych władz wycofane z księgarń oraz bibliotek i przeznaczone na przemiał, znów trafiły na indeks. Fakt odmowy przyjęcia nagrody odbił się jednak szerokim echem w całej Polsce. Tekst jej pisma krążył w maszynowych odpisach po całym kraju. Egzemplarz ojcowie paulini umieścili w gablotce klasztoru na Jasnej Górze, a – jak informował pisarkę zaprzyjaźniony z nią bp Herbert Bednorz – gdy prymas Wyszyński odczytał list na spotkaniu biskupów, wywołał entuzjastyczne brawa.

W POCZUCIU SŁUŻBY 

Ten sam Prymas Tysiąclecia, kiedy Zofia Kossak zmarła 9 kwietnia 1968 roku, żegnał ją, zapomnianą: „Odeszła wielka pisarka, jedna z największych od czasów Henryka Sienkiewicza”. Pozostała wierna sobie, swoim bliskim i Polsce. U schyłku życia w jednym z listów podkreślała: „Pisanie jest moim zawodem otwierającym drogę do serc czytelników; w czasie wojny formą walki z nieprzyjacielem, w pracy fizycznej wytchnieniem; zawsze poczuciem wykonywania służby społecznej”. Czas, by dziś sobie o niej przypomnieć.

Wywiad z Anną Fenby Taylor (1951), mieszkającą w Wielkiej Brytanii wnuczką Zofii Kossak-Szatkowskiej 

Pamięta Pani atmosferę domu w Górkach Wielkich? 

Domek dziadków w Górkach był ciepły i miły. Po raz pierwszy byłam w nim w 1963 roku, kiedy nasi rodzice przywieźli nas – ośmioro wnucząt z Anglii i Szwajcarii – do babci i dziadzi na letnie wakacje. Przyjeżdżaliśmy tak długo, jak dziadkowie żyli.

Jaka to była babcia? 

Nie traktowała nas, jej wnuków, jak jednej gromady, ale znajdowała dla każdego z nas czas i podchodziła do każdego indywidualnie. Z babcią rozmawiało się jak z najlepszym przyjacielem. Nawet jeśli myślała, że gadamy głupstwa, nie dawała nam tego odczuć. Czuliśmy się przez babcię szanowani; może dlatego przy niej także staraliśmy się być grzeczni. Dom był zawsze pełen ludzi, ale nie stroniła od nikogo. Pozwalano nam być w towarzystwie dorosłych, przysłuchiwać się ich rozmowom, a i my bardzo lubiliśmy babci towarzystwo. Opowiadała interesująco.

O czym opowiadała?

Nam – bajki o tym, jak było w dawnych czasach. Ilekroć przyjeżdżaliśmy, dziadkowie zabierali nas na wyprawy. Robiliśmy wycieczki: na Równicę (szczyt wysokości 885 m w Beskidzie Śląskim – przyp. RM), do Wisły, do Brennej, ale i dalej. Kiedyś pojechaliśmy do Zakopanego, nad Morskie Oko. Innym razem pokazała nam Warszawę i Kraków. Dziś sądzę, że babcia próbowała nas „zarazić” Polską, sprawić, by ten kraj naszych przodków, gdzie są nasze korzenie, nie był nam obcy. Podróżowaliśmy na ogół kawalkadą kilku samochodów. Uwielbiałam zabierać się do samochodu dziadzi, marki warszawa, bo w podróży babcia zawsze snuła opowieści – przeważnie o średniowiecznych rycerzach.


A o czym rozmawiali dorośli? 

O wszystkim. To był absolutnie zwyczajny dom. Wiedziałam, że w wolnych chwilach coś tam babcia pisała, że mieliśmy przodków – słynnych malarzy, ale niespecjalnie się tym interesowałam. Nie pamiętam też, by – kiedy byłam dzieckiem – coś mi z prozy babci czytano. Wiedzieliśmy, że przeżyła KL Auschwitz- -Birkenau, bo nosiła na ramieniu bliznę po usuniętym numerze obozowym. W 1967 roku, gdy była zaproszona na obchody do Auschwitz, wzięła mnie z moim bratem Wojciechem ze sobą. Widzieliśmy, że to miejsce wiązało się dla babci z wielką emocją, ale nie obarczała nas – dzieci – opowiadaniem o tym.

Kiedy zaczęła się Pani interesować życiem i twórczością babci? 

W październiku 1995 roku pojechałam – jako reprezentant wnuków Zofii Kossak w Anglii – do instytutu Yad Vashem z okazji odsłonięcia tablicy babci jako Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Wtedy usłyszałam o Żegocie, o tym, że ratowała Żydów. Pamiętałam ją tylko jako babcię – osobę pełną miłości i wielkiego szacunku do wszystkiego, co Pan Bóg stworzył. Gdy wróciłam do Anglii, zaczęłam pytać o babcię rodziców. Chciałam się więcej o niej dowiedzieć. Poprosiłam o coś, co napisała, i dali mi maszynopis nieskończonych „Wspomnień z Kornwalii” – dziś już wydanych jako książka. Przeczytałam z wielkim wzruszeniem i z tym maszynopisem w ręku pojechałam zobaczyć miejsca, które opisywała. Wiele osób tam babcię i dziadzię dobrze wspominało. Tak się zaczęło. Rok później moja mieszkająca w Szwajcarii ciocia Anna Bugnon-Rosset, córka Zofii Kossak zorganizowała w Górkach Wielkich zjazd rodzinny. To już nie było miejsce, które pamiętałam sprzed niemal 20 lat. Wtedy postanowiliśmy założyć Fundację im. Zofii Kossak, której celem jest zabezpieczyć materialną jak i duchową spuściznę po Zofii i Zygmuncie Szatkowskich. I tak to trwa.

Bardzo dobrze mówi Pani po polsku. Dbali o to dziadkowie i rodzice? 

Wychowałam się w domu w Anglii, gdzie mówiono po polsku. W kontakcie z językiem pomagały przyjazdy do Polski, do dziadków. Dziś cała nasza ósemka potrafi porozumieć się po polsku. Na stałe wciąż mieszkam w Anglii, ale odkąd zaczęłam działać w Fundacji im. Zofii Kossak, w Górkach Wielkich, bywam tu często; wtedy m.in. oprowadzam wycieczki. Z szacunku dla tych, którzy odwiedzają to miejsce, trzeba mówić poprawnie. Poza tym bycie wnuczką Zofii Kossak, pisarki, zobowiązuje do używania języka polskiego na odpowiednim poziomie.

Dekalog Polaka 

 

-Jam jest Polska, Ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z której wzrosłeś. Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz.

1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.
2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.
3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.
4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.
5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.
6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.
7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.
8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.
9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.
10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.
Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością. Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.

 

GÓRKI WIELKIE DZIŚ

Obecnie w Górkach Wielkich znajduje się – pod jednym adresem (ul. Stary Dwór 2) – kompleks sprawnie współistniejących ze sobą i uzupełniających się placówek związanych z Zofią Kossak-Szatkowską:

Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej – filia Muzeum Śląska Cieszyńskiego (www.muzeumkossak.pl; tel.: 33/853 95 15), w domku ogrodnika, gdzie po wojnie mieszkali Zofia i Zygmunt Szatkowscy.

Fundacja im. Zofii Kossak (www.zofiakossak.pl; tel.: 33/851 03 51) założona przez dzieci i wnuki pisarki. W powojennych ruinach folwarku Kossaków fundacja stworzyła Centrum Kultury i Sztuki „Dwór Kossaków” oraz Schronisko Młodzieżowe „Koss”.

– W pełnym pamiątek po dziadkach Muzeum jest klimat taki, jakby opuścili ten domek wczoraj. Z kolei Centrum Fundacji to multimedialny dom kultury na miarę XXI wieku – miejsce nastawione na zainteresowanie dziadkami i ich spuścizną młodych ludzi poprzez nowoczesną formę przekazu: na ścianach monitory, słuchawki, wielkie fototapety. A to wszystko tworzy tło do różnych wydarzeń kulturalnych, które się tu odbywają. Mamy nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie – zachęca do odwiedzenia Górek Wielkich Anna Fenby Taylor, wnuczka pisarki.

Idziemy nr 29 (358), 15 lipca 2012 r.

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Antysemitka, która ratowała Żydów

  1. emka pisze:

    124 lata temu urodziła się Zofia Kossak-Szczucka – Sprawiedliwa wśród Narodów Świata

  2. emka pisze:

    Zofia Kossak-Szczucka – twórczyni „Żegoty”.

  3. emka pisze:

    Zofia Kossak. „Apelowała o ratowanie Żydów, narażała życie”
    ostatnia aktualizacja:
    02.04.2018 15:38

    Bogoojczyźniana matka-polka, autorka książek historycznych dla młodzieży, antysemitka – takie myślowe kalki przylgnęły do Zofii Kossak-Szczuckiej. Rzeczywiście napisała wiele książek i wypowiadała się niekiedy w sposób, który można uznać za antysemicki, ale była także współtwórczynią – wraz z Wandą Krahelską – Rady Pomocy Żydom Żegota. O jej działalności opowiadała w Polskim Radiu 24 Joanna Jurgała-Jureczka – autorka m.in. książki „Zofia Kossak. Opowieść biograficzna”.

    Mówiąc o Żegocie zwykle wspomina się o Irenie Sendlerowej, Władysławie Bartoszewskim, a zapomina o osobie, która dała temu przedsięwzięciu pierwszy impuls – Zofii Kossak.
    Jak podkreśliła Joanna Jurgała-Jureczka, Zosia Kossak założyła Żegotę narażając siebie i swoje dzieci. – Jej dzieci – Witold i Anna – wyprowadzały z getta Żydów, za co groziła natychmiastowa śmierć. Mimo to, Zofia Kossak robiła to. Organizowała dokumenty, pieniądze – wyliczała Jurgała-Jureczka.
    Jak podkreśliła, Zofia Kossak już w pierwszych latach okupacji wiedziała o sytuacjach, w których Polacy denuncjowali Żydów i piętnowała to w prasie podziemnej. […]
    DALEJ:
    https://www.polskieradio.pl/130/5788/Artykul/2082309,Zofia-Kossak-Apelowala-o-ratowanie-Zydow-narazala-zycie

  4. emka pisze:

    Literatura – forma walki z nieprzyjacielem

    9 kwietnia br. przypada 50. rocznica śmierci Zofii Kossak – najsłynniejszej polskiej powieściopisarki i publicystki, ur. 8 VIII 1890 w Kośminie (k. Dęblina), zm. 9 IV 1968 w Bielsku-Białej.

    Pochodząca z uzdolnionej artystycznie rodziny malarzy (Juliusz i Wojciech Kossak) i literatów (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Magdalena Samozwaniec) Zofia Kossak tak pisze o początkach swej twórczości: „Wszyscy w rodzinie jesteśmy mniej lub więcej obciążeni malarsko. Wielki talent mego dziadka [Juliusza], który przeszedł »en bloc« na mego stryja [Wojciecha], w trzecim pokoleniu rozprysnął się na sześcioro wnuków… Ja byłam również jednym z tych wysoce uzdolnionych dzieci, z zapałem myślałam o sztuce malarskiej mającej wypełnić mi życie i do 20 r. życia byłam przekonana, że będę wielką malarką… Wojna i moje zamążpójście, przede wszystkim wojna, przekreślająca na długi szereg lat wszelkie myśli o sztuce, oszczędziły mi zmartwienia złamania pędzli nad własnym wygasłym talentem. Dość jednak, że od 5 r. życia rysowałam i jednocześnie pisałam. Mój niestrudzony zapał rysowniczy zmuszał mnie do pisania »powieści«, które sama ilustrowałam. Celem był rysunek, nie tekst. Ten zwyczaj zachowałam przez całe dzieciństwo, dom nasz był zawalony tymi utworami, z których jednak po burzy bolszewickiej nie pozostał ani jeden okaz, ani jeden rysunek. Były tego całe tomy i tomy. Każde zdarzenie domowe, każde wrażenie było natychmiast przeze mnie zilustrowane i opisane…” (Z. Kossak, Listy). […]
    DALEJ:
    Artykuł opublikowany na stronie: https://naszdziennik.pl/mysl/196229,literatura-forma-walki-z-nieprzyjacielem.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.