Jan Lechoń: Matka Boska Częstochowska

 

Aleksander Rybczyński

Wigilia emigrantów

SONY DSC

Kazimierz Wierzyński i Jan Lechoń zapewne nie chodziliby na Wigilie dla samotnych do siedziby Kongresu Polonii Kanadyjskiej przy ulicy Beverly w Toronto. Otoczeni przyjaciółmi i wielbicielami, nie musieli doświadczać najbardziej brutalnego rodzaju samotności, nie tylko z dala od Ojczyzny, ale także z dala od bliskich, z dala od znajomych, z dala od życia, dzielonego wspólnie.

Zachowane w archiwalnych nagraniach rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa wigilijne felietony i życzenia Jana Lechonia, dają świadectwo dramatycznej tęsknoty, z którą wielcy polscy emigranci musieli sobie radzić.

 

Jan Lechoń – życzenia na Boże Narodzenie 

Jakiekolwiek odwiedziny Polski nie były możliwe. Nie mogli uciułać na bilet i wybrać się za ocean, by spędzić święta pod gwiazdą betlejemską młodości i niepodległości. Powrót mógł być tylko decyzją propagandową, ostateczną i nieodwracalną.

Owszem, mogli wrócić do Polski, kuszeni reżimową intrygą, zmierzającą do legitymizacji zniewolenia Polski pod sowieckim butem. Wielu pisarzy dało się omamić szatańskimi obietnicami twórczej swobody i pozycji na świeczniku kulturalnym prl. Wracali więc: Tuwim, Słonimski, Wańkowicz, Cat-Mackiewicz. Zapłacili wolnością, dewaluując równocześnie przelaną na wszystkich frontach II wojny światowej krew polskich żołnierzy, którzy zwyciężając w potyczkach i bitwach, oddając zdrowie i życie, zostali zdradzenie w ostatecznej batalii o wolną Polskę.

Lechoń, Wierzyński, Zygmunt Nowakowski i wielu innych przyzwoitych artystów wiedziało, że miejsce poetów jest z dala od komunistycznych wieżyczek strażniczych; tam, gdzie prawda: po stronie godności, honoru i niezłomnej postawy, nazywającej zdradę – zdradą, a zbrodnię – zbrodnią. Trwali więc na obczyźnie, na emigracji, a ich przesłanie dociera do nas po latach, w czasie rozwianych złudzeń, po tragicznym przebudzeniu ze snu o wolności i potędze, poprzez mgłę smoleńskiego lasu.

Dzięki internetowym ofertom antykwariuszy z całego świata miałem okazję wyszukać i zamówić sygnowany przez Kazimierza Wierzyńskiego tomik “Róża wiatrów”  z 1942 roku. Intrygującą perełką tej przesyłki miała być także kartka, z dedykacją Lechonia! W najśmielszych wyobrażeniach nie zgadłbym jednak, co naprawdę dostanę. Porywający tom Wierzyńskiego, dedykowany jest odręcznie Mieczysławowi Zagajskiemu, polskiemu milionerowi, Żydowi, który zdołał wyjechać z Polski przed zagładą II wojny światowej. Przed rokiem dotarł do Polski obraz, zamówiony przez Mieczysława u słynnego malarza Zygmunta Menkesa, przedstawiający portret ojca adresata dedykacji poetów, Herszla Zagajskiego – kieleckiego radnego i filantropa, posiadacza przedwojennych, świętokrzyskich wapienników. Jaką rolę pełnił Zagajski w życiu polskich poetów? Możemy przypuszczać, że był z jednym z wielu mecenasów, wspierających polskich poetów w Stanach Zjednoczonych.

Sygnowana “Róża wiatrów”, sama będąc białym krukiem, kryła jednak prawdziwy skarb: ręcznie wyklejoną kartkę świąteczną z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, z wydrukowanym na czerwonym papierze wierszem Lechonia “Matka Boska Częstochowska” i życzeniami wigilijnymi, podpisanymi przez autora wiersza. Dedykacja była zapewne przeznaczona dla Mieczysława Zagajskiego (nazwanego  “drogim Panem”), a kartka wydrukowana przez “Polish Women’s Relief Committee” nosi odręcznie przez Lechonia napisaną datę 24/XII 1942. Dokładnie siedemdziesiąt lat temu!

Wersja opublikowana na świątecznej kartce różni się od tych, dostępnych w internecie; różni się także od redakcji w antologii “Madonna Poetów”, wydanej przez “Oficynę Malarzy i Poetów” w 1966 roku. Nieco odmienna jest interpunkcja, a ostatni wers różni się od powszechnie znanego: “Tego dzwonka sygnaturki, co Cię wiecznie chwali”. Większość współczesnych publikacji “Matki Boskiej Częstochowskiej” Lechonia pozbawiona jest dwóch, ocenzurowanych wersów:

“Jeszcze zagra, zagra hejnał na Marjackiej wieży,
Będą słyszeć Lwów i Wilno krok naszych żołnierzy.”

Wiersz pisany był w trakcie II wojny światowej, po inwazji sowieckiej na Polskę, w wyniku której, zajęte zostały Lwów i Wilno. I w tym kontekście historycznym, trzeba odczytywać słowa Poety, bez wprowadzania “politycznie poprawnych” korekt do autorskiej wersji i kompozycji. Nikt nie ma prawa poprawiać wielkich poetów – to oni znali prawdziwą wartość słowa.

Może właśnie ta, zamieszczona poniżej wersja wiersza powinna zostać przez historyków literatury uznana za redakcję autorską Jana Lechonia? Tekst jest odręcznie podpisany przez poetę, a wiadomo, że poeci na ogół są bardzo czuli na wszelkie pomyłki w druki i często odręcznie dokonują autorskich korekt. Nie sądzę, by Lechoń był inny. W wierszu na Boże Narodzenia 1942 roku nie ma żadnej erraty.

MBC

 

Jan Lechoń

Matka Boska Częstochowska

Matka Boska Częstochowska ubrana perłami.
Cala w złocie i brylantach modli się za nami.
Aniołowie podtrzymują Jej ciężką koronę
I Jej szaty, co jak noc są gwiazdami znaczone.
Ona klęczy i swe lice, gdzie są rany krwawe,
Obracając, gdzie my wszyscy, patrzy na Warszawę.
O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
I w kościele i w sklepiku i w pysznej komnacie,
W ręku tego co umiera, nad kołyską dzieci
I przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego cudnemi oczami,
Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!
Daj żołnierzom, którzy idą, śpiewając w szeregu,
Chłód i deszcze na pustyni a ogień na śniegu,
Niechaj będą niewidzialni płynący w przestworzu
I do kraju niech dopłyną, którzy są na morzu.
Każdy ranny niechaj znajdzie opatrunek czysty
I od wszystkich zaginionych niechaj przyjdą listy.
I weź wszystkich, którzy cierpiąc patrząc w Twoją stronę
Matko Boska Częstochowska, pod Twoją obronę.
Niechaj druty się rozluźnią, niechaj mury pękną,
Ponad Polskę błogosławiąc, podnieś rękę piękną
I od Twego łez pełnego, Królowo, spojrzenia
Niech ostatnia kaźń się wstrzyma, otworzą więzienia.
Niech się znajdą ci, co z dala rozdzieleni giną,
Matko Boska Częstochowska, za Twoją przyczyną.
Nieraz potop nas zalewał, krew się rzeką lała
A wciąż klasztor w Częstochowie stoi jako skała.
I tyś była też mieczami pogańskiemi ranną
A wciąż świecisz ponad nami, Przenajświętsza Panno.
I wstajemy wciąż z popiołów, z pożarów co płoną,
I Ty wszystkich nas powrócisz na Ojczyzny łono.
Jeszcze zagra, zagra hejnał na Marjackiej wieży,
Będą słyszeć Lwów i Wilno krok naszych żołnierzy.
Podniesiemy to, co legło w wojennej kurzawie,
Zbudujemy Zamek, większy, piękniejszy w Warszawie.
I jak w złotych dniach dzieciństwa będziemy słuchali
Cichy dzwonek sygnaturki, co Cię wiecznie chwali.

(wersja, opublikowana na wigilijnej kartce świątecznej, sygnowanej przez Jana Lechonia w 1942 roku; zachowano oryginalną pisownię, wersyfikację oraz interpunkcję)

Czytam wiersz, patrzę na datę i nie mogę powstrzymać się od myśli, że kartka ta czekała równo siedemdziesiąt lat, bym mógł ją przeczytać i podzielić się jej przesłaniem z wszystkimi dla których wolność Polski, godność i prawda są wartością najwyższą.  Tak, jak dla wielkich polskich poetów emigracyjnych, którzy kolejne Wigilie spędzali w sprzeciwie wobec zdrady, z dala od Ojczyzny. Trwali na obczyźnie także po to, by dać świadectwo. W nadziei i wierze, że Matka Boska Częstochowska będzie miała nas i Polskę pod swoja opieką.

28.12.2012 http://marszpolonia.com/

zobacz też >Do Jana Lechonia 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Wiersze i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Jan Lechoń: Matka Boska Częstochowska

  1. Majka S. pisze:

    Dzięki Emko za przywołanie tego wspaniałego wiersza- właśnie dzisiaj…

  2. Jerzy pisze:

    Trudno być Polakiem i katolikiem w Polsce. Nagonka bolszewii robi swoje. Wariaci i dewianci atakują już nie tylko ludzi prawicy lecz też symbole religijne. Obcość zagościła w Naszym Domu – Polsce. Obcość grożna i ponura, nie mająca nic wspólnego z ukochaniem Jasnogórskiej Pani. Dla Niej Wielkiej Hetmanki biły serca patriotów i żołnierzy. Dla niej pleciono wianki i śpiewano najpiękniejsze pieśni majowych uroczystości. Polska czciła i czcić będzie Królową Niebios i Polski. Wszystko zło zostanie wymiecione z naszego kraju, a podłość, kłamstwo i zdrada ideałów narodowych potępione i ukarane.

  3. pola pisze:

    Do dzisiejszej „Gazety Polskiej ” Jarosław Rymkiewicz napisał:”Lechoń, którego wiersze z upływem czasu stają się coraz lepsze”, posiadał umiejętnośc takiego konstruowania wersu, który pozostaje na zawsze w pamięci czytającego. Wielki Lechoń i wielki Rymkiewicz. Poezje obu Panów ściskają za gardło i wyciskają z oczu łzy. Czynią, że otaczający nas paskudny świat pięknieje. Niech żyją wielcy Poeci! Jest ich jeszcze kilku w naszym kraju.

  4. Jan pisze:

    Zawsze aktualne!

  5. Niosłem krzyż
    a krzyż niósł mnie

  6. francopilot pisze:

    szczęśliwy Naród,który ma Poetów….

  7. smyk pisze:

    Niechaj grzmią dzwony
    Na to zło truchleje
    Dziś rodzą się ONI
    Którzy tworzyć będą dzieje
    O dumnej Polsce
    Wielkiej i silnej tej w
    Kwiecie jabłoni gałązce
    Europejskiej ale jakże innej
    Niech Drzewo Nasze trwa
    Ono znów rodzi plony – zobacz
    Jak wciąż Jej mało i mało
    POLSKO tobie świata korony !

  8. smyk pisze:

    Syn marnotrawny – nawrócenie

    Hulaj dusza piekła nie ma
    krzyknął Jasiu, gdy niedziela
    się skończyła, a rozpoczął poniedziałek.
    Już zapomniał o kazaniu
    Dusz Zbawieniu – Świętowaniu,
    nie zapomniał by zaszaleć na zabawie.

    Tańczył pił, swawolił palił
    mało karczmy nie rozwalił, aż
    przez okno skoczył zły bo dostał w gębę.
    Nocka ciemna, nocka głucha
    gdzieś na drzewie sowa huka,
    Jaś przez staw se skrócił – wpadł w przerębel.

    Zimna woda życia szkoda
    Jasiu tonie woła Boga,
    Boże ratuj Jezu Chryste ja umieram !
    Widzi ślepia jak przez mgłę
    myśli szatan wciąga mnie, a
    wołania człowiek tonie ! Jemu nie dociera.

    Mija dzień jeden drugi
    Jaś z letargu się wybudził z
    oczu jego łzy spłynęły ciurkiem…,
    poczuł dłoń ciepłą Matki
    ujrzał Ojca i Krzyż Pański,
    głos usłyszał Duszy – BOGU złóż laurkę !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.