Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł

17 grudnia 1970 roku. Przystanek Gdynia Stocznia, około godz. 6.00. Jest jeszcze ciemno. Pociągi podmiejskie dowożą tysiące ludzi spieszących się do pracy. Potężniejący z każdą chwilą tłum nie dostrzega czyhającego nań śmiertelnego zagrożenia. Nie wiemy do dziś, dlaczego żołnierze i milicjanci ustawieni byli tuż za przystankiem aż kilometr od stoczni?

NA STRONACH:
strona [1] Opis zbrodni
strona [2] Lista ofiar
strona [3] Recenzja filmu „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł”
strona [4] Czuję się jak za komuny – dwa wywiady: Joanny Lichockiej i Rafała Kotomskiego (video) z reż. Antonim Krauze o Grudniu’70 i o Tragedii Smoleńskiej
strona [5] Kim był Janek Wiśniewski. Historia Zbyszka Godlewskiego
strona [6] Stanisław Kociołek, krwawy kat Trójmiasta

zobacz >Pomnik Poległych Stoczniowców trwa ku przestrodze każdej władzy

Film Antoniego Krauzego „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł” 

 

zobacz: Film dokumentalny IPN „Czarny czwartek. Dlaczego?”

 

Piotr Brzeziński  [IPN Gdańsk]

Czarny Czwartek

Tuż przed Bożym Narodzeniem 1970 r. Biuro Polityczne KC PZPR zdecydowało się na wprowadzenie podwyżek cen żywności i opału. Ich skala sięgała od kilku do ponad dziewięćdziesięciu procent. Mięso i jego przetwory podrożały prawie o 18 proc., węgiel kamienny o 10 procent.

„Jedzenie zdrożało, a lokomotywy staniały” – mówili rozgoryczeni ludzie. „Szczodra” partia obniżyła bowiem ceny niektórych artykułów przemysłowych. Tych, których nikt nie kupował. Przeceniony o 1700 zł telewizor „Lazuryt” nie był produkowany od dwóch lat…

Tymczasem reżimowa prasa na pierwszych stronach pisała o obniżce cen pralek, radiomagnetofonów, płyt gramofonowych etc., o podwyżkach wspominając dopiero na stronach dalszych. Ludzie wpadli w rozpacz.

14 grudnia 1970 r. na ulice wyszli pracownicy Stoczni Gdańskiej. Wieczorem doszło do starć z milicją. Nazajutrz demonstranci spalili gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Gdańszczanie nazywali go odtąd „Reichstagiem”. Byli pierwsi zabici, demolowano sklepy. 16 grudnia wojsko i milicja ostrzelały bezbronnych robotników przed stoczniową bramą nr 2.
W przeciwieństwie do Gdańska protest gdynian miał charakter pokojowy. 15 grudnia pracownicy Stoczni im. Komuny Paryskiej w zwartym pochodzie udali się przed Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Tam wybrali delegatów i zawarli porozumienie z przewodniczącym prezydium Janem Mariańskim. Władze miejskie uznały legalność strajku. Niestety, już najbliższej nocy milicjanci napadli na członków komitetu strajkowego. Brutalnie ich pobili, skuli i wywieźli do więzienia w Wejherowie. Przywódców gdyńskiego strajku potraktowano jak pospolitych bandytów. Wieczorem 16 grudnia wicepremier Stanisław Kociołek wezwał wszystkich robotników, aby wrócili do pracy. Na swoje nieszczęście – posłuchali.

Szli do pracy

17 grudnia 1970 roku. Przystanek Gdynia Stocznia, około godz. 6.00. Pociągi podmiejskie co kilka minut dowożą ludzi spieszących się do pracy. Są ich tysiące, gdyż z powodu remontu trakcji elektrycznej muszą przesiadać się tutaj wszyscy pasażerowie Szybkiej Kolei Miejskiej, także ci jadący do Gdańska i Wejherowa. Jest jeszcze ciemno i potężniejący z każdą chwilą tłum ludzi nie dostrzega czyhającego nań śmiertelnego zagrożenia. Na nic zdały się ogłaszane przez głośniki komunikaty o zamknięciu stoczni. Zresztą, nie wszyscy je słyszeli. Do dziś nie wiemy, dlaczego – skoro chodziło o blokadę stoczni – żołnierze i milicjanci ustawieni byli tuż za przystankiem aż kilometr od stoczni? Czy planujący tę operację dowódcy nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa? Wątpliwe.

„Padła komenda ostrzegawcza dowódców: ‚Nie zbliżać się, bo wojsko będzie strzelać!'” – wspominał uczestniczący w pacyfikacji gdyńskich robotników płk Eugeniusz Stefaniak. „Nadal bez skutku. Wówczas padł wystrzał armatni z czołgu – aby postraszyć. Efekt huku, błysku i świstu był piorunujący. Pocisk poszybował na przeciwległe wzgórza. Na 30, 40 sekund gromada ludzka zastygła w bezruchu. Po chwili rozległy się głośne wołania: „Chłopaki, oni strzelają ze ślepaków, chodźmy, pokażemy tym gnojkom!”. Tłum nieśmiało ruszył”. Niektórzy chwycili za kamienienie, inni obrzucali żołnierzy wyzwiskami. Ci – zgodnie z rozkazem oficerów – zaczęli strzelać. Serie z automatów zebrały krwawe żniwo. Sytuacja ta powtórzyła się jeszcze raz około godz. 9.00. W rejonie przystanku Gdynia Stocznia zginęło – według oficjalnych danych – trzynaście osób. Szli tylko do pracy…

Nad miastem krążyły helikoptery. Zrzucano petardy i gazy łzawiące. Świadkowie wydarzeń – Janusz Ćwikliński i Halina Młyńczak – widzieli, jak strzelano z helikopterów całymi seriami. Cudem udało im się przeżyć. Jerzy Fic wspomina natomiast snajperów strzelających z bloków. Czy tak powstrzymuje się pokojowe, uliczne demonstracje?

Zamieszki na ulicach Gdyni: Urząd Miasta, ulica Władysława IV, węzeł Cegielskiej

Przemoc rodzi przemoc. W okolicy przystanku Wzgórze Nowotki (obecnie Wzgórze św. Maksymiliana) uzbrojeni w kamienie manifestanci wdali się w regularną walkę z milicją. Zginęły kolejne cztery osoby. Osiemnasta ofiara gdyńskiego Grudnia padła na placu Kaszubskim.

Do wieczora milicjanci urządzali łapanki. Sprawdzali ręce przechodniów. Ci, którzy mieli zabrudzone dłonie, byli aresztowani jako podejrzani o udział w starciach. Milicjanci zapędzali aresztantów do Prezydium MRN. Tam okrutnie bili ich i poddawali bolesnym torturom, takim jak obcinanie włosów nożem. Brutalności milicji nie sposób logicznie wytłumaczyć. Przecież do 17 grudnia gdyńscy manifestanci nie wybili w mieście ani jednej szyby.

Tylko trzech, spośród 18 zabitych, przekroczyło trzydziestkę. Większość ofiar „czarnego czwartku” to młodzi chłopcy, w wieku od 15 do 20 lat. Aż 37 – spośród 75 postrzelonych tego dnia osób – miało poniżej 20 lat. Wśród zabitych było 11 robotników, 6 uczniów i 1 student. Ich krwawą ofiarę opiewa „Ballada o Janku Wiśniewskim”.

Zacieranie śladów

Nazajutrz po gdyńskiej masakrze Stanisław Kociołek wezwał do usunięcia z pracy młodych, samotnych robotników pochodzących spoza Wybrzeża. Jego zdaniem, stanowili oni „element niczym niezwiązany” z Trójmiastem. „Trzeba wypłacić im to, co się należy, wręczyć zwolnienie, pozbawić ich tym samym prawa zamieszkania w hotelach” – instruował gdyńskich współtowarzyszy Kociołek. A jeszcze dwa dni wcześniej wzywał tych samych ludzi, aby szli do pracy. Wprost pod karabinowe lufy…

Można przypuszczać, że wicepremierowi chodziło nie tylko o pozbycie się z Trójmiasta buntowników, lecz również naocznych świadków masakry. Jednych zwalniano z pracy, innych powoływano do wojska. Znamienne, że oficjalną listę zabitych opublikowano dopiero 18 stycznia 1971 roku. Do tego czasu nie było więc wiadomo, czy ktoś został zabity czy zwyczajnie wyjechał. Możliwe, że władzom właśnie o to chodziło.

Poza Wybrzeżem ludzie niewiele wiedzieli o przebiegu grudniowej rewolty. Stała się ona tematem tabu. Cenzura nie pozwoliła na przedruk w prasie centralnej artykułu „Głosu Wybrzeża” pt. „Obraz Wydarzeń. Gdańsk – Gdynia – Elbląg”, mimo że był on tendencyjny i pełny niedomówień. Wielu Polaków poznało jego treść dopiero za pośrednictwem Radia Wolna Europa. Zapewne gdańska cenzura puściła tekst, bo w miejscu zamieszkanym przez tysiące naocznych świadków masakry nie można było zupełnie przemilczeć.

Pogrzeby grudniowych ofiar odbywały się nocą w asyście funkcjonariuszy SB. Odprawiali je wytypowani przez bezpiekę kapłani. Nawet epitafia poddane zostały cenzurze. Pamięć o masakrze miała zostać wymazana.

Przez lata przypominał o niej jednak gdyński proboszcz ks. Hilary Jastak. W liście do Prymasa Stefana Wyszyńskiego, jako jeden z pierwszych, dał świadectwo gdyńskiej Apokalipsy. Odprawiane przez niego Msze Święte żałobne i wygłaszane w ich trakcie odważne kazania były solą w oku miejscowej bezpiece. W 1980 r. władze komunistyczne nie pozwoliły mu nawet uczestniczyć w odsłonięciu pomnika Ofiar Grudnia 1970 r., wzniesionego dzięki determinacji działaczy „Solidarności” i ofiarnej pracy stoczniowców z SKP nieopodal przystanku Gdynia Stocznia. Komuniści ocenzurowali też napisy na pomniku, zezwalając na lakoniczne słowa: „17 grudnia 1970 r.”.

Urzędnicy z Wydziału Kultury KC PZPR wstrzymali realizację kręconego przez Wytwórnię Filmów Oświatowych w Łodzi filmu dokumentalnego o Grudniu ´70. Jego pomysłodawcami byli Anna Walentynowicz i Szymon Pawlicki. Scenariusz dokumentu był jednak – według partyjnych decydentów – „za ogólny” i stwarzał „możliwości dowolnego wprowadzenia treści politycznych”. Władza bała się prawdy o Grudniu. Niedokończony film zaginął bez śladu po wprowadzeniu stanu wojennego…

W 1970 r. krwią polskich robotników spłynęły nie tylko ulice Gdańska i Gdyni, lecz także Szczecina i Elbląga. W pacyfikacji Wybrzeża udział wzięło 27 tys. żołnierzy, 9 tys. milicjantów, esbeków i zomowców. Grudzień ´70 stał się kolejnym w tragicznym szeregu „polskich miesięcy”. Niestety – nie ostatnim.

[naszdziennik.pl, 10/11.12.2011]

 

„Zbrodnia bez kary. Grudzień 1970 w Gdyni”

Najnowszą próbą spojrzenia na grudniową tragedię jest książka „Zbrodnia bez kary. Grudzień 1970 w Gdyni” autorstwa trojga młodych historyków z gdańskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej: Piotra Brzezińskiego, Roberta Chrzanowskiego, Anny Nadarzyńskiej-Piszczewiat. Album zawiera informacje na temat życia w mieście w latach 60., przebiegu gdyńskiego Grudnia, represji, które spadły na jego uczestników, a także wieloletniej, zwycięskiej walki gdynian o godne upamiętnienie ofiar „czarnego czwartku”. Książka przybliża także problem systematycznego zakłamywania pamięci o Grudniu ´70 przez władze komunistyczne oraz historię śledztwa i procesu osób odpowiedzialnych za tę zbrodnię.

DALEJ
strona [2] Lista ofiar
strona [3] Recenzja filmu „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł”
strona [4] Czuję się jak za komuny – dwa wywiady: Joanny Lichockiej i Rafała Kotomskiego (video) z reż. Antonim Krauze o Grudniu’70 i o Tragedii Smoleńskiej
strona [5] Kim był Janek Wiśniewski. Historia Zbyszka Godlewskiego
strona [6] Stanisław Kociołek, krwawy kat Trójmiasta

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Historia, III RP, Lata PRL, Recenzje, Teatr TV, film, Wspomnienia, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł

  1. yuhma pisze:

    Słuchowisko „Grona gniewu” o Grudniu ’70 w Szczecinie pióra znanego także z naszych łamów Lecha Galickiego. Warto posłuchać!

  2. Majka S. pisze:

    A mocodawcy morderców Zbyszka mają się świetnie do dziś. Ich obecność na salonach to kolejny policzek dla wielu rodzin takich jak państwo Godlewscy. Gdzie ta nowa Polska, za którą”Janek Wiśniewski padł”?

  3. Ala pisze:

    Ogladalam wczoraj (w sobote) w parafii sw.Ferdynanda w Chicago.
    Poruszajacy film …. polecam.
    Troche jestem zawiedziona …. frekwencja. Zreszta organizatorzy tez byli zawiedzeni.
    Szkoda, ze tak malo osob przyszlo. Moze z powodu, ze slabo byl ten film naglasniany w Chicago.
    Bo praktycznie oprocz programu „Otwarty Mikrofon” – nikt wiecej tego filmu nie reklamowal 🙁

  4. emka pisze:

    „Krwawy Kociołek to kat Trójmiasta” wypiera się winy za masakrę robotników Wybrzeża.
    B. wicepremier PRL Stanisław Kociołek – jeden z trzech oskarżonych o „sprawstwo kierownicze” masakry robotników Wybrzeża w grudniu 1970 r. – zaprzecza stawianym mu zarzutom. W piątek przed Sądem Okręgowym w Warszawie wygłosił ostatnie słowo w procesie.
    79-letni Kociołek powtórzył po raz kolejny, że jego telewizyjno-radiowy apel z 16 grudnia 1970 r., aby strajkujący wrócili do pracy, nie miał związku z masakrą następnego ranka w Gdyni stoczniowców zdążających do pracy. Na przystanku kolejki zginęło wtedy 13 osób; było wielu rannych.

    wiecej >http://wpolityce.pl/wydarzenia/49698

  5. Majka S. pisze:

    Pewnie jak wszyscy odpowiedzialni za grudzień 70 i 81 nie poniesie żadnej kary. Sądzą go po 23 latach od tej tzw. transformacji ustrojowej, gdy wielu świadków już nie żyje. GW niebawem napisze o prześladowaniu „biednych, starych”ludzi.

  6. emka pisze:

    Matka Zbyszka Godlewskiego: „Nie na taki wyrok czekaliśmy! Decyzja sądu o uniewinnieniu i wyrokach w zawieszeniu zwaliła nas z nóg”
    Wyrok, jaki usłyszeliśmy, zupełnie nas zwalił z nóg, to nie do pomyślenia, myśleliśmy, że zapadną surowe kary, a tymczasem to żadne wyroki. Myślałam, że pójdziemy dziś na grób Zbyszka i powiemy mu, jaka kara dosięgła sprawców, a tymczasem to żadne kary – powiedziała 87-letnia Izabela Godlewska, matka elblążanina Zbyszka Godlewskiego, który został zastrzelony 17 grudnia 1970 roku w Gdyni.
    Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił b. premiera PRL Stanisława Kociołka a dowódców wojska pacyfikujący protesty robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. skazał na kary 2 lat więzienia w zawieszeniu na 4 lata nie za zabójstwo, a za śmiertelne pobicie.
    więcej >http://wpolityce.pl/wydarzenia/51806

  7. Majka S. pisze:

    Kolejny wyrok,który odbiera nadzieję, że istnieje ziemska sprawiedliwość. Mordercy znowu uszli cało. Jaruzelski został wyłączony z procesu ze względu na stan zdrowia. Czy to nie dziwne, że człowiek, który jest zbyt schorowany, aby stanąć przed sądem, w tym samym czasie udziela się publicznie, aby wesprzeć swoich dawnych, czerwonych kompanów?

    • marat pisze:

      @MajkaS. To wcale nie jest dziwne.Jest takie proste powiedzenie:Kruk krukowi oka nie wykole. Jest jeszcze inne bardziej trafne określenie,ale nie będę go przytaczał,bo nie wypada.

  8. emka pisze:

    Będzie kara za masakrę?

    W poniedziałek sąd zdecyduje, czy proces w sprawie masakry robotników Wybrzeża w 1970 r. ruszy od nowa.

    NSZZ „Solidarność” chce skazania byłego komunistycznego wicepremiera Stanisława Kociołka, a prokuratura wnosi o powtórzenie procesu. Sąd Apelacyjny w Warszawie wyda wyrok za tydzień.

    – Wnioskowałem o to, żeby w tej sprawie wydać wyrok. Proces toczy się od 1995 roku. Zwrócenie tego do ponownego rozpatrzenia oznacza faktycznie umorzenie tego postępowania. Teraz należy to rozstrzygnąć, żeby chociaż prawomocnie określić okoliczności tego przestępstwa – podkreśla mec. Piotr Łukasz Andrzejewski, reprezentant NSZZ „Solidarność”.

    Na wątpliwość zakończenia ponownego procesu zwraca uwagę obrońca jednego z wojskowych. – Z powodów biologicznych więcej procesów o wydarzenia z grudnia 1970 r. nie będzie. Sąd musi zdawać sobie z tego sprawę – stwierdził mec. Wiesław Ociepka, adwokat płk. Mirosława W.

    Prokurator IPN Bogdan Szegda w rozmowie z dziennikarzami przyznaje, że zdaje sobie sprawę, iż oskarżeni, Kociołek i dwóch wojskowych, są już w podeszłym wieku, a ponowny proces nie będzie krótki, ale zaznacza, że on jako prokurator musi walczyć o właściwą ocenę dowodów. – Prokuratura musi walczyć o to, żeby odpowiedzialność karna została ustalona – tłumaczy. Dodaje, że w ubiegłorocznym wyroku sądu okręgowego miała miejsce „dowolność w ocenie materiału dowodowego”. – Jako autor aktu oskarżenia w tej sprawie nie rozumiem, jak sąd I instancji mógł wydać wyrok, nie dokonując oceny tak wielu dowodów i nie dokonując pełnej rekonstrukcji wydarzeń na Wybrzeżu z grudnia 1970 roku. To przykre, że dla sądu I instancji głównym źródłem ustaleń był tzw. raport Władysława Kruczka – brata oskarżonego w tym procesie gen. Stanisława Kruczka – mówił w sądzie prok. Szegda.

    To była zbrodnia, a nie bójka

    Uchylenia wyroku uniewinniającego Kociołka i ponownego procesu chce również pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych mec. Maciej Bednarkiewicz.

    – Jeśli sąd I instancji uznał, że użycie broni na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. było bezprawne i nie znajduje na to żadnego uzasadnienia, i nie wyciąga z tego dalszych wniosków, to ten proces powinno się zacząć od początku i zbadać, czy całe te zdarzenia miały charakter prowokacji, której celem była zmiana władz w 1970 r., i udział wszystkich oskarżonych musi tu być jasno określony. Bo jeśli wszystko było sprowokowane, to elementem tej prowokacji jest wystąpienie oskarżonego Kociołka – wskazywał w sądzie.

    Mecenas Andrzejewski wnioskował podczas rozprawy o inną kwalifikację czynu popełnionego przez Kociołka i byłych wojskowych, nie jako „udział w śmiertelnym pobiciu”, tylko zbrodnię komunistyczną.

    – Sąd uznał, że to jest udział w bójce, nie było takiego przestępstwa w historii wdania się w bójkę takimi siłami – zauważył adwokat, przypominając, że komunistyczna władza skierowała na robotników Wybrzeża ogromne siły, m.in. ponad 300 czołgów, ponad 200 transporterów, lotnictwo, dziesiątki tysięcy żołnierzy itp.

    Andrzejewski podniósł też na rozprawie kwestię uniemożliwienia mu przez sąd okręgowy normalnej aktywności procesowej, m.in. zadawania pytań. Jeszcze w 2010 r. mecenas złożył wniosek o uznanie czynów oskarżonych jako przestępstwa popełnionego „przez grupę przestępczą złożoną z funkcjonariuszy władzy partyjnej i rządowej” i „stworzenia zagrożenia dla życia i mienia w znacznych rozmiarach”.

    Podczas grudniowych demonstracji w 1970 r., według oficjalnych danych, na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga od strzałów milicji i wojska zginęło 45 osób, a 1165 zostało rannych. Proces zakończył się po 18 latach od wniesienia aktu oskarżenia. W zeszłym roku Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił Kociołka, a płk. Mirosława W., byłego dowódcę batalionu blokującego bramę Stoczni Gdańskiej, i płk. Bolesława F., byłego zastępcę ds. politycznych dowódcy 32. Pułku Zmechanizowanego blokującego przystanek kolejki pod stocznią w Gdyni, skazał na krótkie i mało dotkliwe kary dwóch lat więzienia w zawieszeniu.

    W ocenie prokuratora, dwaj dowódcy wojskowi nie zrobili nic, aby przedsięwziąć środki właściwe do zagrożenia. – Demonstranci domagali się tylko rozmów z władzami. Gdyby taką informację przekazano wtedy Władysławowi Gomułce, to można byłoby zakładać, że nie doszłoby do użycia broni. A informacje przekazywał mu wicepremier Kociołek – podsumował prokurator Szegda.

    Zenon Baranowski
    http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/83131,bedzie-kara-za-masakre.html

  9. emka pisze:

    Ofiary Stanisława Kociołka – Krwawego Kata Wybrzeża

  10. emka pisze:

    Krzysztof Wyszkowski: Prezydent RP staje wobec Grudnia’70 i mówi prawdę. To budzi radość i nadzieję. Padły historycznie ważne słowa. WYWIAD:
    http://wpolityce.pl/polityka/275412-wyszkowski-prezydent-rp-staje-wobec-grudnia70-i-mowi-prawde-to-budzi-radosc-i-nadzieje-padly-historycznie-wazne-slowa-nasz-wywiad

  11. emka pisze:

    Andrzej Gwiazda: Prezydent miał prawo i obowiązek powiedzieć prawdę o Grudniu’70 i braku rozliczeń. „Jestem dumny, że na niego głosowałem”. WYWIAD:
    http://wpolityce.pl/polityka/275382-andrzej-gwiazda-prezydent-mial-prawo-i-obowiazek-powiedziec-prawde-o-grudniu70-i-braku-rozliczen-jestem-dumny-ze-na-niego-glosowalem-nasz-wywiad

  12. emka pisze:

    „Kary nie będzie dla przeciętnych drani,
    A lud ofiary złoży nadaremnie.
    Morderców będą grzebać z honorami,
    Na bruku ulic nędza się wylęgnie.

    Pomimo wszystko świat trwać będzie nadal –
    W Słońce i Kłamstwo wierzą ludzie prości.
    Niedostrzegalna szerzy się zagłada,
    A wszystkie ręce lśnią aż od czystości.”

    Jacek Kaczmarski „Wróżba”
    https://www.youtube.com/watch?v=tVUVh_BMt9Y

  13. emka pisze:

    Tu do obejrzenia cały film „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.