Kto zakazał „Odkryć prawdę”?

Do dziś telewizja publiczna nie wyemitowała filmu „Odkryć prawdę”.
Pisaliśmy w tej sprawie, interweniowaliśmy u prezesa Andrzeja Urbańskiego. Pozostało to bez odpowiedzi. Dlaczego ten film stał się „półkownikiem”?  – z reżyser Aliną Czerniakowską rozmawia Maria Adamus.

 

Film „Odkryć prawdę” z recenzją prof. Pawła Wieczorkiewicza >strona [2]

***

Wywiad z autorką ze 2 stycznia 2008 roku

Film przygotowałam w związku z mającym się odbyć głosowaniem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie lustracji. To był dla mnie bezpośredni pretekst, a jednocześnie bodziec do zrealizowania tego filmu. Od dawna myślałam, aby opowiedzieć o najważniejszych procesach, które zadecydowały o obecnej kondycji narodu polskiego. Po prostu – opowiedzieć, co się w Polsce stało i za czyim przyzwoleniem, przez 18 lat wolnej Polski ukrywano i fałszowano prawdę.

A przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: czy Polsce i Polakom dzisiaj potrzebna jest prawda – ta wielka narodowa i ta nasza prywatna? Po to, by mieć ufność i nadzieję.

Widziałam ten film na DVD. Źle się stało, że nie został pokazany społeczeństwu polskiemu przed wyborami, na pewno dużo spraw by wyjaśnił.

W krótkim, 45-minutowym filmie trudno jest opowiedzieć o wszystkim. Zresztą nie o to chodzi. Wystarczy, że budzi pewne dawno uśpione myśli, że czasami to denerwuje i wtedy rodzi się bunt, bo przecież nikt nie lubi być cynicznie okłamywanym, wyśmiewanym, okradanym. O naszej rzeczywistości mówią znakomici interlokutorzy: premier Jan Olszewski, absolutnie wyjątkowy historyk Leszek Żebrowski, dr Piotr Gontarczyk – przenikliwy znawca archiwów IPN i zachodzących procesów. Drugą warstwę filmu tworzyły materiały archiwalne, zdjęcia, dokumenty, wypowiedzi prasowe, odpowiednio dobrane i ułożone w całość filmową. Robiłam wszystko, aby doprowadzić do emisji tego dokumentu. Nie udało się.

Napotkała Pani problemy u osób odpowiedzialnych za emisję w TVP?

Złożyłem trzy pisma do prezesa Andrzeja Urbańskiego z opisem i płytami DVD z filmem oraz pisma do dyrektor TVP1 Małgorzaty Raczyńskiej, do dyrektora Szczepana Żaryna, do kierownik Anity Gargas, kierownik Barbary Pawłowskiej. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Jedynie p. Jadwiga Nowakowska, zastępca kierownika Redakcji Dokumentu w TVP 1  odpowiedziała mi z uznaniem o tym, jak duże wrażenie zrobił na niej ten film. Pani Anita Gargas filmu nie zaakceptowała.

To chyba dziwne, zważywszy, że ten film jest wyjaśnieniem tego, o co premier Jarosław Kaczyński i cały obóz niepodległościowy walczyli po „okrągłym stole”. O lustrację, odfałszowanie dziejów najnowszych. Po prostu o prawdę.

Chcę podkreślić, że moje filmy nie są związane z jakąkolwiek partią, ugrupowaniem – po prostu przedstawiają właśnie prawdę. I być może to tak boli decydentów TVP, niezależnie od ich barw politycznych. Staram się opowiadać o ludziach i sprawach zapomnianych, skrywanych, zafałszowanych. Staram się robić to tak, aby mnie i każdego widza poruszany przeze mnie problem nie pozostawał obojętnym, aby zapadał w pamięci, wzruszał i uczył. Podobno udaje mi się to. Spotyka mnie dużo radości i uznania po pokazach moich filmów w miejscach kraju i za granicą. Często podchodzą młodzi ludzie, dziękując za lekcję historii wyraźnie poruszeni, a o to najtrudniej.

Zadała Pani pytanie o brak emisji moich filmów w TVP mimo wielu listów i próśb do władz telewizji. Rzecz w tym, że tak naprawdę nikomu nie zależało na tym, aby takie filmy pokazywać. Zabrakło mądrej, solidnej dokumentacji filmowej, procesów zdarzeń historycznych, które ukształtowały kłamliwy sposób myślenia kolejnych pokoleń Polaków. Należałoby punkt po punkcie wszystko wyjaśniać. I nie za pomocą gadających głów, ale dobrych filmów dokumentalnych. Zawsze z uwagą i satysfakcją słuchałam premiera Jarosława Kaczyńskiego. Po raz pierwszy mówił do mnie przywódca-premier polskiego rządu, którego rozumiałam i wiedziałam, jaki jest sens jego działania. Ale nie dla wszystkich było to takie oczywiste, dlatego należało wiele wyjaśnić, wręcz pokazywać palcem i na pozytywnych wzorcach, ludziach dzielnych i mądrych budować obraz Polski, który trzeba przywrócić.

Przygotowując filmy o takich ludziach jak generał Fieldorf, Stanisław Sojczyński, Wojciech Ziembiński, Jan Leonowicz, Zbigniew Wolak, Stefan Korboński, Józef Garliński, „żołnierze wyklęci” czy wreszcie Paderewski, Piłsudski – wiele się uczyłam, mimo że miałam dobre podstawy z domu. Inni takiej wiedzy nie mieli znikąd – ani z domu, ani ze szkoły, ani ze środków przekazu. Dlatego tak ważną rolę miała i ma tu do spełnienia telewizja publiczna. Zresztą taką ma powinność, taką misję. Wszyscy o tym wiedzą, mówią, ale na tym się kończy. Znikają kolejne pasma emisji filmów dokumentalnych albo przenoszone są na późne godziny nocne lub bardzo wczesne, czyli te najmniej oglądane. Dokument, który w BBC jest elitą, u nas został zignorowany lub przekazany do dyspozycji ludziom, którzy w ogóle się taką tematyką nie interesują.

Z tego wynika, że w dalszym ciągu w TVP pracuje stara ekipa, która nie ma zamiaru nic naprawić, zmienić.

W TVP pracują i decydują ludzie, którzy wszystko robili w odwrotnym kierunku, jakby w ogóle nie chcieli zrozumieć, że czasy się zmieniły. Tych, którzy mogliby być pomocni w uporządkowaniu spraw w Polsce, w ogóle nie dopuszczono. Ja w tym roku nie miałam żadnej emisji w programie 2 (TVP2), dla którego to programu zrobiłam ok. 30 filmów dokumentalnych. Nowa dyrekcja, która przyszła po Ninie Terentiew, uznała, że taka twórczość jest niepotrzebna. W programie TVP1 – jedyny raz wyemitowany został film „Humer i inni” o godz. 1.30 w nocy. A więc są te same problemy z pokazywaniem prawdy, co za rządów SLD czy UW.

Ten film powinni zobaczyć młodzi ludzie, tym bardziej że był bardzo dobrze oceniany.

Tak to film bardzo wartościowy. Często się dzieje, że ktoś z zarządzających z kierowników redakcji ułożył sobie misterny plan działania, który wynika z przypadkowości, jednym słowem z nijakości, małości ludzkiej. Często są to ludzie pełniący funkcje w różnych społecznych organizacjach gremiach dziennikarskich. To jest po prostu spadek komunizmu. Kolejne tak wychowywane pokolenie. Nie rozumiem, na jakich zasadach premier Kaczyński dobierał sobie ludzi do swojej ważnej i wielkiej misji. Często były to takie pomyłki, delikatnie mówiąc, że aż chciało się wierzyć, że w tym szaleństwie jest metoda. Znów zapomniano o tych najwierniejszych. O tych, którzy od lat niezależnie od zmieniających się rządów po 1989 r. podążali drogą w zgodzie z sumieniem i prawdą. Zabrakło również młodych wrażliwych naprawdę, wychowanych w polskich patriotycznych domach. Nie mieli nikogo znajomego w partyjnych władzach, zostali na boku. Kto na tym stracił? Jedni i drudzy, a najbardziej przyszłość Polski.

PiS, premier Kaczyński nie miał przychylnych sobie środków przekazu, żadnej telewizji.

To się bierze z tego, o czym wcześniej mówiłam. Nieodpowiednie obsadzanie stanowisk kierowniczych. Nie wiem, jaki tu klucz przyświecał: kompetencji ? nie, wierności i lojalności też nie.

O Pani też zapomniano?

– Nie o mnie tu chodzi. Ja sobie radzę, to, co robię, przebija się mimo wszystko. Sami ludzie, stowarzyszenia organizują pokazy, przegrywają kasety, piszą piękne podziękowania, zapraszają na spotkania. Daje mi to bardzo dużo satysfakcji. Rzecz w tym, aby właściwi ludzie byli na właściwych stanowiskach, aby starali się chociaż sprostać zadaniom, które im postawiono.

Mówi Pani o prywatnych pokazach. Trudno nie dostrzec tu analogii z PRL lub rządami postkomunistów, gdy „niewygodne” filmy puszczano w prywatnym obiegu. Wynikiem jest to, że trudno jest w Polsce o ludzi ideowych, prawych, a jednocześnie mądrych i lojalnych. Zbyt wiele złego stało się w Polsce w ostatnich latach, a młodzi często są tacy, jak ich rodzice.

Zwyciężył strach przed własną przeszłością, przed ujawnieniem jakichś drobnych krętactw, słabości, obawą ośmieszenia czy korektą pięknego życiorysu. Dlatego dla tych ludzi najlepszy jest rząd taki jak obecny, który nie stawia żadnych wymagań, a tylko mówi okrągłe, nic nie znaczące zdania, dba o przychylność elit i podkreśla, że jest „demokratą”. Demokracja to słowo wytrych. Nieważne, że demokracja może być sumą głupoty i kłamstwa. Liczy się liczba głosów zamiast prawdy i zamiast sumienia.

Gdy patrzę i słucham przemówień nowej władzy po 21 października, zastanawiam się, czy można przyłożyć do nich taką miarę, jaką przykładali bohaterowie moich filmów swoim życiu – umiłowanie Polski. Oni mówili wprost: ten człowiek naprawdę kocha Polskę – wtedy wszystko było możliwe do zrealizowania. Ktoś powie, że to takie niemodne, ale przecież wszyscy tak chętnie powołują się na Jana Pawła II, a on w 1991 r. na początku polskiej wolności, wołał na Agrykoli w Warszawie: Polsce potrzeba ludzi sumienia, ludzi miłujących Polskę!!! Więc popatrzmy w telewizji na zbliżone twarze przemawiających, posłuchajmy, co mówią i jak mówią – i zadajmy sobie takie proste, nieeuropejskie pytanie: czy ten ów kocha Polskę?
To podobno się czuje.

Maria Adamus – NASZA POLSKA Nr. 01(622) 2 stycznia 2008

DALEJ

Film „Odkryć prawdę” z recenzją prof. Pawła Wieczorkiewicza >strona [2]

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antypropaganda, Historia, III RP, Recenzje, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kto zakazał „Odkryć prawdę”?

  1. Odkryc prawde pisze:

    Dlaczego nikt nie reklamuje tej strony Bardzo ciekawa stronka

  2. demonica pisze:

    „Reklamujemy” w komentarzach na Niepoprawnych.pl, BM24, salon24, na spotkaniach rozdajemy wizytówki z adresem strony, e-mailami informujemy znajomych. Ponieważ nie jesteśmy sponsorowani, prosimy o polecanie nas swoim znajomym. Niekoniecznie tej samej opcji politycznej. Nam chodzi o przybliżenie ludziom PRAWDY, która jest tylko jedna.
    Dziękujemy za uznanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.