Rymkiewicz kontra „duchowi spadkobiercy KPP”. Historia procesu

Historia procesu, który wydawca „GW” wytoczył pisarzowi i poecie Jarosławowi M. Rymkiewiczowi.
22.03.2012. Poeta przegrał proces z Agorą przed sądem apelacyjnym. Wyrok jest prawomocny. – I oto na naszych oczach Adam Michnik, wytaczając mi proces o poglądy, popełnił cywilne samobójstwo – powiedział po procesie

NA STRONACH:

strona [2] Elity nie potrzebują Polski, wywiad
strona [3] List do Adama Michnika

przeczytaj też:

 

Historia procesu 

22.03.2012. Poeta przegrał proces z Agorą przed sądem apelacyjnym

Musi przeprosić wydawcę „Gazety Wyborczej” oraz wpłacić 5 tys. zł na cel społeczny. Wyrok jest prawomocny. Poeta może obecnie wystąpić do Sądu Najwyższego z wnioskiem o kasację.

Galeria zdjęć >http://solidarni2010.pl/

 

Jarosław M. Rymkiewicz dla portalu wPolityce:

Cała ta sprawa pokazuje, że możliwa jest nie tylko śmierć cywilna, ale także cywilne samobójstwo. I oto na naszych oczach Adam Michnik, wytaczając mi proces o poglądy, popełnił cywilne samobójstwo. Mamy zatem do czynienia z cywilnym trupem. Prosiłem o to wszystkich, którzy byli na sali sądowej, ale także proszę wszystkich za pośrednictwem portalu wPolityce.pl, żeby tak właśnie zechcieli traktować Adama Michnika. To jest cywilny trup, nienadający się do kontaktów, nienadający się do żadnej rozmowy, nienadający się do żadnej dyskusji, ponieważ z cywilnym trupem nie ma o czym dyskutować.

Niech mówią co chcą. Trup cywilny nie ma głosu. Nie może nic powiedzieć. Prześladując poetę Michnik popełnił cywilne samobójstwo. On nie może nic powiedzieć, ponieważ cywilny trup nie może nic powiedzieć. Słyszał pan trupa, który się odzywa? Ja nie. Tak należy go traktować, jako coś nieistniejącego. Bardzo wszystkich do tego namawiam. Do niewdawania się w dyskusję, niewdawania się w rozmowy, nietolerowanie obecności tego trupa cywilnego, traktowanie go jako nieistnienia.

A druga rzecz, którą chcę powiedzieć, ogranicza się właściwie do jednego zdania: uważam, że „Gazeta Wyborcza” powinna przestać się ukazywać w Polsce. Ona jest nam kompletnie niepotrzebna, powinna zniknąć.”

http://wpolityce.pl/

Sędziowie uznali, że apelacja złożona przez Rymkiewicza jest niezasadna, bo Poeta naruszył dobra osobiste Agory i jej dziennikarzy. Nie podał bowiem argumentów na prawdziwość swych twierdzeń.

Zarzucenie zdrady polskiej racji stanu w kontekście wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim stanowi wyjątkowo ciężki zarzut

– mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Aldona Wapińska. Dodała, że godziło to zarówno w dobre imię Agory, jak i deprecjonowało dziennikarzy „GW”.

W podobny sposób sąd ocenił inne zarzuty wobec „Wyborczej”. Sędzia zwróciła uwagę, że ojciec naczelnego „GW” Adama Michnika, w młodości działacz KPP, odciął się od swego „młodzieńczego zauroczenia” i walczył o obalenie ustroju komunistycznego. Przypomniała też, że sam Michnik był działaczem podziemia w PRL oraz współuczestnikiem przemian, które doprowadziły do dzisiejszej wolności.

Sąd Apelacyjny uznał, że Poeta nie wykazał, by jego zarzuty polegały na prawdzie, a jego wypowiedź nie była uzasadniona interesem społecznym. SA podkreślił, że debata publiczna winna być rzeczowa, a informacje o faktach – zgodne z rzeczywistością.

Jarosław Marek Rymkiewicz pytany po procesie, czy przeprosi Agorę odparł:

Wszystkiego dowiedzą się państwo za kilka dni z „Gazety Polskiej”. Michnik popełnił tym procesem cywilne samobójstwo. Proszę byście go traktowali jako trupa.

Proces Rymkiewiczowi wytoczyła spółka Agora. Powodem były słowa z wywiadu dla „Gazety Polskiej”. W 2010 roku Poeta komentując walkę o krzyż przed Pałacem Prezydenckim mówił:

Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach „Gazety Wyborczej”, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami.

Dodawał, że redaktorzy „Gazety” są „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”.

Rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji, która była skażona duchem „luksemburgizmu”, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków. Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża. Uważam, że ludzie ci są godni współczucia – polscy katolicy powinni się za nich modlić

– komentował Rymkiewicz.

Za te słowa Poeta został przez Agorę pozwany do sądu. Przegrał w obu instancjach.

http://wpolityce.pl/, 22.03.2012

 

Komentarz Bronisława Wildsteina

To jest skandal, który ma wiele wymiarów. Z jednej strony to jest radykalne ograniczenie wolności słowa. To uzurpacja władzy sądowniczej do tego, żeby decydować, co można w publicystyce, a czego nie. Jak wolno interpretować świat, a jak już nie wolno. Okazuje się, że to sąd teraz decyduje, która publicystyka jest właściwa, jaka ocena świata jest właściwa, a kiedy dochodzi do wniosku, że ktoś dokonał błędnej interpretacji, to efektem jest kara.

To jest skandal intelektualny, instytucjonalny, na każdym poziomie. Ale na wyrok w sprawie Rymkiewicza trzeba spojrzeć w szerszej perspektywie. Mianowicie, chodzi o to, że sądy stały się elementem władzy III RP i oligarchii III RP, na którą składają się główne ośrodki. Jednym z nich jest oczywiście „Gazeta Wyborcza”. I oto nie wolno krytykować Adama Michnika, nie można wyciągać wniosków z tego, co on mówi. Andrzej Zybertowicz powiedział przecież, że Adam Michnik walczył z komuną, więc teraz mu więcej wolno. To samo – może innymi słowy, ale chodzi przecież o sens – powtarza Adam Michnik i ci, którzy występują w jego imieniu.

Sąd występuje jako element układu oligarchicznego, który blokuje wolność słowa w Polsce. To jest bardzo niebezpieczne zjawisko. Czasami przybiera ono charakter groteskowy, bo w tym samym czasie również sąd przyznaje prawo Wałęsie do kłamania na temat innych ludzi i obrażania ich. Tak było w procesie z Grzegorzem Braunem czy Ryszardem Czarneckim, gdzie Lech Wałęsa insynuował, że Czarnecki nie działał w opozycji, co jest wierutnym kłamstwem i obrażał Grzegorza Brauna. Sąd uznał, że Lechowi Wałęsie wolno tak postępować. Mamy tu ewidentne naruszenie jakiejkolwiek idei prawa. Podczas gdy wobec prawa ludzie powinni być równi, okazuje się, że tacy nie są. Nie wolno analizować tego, co mówił Michnik (oczywiście, jeżeli wyciąga się krytyczne wnioski), a z drugiej strony Wałęsie wolno obrażać ludzi. To jest pewien obraz rzeczywistości III RP

http://www.fronda.pl/, 22.02.2012

Komentarz Rafała Ziemkiewicza; Hańba sądowa >http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2012/03/24/hanba-sadowa/

_________________________ ______________________________________

Relacje z wszystkich poprzednich rozpraw i komentarze

List otwarty pisarzy polskich i dziennikarzy do Ministra Sprawiedliwości RP


21 lipca 2011 Warszawski sąd skazał pisarza prof. Jarosława M.Rymkiewicza, bo w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” krytycznie ocenił sposób relacji ?Gazety Wyborczej? z wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu.

Zapadło pierwsze rozstrzygnięcie w procesie. Wyrok jest nieprawomocny i przysługuje od niego apelacja. Sędzia Małgorzata Sobkowicz-Suwińska ogłosiła wyrok:

„Sąd nakazuje Jarosławowi Rymkiewiczowi zamieszczenie w „Gazecie Polskiej” na drugiej stronie w ramce, w rozmiarze 15×16 cm, czcionką nie mniejszą niż 14 punktów. W terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się wyroku oświadczenia następującej treści:

W wypowiedzi, której udzieliłem w „Gazecie Polskiej” artykuł „Pamięć i Krzyż” z 11 sierpnia 2010 r. sformułowałem nieprawdziwe, obraźliwe zarzuty i sugestie w stosunku do Gazety Wyborczej tym samym w stosunku do będącej jej wydawcą spółki Agora S.A. z siedzibą w Warszawie. Przyznaję, że te stwierdzenia nie miały oparcia w faktach, a jednocześnie mogły narazić Agorę S.A. na niekorzystne konsekwencje w prowadzonej przez nią działalności wydawniczej, a w szczególności na utratę dobrego imienia, wiarygodności, renomy, zaufania niezbędnego do prowadzenia takiej właśnie działalności. Przepraszam Agorę S.A. – wydawcę Gazety Wyborczej za udzielenie tej wypowiedzi godzącej w jej dobre imię i wiarygodność w opinii publicznej. Niniejsze oświadczenie składam w następstwie przegranego procesu sądowego. Jarosław Marek Rymkiewicz.

Zasądzam od pozwanego na rzecz Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, Zakład dla Niewidomych w Laskach kwotę 5000 zł. Upoważnia powódkę Agora S.A. do umieszczenia oświadczenia w punkcie pierwszym wyroku na koszt pozwanego Jarosława Rymkiewicza w przypadku nie umieszczenia oświadczenia w zakresie i terminie jak w punkcie pierwszym wyroku. Oddala powództwo w pozostałym zakresie. Zasądza od pozwanego Jarosława Rymkiewicza na rzecz Agora S.A. 1210 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania w sprawie.”

Ogłoszenie wyroku skutecznie zakłócił p. Jan Kossakowski – „Obrońca Krzyża”.

http://niepoprawni.pl/blog/4432/

Migawki z tego co działo się przed ogłoszeniem wyroku, fragmenty odczytywania wyroku, fragmenty ustnego uzasadnienia, oświadczenie poety i migawki z tego co działo się później.

 

Oświadczenie Jarosława M. Rymkiewicza wygłoszone po opuszczeniu sali rozpraw:

„Wolność słowa będzie teraz w Polsce ograniczana, ale Wy moi drodzy nie zważajcie na to. Mówcie dalej, co chcecie. Pamiętajcie, że jesteście wolnymi Polakami. Gazeta Wyborcza nie będzie nami rządzić. Zarządowi Gazety Wyborczej i redaktorom Spółki Agora chcę przypomnieć stare polskie przysłowie: „Musi to na Rusi, a Polsce jak kto chce”. Nie zmusicie nas do milczenia, Rusi tu nie będzie”.

 

LIST OTWARTY PISARZY POLSKICH I DZIENNIKARZY DO MINISTRA SPRAWIEDLIWOŚCI RP

w związku z orzeczeniem sądu w sprawie Jarosława Marka Rymkiewicza.

Jesteśmy w najwyższym stopniu zaniepokojeni i wstrząśnięci powrotem sądownictwa niepodległej Polski do praktyk z niechlubnej przeszłości, kiedy to wyrokiem sądu zamykało się usta tym, którzy odważyli się głośno wyrażać swoje przekonania. Drastycznym tego przykładem jest wyrok wydany w dniu 21 lipca b.r., skazujący jednego spośród nas, wybitnego pisarza polskiego, prof. Jarosława Marka Rymkiewicza, za wyrażone przez niego poglądy i oceny na temat zjawisk towarzyszących życiu społecznemu i politycznemu w Polsce.

Tego rodzaju praktyka sądownicza prowadzi do tłumienia publicznej wymiany myśli i jakiejkolwiek krytyki ze strony opozycji, do kneblowania ust, do dyktatury rodem z dzisiejszej Białorusi.

Jeśli nie będziemy reagować na takie praktyki, wkrótce każdy z nas za swoje poglądy i przekonania oskarżony być może pod pozorem naruszenia dobrego imienia jakiegoś prominenta, gazety czy instytucji i stanąć przed sądem, który wyrokować będzie o poprawności myślenia.

Żywotnym obowiązkiem Pisarzy Polskich i Dziennikarzy, bez względu na indywidualne przekonania i sympatie polityczne każdego z nas, jest obrona wolności słowa, obrona demokracji, bo bez tych dwu podstawowych wartości w dzisiejszym świecie literatura nie może się rozwijać i media prawidłowo funkcjonować. Wolne słowo i myśl wolna dla pisarza oraz dążenie do poznania prawdy dla dziennikarza to wartości najwyższe. Dlatego protestujemy i zawsze będziemy protestować przeciwko ich naruszaniu.

Warszawa, dnia 22 lipca 2011 roku

List podpisali:

Teresa Bochwic
Tomasz Burek
Grzegorz Eberhardt
Jerzy Górzański
Wacław Holewiński
Krzysztof Karasek
Michał Karnowski
Krzysztof Kłopotowski
Janusz Krasiński
Wojciech Ligęza
Grzegorz Łatuszyński
Marek Ławrynowicz
Krzysztof Masłoń
Elżbieta Morawiec
Piotr Müldner-Nieckowski
Andrzej Nowak
Jadwiga Nowak
Marek Nowakowski
Janusz Odrowąż-Pieniążek
Joanna Siedlecka
Krzysztof Skowroński
Henryk Skwarczyński
ks. Jan Sochoń
Marek Sołtysik
Barbara Stanisławczyk
Zbigniew Taranienko
Maciej Urbanowski
Barbara Wachowicz
Piotr Wojciechowski
Marcin Wolski

Apelujemy o dalsze podpisy wspierające akcję obrony Pisarza przed haniebnym Jego upokarzaniem oraz akcję obrony wolnego słowa, apelujemy o podpisy wspierające obronę demokracji w Polsce.

Środowiskowa Grupa Inicjatywna

wPolityce.pl, 26.07.2011

 

Oświadczenie Marka Skwarczyńskiego

Jako mieszkający od lat w USA niezależny – to jest nienależący do żadnej partii, ani stowarzyszenia – pisarz, obserwuję coraz bardziej nagminne zagrożenie wolności słowa w kraju mego pochodzenia.

Staropolskie powiedzenie „musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce” ma przełożenie na kontrast, jaki istnieje pomiędzy cywilizacyjnie zawoalowanym totalitaryzmem, a ekspresją istnienia, dla której wolność słowa jest sprawą przyrodzoną. Bez niej obawa i strach zabierają się do rządów, a obywatel i instytucje publiczne obumierają.

Wyrok w sprawie poety Jarosława Marka Rymkiewicza, to, parafrazując Herodota, klacz, która powiła zająca. Zniewolony pozywający, zniewolony prawnik czy zniewolony sędzia nigdy tak naprawdę wolności nie skosztowali, więc nie są świadomi tego, czy jest słodka, czy nie. Gdyby mieli tego świadomość, musieliby dołączyć do tych, którzy walczą o nią nie pieniądzem, a właśnie słowem.

Henryk Skwarczyński, sygnatariusz LISTU OTWARTEGO Pisarzy Polskich i Dziennikarzy w związku z orzeczeniem sądu w sprawie Jarosława Marka Rymkiewicza

wPolityce.pl

 

LIST OTWARTY W SPRAWIE PROF. RYMKIEWICZA

Orzeczenie sądu okręgowego w Warszawie wobec prof. Jarosława Marka Rymkiewicza jest kolejnym etapem ograniczania wolności słowa. Po usunięciu z mediów publicznych dziennikarzy krytycznych wobec władzy, próbach przejmowania i zastraszania mediów prywatnych, przyszedł czas na przemoc sądową. W ostatnim okresie pojawiło się wiele kontrowersyjnych decyzji sądów wobec dziennikarzy i polityków opozycji. Po raz pierwszy w wolnej Polsce sądzono poetę. Potężny koncern medialny sympatyzujący z obozem władzy spowodował skazanie człowieka, którego życiowy dorobek powinien być dumą dla każdego Polaka i każdego utożsamiającego się z dorobkiem kulturalnym Europy.

Przed wydaniem wyroku sąd pozwolił na publiczne poniżenie poety, kiedy to adwokat wydawcy „Gazety Wyborczej” wypominał profesorowi Rymkiewiczowi jego pochodzenie. W ustnym uzasadnieniu orzeczeniu sądu znalazło się stwierdzenie, które musi poruszyć każdego kochającego wolność słowa. Winą profesora Rymkiewicza jest to, że wypowiadał się niezgodnie z zadanym mu przez dziennikarza tematem.

Procesy o ochronę dóbr osobistych zawsze budzą silne kontrowersję, bo stwarzają ryzyko cenzury. Ochrona dóbr nigdy jednak nie może być pretekstem do narzucania ludziom przedmiotu dyskusji. Ta skłonność zarówno władzy, w tym władzy sądowniczej, wynika, z przenikania do naszego życia komunistycznej mentalności państwa totalitarnego. Sądy nie są po to, by poprawiać ludzkie poglądy, ale by chronić prawa.

Dzisiaj sąd naruszył jedno z najbardziej podstawowych praw do swobody wypowiedzi. Ci, którzy to sprawili, biorą na siebie odpowiedzialność za niszczenie życia publicznego w Polsce i oddalanie naszego kraju od tego co tkwi w fundamentach Europy.

Każdego zapraszamy do poparcia listu. Podpisy z imieniem i nazwiskiem prosimy wysyłać na adres:  poparcie@niezalezna.pl

Rozwojowa lista sygnatariuszy > http://niezalezna.pl/

 

KOMENTARZE WYROKU I ROZPRAW

Wyrok komentuje socjolog prof. Andrzej Zybertowicz

„Super Express”: – Sąd nakazał Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi przeprosić wydawcę „Gazety Wyborczej”.

 

Prof. Andrzej Zybertowicz: – Trudno mi o bezstronność, gdyż sam dwukrotnie zostałem pozwany przez Adama Michnika. Jestem w sporze ze środowiskiem „Wyborczej”, ale jestem też socjologiem. Wiem, że w krajach o ugruntowanej demokracji wypracowano inną niż w Polsce linię orzekania w takich sporach. Tam rozumie się, że wypowiedzi językowe pomiędzy prawdą a kłamstwem mają całą gamę szarości. Dlatego orzecznictwo Trybunału w Strasburgu daje większy margines wolności słowa – by uniknąć efektu zmrożenia debaty publicznej.

– Polscy sędziowie patrzą na to w inny sposób?

– Środowisko sędziowskie funkcjonuje w tej części przestrzeni społecznej, na którą „Wyborcza” wciąż ma wpływ. Wielu sędziów myśli schematami przez nią lansowanymi. Ich myślenie jest sformatowane przez matrycę kulturową, tego, co Rafał Ziemkiewicz nazywa michnikowszczyzną.

– Ci, którzy zgadzają się z wyrokiem, podkreślają, że proces w obronie dobrego imienia jest czymś normalnym.

– Jasne. Ale: po pierwsze, ten proces nie dotyczy podmiotu pozbawionego innych możliwości obrony swego wizerunku niż odwołanie się do sądu. Po drugie, w przypadku słów Rymkiewicza granice między opinią a stwierdzeniem faktu są na tyle nieokreślone, że naturalne w takiej sytuacji wątpliwości powinny być rozstrzygane po stronie wolności słowa, a nie represji. Wreszcie sytuacja, w której wielka korporacja procesuje się z poetą, to potwierdzenie tezy Ziemkiewicza, że dzisiejszy Michnik kompletnie zdradził ideały młodego Michnika.

– W jakim sensie?

– Ów młody bojownik wolności na wieść o takiej asymetrii cały dygotałby z oburzenia! Machineria korporacyjna idąca do sądu, by rozstrzygać spór o historyczną interpretację? Młody Michnik odpaliłby całą swą retorykę, by każdemu uświadomić, jakie to niebezpieczne! Nie tak łatwo będzie zakłamać symbolikę tego wydarzenia.

– Wciąż mamy wiele tytułów i mediów, które krytykują „Wyborczą”.

– Czy zwykli obywatele są na tyle odporni, by nie dać się zastraszyć? Wiele osób w obawie przed procesem zamrozi swoje myślenie. Ten efekt już działa. Od czasu jednostkowej przecież akcji ABW wobec antykomora i kar za plakaty kibiców, niektórzy badacze opinii mają wrażenie, że ankietowani częściej niż poprzednio boją się ujawniać swoje opinie. Odebrali sygnał, że za poglądy są represje. Po procesach wytaczanych przez Michnika byłem świadkiem głosów naukowców, którzy na konferencjach mówili, iż nie chcą oceniać roli „Wyborczej” w życiu publicznym, a Agory w gospodarce, by nie trafić do sądu. Proces Rymkiewicza ma jednak i pozytywną stronę.

– Jaką?

– Wytaczanie procesów krytykom to oznaka postępującej degradacji intelektualnej i etycznej środowiska „Wyborczej”. W latach 90., gdy byli hegemonem debaty, Michnik procesów nie wytaczał. Zaczął to robić, gdy autorytet „Wyborczej” się skurczył.

22.07.2011 http://www.se.pl/

 

Cichocki, Gawin, Karłowicz: OŚWIADCZENIE

Sąd Okręgowy w Warszawie skazał wczoraj pisarza Jarosława Marka Rymkiewicza za wyrażone przez niego w wywiadzie opinie na temat środowiska Gazety Wyborczej. Wyrok sądu skazującego kogokolwiek za głoszone przez niego poglądy, opinie, oceny musi budzić w demokratycznym państwie prawa głęboki smutek. Naszym zdaniem sąd swoim wyrokiem wykazał się zupełnym niezrozumieniem istoty wolności słowa w demokratycznym społeczeństwie. Mamy jednak nadzieję, że sąd wyższej instancji będzie mógł ten zawstydzający błąd naprawić. Chcemy także jeszcze raz powtórzyć z całą mocą, że uważamy penalizację poglądów w debacie publicznej za praktykę fatalną dla życia duchowego i intelektualnego w Polsce. Uważamy, że utwierdzanie tej praktyki, jak i sam wyrok przeciwko Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi, nie przyniesie środowisku Gazety Wyborczej ani dobrego imienia, ani wiarygodności.

Marek Cichocki
Dariusz Gawin
Dariusz Karłowicz

http://www.teologiapolityczna.pl/

 

Krzysztof Wyszkowski

Szechter kontra Szulc?

Czy bycie dzieckiem komunistów jest winą? Nie, pod warunkiem, że nie kontynuuje się dzieła rodziców, nie chroni zbrodniczej przeszłości, nie tworzy propagandy ideowości, nie sprzeciwia badaniu win i karaniu zbrodniarzy.

Gdyby zwarta grupa dzieci funkcjonariuszy SS i Gestapo zaczęła wydawać w Niemczech gazetę, w której za główny cel swej aktywności obrała walkę z niemiecką tradycją demokratyczną, chrześcijaństwem i antynazizmem, to czy składane przez nią formalne deklaracje o sprzeciwie wobec działalności rodziców zostałyby uznane za wiarygodne?

Na pewno nie i byłoby czymś oczywiście słusznym, że w Polsce pojawiłyby się głosy sprzeciwu. Nikt by nie odrzucał prawa dziennikarzy GW do udziału w takim sprzeciwie. Ale w III RP taka zwarta grupa spadkobierców bolszewizmu żąda zakazania wolności słowa! Narodowi, który był ofiarą nazizmu i komunizmu, usiłuje zakazać prawa do otwartego nazywania komunizmu ludobójstwem, a komunistów ludobójcami w takim samym sensie, w jakim za zbrodniarzy przeciw ludzkości uznawani są naziści.

Każdy, kto obserwuje proces wytoczony Rymkiewiczowi przez Agorę musi mieć poczucie, że ma do czynienia z grą pozorów, w których roi się od znaków zapytania. Spółka (akcjonariusze?) wprowadza cenzurę myśli- Michnik mści się na odstępcy. Radca prawny (jak prokurator Wyszyński?) dochodzi (niemieckiego czyli nazistowskiego?) pochodzenia poety.

W każdym z takich pytań zawarty jest ciekawy trop, ale jestem przekonany, że istotą rzeczy jest problem dużo głębszy, którego objawy Rymkiewicz trafnie opisał w swojej wypowiedzi dla GP, za którą stanął przed sądem. Michnikowi chodzi o zakazanie zrównywania komunizmu z nazizmem, jako systemów ludobójczych i antycywilizacyjnych. W tej walce Michnik (a z nim ludzie GW władającym aparatem spółki Agora) mają potężnych wspólników w kraju i za granicą – od polskich postkomunistów poczynając, przez pożytecznych idiotów na całym świecie, aż po takie potęgi państwowe jak Rosja i Izrael.

Walka o zakazanie tego zrównywania decyduje o trwaniu lub upadku wielu innych elementów zbiorowej świadomości politycznej społeczeństw całego świata. Dostrzeżenie w scjentyzmie nazistowskim lustrzanego odbicia scjentyzmu komunistycznego i uznanie ludobójstwa nazistowskiego za sprowokowaną reakcję na ludobójstwo komunistyczne mogłoby doprowadzić do zasadniczych przewartościowań w ocenie wydarzeń XX wieku, które decydują o układzie sił politycznych współczesnego świata.

Zrozumienie – dlaczego ludzie interesu ścigają Poetę? – prowadzi przez pytanie: dlaczego zniszczenie polskości jest warunkiem sukcesu w walce o utrzymanie przeciwstawienia pomiędzy antyludzkim charakterem nazizmu, a humanistycznymi intencjami komunistów?

Odpowiedź brzmi: ponieważ Poeta podaje prawdę o polskości, o jej wyjątkowym wśród narodów pięknie, o jej heroicznej historii i należnych jej prawach, o jej wiekopomnej zasłudze poświęcenia się jako samotna ofiara na ołtarzu zbawienia ludzkości.

Ta prawda jest niemożliwa do tolerowania przez wszystkich, którzy na micie o przeciwstawności systemów masowej zbrodni zbudowali kiedyś swoją potęgę i którzy muszą ten mit podtrzymywać, by jego upadek nie osłabił ich dominującej pozycji. W Polsce w szczególnym stopniu jest to interes ludzi postkomunistycznego układu oraz, i to w najpełniejszym stopniu, środowiska wywodzącego się z polskiej „żydokomuny”. Wybór jest prosty: albo uznanie faktu, że Polska podjęła walkę z dwoma ludobójczymi systemami naraz i Polacy w obronie wolności i demokracji, w bohaterskiej walce o godność ludzkości, dokonali cudów bezinteresowności, a wtedy ci, którzy polskość tępili ” Niemcy oraz Sowieci wraz z ich żydokomunistycznymi pomocnikami ” są winni ludobójstwa na narodzie polskim i należy im się wieczna hańba, albo Polskę i Polaków ogłosi się niemieckimi i sowieckimi kolaborantami, których współodpowiedzialność za holokaust wyłącza winę żydokomuny za udział w budowie PRL. Albo szacunek dla polskości i przyznanie, że Stalin chciał ją zabić przy pomocy Bieruta, Bermana, Minca, a także Szechtera i gromady innych ojców i matek dziennikarzy GW, albo władza i pieniądze dzięki „blatowi” z Jaruzelskim, Kiszczakiem, Kwaśniewskim, Millerem i wszystkimi „zaufanymi ludźmi KGB” w Polsce i na świecie.

Odpowiedź musi być tym bardziej przeciw polskości, że uznanie sowieckiego ludobójstwa na Polakach w nieodległej konsekwencji prowadzi do rozważenia problemu współodpowiedzialności żydokomuny za Zagładę (Yosef Govrin – Nazis, Jews, and Soviets.The Jewish Factor in the Relations between Nazi Germany and the Soviet Union 1933-1941). A tu już nie ma zmiłuj, bo żydokomuna była przez ogół Żydów znienawidzona ideowo i religijnie wyklęta jeszcze silniej niż przez antykomunistów.

To jest to ognisko, którego cienie oglądamy w medialnej pieczarze jako proces, w którym sowiet niszczy wyimaginowanego nazistę. Gdy już się wypali, dowiemy się z GW, że Sowieci utworzyli PRL ulegając woli zwycięskiego Powstania Warszawskiego przeprowadzonego pod wodzą Michnika przeciw nazistowskiej AK. „Szechter” ostatecznie pognębi „Szulca”.

Tekst ukazał się w Gazecie Polskiej, 26.07.11

http://www.wyszkowski.com.pl/

 

Andrzej Horubala
[Uważam Rze]

Gdybyż (fragmenty artykułu)

Proces wytoczony jednemu z najwybitniejszych polskich pisarzy – poecie Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi – jest kolejnym smutnym dowodem mentalnej niesprawności Adama Michnika

Gdybyż Adam Michnik czytał dostarczane mu pocztą książki! Bo ta na pewno doszła.

Wysyłana była przecież wszystkim żyjącym autorom tekstów pomieszczonych w antologii XX-wiecznego pamfletu „Chamuły, Gnidy, Przemilczacze” opracowanej przez niestrudzoną Dorotę Kozicką.

I gdybyż Adam Michnik poza zerknięciem na swój tekst, w którym znęcał się nad Ernestem Bryllem, chwilę poświęcił na przypomnienie sobie paszkwilu swojego mistrza – Antoniego Słonimskiego – pod tytułem „Rudy do budy!”(…)

(…) Cóż powiedziałby na tak idiotyczne i niehonorowe zachowanie Antoni Słonimski, mistrz i patron Adama, który na jego cześć nadał imię swojemu synowi?

Czyż Michnik, płodny niegdyś eseista, uląkł się potężnego stylistycznie mocarza, jakim jest J.M.R.?(…)

(…) Cóż to bowiem za przyjemność, drodzy panowie z działu opinii i działu kultura „Gazety”, pisać teraz recenzje i komentarze ze świadomością, że nikt nie może z wami serio polemizować, bo w razie zaostrzenia sporu dostanie wezwanie do sądu? Cóż to za niezależność dziennikarska, skoro stoi za nią sądowa przemoc?(…)

(…)A przecież wszyscy wiemy: i Adam Michnik, i Helena Łuczywo, i Cezary Michalski, że coś w słowach Jarosława Marka Rymkiewicza na temat nienawiści do polskości jest na rzeczy. I że Cezaremu Michalskiemu na poprzednim etapie jego proteuszowego rozwoju czy może dwa etapy wstecz udało się dotknąć kwestii zasadniczej dla linii pisma, kwestii jaką jest lęk środowiska „Gazety Wyborczej” przed polskim narodem, przed patriotyzmem, przed tożsamością i tradycją. Przecież wszyscy wiemy, nie tylko z interpretacji różnych akcji podejmowanych przez „Wyborczą”, ale i od samych zainteresowanych, że ludzie z Czerskiej cierpią na swego rodzaju polonofobię.(…)

cały artykuł >http://uwazamrze.pl/, 25.07.2011

przeczytaj też:

***

Jarosław M. Rymkiewicz

14 lipca 2011, Do redaktorów „Gazety Wyborczej” na zadane mi publiczne pytanie, jak naprawdę  nazywał się mój ojciec.

Kazimierz Wierzyński, wielki poeta, autor „Wolności tragicznej”, „Czarnego poloneza”, „Tkanki ziemi”, nazywał się naprawdę Wirstlein. W czasie I wojny światowej walczył w armii austriackiej. Był dobrym Polakiem.

Joachim Lelewel, twórca polskiej historiografii romantycznej, był potomkiem niemieckiej rodziny pochodzącej z Prus Wschodnich. Był dobrym Polakiem.

Szymon i Bartłomiej bracia Zimorowicowie, pierwszy autor „Roksolanek”, drugi autor „Sielanek nowych ruskich”, nazywali się naprawdę Ozimek i byli z rodziny ormiańskiej. Obaj byli dobrymi Polakami.

Leopold Staff, świetny poeta, był synem czeskiego cukiernika, który osiedlił się we Lwowie. Jego matka była z domu Fuhrherr. Był dobrym Polakiem.

Samuel Bogumił Linde był Niemcem z rodziny szwedzkiej, która przybyła do nas ze Szwecji i u nas się zniemczyła. W roku 1794 wziął udział w insurekcyjnym wieszaniu w Warszawie, dwadzieścia lat później ukazał się ostatni z sześciu tomów jego „Słownika języka polskiego”. Był dobrym Polakiem.

Wincenty Pol, autor „Pieśni o ziemi naszej”, był synem Niemca. Za udział w Powstaniu Listopadowym odznaczony orderem Virtuti Militari. Był dobrym Polakiem.

Władysław Syrokomla, autor licznych gawęd, mających za temat życie ludu ruskiego i polskiego, był synem ubogiego białoruskiego szlachcica i nazywał się naprawdę Kondratowicz. Był dobrym Polakiem.

Mieczysław Grydzewski, wydawca i redaktor „Wiadomości Literackich”, pochodził z rodziny żydowskiej, jego ojciec nazywał się Grycendler. Całe swoje życie służył literaturze polskiej, w wydawanych na emigracji „Wiadomościach” londyńskich występował w obronie polskiego interesu narodowego. Był dobrym Polakiem.

Marian Hemar, współpracownik Grydzewskiego w Londynie, był z rodziny żydowskiej, jego ojciec nazywał się Hescheles. Znakomity satyryk, wyśmiewał w swoich wierszach sowieckich kolaborantów oraz innych pożytecznych idiotów. Był dobrym Polakiem.

Jan Lechoń, a z ojca Serafinowicz, herbu Pobóg, wielki poeta, był z rodziny tatarskiej. Kochał Polskę.

Bolesław Leśmian, z ojca Lesman, największy poeta polski XX wieku, pochodził z rodziny żydowskiej. Był dobrym Polakiem.

Szymon Askenazy, największy polski historyk XX wieku, był z rodziny żydowskiej. Był dobrym Polakiem.

Aleksander Wat, z ojca Chwat, wybitny poeta, autor „Wierszy śródziemnomorskich”, był z rodziny żydowskich rabinów. W młodości komunista, porzucił komunizm i potępił go. Był dobrym Polakiem.

Adam Mickiewicz, z rodu żmudzkiego księcia Giedrusa herbu Poraj, największy poeta polski. Był dobrym Polakiem.

Fryderyk Chopin, z matki Polki i z ojca Francuza. Był dobrym Polakiem.

14.06.2011 http://wpolityce.pl/

 

 

Wojciech Wencel

Mecenas Rogowski na tropie

Ubiegłotygodniowa rozprawa w procesie, który spółka Agora wytoczyła Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi, przypominała peerelowski serial „Stawka większa niż życie”. A dokładnie ten odcinek, w którym Hans Kloss wpada na trop Gruppenführera Wolfa.

Reprezentujący wydawcę „Gazety Wyborczej” mec. Piotr Rogowski odkrył przed publicznością wstrząsający fakt, że pozwany poeta posiada niemieckie korzenie, a jego ojciec nosił złowieszcze nazwisko Szulc. Jaki związek ma to odkrycie z przedmiotem sporu, nie bardzo wiadomo. Prawdopodobnie chodzi o to, by Polacy dostrzegli w Rymkiewiczu potencjalnego wroga, który jest w stanie dzieci im germanić.

Gdyby o narodowości decydowało wyłącznie pochodzenie z dziada pradziada, być może dalibyśmy się złapać na ten haczyk. Sęk w tym, że narodowość to nie przynależność gatunkowa, a my nie jesteśmy małpami. Tylko skończony idiota może uznać za germańca kogoś, kto od lat konsekwentnie uczy nas polskości. I kogo ta polskość przenika do szpiku kości. Powszechnie znane są niemieckie korzenie Kazimierza Wierzyńskiego, żydowskie Stanisława Piaseckiego czy angielskie Zbigniewa Herberta. Tak się składa, że istotę polskiej duszy najprecyzyjniej wyrażali twórcy z pogranicza kultur. Być może dzięki temu, że mieli możliwość porównania polskości z odmienną mentalnością. I potrafili docenić niezwykłość polskiego umiłowania wolności, które wielu biologicznym potomkom Piasta Kołodzieja wydawało się czymś prozaicznym.

Gdy Rymkiewicz mówi o wiecznej Polsce, która jest „przygodą dającą poczucie szczęścia”, nie tylko buduje partykularnego narodowego ducha. Ukazuje też polskość jako niesłychanie atrakcyjną ofertę cywilizacyjną, skierowaną do ludzi poszukujących tożsamości. Polskość to wolność, nad którą nawet śmierć nie ma władzy. To odwaga i niezłomność, wielokrotnie potwierdzona przez historię. To wspólnota pejzażu i bolesnego losu, o której pięknie pisze Wierzyński: „Módlmy się za Polaków męczonych, bo byli z Polski, / Za Żydów rozstrzeliwanych, bo mieli z nami ojczyznę, / […] Za owoc tej samej ziemi, ludzi tej samej przyrody. / I chleba tego samego, ognia, powietrza i wody”. To wreszcie misja wyznaczona przez Adama Mickiewicza w Księgach narodu i pielgrzymstwa polskiego, a później podjęta przez autorów „Prosto z mostu” i „Sztuki i Narodu”. Misja ducha wolności, zdolnego jednoczyć narody.

Mec. Rogowski musiał przeczuwać, że podjęcie tropu Gruppenführera Szulca nie wystarczy, byśmy przestali ufać Rymkiewiczowi. Na wszelki wypadek wspomniał więc również o młodzieńczym uwikłaniu poety w stalinizm i o jego konformistycznej postawie w późniejszym życiu literackim. Najwyraźniej uwierzył, że Bóg wybacza, Polacy nigdy. I znów się pomylił. Od czasu wydania „Ulicy Mandelsztama” (1983 r.) i spowiedzi w „Hańbie domowej” (1986 r.) Rymkiewicz przestał bowiem być zakładnikiem własnej biografii. Wobec patriotycznej postawy poety w ostatnim dwudziestoleciu jedynie ludzie wyjątkowo małostkowi mogą wytykać mu błędy przeszłości. Gdyby podobną przemianę przeszła Wisława Szymborska czy Zygmunt Bauman, także ich grzechy zostałyby odpuszczone. Niestety, w przypadku większości wychowanych w marksizmie intelektualistów ich dawne uwikłania rzutują na dzisiejszą twórczość i zachowania polityczne. Nie da się polemizować z ich relatywizmem, ignorując jego biograficzne podłoże. Oskarżony Rymkiewicz powiedział o redaktorach „Gazety Wyborczej”: „Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża”. Czy miał prawo do takiej opinii? Do niedawna w demokratycznej debacie publicznej mieściły się znacznie ostrzejsze wypowiedzi. Kilka lat temu np. Tadeusz Słobodzianek na łamach „Wyborczej” porównał przedstawicieli Komitetu Obrony Dobrego Imienia Jedwabnego do członków Ku Klux Klanu. Wprawdzie obiekcje zgłosiła Rada Etyki Mediów, ale redakcja natychmiast wyjaśniła, że „nie miał to być tekst grzeczny, przeciwnie, miał być niegrzeczny, nawet oburzający, ponieważ był szczerym zapisem oburzenia”. Przypadek Rymkiewicza dowodzi, że są na tym świecie niegrzeczni i niegrzeczniejsi.

15.07.2011  http://wojciechwencel.blogspot.com/

 

 RELACJA Z DRUGIEJ ROZPRAWY  (7.07.2011)

 

Marek Pyza

Lekceważąca sędzia i krzyczący prawnik Agory kontra sędziwy poeta

Zachęcam Państwa do obejrzenia w Internecie zapisu rozprawy sądowej w procesie Agora kontra prof. Jarosław Marek Rymkiewicz. Są dwie wersje – 49-minutowy skrót i składająca się z dziewięciu 15-minutowych kawałków całość.

Za tydzień sędzia Małgorzata Sobkowicz-Suwińska wyda wyrok w tej jednej z dziwniejszych spraw ostatnich lat. Dziwniejszych z paru powodów.

Po pierwsze, skazać poetę chce spółka wydająca gazetę, która nagle nabrała cech ludzkich, poczuła się urażona wypowiedzią Rymkiewicza i stwierdziła naruszenie własnych dóbr osobistych. Czyli upersonifikowała się. Po drugie kary dla literata spółka chce za wyrażanie przez niego opinii. Nie za rozpowszechnianie kłamstw, ale właśnie wyrażanie opinii. Czyli mamy groźbę zaistnienia precedensu rażąco ograniczającego wolność słowa. Po trzecie kuriozalny był sam przebieg procesu. Poświęcenie kilkudziesięciu minut zapewnia lepszą rozrywkę od większości produkcji kinowych i telewizyjnych, a do tego jest niezwykle pouczające.

Na szczęście sąd nie zgodził się na utajnienie rozprawy. W związku z tym Agora po dwakroć strzela sobie w stopę (a co, skoro ma dobra osobiste, to i stopę może mieć). Pierwszy strzał polega na tym, że każdy może obejrzeć stosowanie przez wydawcę „Gazety Wyborczej” podwójnych standardów – z jednej strony piętnującej haniebne grzebanie w życiorysach, a z drugiej wysyłającej mecenasa Piotra Rogowskiego z listą pytań dotyczących przeszłości niewygodnego poety (na tym zresztą Rogowski oparł swoją mowę końcową), co ze sprawą nie ma najmniejszego związku.

Drugi samobój jest skutkiem samego wytoczenia procesu. Bo dzięki temu Jarosław Marek Rymkiewicz może swoje opinie o „Gazecie Wyborczej” powtórzyć, a nawet rozwinąć w najdrobniejszych szczegółach.

W jego mowie końcowej usłyszymy, że „GW” wielokrotnie zarzucała Polakom, że są nacjonalistami. Przypomni, że słowo to pochodzi z języka francuskiego i pierwotnie oznaczało w naszym kraju „rodaka”, a dopiero Róża Luksemburg nadała mu znaczenie obelżywe.

Nazwała nacjonalistami Józefa Piłsudskiego i Ignacego Daszyńskiego. Przypisała obłędne skłonności nacjonalistyczne całej polskiej inteligencji, która, jej zdaniem, domagała się niepodległości Polski (…) Teraz, po ponad stu latach możemy spotkać w „Gazecie Wyborczej” tę samą obelgę, kompletnie fałszywą, niczym nieuzasadnioną – „nacjonalista”.

To jest fundament działalności „Gazety Wyborczej” – obarczanie Polaków winą za nacjonalizm, rzucanie tą obelgą, którą wymyśliła i stworzyła Luksemburg. I na tym właśnie polega to dziedzictwo duchowe. Oznacza ono dziedziczenie znaczenia słów.

Jak mówił poeta, ma nadzieję, że przywróci się w Polsce właściwe znaczenie tego wyrażenia.

I będziemy je nazywać tak jak Polacy w XIX wieku. Będziemy nacjonalistami.

Same opisy tej rozprawy w gazetach i Internecie nie oddają niuansów z sali sądowej. Na filmie zobaczymy i usłyszymy zacietrzewienie adwokata Agory, który chwilami wręcz krzyczał na sędziwego poetę. Zobaczymy też lekceważenie okazywane Rymkiewiczowi przez sędzię i świetną rolę drugoplanową, jaką odegrała publiczność.

Sędzia pyta:

Na jakiej podstawie powiedział pan, że rodzice czy dziadkowie wielu z nich (redaktorów „Wyborczej” ” przyp. MP) byli członkami tej organizacji (chodzi o KPP – MP)?

Na Sali słychać szmer i wymieniane nazwisko Ozjasza Szechtera, ojca Adama Michnika. Sędzia karci publiczność:

Proszę państwa, ja bardzo proszę o spokój. Przesłuchuję pana pozwanego i nie oczekuję odpowiedzi od publiczności.

Czym zdradza, że odpowiedź na pytanie doskonale zna…

Zabawnych momentów jest więcej. Jak w chwili, gdy mecenas Agory zadaje jedno ze swoich absurdalnych pytań o to, czy przed udzieleniem wypowiedzi „Gazecie Polskiej” Rymkiewicz kontaktował się z kimś z „Gazety Wyborczej”, aby poznać ich stanowisko, by zapoznać się z tym, jak wyglądało ich wychowanie. Poeta odpowiada lakonicznie:

Ja się z komunistami nie kontaktuję.

Albo w tym dialogu:

Rogowski: – Czy z pana twórczości płynie jakaś pozytywna wizja romantyków polskich – Mickiewicza, Słowackiego?

Rymkiewicz: – Niech pan poczyta.

Swoją drogą, nie rozumiem, dlaczego ten ważny, symboliczny i cieszący się gigantycznym zainteresowaniem (do sądu przychodziło po 100-200 osób) proces odbywał się w takich warunkach – w małej sali bez możliwości nagrywania zeznań dla potrzeb sądu, z mało sprawną protokolantką. Sędzia notorycznie przerywała Jarosławowi Rymkiewiczowi, nie pozwalając poecie dokończyć myśli, by podyktować notującej pani jego słowa.

Co do sędzi, mam złe przeczucia i wrażenie, że nie może ona orzec nic dobrego dla Rymkiewicza. Posiadającemu niezbywalne prawo do obrony pozwanemu przeszkadzała w uzasadnieniu swojego postępowania. Zadaje mu pytanie: „Dlaczego powiedział pan, że „Gazeta Wyborcza” pragnie, aby Polacy przestali być Polakami?” Rymkiewicz zaczyna odpowiadać, mówi o chęci i pełnieniu przez GW funkcji pedagogicznej, na co w XX wieku pozwalały sobie gazety tylko w dwóch przypadkach – reżimów totalitarnych. W tym momencie sędzia mu przerywa: „Proszę pana, ale wróćmy do pytania”. Przecież on właśnie na to pytanie odpowiada! Niestety pani sędzia albo tego nie rozumie albo uważa, że z jakichś powodów nie należy pozwolić na głoszenie tego typu treści. Innych wyjść nie ma.

Znamienna jest chwila, w której adwokat Agory pyta, jak Jarosław Marek Rymkiewicz nazywał się wcześniej i jak się nazywał jego ojciec. Obrońca profesora protestuje i wnosi o uchylenie pytania. Sędzia powolutku dyktuje protokolantce pytanie i wniosek obrońcy, w międzyczasie niemający nic do ukrycia poeta grzecznie odpowiada. Sędzia może więc ze spokojnym sumieniem stwierdzić:

Pan odpowiedział zanim zdążyłam podjąć decyzję o uchyleniu pytania.

Na deser jeszcze jedna scena. Przedstawiciel Agory mówi o jej pracownikach: „młodzi, w przeważające mierze poniżej 30 lat, którzy mają katolickie wychowanie”. Sala zareagowała na to śmiechem, a ja się zastanawiam, skąd Rogowski wie, że większość redaktorów „GW” to katolicy? Czyżby Agora tak bardzo inwigilowała pracowników czy też dobrowolnie wypełniają oni w tej kwestii jakieś ankiety? (…)

13.07.2011 wPolityce.pl

7 lipca 2011, sala sądowa

Pełna  video- i fotorelacja z procesu > http://www.blogpress.pl/node/9082


więcej zdjęć > http://solidarni2010.pl/

przeczytaj >Polskość to nasze szczęście, wywiad Michała i Jacka Karnowskich z Jarosławem M. Rymkiewiczem, 4 lipca 2011

 

 

Zaproszenie Poety na II rozprawę 
Zapraszam wszystkich moich Czytelników oraz wszystkich moich Sympatyków na drugą rozprawę w procesie, który wytoczyła mi spółka Agora -jak rozumiem – za to, że obraziłem redaktorów „Gazety Wyborczej” nazywając ich duchowymi spadkobiercami Róży Luksemburg oraz dziećmi i wnukami funkcjonariuszy Komunistycznej Partii Polski.

O czym będzie mowa w czasie tej rozprawy? O ile mi wiadomo, będzie ona poświęcona czemuś, co w języku prawników nazywa się przesłuchaniem informacyjnym. Będzie więc prawdopodobnie mowa o tym, co w kilku zdaniach powiedziałem „Gazecie Polskiej” niemal rok temu – o komunistycznym rodowodzie „Gazety Wyborczej” oraz o jej stosunku do Polski i Polaków. Będzie również mowa o ideach Róży Luksemburg oraz o tym, jak te idee upowszechnia i propaguje „Gazeta Wyborcza”. Ja przynajmniej właśnie o tym chciałbym mówić. Róża Luksemburg, komunistyczny potwór działający na przełomie XIX i XX wieku, jej straszliwa nienawiść do Polski i Polaków – to jest coś, co od dawna mnie ciekawi. Dzięki procesowi, a więc dzięki spółce Agora i jej funkcjonariuszom, miałem okazję zapoznać się z dziełami tego potwora trochę bliżej. Czytajcie dzieła Róży Luksemburg – dowiecie się z nich, za co jesteście nienawidzeni, z jakiego powodu nienawidzona jest wasza polskość i wasze marzenie o niepodległym istnieniu Polski!

Pełnomocnik spółki Agora wystąpił do sądu z wnioskiem o utajnienie tej drugiej rozprawy, która właśnie ma się odbyć – o przeprowadzenie jej – jak to się mówi – przy drzwiach zamkniętych. Można z tego wnioskować, że pomysły Róży Luksemburg, których celem było zniszczenie Polski i Polaków, odebranie nam prawa do niepodległości i do własnego życia narodowego (a także zniszczenie w podobny sposób innych europejskich narodów), są czymś takim, o czym nie wolno teraz głośno mówić – bo to komuś przeszkadza. Tajemnicą ma też prawdopodobnie pozostać i to, że te pomysły sprzed ponad stu lat są obecnie realizowane, a ich realizacja ma ogromny, nawet decydujący wpływ na to, jak układa się nasze życie narodowe i państwowe.

Niebawem przekonamy się, jak to będzie z tym utajnieniem oraz zamknięciem drzwi ? czy niezawisły sąd Rzeczypospolitej uzna, że komunistyczne idee z pierwszych lat XX wieku z jakiegoś powodu nie mogą być przedmiotem publicznej debaty? Czy uzna, że należy zamknąć drzwi, kiedy mowa jest o tym, kto te idee odziedziczył i kto je obecnie propaguje? Czy uzna, że „Gazeta Wyborcza”, upowszechniając idee Róży Luksemburg, a przede wszystkim jej ideę wspólnej Europy, ma prawo robić to potajemnie – nie ujawniając, jakie jest prawdziwe źródło tych idei, skąd one pochodzą oraz kto się nimi uprzednio posługiwał. Ja nie wierzę, żeby niezawisły polski sąd mógł w wolnej Polsce (jeśli mamy wolną Polskę) opowiedzieć się po stronie wielbicieli Róży Luksemburg. Ale zobaczymy, jak to będzie.

Warto zwrócić tu uwagę i na to, że wniosek o utajnienie mojej rozprawy przed warszawskim sądem jest też wspaniałym przykładem hipokryzji. Podnosi się wielki wrzask z powodu utajnienia sprawy, którą przed białoruskim sądem wytoczono tamtejszemu dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”, a jednocześnie niemal w tej samej chwili występuje się z wnioskiem o utajnienie warszawskiej rozprawy, w czasie której może być mowa o tym, że „Gazeta Wyborcza” rozpowszechnia po kryjomu komunistyczne idee Róży Luksemburg – a zwłaszcza tę jej ideę, wedle której wszystkie nasze interesy narodowe powinny być podporządkowane interesom jednego potężnego i wszechmocnego państwa – Unii Europejskiej. Państwa, które stanie się ostatecznie – o czym właśnie marzyła i co przewidywała Róża Luksemburg – państwem komunistycznym.

Rozprawa odbędzie się 7 lipca o godz. 9 rano w Sądzie Okręgowym w Warszawie IV Wydział Cywilny przy al. Solidarności 127 w sali 219.

Proszę wszystkich, których ta sprawa ciekawi, o przybycie.

Jarosław Maria Rymkiewicz

Poeci solidarni z Jarosławem M. Rymkiewiczem tekst Oświadczenia i lista sygnatariuszy

 

Echa pierwszej rozprawy, ważniejsze publikacje:

Niewygłoszone przemówienie Jarosława M. Rymkiewicza, przygotowane na rozprawę z Agorą

Wysoki Sądzie!

Pełnomocnik powoda twierdzi, że to, co powiedziałem w sierpniu zeszłego roku „Gazecie Polskiej” było, po pierwsze, „nieprawdziwe”, po drugie – „zniesławiające”, wreszcie, po trzecie, „obraźliwe”, a nawet „wyjątkowo obraźliwe”. To są cytaty z pisma, jakie otrzymałem od owego pełnomocnika. Mowa jest też tam o tym, że w mojej wypowiedzi są również jakieś „insynuacje”, ale to możemy sobie darować, jako że znaczenie rzeczownika „insynuacje” mieści się w znaczeniu zwrotu „stwierdzenia […] nieprawdziwe”. W innym piśmie owego pełnomocnika mowa jest też o tym, że jeśli nie przeproszę za te moje „stwierdzenia […] nieprawdziwe”, to sąd to na mnie „wymusi”. „Ochrona dóbr osobistych” zostanie „wymuszona”. Nie jest ładnie traktować w ten sposób niezależny sąd Rzeczypospolitej – jako instytucję zajmującą się „wymuszaniem” – no ale to nie moja sprawa; to jest raczej sprawa między sądem a owym pełnomocnikiem. Zajmijmy się więc, bo to jest tu istotne, tą moją wypowiedzią w „Gazecie Polskiej”- czy w niej było coś, co można by uznać za (cytuję jeszcze raz) „nieprawdziwe”, „zniesławiające” oraz „wyjątkowo obraźliwe” – a więc za coś takiego, za co ja powinienem redaktorów „Gazety Wyborczej” przepraszać. Pojawia się tu od razu pewien ciekawy problem teoretyczno-literacki – czy pisarz ma prawo podawać wiadomości „nieprawdziwe”, „zniesławiające” oraz „obraźliwe”. Moim zdaniem, ma takie prawo, bowiem wykonywanie zawodu pisarza łączy się nieuchronnie z dawaniem wyrazu emocjom, uczuciom gwałtownym i nagłym olśnieniom – olśnieniom prawdą tego, co pojawia się w głowie pisarza. Gdybyśmy to prawo – dawania wyrazu emocjom – pisarzom odebrali, musielibyśmy zamknąć na klucz w bibliotekach co najmniej połowę, może nawet dwie trzecie literatury polskiej.

Na przykład w znanej nam wszystkim trzeciej części „Dziadów” Adama Mickiewicza – podawane tam wiadomości na temat senatora Nowosilcowa są niewątpliwie „zniesławiające” i „wyjątkowo obraźliwe”, a także – z punktu widzenia tegoż senatora – „nieprawdziwe”. Ale ten problem odłóżmy, bowiem, po pierwsze, żeby go rozstrzygnąć, należałoby powołać biegłych z dziedziny psychologii twórczości oraz teorii literatury, a to tę sprawę – moim zdaniem, a mam nadzieję, że także zdaniem Wysokiego Sądu, bardzo prostą – szalenie by nam skomplikowało. Po drugie zaś, można uznać, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” w ogóle nie uważają mnie za pisarza – liczne zamieszczane w tym dzienniku artykuły sugerują raczej, że jestem słynnym w całej Rzeczypospolitej grafomanem. Przechodzę więc do treści mojej „zniesławiającej” oraz „wyjątkowo obraźliwej” wypowiedzi.

Po pierwsze. Powiedziałem „Gazecie Polskiej”, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski, która propagowała idee Róży Luksemburg. A cóż w tym jest obraźliwego lub zniesławiającego? O tym, że Komunistyczna Partia Polski nie chciała odstąpić, wbrew wyraźnym poleceniom Dzierżyńskiego i Stalina, od tak zwanego „błędu luksemburgizmu”, można się dowiedzieć z każdego podręcznika historii ruchu robotniczego, więc tym nie będę się tu zajmować. Jeśli zaś chodzi o duchowy spadek po Róży Luksemburg, to sprawa wygląda tak. Róża Luksemburg uważała, że małe państwa i małe narody, ze względu na ograniczone możliwości zbytu swoich produktów, nie mogą być samowystarczalne ekonomicznie, a więc muszą zniknąć – muszą zostać wchłonięte przez wielkie państwa i wielkie narody. Jak przewidywała tak zwana Bezsmiertnaja Roza (Nieśmiertelna Róża), te wielkie narody utworzą w Europie – jeszcze w epoce kapitalizmu -jedno wspólne, kapitalistyczne państwo, które po zwycięstwie rewolucji proletariackiej stanie się państwem komunistycznym. Stąd brała się odraza Róży Luksemburg, może nawet jej nienawiść, do małych narodów, takich jak Polacy, Gruzini czy Łotysze – samym swoim istnieniem przeszkadzały one bowiem w powstaniu tego wielkiego państwa przyszłości. Dlatego właśnie w roku 1905 uznała ona program odbudowy Polski niepodległej za „mistyfikację, obliczoną głównie na zdziczenie umysłowe w sferach nacjonalistycznej inteligencji polskiej”. To tylko jeden z wielu cytatów, jakie można by tu przytoczyć. Jak od razu widać, ta teoria Róży Luksemburg, przewidująca powstanie europejskiego państwa przyszłości jest obecnie podstawą istnienia Unii Europejskiej, jej fundamentalną ideą. Kto zatem – jak czynią to niewątpliwie redaktorzy „Gazety Wyborczej” – opowiada się za istnieniem Wspólnej Europy, ten, chcąc nie chcąc, a nawet nic o tym nie wiedząc, jest duchowym spadkobiercą Róży Luksemburg. Ale czy to jest „zniesławiające” i „obraźliwe” – powiedzieć, jak ja powiedziałem, że ktoś tak właśnie myśli – jak sto lat temu myślała Biezsmiertnaja Roza?

Po drugie, powiedziałem, że ojcowie lub dziadkowie redaktorów „Gazety Wyborczej” byli członkami Komunistycznej Partii Polski. Powiedziałem: „wielu z nich” – i to był pewien stylistyczny nadmiar, za co tych redaktorów, których rodzice nie byli komunistami, od razu tu przepraszam – jeśli tylko sobie tego życzą. Miałem oczywiście na myśli tych najważniejszych redaktorów – tych, którzy „Gazetę Wyborczą” założyli i sformułowali jej cele polityczne. Że to były dzieci z rodzin komunistycznych, to jest w Polsce, jak to się mówi, tajemnicą poliszynela. Ale znów: co jest obraźliwego czy zniesławiającego w powiedzeniu, że czyjś dziadek czy ojciec był tym, kim był? Mój dziadek, w latach dwudziestych zeszłego wieku dyrektor gimnazjum w Pułtusku, był endekiem. Ja endeków nie lubię, a majowy zamach stanu Marszałka Piłsudskiego, który dziadek potępiał – podziwiam. Ale czy to znaczy, że mam się wstydzić mojego dziadka? Przeciwnie, jestem z niego dumny, bo był moim dziadkiem. Proszę was wszystkich – nie wstydźcie się swoich rodziców! Kimkolwiek byli – wy bądźcie z nich dumni.

Po trzecie wreszcie, powiedziałem „Gazecie Polskiej”, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” nienawidzą polskiego Krzyża oraz pragną, żeby Polacy przestali być Polakami. Dlaczego tego właśnie pragną, to już wytłumaczyłem – bo są wierni nieśmiertelnym ideom Nieśmiertelnej Róży Luksemburg. A skąd bierze się ich nienawiść do nas – tego nie wiem, nawet nie chcę wiedzieć. Ale ta nienawiść to jest rzecz niewątpliwa. Jeśli ktoś oskarża żołnierzy Armii Krajowej o to, że mordowali Żydów – to znaczy, że nienawidzi. Jeśli ktoś zamieszcza – jak zrobiła to „Gazeta Wyborcza” – wywiad z człowiekiem znanym z tego, że Polskę przedstawia jako psie gówno – to znaczy, że nienawidzi. Jeśli ktoś artykułowi o znieważaniu i biciu starych kobiet modlących się pod Krzyżem daje tytuł „Nocny happening pod krzyżem” – to znaczy, że nienawidzi. Nie będę przytaczał innych przykładów – nawet w cytowaniu języka nienawiści jest, moim zdaniem, coś niestosownego i nieobyczajnego. Ale znów muszę to mocno podkreślić – w stwierdzeniu, że ktoś kogoś lub czegoś nienawidzi, nie ma niczego „zniesławiającego” czy „obraźliwego”. Nienawiść to jest rzecz niemiła, ale dozwolona, można dawać jej wyraz, a więc można też stwierdzać, że ktoś daje jej wyraz. Zdaje się, że to mniej więcej wyczerpuje treść mojej wypowiedzi w „Gazecie Polskiej”. Powiedziałem jeszcze, że polscy katolicy powinni się za redaktorów „Gazety Wyborczej” modlić – ale to chyba też nie może nikogo obrazić – ani polskich katolików, ani tych redaktorów. Ja przynajmniej nie czułbym się obrażony czy znieważony – gdyby redaktorzy „Gazety Wyborczej”, zamiast wytaczać mi proces, zechcieli się za mnie modlić. W tym, co powiedziałem, nie było więc niczego takiego, co kogoś by zniesławiało lub obrażało – co byłoby – „wyjątkowo obraźliwe”.

Redaktorzy „Gazety Wyborczej” mają demokratyczne prawo do głoszenia swoich poglądów – moim zdaniem, nawet najokropniejszych. My zaś, którzy chcemy pozostać Polakami, mamy demokratyczne prawo do oceniania tych poglądów i głośnego wypowiadania tych naszych ocen. Jeśli zakwestionujemy to demokratyczne prawo, przysługujące i nam, i redaktorom „Gazety Wyborczej” – to nieuchronnie znajdziemy się w państwie totalitarnym.

Wysoki Sądzie! Wolność słowa jest niepodzielna. Nie można mieć kawałka wolności słowa, nie można mieć trochę tej wolności – nie mając całości. Nie można czegoś z niej dostać, a czegoś nie dostać, bo jej się od nikogo nie dostaje – ona jest naturalnym, przyrodzonym prawem każdego człowieka. Jeśli będziemy mieli tylko trochę wolności słowa – to będziemy mieli niewolę słowa. I wtedy znów – jak w haniebnych latach osiemdziesiątych zeszłego wieku – pojawią się książki i artykuły z informacją mówiącą, że są one publikowane przez podziemne wydawnictwa „bez wiedzy i zgody autora”. I wtedy nie będziemy już mieli demokracji – będziemy mieli preludium do nowego totalitaryzmu.

http://www.gazetapolska.pl/

RELACJE Z PIERWSZEGO DNIA PROCESU

Michnik nie chce zeznawać

– Zwyciężymy, zwyciężymy! – krzyczeli zwolennicy poety Jarosława M. Rymkiewicza, którzy licznie zgromadzili się w Sądzie Okręgowym w Warszawie, aby zamanifestować poparcie dla niego.
Wczoraj rozpoczął się proces pisarza, który został oskarżony przez wydającą „Gazetę Wyborczą” spółkę Agora o naruszenie dóbr osobistych tego koncernu za stwierdzenie, że redaktorzy „GW” są „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”.

P1430732

Ponad 200 osób przyszło do Sądu Okręgowego w Warszawie, aby zamanifestować poparcie dla Rymkiewicza podczas rozpoczęcia procesu z powództwa Agory. Do przybycia na rozprawę zachęcał sam pisarz. „Zapraszam na tę rozprawę wszystkich, którzy chcą żyć w Niepodległej Polsce” – zachęcał w zamieszczonym w internecie oświadczeniu. „To będzie proces, który pokaże, na czym polega i jak wygląda wolność słowa w tym państwie, w którym teraz żyjemy, a które miało być Niepodległą Polską” – podkreślał.

Rozprawa odbyła się w niewielkiej salce mogącej pomieścić nie więcej niż 20 osób, co wywołało głośne protesty ze strony zgromadzonych osób, niemogących uczestniczyć w procesie. Ci, którzy pozostali na zewnątrz, głośno domagali się zmiany sali na większą. Sąd jednak po krótkiej rozprawie odroczył proces do 7 lipca, wyznaczając tę samą salę, co wywołało kolejne krytyczne komentarze zwolenników Rymkiewicza.

Agora wytoczyła proces o naruszenie dóbr osobistych po wypowiedzi J.M.Rymkiewicza dla „Gazety Polskiej” z sierpnia ubiegłego roku. Komentując wówczas kwestię obecności krzyża przed Pałacem Prezydenckim, pisarz stwierdził:

Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach ‚Gazety Wyborczej’, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami.

Rymkiewicz dodał, że redaktorzy „GW” są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski, a rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji, która była skażona duchem ‚luksemburgizmu’, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków. Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża. Uważam, że ludzie ci są godni współczucia – polscy katolicy powinni się za nich modlić.

Agora domaga się przeprosin i wpłaty 10 tys. zł na ośrodek dla ociemniałych w Laskach pod Warszawą. Reprezentujący pisarza adwokat Sławomir Sawicki podkreśla, że wnosi o oddalenie pozwu, ponieważ Rymkiewicz przedstawiał tylko dopuszczalne opinie w ramach debaty politycznej, a nie mówił o faktach. – Swoich przeciwników „Gazeta Wyborcza” może do woli lżyć i znieważać, nazywając ich nacjonalistami, faszystami, oszołomami czy antysemitami. Mnie np. nazywano tam ideologiem skinów oraz stalinistą, ale niech ktoś powie choć jedno słowo prawdy o tych panach. O, na to oni nigdy się nie zgodzą. Są nietykalni, a dlaczego? Dlatego że umówili się przy Okrągłym Stole z komunistami, że to oni będą tu rządzić. Ale nie będą, bo to jest nasz kraj – stwierdził Rymkiewicz.

P1430751

Sawicki zgłosił wniosek o przesłuchanie w charakterze świadków redaktora naczelnego „GW” Adama Michnika, redaktorów: Seweryna Blumsztajna, Rafała Ziemkiewicza, Tomasza Terlikowskiego, Andrzeja Nowaka i Leszka Żebrowskiego. Odrzucenia wniosku domaga się pełnomocnik Agory mecenas Piotr Rogowski. Stwierdził on, iż niektórzy ze świadków mieliby zeznawać na okoliczność „przodków redaktorów gazety”. Sąd ma rozpatrzyć wniosek w terminie późniejszym.

Po wyjściu z sali Rymkiewicz powiedział dziennikarzom, że byłby skłonny wycofać się z niektórych swych twierdzeń. Powiedziałby, że nie „wielu redaktorów ‚GW’ było spadkobiercami KPP”, lecz „tylko ci najważniejsi”. – Taka postawa niczego nie zmienia – ocenił Rogowski, który wykluczył taką ugodę.

Rozmowa z Poetą po rozprawie

W reakcji na proces grupa poetów – m.in. Wojciech Wencel, Marcin Świetlicki, Leszek Długosz, ks. Jan Sochoń – sprzeciwiła się „próbie ograniczenia w Polsce wolności słowa”. Kilku z nich było wczoraj w sądzie. > Poeci solidarni z Jarosławem M. Rymkiewiczem

 

Zenon Baranowski

Na rozprawę przybyli m. in. pisarz Marek Nowakowski, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz, reżyser Grzegorz Braun i inni.

Przed salą zgromadziło się początkowo ponad 40 osób, ale szybko ich liczba rosła dochodząc do 250. W ścisku oczekiwali na początek rozprawy. Sąd wyznaczył na ten cel niewielką salę, choć było wiadomo, że publiczność stawi się licznie. Chodziło więc o to, by nie wpuścić wszystkich na salę. I sądowi udało się; na salę rozpraw nie wpuszczono żony i syna poety.

Jarosław Rymkiewicz  stwierdził po wyjściu z sali rozpraw powiedział do zebranych: Czegoś takiego nie było  w dziejach literatury polskiej. Poparli mnie poeci o nieraz innych poglądach politycznych. Zwyciężyła solidarność zawodowa.

A o procesie: Jestem zaskoczony. To przykład ograniczenia wolności słowa. Od czasów Kochanowskiego czegoś takiego nie było. Dziękuję Wam bardzo za obecność. Walczę dla Was. Nie byłbym taki odważny bez Państwa!

Zgromadzeni zaczęli wówczas skandować: „Większa sala!, Jawność zgromadzeń, Wolność narodu, Wolność Poety!, Wolność słowa! i Przyjdzie pora na Redaktora!”.

Sąd rozpoczął rozprawę by natychmiast ją odroczyć do 7 lipca, godz. 9. Rozprawa została odroczona, a sąd zarządził przesłuchanie informacyjne stron.

W tym czasie red. naczelny „Gazety Wyborczej” Adam Michnik przebywał w Budapeszcie, jak można się domyślać z wykładami, ostrzegającymi przed hydrą faszyzmu i ciemnogrodem w związku z dojściem do władzy premiera Viktora Orbana.

źródła: http://niezalezna.pl/Nasz Dziennikhttp://www.blogpress.pl/node/7921

 

MYŚLELI, ŻE ZMIENIĘ SIĘ ZA PIENIĄDZE

Prof. Jarosław M.Rymkiewicz: – To jakiś nonsens. W jednym z tekstów napisałem, że „Michnik i jego ludzie są spadkobiercami Róży Luksemburg w jej idei wynaradawiania Polaków, którą później zapoczątkowała KPP”. Te słowa Agora uznała za obraźliwe. Rzecz jasna ja je nadal podtrzymuję. Przecież Luksemburg wymyśliła to, marząc o powstaniu jednego państwa europejskiego. Wyśmiewała ideę niepodległości Polski. To jest duchowy spadek, który jest fundamentem Wspólnoty Europejskiej.

– Domyśla się pan, dlaczego Agora nie wytoczyła procesu Zbigniewowi Herbertowi, a wytoczyła panu? Herbert nazwał Adama Michnika „manipulatorem, człowiekiem złej woli, kłamcą i oszustem intelektualnym”. Dlaczego nie wytoczyła Jarosławowi Kaczyńskiemu za podobne słowa o „Wyborczej” – KPP?

– Trudno powiedzieć. Może byli zbyt silni? Niegdyś Agora nie chodziła od razu do sądu. Z procesami ruszyła stosunkowo niedawno. I jak już zaczęli, to niemal masowo. Na pewno jest to wyraz słabości i braku argumentów w debacie. Wygląda też na przemyślaną próbę zastraszenia. Zresztą jak podejmować dyskusję z kimś, kto pisze o panu, że jest pan „oszołomem” albo „idiotą”?

– Nie myślał pan, żeby pozwać ich w rewanżu?

– Wypisywali o mnie okropne rzeczy. Byłem tam „stalinistą”, „faszystą”. Ale przecież nie będę się ośmieszał z sądami. Wolność słowa polega na tym, że można powiedzieć, co się chce. Także o mnie.

Wytacza panu proces spółka, a nie redaktorzy „Wyborczej”…

– Opisał to kiedyś prof. Andrzej Nowak z UJ. Coraz większą rolę zaczynają odgrywać w Polsce medialni oligarchowie. Ten proces ma na celu zastraszenie innych. Za chwilę jakaś inna korporacja czy telewizja będzie mogła zaatakować jakiegoś dziennikarza czy pisarza, o którym nie będzie już tak głośno. Dlatego nie jestem tu istotny ja, ale problem. I na szczęście pewne reakcje, które się pojawiły.

– Myśli pan o liście 28 poetów w obronie wolności słowa? Pod listem podpisali się m.in. Leszek Długosz, Wojciech Wencel, Marcin Świetlicki…

– Im nie chodzi o mnie jako Rymkiewicza. Większości z nich nie znam osobiście. Z niektórymi różnię się zasadniczo politycznie, jak i literacko. To jest protest przeciwko ograniczaniu prawa do debaty. Być może to najcenniejsze, co przetrwa z tej sytuacji. To niebywałe wydarzenie w dziejach literatury polskiej. Poeci pracowali zawsze na własny rachunek. Byli podzieleni. I teraz występują w obronie wspólnych wartości. Zdumiewające, bo nie było tego nawet w XIX w., kiedy poniewierano takie postaci jak Mickiewicz czy Słowacki! Ale to jest reakcja na podważenie fundamentów kultury europejskiej. Zakwestionowano wolność przemawiania.

– Może znajdzie pan jeszcze bardziej zaskakujących obrońców? Publikująca w „Wyborczej” felietony Katarzyna Kolenda-Zaleska napisała tekst chwalący odwagę amerykańskich sędziów, którzy „w konflikcie między wolnością słowa a dobrem jednostki wybrali to pierwsze”. W przeddzień pańskiego procesu.

– To zabawne… Widocznie jakoś to przeoczyli.

– W tekście „Nasz proces z Owidiuszem” „Gazeta” przypomina, że Agora to jeden z fundatorów nagrody Nike, którą otrzymał pan w 2003. Wypominają panu, że „Rymkiewicz odebrał wraz z czekiem na 100 tys. złotych. Może wówczas redaktorów ” za wrogów polskości nie uważał”…

– No proszę, a podobno nagrodę przyznawało niezależne jury ekspertów za wartości literackie! Moje poglądy były czytelne tak w latach 80., 90., jak i w ostatniej dekadzie. Nigdy ich nie ukrywałem, tak przed Nike, jak i po niej. Spodziewali się, że zmienię je za pieniądze? Dotykamy tu intencji, które są niejasne i takie pozostaną.

– Kiedyś istniała dobra zasada, że dziennikarze, poeci czy pisarze nie ciągają się po sądach za słowa. Odpowiadali sobie na łamach. Dlaczego to się skończyło? Pański proces nie jest jedyny.

– To trudne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Przed laty polemiki w gazetach były bardzo ostre, często brutalne. Odwoływały się jednak do pewnych wartości. Może jest tak, że ludzie niereprezentujący żadnych wartości oprócz interesu finansowego posuną się do wszystkiego, by tego bronić?

18.03.2011 http://www.se.pl/

 

Oświadczenie

Zgodnie z zapowiedzią, opublikowaną jesienią ubiegłego roku, zawiadamiam, że pierwsza rozprawa w procesie, który wytoczyła mi „Gazeta Wyborcza” za wypowiedź, zamieszczoną w „Gazecie Polskiej” odbędzie się 17 marca 2011 r.  o godz. 11.20, w Sądzie Okręgowym w Warszawie, IV Wydział Cywilny, przy al. Solidarności 127 w sali 219.

To będzie proces, który pokaże, na czym polega i jak wygląda wolność słowa w tym państwie, w którym teraz żyjemy, a które miało być – Niepodległą Polską. Swoich przeciwników „Gazeta Wyborcza” może do woli lżyć i znieważać – nazywając ich nacjonalistami, faszystami, oszołomami czy antysemitami. Mnie np. nazywano tam ideologiem skinów oraz stalinistą – ale niech ktoś powie choć jedno słowo prawdy o tych panach – O, na to oni nigdy się nie zgodzą. Są nietykalni, a dlaczego? Dlatego, że umówili się przy okrągłym stole z komunistami, że to oni będą tu rządzić. Ale nie będą – bo to jest nasz kraj.

Zapraszam na tę rozprawę wszystkich, którzy chcą żyć w Niepodległej Polsce.

Jarosław Marek Rymkiewicz.

Oświadczenie

W związku z rozpoczynającym się niebawem procesem, który wytoczył mi Adam Michnik (chowając się za wydawcę swojego pisma), oświadczam co następuje.

W dziejach cywilizacji europejskiej procesy przeciwko pisarzom nie są niczym nowym. Wielu pisarzy było więzionych, byli nawet tacy, których powieszono lub rozstrzelano. Wielu pisarzy nonsensownie oskarżono, wielu wygnano z ich ojczyzny, wielu innym w różny sposób próbowano zamknąć usta i ocenzurować ich poglądy. Wystarczy przypomnieć Gustawa Flauberta, oskarżonego o napisanie „Pani Bovary”, czy Owidiusza, wygnanego z Rzymu przez cesarza Augusta. Ale te prześladowania nie prowadziły do niczego, ponieważ – właśnie w cywilizacji europejskiej – rzeczy miały się i mają się nadal tak, że literatura zawsze zwyciężała i nadal zwycięża. Literatura jest bowiem nieśmiertelna, a władza, która ją prześladuje, jest krucha, krótkotrwała i niepewna. Władza, także władza medialnych oligarchów, nic więc nie może zrobić literaturze, nic nie może jej odjąć, w żaden sposób nie może jej zaszkodzić. A jeśli może komuś zaszkodzić, to tylko sobie. Osip Mandelsztam, zamordowany przez Józefa Stalina, jest teraz największym rosyjskim poetą XX wieku. Jest chwałą cywilizacji rosyjskiej i chwałą cywilizacji europejskiej. A Józef Stalin jest teraz tym, kim był zawsze – nędznym pijaczkiem, nędznym ospowatym prześladowcą Osipa Mandelsztama. I tak to już zostanie – na wieki.

Kto podnosi rękę na literaturę, temu ta rączka uschnie. To jest nieuchronne. Proces, który niebawem się rozpocznie, wygrałem więc, zanim się rozpoczął. I wygram go – nawet jeśli przegram w sądzie. Adam Michnik jest skończony. To jest koniec jego fałszywego mitu. Ten proces to jest koniec Adama Michnika. W naszym języku istnieje pojęcie śmierci cywilnej. Okazuje się, że możliwe jest także cywilne samobójstwo.

Zapraszam wszystkich na moje przemówienie na sali sądowej. O terminie procesu poinformuję osobnym komunikatem.

Jarosław M. Rymkiewicz

Milanówek, 22 października 2010 roku

Teologia Polityczna

Ważniejsze publikacje:

DALEJ na kolejnych stronach:

strona [2] Elity nie potrzebują Polski, wywiad
strona [3] List do Adama Michnika

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, III RP, Lata PRL, Po 1980, Wiersze, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Rymkiewicz kontra „duchowi spadkobiercy KPP”. Historia procesu

  1. Przesyłamy Panu naszą DOBRĄ energię!!!!1

  2. Jestem więcej niż PEWNA wygranej! Nie wszyscy sędziowie się sprzedają. Poza tym jest dla nich wielka dekoniunktura!

  3. Pingback: Rymkiewicz kontra ?duchowi spadkobiercy KPP? « Stop Syjonizmowi

  4. Bzdury pisze:

    Pan Rymkiewicz opowiada bzdury o Róży Luksemburg, która niggdy nie była komunistką, lecz socjalistką i oddała swoje życia za sprawę gnębionych robotników przez kapitalistów. Owszem, chciala zjednoczonej Europy, ale nie kapitalistycznej jak to móiw Rymkiewicz, lecz socjalistycznej!

    • emka pisze:

      Po pierwsze więcej szacunku do Pana Profesora. Po drugie była „komunistycznym potworem” i to międzynarodowym. Wrogiem niepodległej Polski.
      Autorze komentarza o nicku Bzdury zmień nikt i dokształć się, bo te dwie rzeczy prowadzą Cię do pisania właśnie bzdur.

      • Anonim pisze:

        Gazeta wyborcza to „propagandowa szczekaczka”-szmatlawiec.Ten „mecenas „tj.polinteligent,miernota.Krawaty z konopii dla wszystkich komunistow.

  5. gość z drogi pisze:

    niskie ukłony dla Poety i Bojownika
    serdeczne podziękowania dla wszystkich,którzy wspierają
    GO na procesach,dzisiejszy werdykt,to werdykt wspierający oficjalnie Cenzurę
    myśli i słów
    i pomyśleć,ze kiedyś szliśmy na przeciw czołgow i ZOMO,walcząc o Wolność SŁOWA i Myśli
    serd pozdr wszystkich niepoprawnie myślących

    • emka pisze:

      Walczyliśmy z czołgami a parafrazując naszego Bul-a armaty były ukryte w krzakach.
      Ten proces je odsłania.

      Drogi gościu z drogi dziękujemy za komentarz i pozdrawiamy bardzo serdecznie

  6. 303 pisze:

    Brawo Pan Rymkiewicz.
    Ten proces ,niesluszny zreszta przyspozyl poecie jeszcze wiekszej popularnosci,chociazby takiej, ze ja dzieki niemu moglem poznac tworczosc tego poety bo przyznam szczeze ,ze wczesniej nawet nieslyszalem o Panu Rymkiewiczu i mysle ,ze takich jak ja jest wiecej.

  7. 303 pisze:

    Lepiej byc nacjonalista jak syjonista!

  8. Don Kichot pisze:

    Podniosły mnie na duchu słowa pana profesora „…że to oni będą tu rządzić. Ale nie będą ? bo to jest nasz kraj”. Życzę sobie i wszystkim polakom aby takie myślenie zastąpiło to, które zostało narzucone przez wyborczą i współpracujące z nią media. Parafrazując słowa Smolenia można rzec – nie oglądaj telewizji i nie czytaj wyborczej bo będziesz miał w głowie glizdy-. Serdecznie pozdrawiam

  9. Wk.bardzo pisze:

    Ja jestem nacjonalistą i dla mnie to powód do dumy. W UE są nimi Niemcy,Francuzi, Anglicy tylko o tym nie mówią.Oni działają. Przeciętny obywatel tych krajów nie martwi się o interes własnego państwa robią to za niego politycy. My mamy dokładnie odwrotną sytuację. A gdzie ideologią państwową jest szowinizm? Ma sie tam doskonale a panuje tam? No własnie demokracja.

  10. gość z drogi pisze:

    Droga Emko
    mineło „troszkę CZASU” ale widocznie tak mialo być 🙂
    Dzisiaj ,w Dniu Królwej Polski i kolejnej rocznicy 3 Maja
    niskie ukłony dla Ciebie i dla myslacych i piszacych niepoprawnie politycznie 🙂
    Dzisiaj wielkie święto Ukłony dla POETY 🙂
    serd pozdr 🙂

    • emka pisze:

      Gościu Drogi, jak miło Cię widzieć u nas!
      Dziękujemy za wszelką życzliwość i gorąco pozdrawiamy.
      Do zobaczenia 🙂

  11. emka pisze:

    Świetlicki nie chce nagrody Nike. W geście solidarności z Rymkiewiczem

    Krakowski poeta, którego ostatni tomik „Jeden” został nominowany do nagrody literackiej, nad którą patronat ma „Gazeta Wyborcza”, oświadczył, że „nie chce uczestniczyć w konkursie organizowanym przez instytucję, która wytacza procesy poetom za to, co myślą”.

    Świetlicki napisał:

    „ODEZWA DO NARODU
    Ja, Marcin Świetlicki, poeta i wokalista polski, proszę o chwilę uwagi.
    Moja książka poetycka JEDEN została nominowana do nagrody NIKE, a ja WOLAŁBYM NIE.
    Toteż poinformowałem o tym Sekretarza Nagrody, a teraz informuję Ciebie, Narodzie.
    Nie chcę uczestniczyć w konkursie organizowanym przez instytucję, która wytacza procesy poetom za to, co myślą.
    I jest jeszcze kilka innych powodów.
    Bardzo proszę o uwzględnienie w swoich główkach i serduszkach tej informacji.
    Kłaniam się pięknie,
    Świetlicki”

    W 2011 roku Świetlicki podpisał list poetów sprzeciwiających się wytoczeniu procesu przez wydawcę „GW” Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi.
    http://rebelya.pl/post/6340/swietlicki-nie-chce-nagrody-nike-w-gescie-solid

  12. emka pisze:

    Przypomnienie – Szczegółowa historia procesu, który Michnik wydawca „GW” wytoczył Jarosławowi M. Rymkiewiczowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.