Antologia poezji katyńskiej

Pomysł tej antologii chodził za mną od dawna, ale wciąż coś go spychało na dalszy plan. Wreszcie pan Andrzej Piekarski, wnuk generała Wacława Piekarskiego, przysłał mi wiersz „Katyń” i uznałem, że dość tego zwlekania. Początkowo chciałem wprowadzić jakiś układ w antologii, ale zrezygnowałem. Wiersze prezentuję w tej kolejności, w jakiej je znajdowałem w googlu.

Spis utworów

(w układzie alfabetycznym wg nazwisk autorów)

  1. Jerzy Bazarewski – Matka Boska Kozielska
  2. Jerzy Czarnota – Lista strat
  3. Maciej Krzysztof Dąbrowski – Katyń
  4. Witold Dąbrowski – *** [Leżą, strzelani w ciemię]
  5. Leszek Długosz – Na grzebyk z grobu pod Bykownią
  6. Leszek Długosz – Ogarniam myślą Ich…
  7. Stefan Gołębiewski – *** [Pod niebem ciężkim jak ołów]
  8. Jan Górec-Rosiński – Katyń
  9. Barbara Gruszka-Zych – W lesie katyńskim
  10. Zbigniew Herbert – Guziki
  11. Kazimiera Iłłakowiczówna – O Boże!
  12. Marian Jonkajtys – Modlitwa do Matki Boskiej Katyńskiej
  13. Jacek Kaczmarski – Katyń
  14. Waldemar Kania – Mord
  15. Feliks  Konarski – Katyń
  16. Wacław Kruk – *** [Modlę się, Panie, za kraj, który w męce]
  17. Halina Młynarczyk – *** [Przyszliśmy do Was tu]
  18. Autor nieznany – Pieśń jeńców polskich w Ostaszkowie
  19. Jan Olechowski – Rejestr Katynia
  20. Zdzisław J. Peszkowski – Modlitwa
  21. Lech Piwowar – Żołnierz, który klęczy
  22. Alicja Pomian-Pożerska – Upiór
  23. Witold Poray-Wojciechowski – Katyń
  24. Bolesław Redzisz – Msza święta
  25. Andrzej Riegier – *** [Odszedłem tak jak sen]
  26. Henryk L. Rogowski – Polakom zamordowanym w Katyniu
  27. Ronald Śliwiński – Katyń
  28. Dominika Świątek – Sen o Katyniu
  29. Jan Twardowski – Bez kaplicy
  30. Wojciech Wencel – Calcium magnesium
  31. Wojciech Wencel – Rosa Canina
  32. Wojciech Wencel –  Cornyje wowrony
  33. Kazimierz Józef Węgrzyn – Katyń
  34. Kazimierz Wierzyński – Nekrolog
  35. Jerzy Zagórski – Ballada o Koziej Górze

 

ANTOLOGIA  POEZJI  KATYŃSKIEJ

 

Feliks Konarski

Katyń

Tej nocy zgładzono Wolność
W katyńskim lesie…
Zdradzieckim strzałem w czaszkę
Pokwitowano Wrzesień.

Związano do tyłu ręce,
By w obecności kata
Nie mogła ich wznieść błagalnie
Do Boga i do świata.

Zakneblowano usta,
By w tej katyńskiej nocy
Nie mogła błagać o litość,
Ni wezwać znikąd pomocy.

W podartym jenieckim płaszczu
Martwą do rowu zepchnięto
I zasypano ziemią
Krwią na wskroś przesiąkniętą.

By zmartwychwstać nie mogła,
Ni dać znaku o sobie
I na zawsze została
W leśnym katyńskim grobie.

Pod śmiertelnym całunem
Zwiędłych katyńskich liści,
By nikt się nie doszukał,
By nikt się nie domyślił

Tej samotnej mogiły,
Tych prochów i tych kości –
Świadectwa największej hańby
I największej podłości.

*

Tej nocy zgładzono Prawdę
W katyńskim lesie,
Bo nawet wiatr, choć był świadkiem,
Po świecie jej nie rozniesie…

Bo tylko księżyc niemowa,
Płynąc nad smutną mogiłą,
Mógłby zaświadczyć poświatą
Jak to naprawdę było…

Bo tylko świt, który wstawał
Na kształt różowej pochodni
Mógłby wyjawić światu
Sekret ponurej zbrodni…

Bo tylko drzewa nad grobem
Stojące niby gromnice
Mogłyby liści szelestem
Wyszumieć tę tajemnicę…

Bo tylko ziemia milcząca,
Kryjąca jenieckie ciała,
Wyznać okrutną prawdę
Mogłaby – gdyby umiała.

*

Tej nocy sprawiedliwość
Zgładzono w katyńskim lesie…
Bo która to już wiosna?
Która zima i jesień

Minęły od tego czasu,
Od owych chwil straszliwych?
A sprawiedliwość milczy,
Nie ma jej widać wśród żywych.

Widać we wspólnym grobie
Legła przeszyta kulami –
Jak inni – z kneblem na ustach,
Z zawiązanymi oczami.

Bo jeśli jej nie zabrała,
Nie skryła katyńska gleba,
Gdy żywa – czemu nie woła,
Nie krzyczy o pomstę do nieba?

Czemu – jeśli istnieje –
Nie wstrząśnie sumieniem świata?
Czemu nie tropi, nie ściga,
Nie sądzi , nie karze kata?

*

Zgładzono sprawiedliwość,
Prawdę i wolność zgładzono
Zdradziecko w smoleńskim lesie
Pod obcej nocy osłoną…

Dziś jeno ptaki smutku
W lesie zawodzą żałośnie,
Jak gdyby pamiętały
O tej katyńskiej wiośnie.

Jakby wypatrywały
Wśród leśnego poszycia
Śladów jenieckiej śmierci,
Oznak byłego życia.

Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek,

Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.

I tylko p a m i ę ć została
Po tej katyńskiej nocy…
Pamięć n i e d a ł a się zgładzić,
Nie chciała ulec przemocy

I woła o  s p r a w i e d l i w o ś ć
I   p r a w d ę  po świecie niesie –
Prawdę o jeńców tysiącach
Zgładzonych w katyńskim lesie.
23 kwietnia 1965

Wiersz przypisywany Hemarowi, w istocie jest dziełem Feliksa Konarskiego (Ref-Rena), co ustalono w 1991 roku po śmierci tego ostatniego. Ref-Ren i Hemar w latach 50. XX wieku blisko ze sobą współpracowali w Londynie, organizując polskie życie artystyczne. Razem przygotowali ok. 30 spektakli. Współpraca skończyła się po wyjeździe Konarskiego do Chicago. W takich przypadkach łatwo o pomylenie autorstwa. Być może było to ich wspólne dzieło.

Na górę

 

Wacław Kruk

***

Modlę się Panie za kraj, który w męce
I krwi serdecznej pławi się zalewie
Modlę się za naród co żyje w udręce
Za niegasnące otuchy zarzewie
W piersiach co wierzą w Ojczyzny powstanie
Modlę się Panie.

Modlę się Panie, a modli się ze mną
Woń pobojowisk i młodej krwi strugi
Modli się mogił i krzyży rząd długi
I konających jęki co w noc ciemną
Ku Tobie wznoszą o wolność błaganie
Modlę się Panie.

Modlą się Panie stratowane zboża
Modlą bombami zaorane pola
Modli samotna opuszczona rola
I kraj ten cały od morza do morza.
W którym rąk wkrótce do pracy nie stanie
Modlę się Panie.

Modlą się Panie gruzy miast i zgliszcza.
Wsi popalonych sterczące kominy
Szczątki kościołów, samotne ruiny.
Świadkowie strasznych scen smutne dworzyszcza
O łaskę Twoją i zamiłowanie
Modlę się Panie.

Modli się Panie polska ziemia wszystka
Jej wszystkie dawne i nowe kurhany
I całe morze łez i krwi przelanej
Lasy i pola i łąki i rżyska
O wyzwolenie i zmartwychwstanie
Modlę się Panie.

Modlą się Panie a ja razem z nimi
U stóp Twoich kajam się w prochu i pyle
Byś skrócić zechciał wyczekiwań chwile
I by nie były modły daremnymi
O łaskę Twoją i próśb wysłuchanie
Modlę się Panie.

Wacław Kruk został zamordowany w Katyniu. Wiersz- modlitwę odnaleziono podczas ekshumacji ciała w 1943 roku.

Na górę

 

Lech Piwowar

Żołnierz, który klęczy

Gwiazdy, gwiazdy – wzgarda i łaska!
Oto jest niebo, sina koszula żołnierzy,
obce sercu, wrogie głowie, dalekie ciału,
rozdarte w bombowych blaskach –
widziałem, jak okrywał się nim, nie okryty chwałą,
żołnierz, który nie wierzył.
Szrapnele w lasach rozdzierają w strzępy jesień,
w polu tropi zające samolot myśliwski.
Jest to pejzaż pogardy dla człowieka, więc nie ma tu ludzi,
ja jestem tylko drzewem w nocnym lesie
i rozsypuję suche złoto liści
na kompanie, co śpi – aby Bóg jej nie budził.
Lecz świt wszystkie objawia drogi –
i tym, którzy we śnie drżą w objęciach żon,
i tym, co pamiętają sakralne gesty papieża,
i tym, co jadą na okrętach zalanych mgłą –
wszystkim we śnie wszystko było na ścieżaj.
I samolot w te sny wbił swój warkot!
Kto widział zabite miasta, tego zabity sen nie trwoży,
lecz kompania, wybita z cienia, mrugała oczyma jak ślepe dziecko.
Powinienem to na zawsze zostawić pod powieką martwą,
Zakryć milczącym i zabójczym nożem –
Wszyscyśmy wtedy ujrzeli strach uderzający zdradziecko!
Oficer jak Mojżesz prowadzi w morze ognia,
tak głębokie, jak wysoko do nieba,
tak szerokie, jak horyzont, który kompanie okrąża,
Boże łagodny! Boże mleka i chleba!
Oto litania, której nikt pomyśleć nie zdążył.
A w środku tego morza szara muszla bólu,
wśród kompanii, która przyrastała do zielonych bruzd,
jeśli żołnierz, co klęczy i wyciąga ręce.
Krzyczy jego ciało, on najżarliwiej do ziemi się tuli,
Nie wiem, jakie słowo wyjąć mu z czarnych ust?
Ja jestem drzewo i zamilkam w męcie.

Wiersz powstał w obozie jenieckim w Starobielsku. Autor został zamordowany w Charkowie w 1940 roku.

Na górę

 

Kazimiera Iłłakowiczówna

O Boże!

O Boże!…
Najpierw jechali długo,
wieziono ich wiosenną szarugą.
Ilu ich było? Dwa? Pięć? Osiem? Dwanaście tysięcy?…
Pamiętamy ich zbrojnych i hojnych,
pamiętamy młodziutki przed wojną.
O Boże!

Nie myśleć więcej.
Każdy dzień ma swoją pracę.
a tamto – nie wraca.
A jednak.
O czym myślał, zanim umierał
za szeregiem walący się szereg?
Będziemy kiedyś wiedzieli,
skoro już wyszli spod ziemi.
Ktoś ocalony cudem,
ktoś schowany przypadkiem w rowie
straszliwą opowieść opowie:
czy szarpały ich ręce brudne?
czy poszli na rzeź bez oporu?
czy konali wiosennym wieczorem?
czy zabito ich w mroźne rano?
O Boże!

Czy im
się pożegnać dano?
Czy do końca, aż kat wystrzelił,
o niczym nie wiedzieli?
Jeden był jedynak u matki.
a drugi u ojca ostatni;
a trzeci popełnił zbrodnię
i jeszcze jej nie zamodlił.
U czwartego synek i żona,
piątemu wielkość sądzona.
Jak to być może?!
a katów przecie także Pan Bóg stworzył.

O Boże,
który w jaskółce mieszkasz, co obłoki mija,
i w jastrzębiu, co w locie jaskółkę zabija,
i w kwiatuszku – wypieszczonym w cieniu leśnych malin,
i w tych, co i maliny, i kwiat podeptali.
Który zlatujesz ogniem w pędzącym pocisku
i w mózgu świecisz, co od ciosu się rozpryska.
Który jesteś – i to mię zdumiewa najwięcej –
Jednocześnie w Polaku, Moskalu i Niemcu.

O Boże,
z tej wichury, co pali pół świata,
zstąp i zamieszkaj, błagam Ciebie,
nie w dzieciach, nie w kwiatach,
nie w czystych duszach, ani w jasnych wodach,
ale w sercach katów!
1943

Na górę

 

Jerzy Zagórski

Ballada o Koziej Górze

Sosnowy las, piaskowe wzgórze,
Dniepr wąski tu, a chmury nisko.
Znasz wydmy te nad rzek łożyskiem
Gdzie lasów takich szemrze dużo.

Czterysta lat egzulów ziemio
Na powrót wojsk oczekiwałaś.
Łupieżcy moc i własna małość
Coraz się dłuższym kładły cieniem.

I przyszło wojsko. Wiesz jak przyszło.
Wróciło bój ostatni wygrać.
Co drugi ma rycerski ryngraf
I leżą na pobojowisku.

Bo gdzie Rosjanin stopę oparł,
Tam kość pod każdej ziemi bryłą;
Tchórzliwy kat uderza z tyłu,
Gnijącej krwi nocami opar.

Szukała matka syna zwłoków
W każdym wrześniowym mężnych rowie.
Pewnie, że w szarży padł się dowie
Z szablą na czołgi w grzmiącym skoku?

A było tak: na ustach kneble,
Na głowie worek miast wawrzynu,
Po plecach bagnet nieraz spłynął.
Dziś leżą warstw zlepionych szczeble.

Tu braknie łez. A do krwi ręka
Nieuzbrojoną pięść zaciska
W bezsilnej hańbie cmentarzyska
Nad którym serce z bólu pęka.

O matko! Mężnie przyjm męczeństwo!
Czy znasz wyroki Świata Władcy?
Pół roku syn po wąskiej kładce
Szedł ku największym dni tych wieńcom.

Przesłanie: Jest Bóg. W pamięci Jego krążą
Wszystkie zgłębione ludzkie sceny.
Wymiary spaja sieć oceny
I myśl a słowo z czynem wiążę.
1943

Na górę

 

Kazimierz Wierzyński

Nekrolog

(fragment)

Dla tych, którzy musieli kopać własny grób,
Którym ręce wiązano z tyłu i kazano klękać przed jamą,
Których wieźli barkami i zatapiali na środku Morza Białego,
Po których nic nie zostało,
Nawet nazwisko,
Żadna wieść –
Dla nich nie pisze się nekrologów,
Dla nich jest tylko pamięć wdów
Albo żebracze modlitwy matek
Albo zdziwione spojrzenia dzieci
I z dnia na dzień rosnąca powoli błona
Nie dość śmiertelnej rany.
Z nocy na noc rosnąca powoli cisza
Przedawnionego nieszczęścia,
Która zagłusza krzyk i wołania
niepocieszonych,
Nawet jęk.
Zbrodnio niezmierna,
Ziemio wierna;
Wieczne odpoczywania,
Requiem aeterna.
1954

Na górę

 

Zbigniew Herbert

Guziki

Pamięci kapitana Edwarda Herberta

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
Z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie

są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychwstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi

przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą smoleński las

tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów


Na górę

Ronald Śliwiński

Katyń

Gdy musieliśmy ulec nawale,
Niemieckiej siły, bo nas zepchnięto,
Gdy walczyliśmy we krwi i w chwale,
Znienacka bagnet nam w tył wepchnięto.

Rany, bolesne tym bardziej były,
Że je słowiańskie ręce zadały,
Że znowu w hańbie i łzach brodziły,
Darły bestialsko, wściekle szarpały.

Mało im było nas sponiewierać,
Bólem porażki, nędzą cierpienia.
Tysiące wzięli aby rozstrzelać,
W przypływie szału zezwierzęcenia.

Gdy mnie żywego do grobu kładli,
Ze związanymi z tyłu rękoma,
Rzuciłem klątwę: „By trupem padli”,
Za taką masę, która tu kona.

Niektórych oddech szybki słyszałem –
Gdy mi do głowy broń przyłożyli –
Spiąłem się mocno, na ciele drżałem.
Tamci zamilkli, bo już nie żyli.

Później, gwałtownie ciemność nastała,
A po niej jasność wielkiej światłości,
To brać anielska w Niebie witała,
Nas, oficerów ofiar podłości.

Spisku i zemsty armii sowieckiej,
Która z Hitlerem pakt ułożyła,
O akcji skrytej, wojnie zdradzieckiej,
Później zdradzonej sama krwawiła.

My, martwi chcemy by pamięć żyła,
Wraz z ziemią, naszą krwią obryzganą,
Aby w umysłach na zawsze była:
Zbrodnia Katyńska – nie zapomnianą.

Na górę

 

Barbara Gruszka-Zych

cykl

W lesie katyńskim

ta polska trawa na rosyjskiej ziemi
rozstrzelany nauczyciel geografii
przestał powtarzać uczniom o granicach

* * *

prawnicy geodeci lekarze
bardzo dużo nauczycieli mówi Błażej
który jeszcze się uczy
tu w Katyniu chodząc po lesie

* * *
nocą ciemność jak ziemia
na ich
i naszych oczach

* * *
językiem śniegu nie ognia
mówi zapałka
nad zniczem w katyńskim lesie

* * *
nie podpalimy zniczami lasu katyńskiego
tyle tu drzew
przeszło sześćdziesiąt lat rosło z jedną myślą

* * *
tysiące płomyków trawy
nad tysiącami rozstrzelanych
zgasi je zima

* * *
poranne mgły
nad dołami śmierci
jak oddech zbudzonych

* * *
tysiące imion i nazwisk
już na zawsze za morzem
tysięcy kilometrów

Na górę

 

ppor. Andrzej Riegier

jeniec Katynia

***

Odszedłem tak jak sen
I znikłem niby cień
A ty z uśmiechem swym
Zostałaś w domku tym.

Gdzie śmiał się cudny świat
Z przeszłości pięknych dni
Śpiewałaś pięśń o której
Ktoś z daleka śnił.

Czy wrócą chwile te
Gdy pieśni śpiewał wiatr
a słońce patrząc się
Kroczyło grzbietem Tatr.

Dzielą nas setki mil
Czy wrócę prędko tam
Gdzie śpiewasz pieśń
Tam w domku tym
Pieśń, którą znam.

Zostałaś tam w tym domku bielutkim jak śnieg
W tym domku, do którego ów ktoś zawsze biegł
Zostałaś, czy myślisz jak dawniej znów
Czy myślisz tak Zosieńko mów.

Na górę

 

Bolesław Redzisz

jeniec Kozielska

Msza święta

W Kozielsku mrocznym lochu, gdzie wilgoć ze ściany
Jak łzy męczeńskie płynie, w rozpaczy oparach
Poczęła się odwieczna i święta ofiara,
I broczą krwią niewoli Chrystusowe rany.

Płomienie serc miast świecy palą się w ołtarzu,
Kadzidła modlitewne ścielą się pod stopy,
Jak wyrzut „Twoja wola Panie” bije pod stropy,
I mrok się gęsty sączy przez ościenne witraże.

Na ziemi, gdzie wyrosła kraina Nerona,
Miast dzwonów biją w niebo wartownika kroki.
Przez drut kolczasty Chrystus schodzi w piwnic mroki
Tam gdzie wolność zabito, by za wolność konać.

Na górę

 

ks. Jerzy Czarnota

Lista strat

Katyń Kozielsk Ostaszków Starobielsk
wiele rodzin do dziś nie może zrozumieć w tej rozpaczy
potwierdzonej londyńską listą
są przy nich resztki świadectw
medalik fotografia papierośnica
z kulą w głowie
świadczą przeciw kłamliwym wyrokom
po drugiej stronie ciszy

Na górę

 

Witold Dąbrowski

***

Leżą, strzelani w ciemię
w tych swoich grobach płytkich, siwieją z przerażenia.
Z wolna wzrastają w ziemię
żył czarnych chwytne nitki
wojsko się zakorzenia
W żadnym z okopów tylu
nie zaznali takiego
z piaskami spokrewnienia.
Daj mi prawo azylu,
ziemio kraju obcego
i siwiej z przerażenia.
Nad ich grobem ogromnym
niedoekshumowanym
ptaki krzyczą o świcie.
O czym one tak krzyczą,
że z niczym się nie liczą?
Czemu ich nie słyszycie?
I niech to nas pouczy,
że dym Troi się włóczy
przez setne pokolenia
W tej ptasiej asyście
Olszyn wiosenne liście
siwieją z przerażenia.
O ptaki obcej ziemi
krzyczcie,
bo myśmy niemi
i siwi z przerażenia
jak olchowe białe
spodem liście omszałe,
które są pełne płomienia.

Na górę

 

Halina Młynarczyk

***

Przyszliśmy do Was tu,
Złożyć u Waszych stóp
Rozkwitłe pąki.
Wasza żołnierska cześć
I Wasza męka!
W katyńskim lesie
Wschodzą Wam zorze
Wieczny spoczynek
Daj dobry Boże!

Pragnieniem naszym
Oddać Wam chwałę
Ugiąć kolana
W tym miejscu krwawym
W katyńskim lesie
Szumią Wam Brzozy
I odpoczynek
Daj wieczny Boże!
1989

Na górę

 

Stefan Gołębiewski

***

Pod niebem ciężkim jak ołów
Salwy mgłę leśną rozdarły
Stosy ciał strącone do dołów
Z na pół żywymi zmarli

Nikt straconych nie uczcił
Tylko do katyńskich dołów
Deszcz z płaczem się rzucił
Pod niebem ciężkim jak ołów

Na górę

 

Jan Twardowski

Bez kaplicy

jest taka Matka Boska
co nie ma kaplicy
na jednym miejscu pozostać nie umie
przeszła przed Katyń
chodzi po rozpaczy
spotyka niewierzących
nie płacze
rozumie

Na górę

 

Alicja Pomian-Pożerska

Upiór

Jestem czerwiem przemletym kształtem
wszystkich ciał skazańców
Złożonych na dole wspólnych dołów śmierci;

A w mych oczach noszę grozę wszystkich mąk konania,
A w ustach skowyt tortur.
Jestem na wskroś przerosły korzeniami lasu,
Który dźwigam na bokach na wieczność skazany;

Jestem przekleństwem epoki,
O pomstę wołaniem;

Jestem na wyrok sprawiedliwości cierpliwym czekaniem…
Przeklętym, z wnętrza ziemi wyrzuconym płodem;

Jestem zbrodnią.
Pamięci, której sam pomnikiem staję.

Niech się nie ważą szukać mojego ciała
Ci, którzy widoku upiorów się boją.

Na górę

 

Jan Górec-Rosiński

Katyń

W czyje sumienie
Wpisano te groby
Czyje usta
Zakneblowano milczeniem
Czyją pamięć
Zalano wapnem

mordercy w słońcu
niewinni

nam zostało
tylko epitafium

Na górę

 

Kazimierz Józef Węgrzyn

Katyń

Lata przemijają, historia się toczy
Morderca bezczelnie spogląda nam w oczy!
Na skraju pogardy, gdzie umarło słowo,
Leżą Nasi Bracia z przestrzeloną głową!

Ref. Siostry,Bracia – Polacy
Wiersz o Katyniu śpiewamy!
Siostry, Bracia – Rodacy,
My,My- Pamiętamy!

Z raną po bagnecie i sznurem na rękach,
Naszego narodu, Golgota i męka!
Zapisana pamięć, ołowianą łzą,
I skowyt dwóch bestii, zachłyśniętych krwią!

W zbiorowej mogile, pod kłamstwem tyrana,
Naszego Narodu,nie zgojona rana.
W krzyżach i pamięci,grobowe milczenie,
Co woła do świata o ludzkie sumienie!

Na górę

 

Maciej Krzysztof Dąbrowski

Katyń

Miejsce, nad którym stoję
– wielkim kawałkiem mnie!

choć niby tchnie spokojem
sprawia, że cały drżę
wsłuchany w lasu ciszę,
jak w ojca głos!

Mały smyk – słucham –

to mówi Ziemia –
Ten głos narasta w krzyk,
a pamięć w dal unosi
szczenięcych moich lat,
kiedy zbyt mały, słaby –
wyruszyć dałem w świat?

O Ojcu, co zdradzieckim
w tył głowy strzałem padł,
sen – wrył się w serce dziecka
obrazem krwawym!

Kat!

W Katyniu go zgładzono –
tak zdecydował „brat”.
Tam – Ojca mi zdradzono!
Tam obraz krwawy.

Kat? Kazano kochać kata? !

Okrutnych tyle lat
bezkarnie mógł pomiatać
historią „Wielki Brat”
nasz „Wielki Dobroczyńca”,
„Obrońca”,
„Słońce”,
„Wódz”!

Do dziś !
– bo dziś mam siłę, by mu wybaczyć móc!

– bo dziś wybaczyć mogę
wam – piewcy tamtych dni –
zbrodnie i kłamstwo wasze!

– gdy prawdę dacie mi!

Na górę

 

Jacek Kaczmarski

Katyń

Ciśnie się do światła niby warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod ruszonej darni.
Spoglądają jedna zza drugiej – do góry –
Ale nie ma ruin. To nie gród wymarły.

Raz odkryte – krzyczą zatęchłymi usty,
Lecą sobie przez ręce wypróchniał w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty –
Ale nie ma krzyży. To nie groby przodków.

Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy,
Po miskach czerepów – robaków gonitwy,
Zgniłe zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi –
Ale nie ma broni. To nie pole bitwy.

Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe urazy
Przez które do ziemi dar odpłynął boży –
Ale nie ma znaków, że to grób zarazy.

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.

Ale to świadkowie żywi – więc stronniczy.
Zresztą, by ich słuchać – trzeba wejść do zony.
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć –
Pan powietrza i ziemi i drzew uwięzionych.

Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu,
Świat mordu bez rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga,
Świat Boga bez imienia, imienia – bez losu.

Jest tylko jedna taka świata strona,
Gdzie coś, co nie istnieje – wciąż o pomstę woła.
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona,
Dół nieominięty – dla orła sokoła…

„O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci…”
29.8.1985


Na górę

Jan Olechowski

Rejestr Katynia

Pamięci Olgierda Szpakowskiego (zginął w Starobielsku)

Przeczytaj rejestr katyński
Imiona… martwe wyrazy
I zmów litanię za wszystkich
Bez ust, bez oczu, bez twarzy

Cyfra kamieniem milczenia.
Śmierć przywaliła okrutną.
O usta, których już nie ma
Jakże wam krzykiem wybuchnąć!…

Oczy wyżarte cierpieniem
W noc pogrążone, nieme,
Jakimże strasznym spojrzeniem
Przyszło wam żegnać tę ziemię

W dni nasze kruche i drżące
Niech wspólny los nasz uniesie
Ostatni gest konających
Zdradzonych w Katyńskim Lesie

Wiatr groby rozdarte liże
Ślad zasypuje morderców…
Módlmy się, smutni, pod krzyżem
O prawo do własnej śmierci.

Na górę

 

Marian Jonkajtys

Modlitwa do Matki Boskiej Katyńskiej

Zbawienie Wieczne – racz wyjednać Pani
Tym, którym śmierć ponieść przyszło
W Katyńskim Lesie strzałem w tył głowy
W odwecie za „Cud nad Wisłą”!

Matko Święta!
Gdy Syn Twój
Za nas skonał w męce,
Ty ciało Boga-Syna
Wzięłaś w Swoje ręce,
Ciało Boga-Człowieka
Wzięłaś w ręce obie –
Zdjęłaś z Krzyża
I tuląc ułożyłaś w grobie…

Matko Boża!
W Katyniu
Znalazłaś dość siły,
By spod nieludzkiej ziemi
Zbiorowej mogiły
Szczątki naszych najbliższych
Ująć w Swoje dłonie
I przestrzeloną czaszkę
Przytulić do skroni,
Odwiecznym gestem matki…
I dać ukojenie
Tym, którym obca przemoc
Ostatnie westchnienie
Wydarła z piersi… kulą
Przeszywając myśli…

Weź w dłonie nasze serca…
Oducz nienawiści…
Oducz chęci odwetu,
Zemsty zajadłości…
Daj dłońmi znak na zgodę,
Na triumf miłości!…

Daj nam moc
Matczynego Twych Dłoni oręża
I daj nadzieję światu:
Zło – Dobrem zwyciężaj!

Na górę

 

Waldemar Kania

Mord

W lesie
świadkami były drzewa
okaleczone
innych świadków ścięto
katem był człowiek
zatruty przez czas
który w kwietniowy dzień
o piątej nad ranem
zrodził potwory
i bestie
ptaki śpiewały requiem
a ziemia drżała
na zbiorowych mogiłach
dziś drzewa milczą
a ludzie krzyczą
przebici gwoździami pamięci

Na górę

 

Leszek Długosz

Ogarniam myślą Ich…

Ogarniam Ich ostatnie chwile
– Od dalszej chwili myśl moja się odbija

Pojmany, w loch ciśnięty
– W oczach oprawcy może ile?…
Powietrze szarpać ręką?
W nieczułą ciemność krzyknąć imię?

Ogarniam myślą Ich
Ogarniam myślą tamte Ich ostatnie chwile…

Ponad gniew, strach, wzgardę i bezradność
– Co może niemy bunt?
Na końcu zawsze jednak woła Miłość

– Najdroższa, Synku, Mamo
– Boże…
Strzał… Ciemność
Myśl moja się odbija
– Od tamtej chwili, tam w Katyniu

Pomyśleć…
Oprawcy mówili językiem bratnim
– W mowie Tołstoja i Puszkina

Na górę

 

Leszek Długosz

Na grzebyk z grobu pod Bykownią

Niepojęte niezbadane losy
I niepojęta nieuciszona siła
Tego krzyku
– Strzałem łopatą butem
Uciszonego
Zadeptanego
W niepamięć wrzuconego

Ułamku rzeczy, drobino plastiku
Mojego narodu relikwio święta
-Grzebyku z grobu pod Bykownią
Z mogiły, z chwili tamtej
Wydobyty…
Do kogo, o co – wołają dziś imiona
Na tobie wyryte
– W piach wtedy wołające ?
Z dna poniżenia
Dłonią człowieczą podniesione
Wypowiedziane żywą wargą
Pomiędzy nas przywołane…

Szczątku znikomy i bolesny
– Grzebyku z grobu pod Bykownią
Na cud twojego zmartwychwstania
Zdumienia ile grozy niemej ile
Zbiegło się
– Otoczyło cie bezradnie…

Dalekie w czasie i w przestrzeni
I moje niech przed tobą zegnie się kolano
Gdy słowa moje też przed tobą
Do mowy dojść nie umieją…

Na górę

 

Wojciech Wencel

Rosa Canina

Pamięci pomordowanych w Katyniu

Zakwitała białym kwiatem dzika róża
na podwórzu tuż przy murze kolegiaty
łagodniejsza niż w opisie Linneusza
oswajana pastoralnym krajobrazem

zamiast piąć się jak winorośl aż do okien
i plądrować co nie było jej pisane
powściągała młode pędy jak wierzchowce
wierna ziemi gdzie kanonik ją posadził

miała urok cichych stepów i kurhanów
a jej zapach był tak mocny i niezwykły
że przyciągał wszystkie panny na wydaniu
jednocześnie drażniąc inne obce zmysły

o północy kiedy usnął ksiądz nad psalmem
przyszli zimni ogrodnicy na podwórze
by wywabić woń wierności raz na zawsze
kradnąc różę z jej ojczyzny światłolubnej

przeszczepili krzew rękami czerwonymi
do krainy wiecznych śniegów leśnych trolli
klęli przy tym niczym szewcy i szydzili:
krnąbrne zielsko powiedz kto cię stąd wyzwoli

lecz nie dała się ujarzmić dzika róża
krewkie palce starły się od ostrych kolców
bardziej harda niż w opisie Linneusza
rosła sezon nie wydając im owocu

oszaleli ogrodnicy z bezsilności
wyrywali krzew gwałtownie pęd po pędzie
zakopali go bez świadków w czarnym borze
pewni że już nie obrodzi i nie wzejdzie

lecz gdy pękła leśna grobla po roztopach
świat zobaczył to co było mu pisane:
żywa skórka obrastała dół jak błona
wewnątrz pestki podobne do czaszek

Na górę

 

Wojciech Wencel

Calcium magnesium

Leżą w zbiorowej mogile
z przestrzelonymi głowami

ich utrudzone ciała
stopniowo tracą na wadze

rozkłada się wątroba
wiotczeją mózg i serce

w końcu pękają ścięgna
i kruszy się szkielet

legiony gnilnych bakterii
zostawiają za sobą

jedynie minerały
lżejsze niż szczypta prochu

po latach są już cząstkami
tablicy Mendelejewa

rozpływają się w ciemności
na cztery strony świata

jak było im obiecane
w Kazaniu na Górze

stają się

solą ziemi

Na górę

 

Wojciech Wencel

Czornyje worony

(ballada katyńska)

Gdy dzień jak szpion w porannej mgle
do ściśle tajnej wkracza zony
z letniska dla NKWD
ruszają czornyje worony

a dokąd jadą – któż to wie
a kogo wiozą po kryjomu
Bóg tylko jeden widzi je
lecz On nie powie nic nikomu

na próżno burzy się zła krew
za fasadami czarnych okien
spóźniona myśl daremny szept
powrozem skrępowane dłonie

pachnie igliwie szumi Dniepr
zwalniają krztusząc się gruchoty
przed nimi wiotkie krzyże drzew
i rozkopany szczyt Golgoty

czy to pragmatyzm czy to grzech
że wyrok zapadł bez obrony
wykona go Sowietów trzech
państwową wódką znieczulonych

już słychać przeładunku chrzęst
żołnierski płaszcz zasłania głowę
Ten który patrzy – jeśli jest –
czemu się nie odezwie Słowem

między korzenie wpełza zmierzch
skrwawieni jeńcy leżą w dole
jeden jak gdyby zdjęty snem
z kolczastych drutów ma koronę

Wielki Piątek, 3 kwietnia 2015

 

Dominika Świątek

Sen o Katyniu

Dostałam list z rosyjskim znaczkiem.
Piszesz, więc żyjesz, Bogu dzięki!
Całujesz córkę jedynaczkę.
A mi posyłasz nieba błękit
I w zwiewnej widzisz mnie sukience.
Wiem, że nie możesz pisać więcej.

Basieńka pyta wciąż o tatę
i marzy o dalekich krajach
Gdzie pojedziemy wszyscy latem.
Więc tylko siebie uspokajam.
Jeńcom nie wolno strzelać w głowy.
To prawo międzynarodowe.

Chciałeś powrócić przed wigilią.
Na pewno wrócisz na Wielkanoc.
Ja kawę z mlekiem i wanilią
przyniosę ci do łóżka rano.
Na razie szukam cię w albumie.
I sny mam, których nie rozumiem.

Mężczyźni w płaszczach lecz bez twarzy
idą przez rzadki las pomału.
Czuję, że złego coś się zdarzy.
I nagle słychać huk wystrzałów!
Otwieram oczy, strzały liczę.
To wiatr uderza w okiennice.

Dostałam list z rosyjskim znaczkiem.
Piszesz, więc żyjesz, Bogu dzięki…

Muzyka i śpiew – Dominika Świątek


Na górę

Henryk L. Rogowski

Polakom zamordowanym w Katyniu

Kiedy ci synku o Katyniu
całą prawdę obnażę
będziesz moimi słowami otwierał
polskie na wschodzie cmentarze.

Kryjące się w lasach krzyże i mogiły
usłyszysz krzyki co im towarzyszyły nie z buty
będziesz chciał przekląć wrogie siły
zrozumiesz pogardę dla ludzi i naszych pokuty.

Kiedy ci synku powiem to co skryte
jakie Oni doznali blizny
ułożysz sobie sam z tych liter
miłość do jedynej swej Ojczyzny.

Kiedy ci synku o Katyniu
całą prawdę pokaże
będziesz zawsze pamiętał
gdzie są nasze blizny –
tam gdzie na wschodzie polskie cmentarze.

Wiersz nadesłany do redakcji HKP przez Autora.

Na górę

 

ks. Zdzisław J. Peszkowski

Modlitwa

Matko Bolesna i Zwycięska
Ty, która stałaś na Golgocie pod krzyżem Chrystusa,
byłaś na pewno i w Lesie Katyńskim…
Zbierałaś ich po kolei
i niosłaś prosto do Syna Twojego.
A On przygarnął ich do swojego przebitego Serca.
Zatykano im usta, ale Ty słyszałaś ich niemy krzyk.
Wiązano im ręce, jak Synowi Twojemu,
a Ty powtarzałaś: „Ecce Homo”.
Ich przebite czaszki spowijałaś modlitwą.
Najdelikatniej zbierałaś każdą kroplę krwi.
Strzegłaś pamiątek, które nieśli ze sobą,
rozpoznawałaś krzyżyki, ryngrafy, medaliki,
i fotografie, i te listy-pocałunki najbliższych
– z którymi się nie rozstawali.
Widziałaś jak warstwami padali w ziemię,
jak ziarna pszeniczne na chleb mocy dla narodu.
Otulałaś ich ciszą lasu, który do dziś stoi oniemiały.
Czuwałaś nad tymi, którzy kochając – szukali ich, oczekiwali.
I nie mogli spotkać ich inaczej, jak przy Twoim Sercu.
Czekałaś cierpliwie z tymi, którym nie wolno było nawet pytać
głośno o Katyń.
A Ci, z Ostaszkowa, i Starobielska?
Byłaś z nimi do końca?
Gdzie ich żegnałaś?
W lasach, na polach, na morzu?
Ty znasz tajemnicę tak ukrywaną przed światem.
A czy widziałaś też tych, którzy strzelali,
wykonując barbarzyński rozkaz?
Czy ich widziałaś?
I przebaczyłaś im wszystkim?
Nie mogłaś inaczej.
Pamiętałaś przecież słowa Twojego Syna:
„Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”.
I nam pomóż przebaczyć.
Amen.

1990 rok, w pięćdziesiątą rocznicę Katynia

Na górę

 

Witold Poray–Wojciechowski

Katyń

Długim rzędem, w łachmanach, szli szarzy jak cienie,
A serca odrętwiałe, w oczach zimna groza.
Jeden za drugim dążył, trzymał się powroza,
Bez sił i czucia w ciele. Na ustach milczenie.

Tu Pułkownik, już siwy, z obliczem stężałym
Niósł na barkach – jak krzyż – swa smutną dolę;
Jeden z tych, co nad Bugiem krwią użyźnił rolę,
By się tam cud objawił… dla ojczyzny chwały.

Tam Major – pilot stąpał. Ni widział, ni słyszał;
Oczy w ziemię miał wbite i myślał uparcie
O eskadrze pod Lwowem, gdy po nagłym starcie
W potyczce mimo rany tak dzielnie się spisał.

Tu Komandor szedł z trudem i sznura się imał,
By nie upaść i skonać na rosyjskiej ziemi.
Z godnością niósł swe brzemię, a myślami swemi
Był znów na kanonierce. Front na Wiśle trzymał.

* * *

Szli Ułani, Saperzy, Wojsko wszelkich znaków;
Szła z nimi sława Polski – nieśmiertelna chwała!
Mimo więzów i kajdan, szła tam Wolność cała,
Niepomna krwi i ofiar. Szła godność Polaków.

Wszystkich tych męczenników w nocy wyrywali
Z łagrów, tajgi i stepów; były ich tysiące.
Spędzeni pod sekretem, w pośpiesznym transporcie
Na punkt zborny pod Katyń. Tam już dół kopali.

Szedł ten smutny korowód Polskich Oficerów,
A dokoła straż liczna półdzikich Azjatów,
Uzbrojonych po zęby, krwi żądnych psubratów,
Z nakazu NKWD – egzekucjonerów.

* * *

A gdy przyszli do lasku, tam sprawni siepacze
Zaczęli krwawe żniwo brutalne i brudne.
Strzał z nagana w tył czaszki! Nie było to trudne,
Gdy jeńcy wpółumarli, gdy w nich niemoc płacze…

Tyle kul, ile czaszek. Rachunek Stalina!
Ale pamięć – jak groźba – echem wróci wszędzie,
Poprzez świat i na wieki nad Rosją trwać będzie,
Jak palec Boga Ojca nad zbrodnią Kaina.

Dla męczenników – chwała nieśmiertelna
Wznosi pomnik w historii; w sercach hołd na wieki.
Niech Bóg – Sędzia nam pamięć tej zbrodni pokrzepi
I niech się spełni zemsta. Żołnierska, rzetelna!

Wiersz powstał na prośbę ppłk. Józefa Korabiowskiego dla uczczenia odsłonięcia pomnika pomordowanych w Katyniu – na uroczystości Święta Żołnierza zorganizowanej przez Koło Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Kirkcaldy (Szkocja), 13 sierpnia 1973.

Na górę

 

Jerzy Bazarewski

Matka Boska Kozielska

Zapłakana Matka Boska przyszła do Bagdadu,
Stopy miała pokrwawione, głowę zawiązaną.
Biedna polska Matka Boska aż spod Leningradu
Przyszła tutaj, żeby z nami do wymarszu stanąć.

Aniołowie zarządzili na pustyni zbiórkę
Wszystkich żywych i umarłych, wszystkich rozstrzelanych.
Matka Boska skromniuteńko stała na pagórku,
Mgły opadły i pod niebo wzbił się słońcem ranek.

Przyszli święci z Panem Bogiem, policzyli wojsko,
Matka Boska zdała raport o swoich z Kozielska.
Rozpłakała się cichutko Rzecz-Cierpliwa Polska,
Płacz był muzyką zamiast orkiestr i chórów anielskich.

Poszły pułki poprzez Bagdad ku dojrzałym zbożom,
Kozielszczanie szli na czele, byli niewidoczni.
Między nimi w aureoli była Matka Boża,
Czekająca na komendę: rozstrzelani – spocznij!

Na górę

 

Autor nieznany

Pieśń jeńców polskich w Ostaszkowie

Na melodię pieśni „Piechota”

Na wyspie Iłowej wśród lasów i wód
Spędzamy dni szare niewoli,
A z nami przebywa tęsknota i ból,
Odwieczny towarzysz niedoli.

Ostatni zeszliśmy z wytycznych nam wart.
A troska okryła nam czoła,
Gdy wróg nasz moskiewski
Podstępem jak łotr
Jął szarpać Ojczyznę dokoła.

Poszliśmy w niewolę bez żalu i skarg
Na nędzę i życie tułacze,
A po nas pozostał jęk matek i żon,
Modlitwy dziateczek i płacze.

Gdy wrócim z niewoli do domów i chat
Przez rzeki, jeziora i góry,
Pierś naszą pokryją nie wstęgi i haft,
Lecz proste żołnierskie mundury.

Gdy zajdzie potrzeba,
Gdy zechce tak los,
Niepomni na groby i rany,
Swe życie i zdrowie oddamy na stos
Dla Ciebie, mój Kraju Kochany.

1939

Na górę

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, Wiersze i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Antologia poezji katyńskiej

  1. Wielkie brawa za stworzenie antologii poezji katyńskiej. Dodaję pokaz, hołd poległym:

    http://www.youtube.com/watch?v=Akh7XDqSY18&feature=youtu.be

  2. Ewa Czadowska pisze:

    Serdecznie dziękuję za antologię. Wyrazy uznania dla PT Autora pomysłu zgromadzenia wierszy poświęconych Polakom pomordowanym na nieludzkiej ziemi, jak również Ich autorstwa. Życzę Panu, bo antologia kiedyś ukazała się również drukiem. Pozdrawiam serdecznie i pozostaję z należnym szacunkiem.

  3. Jerzy pisze:

    Bardzo smutne, ale trzeba pamiętac !!! Kiedy odbędzie konkurs poezji poświęcony tej strasznej zbrodni ? Czy Polska musi ukradkiem mówic o swoich zamordowanych synach? Pamięc jeńców-żołnierzy, pomordowanych przez sowieckich sołdatów musi byc utrzymana, a ta niesłychana zbrodnia nagłośniona. Barbarzyńca moskiewski zawsze był zbrodniczy. Obojętnie czy pod rządami cara, czy genseka, czy też prezydenta. Mieszkańcy Kremla zawsze lubowali się w mordzie i rozlewie krwi niewinnej. Ustępują przed silniejszym, słabego i związanego katują i mordują !!!

  4. mkd pisze:

    Z prawdziwym wzruszeniem odkryłem tu mój wiersz z 1978… zastanawiam się jak tu dotarła jego wersja z 2005, ale jeszcze bardziej nurtuje mnie pytanie – i zadam je tu ponieważ nie wiem czy e-mail finkcjonuje – czy Antologia została wydana w formie drukowanej, a jeśli tak – czy i gdzie mógłbym nabyć jej egzemplarze?
    Pozdrawiam serdecznie

    MKD Poezje
    (Maciej Krzysztof Dąbrowski)

  5. ada pisze:

    – Wizyta
    żołnierza z Katynia
    – Śp. Księdzu Prałatowi Zdzisławowi Peszkowskiemu
    – To była noc. Wróżyły sowy, ku ziemi księżyc chylił czoło,
    – wilk cichym kłusem biegł na łowy…
    – w blasku księżyca mech zapłonął…
    – W noc taką przyszedł on, i siadł…
    – Popatrzył na mnie… wreszcie rzekł: –
    – Już… już minęło tyle lat, nawet się nie obejrzał człek…
    – Na skroni miał zakrzepłą krew, spróchniały guzik spadł na ziemię…
    – Mundur poprawił i znów rzekł: – Przyszedłem, by zapytać ciebie,
    – odpowiedź twoją tam poniosę, tam… do mogiły pełnej łez…
    – Co słychać w waszej wolnej Polsce? Czy lepiej jest? Czy Polska jest?
    – Wyciągnął ku mnie dłonie martwe kolczastym drutem oplecione:
    – – Czy Polska jest? Powiedz mi prawdę! Bo my czekamy na odpowiedź!
    – Tam każdy z nas się śmierci bał, lecz z wiarą marli tam Polacy!
    – Nic nie odrzekłam, więc on wstał: – Taka odpowiedź za nasz Katyń?
    – Za oknem liść spóźniony spadł, jesień otarła złote łzy. On westchnął:
    – – To już tyle lat! Trzeba mi iść, trzeba iść…
    – Jesienna noc. Wróżyły sowy a ja liczyłam krople łez…
    – Cóż rzec zmarłemu żołnierzowi … że dzisiaj Polska lepsza jest?…

  6. ada pisze:

    MATKA BOŻA KOZIELSKA

    Zapłakana Matka Boska przyszła do Bagdadu,
    Stopy miała pokrwawione, głowę zawiązaną.
    Biedna polska Matka Boska aż spod Leningradu
    Przyszła tutaj, żeby z nami do wymarszu stanąć.
    Aniołowie zarządzili na pustyni zbiórkę
    Wszystkich żywych i umarłych, wszystkich rozstrzelanych.

    Matka Boska skromniuteńko stała na pagórku,
    Mgły opadły i pod niebo wzbił się słońcem ranek.

    Przyszli święci z Panem Bogiem, policzyli wojsko,
    Matka Boska zdała raport o swoich z Kozielska.

    Rozpłakała się cichutko Rzecz–Cierpliwa Polska,
    Płacz był muzyką zamiast orkiestr i chórów anielskich.
    Poszły pułki poprzez Bagdad ku dojrzałym zbożom,
    Kozielszczanie szli na czele, byli niewidoczni.

    Między nimi w aureoli była Matka Boża,
    Czekająca na komendę:
    rozstrzelani – spocznij!

  7. ada pisze:

    PRAWDA
    W lochu więziennym, pośród nocy otwarły się przed Prawdą drzwi…
    Ktoś wołał Boga, ktoś pomocy, a inny tylko liczył łzy.
    Wiatr zachichotał, potem załkał, kropla po murze skapywała…
    We drzwiach stanęła naga prawda, w źrenicy naga łza błyszczała.
    Za biurkiem siedział on, notował, nie spojrzał nawet w Prawdy stronę.
    Wiatr się unosił i wciąż wołał, poniósł cierpienie nieskończone…
    – Nazwisko!? – Prawda! – Kłamiesz suko!- Nazwisko!?
    – Prawda! – Ot zeznanie…Bykowiec w celi zabrzmiał głucho:
    – Nazwisko!? – Prawda! – Kłamiesz!… Kłamiesz!
    On miał skórzaną czapkę ciemną,
    bykowiec też skórzany był. Wiatr wbił się w niebo,
    w nieśmiertelność i żalił się, i łkał, i wył!
    A on z kabury wyjął broń: – Nazwisko!?
    – Prawda… Przecież wiesz!
    Wysyczał mierząc prosto w skroń:
    – Ty podła suko, ciągle łżesz!
    Kropla po murze skapywała,
    gdy naga prawda umierała…

    On tylko krzyknąć zdążył jeszcze:
    – To za to… że ty suko… jesteś!!!

    A dziś tak samo. W środku nocy, przed prawdą się otworzą drzwi!
    Boga zawoła ktoś! Pomocy! Znów zalśnią Prawdy krople krwi…
    Lusia Ogińska

  8. smyk pisze:

    Katyń 1940

    ….Tysiące Tysiące Tysiące
    na obcej ziemi snem wiecznym śpi
    snują się w mroku Dusze Płaczące
    każda na Krzyże upuszcza Łzy

    Kości Kości Kości Białe
    ziemia czarna jak czarne sny
    leżą w wojskowe mundury ubrane
    w ściśniętych dłoniach Orzełek tkwi….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.