„Alek” – Maciej Aleksy Dawidowski

Alek,  a także GlizdaKopernickiKoziorożec  – instruktor harcerski, podharcmistrz, sierżant podchorąży AK, bohater „Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego.Urodził się 3 listopada 1920 w Drohobyczu jako syn Aleksego, inżyniera technologa, i Janiny z Sagatowskich, inżyniera chemika. Wiosną 1939 ukończył warszawskie Gimnazjum im. S.Batorego.

 

W czasie nauki był członkiem 23 Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. Bolesława Chrobrego („Pomarańczarnia”), uzyskując  stopień harcerski  Harcerza Orlego.

W czasie kampanii wrześniowej 8 września 1939r, po apelu płk. Umiastowskiego wymaszerował z Warszawy wraz z grupą starszych harcerzy 23 WDH w składzie Batalionu Harcerskiego, dowodzonego przez komendanta Szczepu „Pomarańczarnia” harcmistrza Lechosława Domańskiego „Zeusa”, by na początku października powrócić wraz z nimi do stolicy.

W okresie październik – grudzień 1939 był członkiem tajnej organizacji PLAN i uczestnikiem jej akcji małosabotażowych, a po wycofaniu się z PLAN-u wraz z kolegami z 23 WDH, od początków 1940 do czerwca tego roku był łącznikiem w komórce więziennej Związku Walki Zbrojnej, utrzymującej łączność między konspiracją wojskową a więzieniami warszawskimi: Pawiak i Daniłowiczowska (Areszt Centralny).

Wiosną 1941 r, wraz z grupą przyjaciół z 23 WDH, wstąpił do Szarych Szeregów chorągwi Warszawskiej (Ul „Wisła”). Objął dowodzenie drużyną w hufcu „Mokotów Górny” (Rój MG), kierowanym od lata 1942 przez Tadeusza „Zośkę” Zawadzkiego. Razem ze swoją drużyną uczestniczył w działaniach Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”, do których skierowany został hufiec „MG” wraz z całym Okręgiem „Południe” Chorągwi Warszawskiej. Prace te wykonywał z dużym powodzeniem, m.in. za zdjęcie niemieckiej tablicy z pomnika Kopernika (11 lutego 1942) otrzymał honorowy pseudonim wawerski „Kopernicki”.

W okresie kwiecień-wrzesień 1942, w związku z zagrożeniem dekonspiracją, ukrywał się w majątku Olesinek koło Góry Kalwarii, należącym do Aleksandry Niewiadomskiej. We wrześniu1940 rozpoczął naukę w jawnej Państwowej Szkole Budowy Maszyn, dawnej Państwowej Wyższej Szkole Budowy Maszyn i Elektrotechniki im. H. Wawelberga i S. Rotwanda w Warszawie, przerwał ją jednak wiosną 1942 i wyjechał z Warszawy. Po utworzeniu Grup Szturmowych, objął dowodzenie 1. drużyny (SAD-100) hufca (plutonu) GS „Południe” (SAD), na którego czele stał Jan Bytnar”Rudy”. W 1942, po odbyciu kursu podharcmistrzowskiego („Szkoła za lasem”) został mianowany  podharcmistrzem (ps. instruktorski „Koziorożec”). W styczniu 1943 został elewem Zastępczego Kursu Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty zorganizowanego przez Kedyw KG AK. Brał udział w kilku akcjach rozbrojeniowych oraz w ewakuacji mieszkania przy ul. Brackiej 23 (akcja „Bracka”- 2 lutego 1943r). Po aresztowaniu „Rudego” (23 marca 1943) pełnił przez kilka dni funkcję komendanta Hufca SAD.

Po zajęciu Warszawy, w październiku 1939, niemieckie władze okupacyjne nakazały zasłonięcie umieszczonej na cokole pomnika tablicy: „Mikołajowi Kopernikowi – Rodacy”. Na niej pojawiła się (przykręcona czterema śrubami) nowa tablica: „Dem Grossen Deutschen Astronomen” (Wielkiemu astronomowi niemieckiemu), mająca świadczyć o niemieckim pochodzeniu Kopernika. „Alek”, przygotowując się do akcji zdjęcia niemieckiej tablicy, postanowił sprawdzić jak mocno zaciśnięte są mutry mocujące. Przed wygaśnięciem godziny policyjnej wskoczył na cokół pomnika i ku swemu zaskoczeniu stwierdził, że nakrętki można odkręcić ręką. Postanowił działać natychmiast; bez ubezpieczenia i z dużym narażeniem (kilkadziesiąt metrów od pomnika, przy Krakowskim Przedmieściu 1, znajdował się główny gmach Komendy Policji z wystawionym zewnętrznym posterunkiem) „Alek” kochający ryzyko ostrożnie odkręcił wszystkie mutry i zdjął ciężką tablicę, którą następnie przeciągnął chodnikiem pod arkadami Pałacu Staszica i ukrył w śniegu zalegającym pobliską uliczkę.

W odwecie za zdjęcie tablicy, Niemcy nakazali demontaż pomnika płk Jana Kilińskiego, stojącego wówczas przy ul. Krasińskich. Po kilku godzinach pomnik zniknął z placu. „Alek” postanowił wyśledzić miejsce jego ukrycia. Wkrótce okazało się, że Niemcy przewieźli pomnik Kilińskiego na teren Muzeum Narodowego. Następnego ranka warszawiacy, na murach Muzeum mogli odczytać napis wykonany w nocy przez „Alka”: „Jam tu. Ludu W-wy. Kiliński Jan”.

Podczas akcji pod Arsenałem (26 marca 1943), zorganizowanej w celu odbicia Janka Bytnara „Rudego”, dowodził sekcją „granaty” w grupie „atak”. Stanowiąc jednoczesne ubezpieczenia akcji z kierunku północnego, postrzelił idącego w towarzystwie kobiety ul. Nalewki oficera SS.

W czasie odskoku ciężko ranny w brzuch w starciu z funkcjonariuszami centrali Arbeitsamtu mieszczącej się w pałacu „Pod Czterema Wiatrami” przy Długiej 38/40 (dawna siedziba Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej).

Ewakuowany zarekwirowanym samochodem. W pogoń za podejrzanym samochodem ruszyła niemiecka wojskowa ciężarówka, która zablokowała Długą na wysokości pl. Krasińskich. „Alek” przez uchylone drzwiczki rzucił w kierunku Niemców granat. Dalsza jazda odbyła się bez problemów. Odwieziony na własną prośbę do mieszkania państwa Zawadowskich na Żoliborzu i tam opatrzony. Rany postrzałowe brzucha okazały się jednak bardzo ciężkie i wymagały natychmiastowej operacji „Alka”. Został przewieziony do szpitala Dzieciątka Jezus przy ul. Nowogrodzkiej i tam operowany, jednak po czterech dniach, 30 marca 1943, zmarł. Tego samego dnia zmarł odbity pod Arsenałem Jan Bytnar „Rudy”.

Podchorąży Aleksy Dawidowski „Alek” został pośmiertnie odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy V klasy rozkazem Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju gen. Grota-Roweckiego z 3 maja 1943r oraz awansowany do stopnia sierżanta podchorążego.

W 2011 został odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Maciej_Aleksy_Dawidowski

Rozmowa z Marią Dawidowską-Strzemboszową, siostrą „Alka”

Żoliborz, przedwojenna kamienica z widokiem z jednej strony na Most Gdański, z drugiej na ukwiecony skwerek wewnętrznego dziedzińca. Mieszkanie wysokie, pełne pamiątek rodzinnych, fotografii. To tu, za drzwiami chłopięcego pokoju, rodziły się projekty różnych akcji Małego Sabotażu, pochylały się nad mapami gorące głowy. Stąd w zimowy wieczór wyszedł, kierując się pod pomnik Kopernika ten, któremu po udanej akcji odkręcenia płyty z niemieckimi napisami, przyznano honorowy pseudonim „Kopernicki”. Glizda, Koziorożec, Alek, czyli Maciej Aleksy Dawidowski, harcerz słynnej 23 WDH, zwanej Pomarańczarnią, uczestnik Organizacji Małego Sabotażu Wawer.
Alek – tak nazywali go wszyscy, bowiem imię to było w jego rodzinie tradycyjne – jest dla kolejnych pokoleń wychowanych na książce Kamińskiego symbolem odwagi, patriotyzmu, braterstwa i prawości charakteru. Na Powązkach pod białym krzyżem druha Alka płoną liczne światełka, znaki pamięci tych, którzy go znali i tych, którzy zaprzyjaźnili się z nim dzięki „Kamieniom na szaniec”. Tej wiosny minęła 60. rocznica brawurowej akcji pod Arsenałem, podjętej przez przyjaciół w celu odbicia Rudego – Janka Bytnara. W mieszkaniu, w którym tyle się wydarzyło, rozmawiam z panią Marią Dawidowską-Strzemboszową, siostrą Alka.

W historii literatury często określano pokolenie, do którego należał Alek i jego przyjaciele, jako pokolenie Kolumbów. Czy zgadza się Pani z tym określeniem?
Książka Bratnego nie była z tego ducha, w jakim byli wychowani i czym żyli „zośkowcy”. Trudno więc mówić o pokoleniu, trzeba brać pod uwagę środowiska, były różne i różny był styl ich życia.
Alek, Rudy, Zośka stali się dla późniejszych pokoleń symbolami odwagi, oddania sprawie, przyjaźni na dobre i złe, a także chłopięcej brawury. Na ile książka druha Kamyka przyczyniła się do powstania legendy „chłopców od Zeusa?”
Przed ukazaniem się książki chłopcy znani byli tylko w swoim najbliższym kręgu. „Kamienie” ukazały się jeszcze podczas okupacji, wydane w tajnej drukarni i od razu zdobyły wielką popularność. Naturalnie, wszystkie imiona, pseudonimy i nazwy zostały zmienione, ze względu na ich bezpieczeństwo. I tak np. Alek był z początku Wojtkiem. Kiedy po tzw. wyzwoleniu wyjechałam w 1946 roku na stypendium do Ameryki, w drodze powrotnej zatrzymałam się w Londynie. Tam otrzymałam londyńskie wydanie ” Kamieni”, które zabrałam ze sobą do Polski. Potem były kolejne wznowienia.
Aleksander Kamiński napisał, że tych wspaniałych młodych ludzi ukształtowały trzy środowiska, w jednym duchu wychowujące młodzież: dom, szkoła i harcerstwo. Czego uczył i jaki był dom Pani i Alka?
My nie byliśmy jakoś szczególnie wychowywani, to działo się zupełnie naturalnie. Oboje rodzice pochodzili z Kresów. Z opowiadań rodziców i pamiętnika ciotki dowiedziałam się, między innymi, że nie wolno im było nawiązywać znajomości z Rosjanami czy Ukraińcami, trzymali się w swoim najbliższym kręgu, mówili miedzy sobą wyłącznie po polsku. W ten sposób strzeżono młodych Polaków przed wynarodowieniem. Rodzice należeli do pokolenia, które przeżyło odrodzenie Polski, to było dla nich bardzo ważne i często nam o tym opowiadali. Na przykład jak to wyrywali sobie kolejny odcinek Trylogii, który właśnie ukazał się w prasie. Pamiętam, że kiedy we wrześniu 1939 roku zaczęło się masowe szabrownictwo, mówiło się o tym z dezaprobatą. Powiedziałam wtedy do Alka: „Jak dobrze, że u nas tego nie ma”, a on na to: „A ten ołówek ojca na jego biurku, przedtem go nie było?”. (Ojciec przez pomyłkę zabrał go z biura).
No tak, tylko młodzi ludzie są tak radykalni w swoich poglądach. Proszę opowiedzieć coś więcej o rodzicach.
Mieszkaliśmy przed wojną na terenie Fabryki Karabinów na Woli, przy Dworskiej. Ojciec, Aleksy Dawidowski, inżynier technolog, był dyrektorem administracyjnym. Bardzo dbał o potrzeby swoich pracowników. Wszystko to, co głoszono potem jako zdobycze socjalizmu, ojciec wprowadzał u siebie: założył stołówkę pracowniczą, bibliotekę, klub sportowy, ośrodek zdrowia. Przed samą wojną pojechaliśmy razem z ojcem nad morze, by znaleźć i kupić dom wczasowy dla robotników. Niestety, nie wszystko, co robił, podobało się, np. kursy dokształcające spotkały się z protestem, nie wszyscy robotnicy chcieli się uczyć, a wielu było analfabetami. Ojciec żył tym wszystkim, co działo się w fabryce i opowiadał o tym w domu. Po zakończeniu działań wojennych we wrześniu 1939 roku ojciec wrócił do fabryki. Oglądaliśmy razem zniszczenia, widziałam, jak bardzo to przeżywał. W bibliotece zastaliśmy porozrzucane książki, niektóre zniszczone, z powyrywanymi kartkami. Ojciec zaproponował mi, żebym je uporządkowała. Umiał wciągać nas do swoich spraw. Alek też mu pomagał.
W domu nie mówiło się o pieniądzach, inaczej niż dziś. A przecież u nas nie zawsze było łatwo. Ojciec zginął w listopadzie 1939 r. Po tym, jak Niemcy przejęli fabrykę, zdecydował się przejść na emeryturę, by nie pracować dla wroga. Został aresztowany w czasie przeprowadzki ze służbowego mieszkania. Rozstrzelano go i tylko przez przypadek dowiedzieliśmy się o tym. Zostaliśmy bez środków do życia, bo matka (Janina z Sagatowskich Dawidowska, z wykształcenia inżynier chemik) nigdzie nie pracowała. Mama zaczęła wtedy szyć dla RGO [Rady Głównej Opiekuńczej], Alek szklił okna razem z Rudym, bo po wrześniowych nalotach brakowało szyb. Potem w lesie rąbał drzewo. Ja po maturze wyjechałam do ciotki na wieś, w Góry Świętokrzyskie. Pilnowałam dzieci, malowałam drzwi i okna w nowym domu, pracowałam przy wytwarzaniu kefiru w serowni.
A szkoła, czego uczyła młodych ludzi?
Alek chodził do męskiego gimnazjum i liceum im. Stefana Batorego, ja do żeńskiego, im. J. Słowackiego. W naszej szkole była szczególna atmosfera i prawdziwa więź między uczniami i nauczycielami. Nie pamiętam, by nam wtłaczano do głów jakieś hasła czy treści. Uczono nas i wychowywano na ludzi odpowiedzialnych. Pamiętam dzień 1 kwietnia, kiedy zamiast iść na lekcję historii, zabrałyśmy mapy i podręczniki i poszłyśmy na taras. Nauczycielka, bardzo mądra, Maria Bujalska, wyjaśniła nam, że pachnie jej to liberum veto i przypomniała, do czego to doprowadziło w przeszłości. Przeprosiłyśmy za nasz wybryk, a ja zapamiętałam tę lekcję historii.
Na spotkania absolwentek chodziło się potem przez lata, taka była atmosfera i zżycie się ze szkołą. Nauczycielki miały swoje metody, by skłonić nas do pracy. Były wymagające, ale życzliwe. Naturalnie nosiłyśmy mundurki, nie do pomyślenia było, by przyjść do szkoły w cywilu.
Zapewne podobnie było i w Batorym. Charakterystyczne dla mojej, ale i dla Alka szkoły, było to, że niczego nie robiło się dla efektu czy pozoru. Wszystko, czego się podejmowano, musiało mieć cel, czegoś uczyć, czemuś służyć.
Oglądam w rodzinnym albumie fotografie Alka i jego kolegów z Junackich Hufców Pracy. Absolwenci Batorego dostali tam skierowanie po maturze do pracy przy budowie kolejki na Gubałówkę.
A jakie było harcerstwo i czego uczyło?

Przede wszystkim uczyło konkretności. Jeśli zdawałyśmy na stopień czy sprawność, to dostawałyśmy określone zadanie. Pamiętam, jak zdobywałam sprawność sprzątaczki. Dostałyśmy adres pani, u której trzeba było umyć okna, zrobić porządek, a potem drużynowa sprawdzała wykonanie zadania. Tak byłyśmy wychowywane, że trzeba pomagać – komuś zrobić zakupy, poczytać, pomóc. Pamiętam też dobrze, że w czasie okupacji otrzymałyśmy takie polecenie: zaplanuj rozwój miasteczka, ze wszystkimi obiektami użyteczności publicznej, znając liczbę ludności. Wydawało mi się to w owym czasie zupełnie bez sensu, ale chodziło o to, by przygotować nas do zadań, które podejmiemy po wojnie. Należało myśleć o przyszłości, także i dlatego, by oderwać młodzież od tragicznej sytuacji. Męskiemu harcerstwu przyświecały te same cele. Jeden z chłopców opowiedział mi, że po akcji, musi uczyć się na kompletach i nikt go z tego nie zwolni, choć głowa sama opada mu ze zmęczenia.
Po akcji, czyli mówiąc wprost, po walce, wielkim napięciu, bo przecież w takich sytuacjach oni ocierali się o śmierć! Trudno to sobie wyobrazić dziś, gdy ból głowy zwalnia ucznia z odrobienia lekcji! Proszę jeszcze powiedzieć, jakie były Pani relacje z bratem.
Alek był ode mnie dwa lata starszy, więc to były jakby inne światy, jego i mój. Zdarzały się i konflikty, normalnie. Pamiętam, kiedy umówił się ze swoją pierwszą dziewczyną. Poszli na korty, o 7 rano, przed szkołą. Naturalnie wszyscy chcieliśmy wiedzieć, jaka ona jest. Najpierw ojciec przeszedł tamtędy, z teczką, w drodze do pracy. Potem mama, ale kiedy jeszcze i ja pokazałam się przy korcie, dostałam rakietą po głowie. Te relacje zmieniły się, gdy miałam 17 lat, a on 19. Przegadaliśmy całą noc i odnowiła się nasza przyjaźń i zaufanie, znaleźliśmy wspólną płaszczyznę porozumienia. Potem kiedyś mi powiedział, że bardzo mu pomogłam, a ja właściwie nie pamiętam, dlaczego.
A czy znała Pani przyjaciół Alka?
Przed wojną prawie nie znałam, chodziliśmy do innych szkół. Kiedy przychodzili, zamykali się w pokoju Alka. Lepiej znałam Zośkę, Rudego mniej. No i wiedziałam trochę z jego opowiadań. Zastęp Alka poznałam bliżej dopiero po jego śmierci. Chłopcy przyszli do mnie i powiedzieli: – Teraz my będziemy się tobą opiekować.
Bo Pani została zupełnie sama?
Matkę aresztowano wiosną 1942. Niemcy przyszli po Alka. Szukali go, ale on się ukrywał na wsi, w majątku Olesinek, koło Góry Kalwarii. I wtedy zabrali mamę. Miała przy sobie tajne gazetki, choć Alek prosił, by się w to nie angażowała, bo i tak jest narażona z powodu jego udziału w akcjach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wielkie lustro, które wisiało w pokoju. Niemcy zobaczyli w nim, jak matka próbuje ukryć gazetkę. Zabrali ją na Pawiak, potem na Majdanek, w końcu trafiła do obozu w Ravensbrück. Ocalała cudem. Więźniarki wyrwały ją z grupy przeznaczonej na śmierć, a potem „wściełały” na pryczy, podczas kontroli. Dzieliły się swoimi racjami. W 1945 roku wróciła przez Szwecję. Aż do powrotu nie wiedziała, że Alek nie żyje, ukrywałam to przed nią. Pisała do niego i do mnie listy z obozu. Mną w tym czasie opiekowała się szkoła, w której się wtedy uczyłam – Warszawska Szkoła Pielęgniarstwa na Koszykowej. Nie płaciłam za mieszkanie, ani za szkołę, ani za wyżywienie. Chłopcy z drużyny Alka dostarczali mi pieniądze na paczki dla mamy. Przynosił je Andrzej Długoszowski, on też co wieczór sprawdzał, czy jestem już w internacie. Robił to zupełnie naturalnie – podjął się opieki, więc ją wykonywał. Tacy oni byli.
Jakim synem był Alek?
Szalenie kochał matkę, bardzo bolał nad tym, że przez niego była aresztowana. Czuł się odpowiedzialny za jej aresztowanie. Z tym umierał.
Na wielu fotografiach Alek jest uśmiechnięty, często w jakimś zabawnym przebraniu. O, tu na przykład, kosi łąkę w wysokim cylindrze i w krótkich spodenkach, wygląda to bardzo zabawnie.
Tak, Alek zbierał kapelusze, to było jego hobby. Miał ich całą kolekcję. Kiedyś spacerował po Warszawie w takim kowbojskim. Opowiadał mi potem, że ludzie oglądali się za nim, a on im się kłaniał. Jedna z moich koleżanek powiedziała mi później, że widziała w Warszawie jakiegoś wariata, który paradował po ulicy w kowbojskim kapeluszu i kłaniał się na prawo i lewo! Lubił takie zabawne sytuacje. Równocześnie miał poczucie, że jest przeceniany, że nie dorasta do opinii, jaką mają o nim inni. ” Czuję się, jak czek bez pokrycia ” mówił. ” Tak wiele się po mnie wszyscy spodziewają”. Miał, jak jego koledzy, poczucie odpowiedzialności i to ich trzymało w ryzach. Ale był wesoły i lubił się bawić. Na któreś moje imieniny wszedł na drabinę i chodził po ogrodzie stojąc na tej drabinie, ku wielkiej uciesze koleżanek. Uwielbiał też jeździć na rowerze wokół fontanny, po pochyłej obudowie.
Pani także była w harcerstwie…
Tak, należałam do 3 Warszawskiej Żeńskiej Drużyny Harcerek. Byłam zastępową i zdobyłam stopień samarytanki.
Należała też Pani do Organizacji Małego Sabotażu, potem do Grup Szturmowych w hufcu „Południe” , a później w II plutonie Alek 2 kompanii batalionu „Zośka” była Pani sanitariuszką ?Jagodą?. Czy brała Pani również udział w Powstaniu Warszawskim?
Nie, nie zdążyłam wrócić do Warszawy z Kielecczyzny, gdzie przebywałam na krótkim urlopie. Nie mogłam przedostać się do powstańczej Warszawy.
Jak potoczyły się Pani dalsze losy?
Skończyłam Szkołę Pielęgniarstwa jeszcze przed wybuchem Powstania. Pod koniec wojny byłam opiekunką społeczną w Krakowie. Po wojnie pracowałam jako pielęgniarka i ukończyłam pedagogikę na Uniwersytecie Warszawskim. Uzyskawszy dyplom, zostałam instruktorką w szkołach pielęgniarskich w Warszawie.
Czy dziś młodzież nadal interesuje sie Alkiem, Rudym, Zośką i ich życiem? Czy utrzymuje Pani jakieś kontakty z tą młodzieżą, może z harcerzami?
To zdumiewające, że choć minęło tyle lat, to zainteresowanie jest wciąż żywe. Często przychodzą do mnie lub piszą dziewczęta zafascynowane postaciami młodych harcerzy pokazanych przez Kamińskiego, ale bywa, że czują się w swoim środowisku niezrozumiane, a nawet ośmieszane z powodu takich niemodnych dziś ideałów. Aby im jakoś pomóc, skontaktowałam je ze sobą wzajemnie – będzie im łatwiej. W ten sposób mają swoje środowisko w całej Polsce. Myślę, że myśmy jednak żyli w lepszych czasach, było jasne, co jest dobre, a co złe.
A czy ma Pani kontakt z harcerzami z drużyn im. Alka?
Tak, są takie drużyny, są szkoły jego imienia. Przyjeżdżają tu, odwiedzają mnie. Czasem spotykam ich przy grobie Alka.
Co poradziłaby Pani młodym ludziom, jaką myśl chciałaby Pani im przekazać?
Najważniejsze, żeby robili w życiu to, co ich zdaniem ma sens. Nie to, na czym mogą więcej zarobić, ale to, co ich interesuje. I żeby myśleli o tym, że ich przyszła praca może być innym potrzebna. Że mają też wobec innych jakieś obowiązki.
Jak Pani myśli, jak należałoby uczyć dziś młodzież patriotyzmu?
O tym się nie powinno mówić, tym się żyje. Patriotyzm przekazuje się życiem, działaniem, nie słowem. Tak było u nas w rodzinie. Utkwiła mi w pamięci scena z książki Haliny Górskiej Nad czarną wodą: grupa dzieci, sierot, postanawia zrobić coś dobrego dla Polski i rezygnuje z deseru, by te słodycze przekazać jeszcze biedniejszym. Sami zadowalają się marchewką. I wtedy przychodzi jakaś działaczka i opowiada im o miłości ojczyzny. A oni jedzą i jedzą tę marchewkę.
Dziękuję Pani za to spotkanie.

Rozmawiała Małgorzata Wittels
http://free.art.pl/podkowa.magazyn/nr41/strzemboszowa.htm

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.