Kamień na czerwonym szańcu…

Przeżył akcję pod Arsenałem
i inne słynne akcje bojowe „Szarych Szeregów”,
przeżył Powstanie,
jako jeden z nielicznych bohaterów „Kamieni na szaniec”
dożył tzw. wolnej Polski.
Dla niego nie okazała się ani Polską, ani wolną…


Jest wigilia Bożego Narodzenia 1948 roku. Do mieszkania państwa Rodowiczów w Warszawie wpada kilku funkcjonariuszy komunistycznej „bezpieki”. Przeszukują mieszkanie i zabierają ze sobą syna Rodowiczów, Jana, pseudonim konspiracyjny „Anoda”. Mówią, że tylko na przesłuchanie i że wróci. Ale nie wrócił nigdy. Po dwóch tygodniach już nie żył. Oprawcy próbowali wmówić rodzinie, że popełnił samobójstwo, ale znajomy lekarz po obdukcji zwłok (nielegalnej, oczywiście) stwierdził, że Janek został zakatowany. Połamane żebra, zmiażdżona klatka piersiowa i jama brzuszna. Jakby ktoś skakał po nim butami. Historii aresztowania i śmierci porucznika Jana Rodowicza, pięknej, bohaterskiej postaci, legendarnego żołnierza batalionu „Zośka” AK, poświęcony jest  spektakl Teatru Telewizji w ramach Sceny Faktu pt. „Pseudonim Anoda”.

Mimo że od obalenia PRL upłynęło już 19 lat, dotąd nie wyjaśniono ostatecznie okoliczności, w jakich zginął Jan Rodowicz. W sierpniu 1991 roku, a więc już w wolnej Polsce, wprawdzie podjęto śledztwo w sprawie wyjaśnienia tej śmierci, ale po kilku latach umorzono je z powodu rzekomej niemożności stwierdzenia faktu zabójstwa. Refleksje nasuwają się same: widocznie osoby powiązane ze śmiercią „Anody” albo też ich dzieci (już dorośli przecież ludzie) oraz rozmaici „pociotkowie” zajmowali w latach dziewięćdziesiątych (albo i jeszcze zajmują) eksponowane stanowiska w państwie i funkcjonowali (a może nadal funkcjonują) w życiu politycznym kraju. Chciałabym się mylić. W każdym razie dziwna jest ta indolencja w wyjaśnieniu tej sprawy, a raczej niewyjaśnianiu. Historia Jana Rodowicza, odznaczonego przez Grota-Roweckiego, komendanta Sił Zbrojnych w kraju, krzyżem Virtuti Militari za bohaterską postawę w czasie wojny, była przez cały PRL skrzętnie skrywana, funkcjonowała jedynie w relacjach rodzinnych. Tylko członkowie rodziny przekazywali sobie wzajemnie, z pokolenia na pokolenie, wiedzę na temat tzw. sprawy Jana Rodowicza.

Po przedpremierowym pokazie „Pseudonim Anoda”, na którym obecna była rodzina bohatera spektaklu, zapytałam bliską krewną Jana Rodowicza, jak to właściwie było, jak w rodzinie funkcjonuje ta „zagadka”. Okazuje się, że matka „Anody” (nieżyjąca już od lat) dementowała, gdzie tylko mogła, wersję samobójstwa syna. Opierała się na informacji zaprzyjaźnionego z rodziną lekarza, a także innych osób. Według tej wersji, Jan Rodowicz próbował uciec przez otwarte okno w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego na Koszykowej, lecz potknął się o jakiś wystający element i spadł. Był jednak żywy. Natychmiast z powrotem przywleczono go i torturowano szczególnie okrutnie, zamykając w takiej specjalnej maszynie do tortur w rodzaju szafy, która wymiarowo była za mała jak na wysokość Rodowicza. Bohater był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. I w tej sytuacji został zmiażdżony w owej potwornej machinie. Można z tego wnioskować, że plany „bezpieki” były inne, potrzebna była im żywa ofiara, żeby wydobyć informacje, nazwiska pozostałych osób z batalionu „Zośka”, przełożonych, dowódców itp. Potem, być może, urządzono by pokazowy proces, w którym starano by się skompromitować bohaterstwo Rodowicza i skazano by go na śmierć czy w najlepszym wypadku na dożywocie.

W spektaklu „Pseudonim Anoda”, zrealizowanym na podstawie sztuki Pawła Mossakowskiego, reżyser Mariusz Malec ukazuje scenę nieudanej ucieczki Rodowicza przez okno i zaraz potem widzimy go przyniesionego przez dwóch funkcjonariuszy czy raczej siepaczy „bezpieki” torturujących go w szczególnie okrutny sposób. Prócz katowania ofiary krzesłem i czym popadło jeden z oprawców kilkakrotnie zeskakuje z biurka na brzuch leżącego na podłodze Rodowicza. Oczywiście, ze skutkiem śmiertelnym. Jest tak zacietrzewiony, że mimo iż major krzyczy: „dość”, ten nadal go torturuje. A potem mówi: „Zbierało się i tak mnie poniosło”. W tej sytuacji sfabrykowano wersję, że niby nie wytrzymał, pękł, wsypał kolegów i popełnił samobójstwo. Ten spektakl jest ważnym głosem w sprawie przywrócenia pamięci o poruczniku Janie Rodowiczu, bohaterze „Kamieni na szaniec”, akcji Pod Arsenałem, akcji odbicia pociągu pod Celestynowem, bohaterze Powstania Warszawskiego (wielokrotnie ranny) i innych działań w obronie Ojczyzny i jej suwerenności. Gdy władze PRL otrąbiły amnestię dla tych, którzy się ujawnią, zaufał i ujawnił się. Może spektakl ten przyczyni się do tego, że wreszcie zacznie się publicznie mówić o „Anodzie”. I może nakręcony w ubiegłym roku film telewizyjny o Rodowiczu zostanie powtórnie wyemitowany, z tym że o jakiejś godziwej porze oglądalności, a nie – jak to zrobiono w listopadzie 2007 roku – około godziny ósmej rano. Kto wtedy ogląda telewizję?

To interesujący spektakl, z dobrymi aktorskimi rolami. Tytułowego bohatera gra przekonywająco Łukasz Dziemidok. W roli ojca, profesora Kazimierza Rodowicza, występuje Jan Englert. Zbolała twarz matki świetnie granej przez Grażynę Barszczewską pozostaje w pamięci. Nie braknie tu przejmujących scen. I to nie tylko tych z przesłuchań „Anody”, ale są i inne, jak ta, kiedy matka kładzie synowi do trumny jego najwyższe odznaczenie – krzyż Virtuti Militari. Natomiast tym, co mi przeszkadza w tym spektaklu, jest sposób narracji. Szybki, cięty montaż, tzw. przeplatanka, krótkie retrospekcje mogą wprowadzić trochę zamieszania w odbiorze spektaklu. Forma ta wynika pewnie z poszukiwania nowego języka artystycznego, co w wypadku dzieła mającego znamiona dokumentu nie zawsze jest tym najlepszym wyjściem. Typowym przykładem jest tutaj sprawa śmierci bohatera i scena tuż po niej, kiedy kwestie głównego oficera śledczego, majora Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (w tej roli Lech Mackiewicz), są niejako rozczłonkowane. Kamera kilka razy powraca do tej samej sceny, major powtarza swoje kwestie za każdym razem bardziej rozszerzone i dopiero przy ostatniej „powtórce” odbiorca uzyskuje pełną informację. Nie wydają mi się uzasadnione artystycznie te nagłe skoki kamery.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
„Nasz Dziennik” 19. 05. 2008

Ze strony http://www.teatry.art.pl/

„Pseudonim Anoda” na podst. sztuki Pawła Mossakowskiego, reż. Mariusz Malec, zdj. Mariusz Palej, scenog. Ewa i Andrzej Przybyłowie, kost. Elżbieta Radke, muz. India Czajkowska, kons. historyczna dr Tomasz Łabuszewski IPN, Teatr Telewizji – Scena Faktu, emisja 19 maja 2008 roku.

Wspomnienie

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Kamień na czerwonym szańcu…

  1. pededro pisze:

    Płakać się chce. Dzika zwyrodniała banda. Żałuję, że jestem ateistą i nie wierzę w piekło. Bo sprawiedliwość boska to ostatnia nadzieja na jakąkolwiek sprawiedliwość w tej sprawie. Piekło dla bandziorów, niebo dla Anody!

  2. slay pisze:

    http://www.youtube.com/watch?v=RKpb7CGnybg
    Postac Jana Rodowicza, zainspirowala mnie do zrobienia tego filmiku.

  3. Romuald. pisze:

    POWIEM TAK PROSTYM JĘZYKIEM . MY NARÓD POLSKI Z DZIADA PRADZIADA WYBIERAMY POSŁÓW SENATORÓW PREMIERÓW I TEŻ PREZYDENTÓW . I MY NARÓD POLSKI MOŻEMY TYCH WYCHOWANKÓW PO 1989ROK ROSYJSKO POLSKIEJ SZKOŁY W WIĘKSZOŚĆ ODWOŁAĆ , ZROBIĆ EKSPRESOWE REFERENDUM POLSKIE NA UL WIEJSKIEJ1 WE WSI, WARSZAWA POLSKA NASZA NALEŻY DO OBYWATELI POLSKI PRAWDA. Ps. TAK JAK ROSIA CAŁA NALEŻY DO OBYWATELI ROSI I ONI TEŻ MOGĄ ROZLICZYĆ WIEŚNIAKA WŁADZIA PUTINA ITP . SPRAWY . POZDRAWIAM SERDECZNIE I DO USŁYSZENIA NA FALI BŁYSKAWICA .

  4. Anna pisze:

    święte słowa
    ks.Jacek Bałemba
    Kto głosuje na ludzi, którzy kłamią ?
    ciężko grzeszy i ma swój udział w szerzeniu
    kłamstwa w naszym państwie,
    co także jest ciężkim grzechem.
    Kto głosuje na ludzi, którzy są
    za mordowaniem dzieci nienarodzonych
    przez proceder aborcji i in vitro ?
    ciężko grzeszy i ma swój udział
    w mordowaniu dzieci,
    co także jest ciężkim grzechem.
    Kto głosuje na ludzi, którzy przyczyniają się
    do utraty suwerenności przez nasze państwo ?
    ciężko grzeszy i ma swój udział w pozbawianiu
    Polski suwerenności,
    co także jest ciężkim grzechem.
    Katolik wybiera ludzi uczciwych.
    Katolik wybiera ludzi szanujących życie od poczęcia
    do naturalnej śmierci.
    Katolik wybiera ludzi dbających o polską rację stanu.
    Katolik wybiera ludzi podejmujących działania
    będące wyrazem troski o dobro wspólne.
    Tacy ludzie zasługują na miano polityka.
    Takich ludzi wybiera katolik i Polak uczciwy.
    A partie?
    Katolik popiera partie, których program
    jest najbliższy katolickiej
    nauce społecznej i polskiej racji stanu.
    Katolik nie popiera partii, których program ?
    zwłaszcza w punktach istotnych ?
    jest sprzeczny z katolicką nauką społeczną
    i z polską racją stanu.

  5. emka pisze:

    Kuriozalny skład kapituły Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody” ustanowionej przez Muzeum Powstania Warszawskiego, w której skład wchodzą m.in. siostra Małgorzata Chmielewska; łączniczka batalionu „Zośka” Anna Jakubowska „Paulinka”; żołnierz batalionu „Parasol” Wojciech Świątkowski „Korczak”; założyciel Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak; aktorka Anna Dymna; filozof Dariusz Karłowicz; adwokat Jacek Taylor; reżyser Mariusz Malec; scenograf Krystyna Zachwatowicz-Wajda; polityk i działaczka społeczna Olga Krzyżanowska; autorka kampanii społecznych dla Krajowego Biura ds. AIDS Anna Gołębicka; architekt, członek Społecznego Komitetu Opieki nad Grobami Poległych Żołnierzy Batalionu „Zośka” Leszek Włochyński oraz członkowie rodziny „Anody”.

    Osoby wyróżniające się zaangażowaniem na rzecz innych oraz postawą stanowiącą przykład dla młodego pokolenia można od 1 sierpnia zgłaszać do III edycji nagrody.
    >WIĘCEJ

  6. yuhma pisze:

    Spektaklu „Pseudonim Anoda” też już nie ma na YT.

  7. emka pisze:

    Wnuk Aleksandra Kamińskiego zarzuca twórcom filmowych „Kamieni na szaniec”, że obraz rażąco odbiega od literackiego pierwowzoru

    Doktor Wojciech Feleszko żąda wycofania swojego nazwiska z czołówki obrazu w reżyserii Roberta Glińskiego. To film obraźliwy dla środowiska harcerskiego – mówią harcerze.

    – To jest film w stylu „Mściciela” z Clintem Eastwoodem. Taki western z szybką, żwawą akcją, tyle tylko że to nie ma nic wspólnego z „Kamieniami na szaniec” i harcerstwem. Reżyser, zdaje się, nie odrobił lekcji i w ogóle nie wiedział, czym były Szare Szeregi. Akcja pod Arsenałem, która uważana jest za jedną z najlepiej przeprowadzonych operacji polskiego podziemia, pokazana jest tu jako chaos i bałagan, gdzie nikt nad niczym nie panuje – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” harcmistrz Marek Podwysocki, były komendant Szczepu „Pomarańczarnia”, członek Rady Harcerskiej Fundacji „Pomarańczarni” i Rady Fundacji Harcerstwo Drugiego Stulecia. Filmu nie mógł obejrzeć, bo producenci nie wpuścili go na zamknięte pokazy, ale drogą okrężną zdobył scenariusz.

    Mimo że we wrześniu 2013 r. producent filmu Monolith Films sam zwrócił się do środowisk harcerskich, w tym „Pomarańczarni”, jako macierzystego środowiska „Kamieni na szaniec”, z prośbą o włączenie się w promocję filmu, każda próba jego wcześniejszego obejrzenia przez harcerzy kończyła się odmową.

    – Zamknięty pokaz filmu, dla m.in. dwóch przedstawicieli „Pomarańczarni”, miał być 23 grudnia. Dzień wcześniej o godz. 22.00 zostaliśmy poinformowani przez osobę trzecią, ale współpracującą z Monolithem, że Monolith Films nie wyraża zgody na udział przedstawicieli „Pomarańczarni” w pokazie filmu – opowiada Podwysocki.

    Kilka dni później Podwysocki znów wystąpił na piśmie do Monolith Films z kolejną prośbą o uczestniczenie w pokazie. Odpowiedź brzmiała podobnie. W odmowie stwierdzono, że harcerze nie mogą uczestniczyć w pokazach, bo są one przeznaczone wyłącznie dla partnerów biznesowych i instytucji, które uczestniczą w promocji filmu.

    – Jest to dla nas zdumiewające, tym bardziej że sami zgłosili się do nas o pomoc w promocji filmu. Taką samą odmowną odpowiedź otrzymały Światowy Związek Żołnierzy AK, ZHR i ZHP. Właściwie z oficjalnych przedstawicieli harcerskich nikt filmu nie widział – informuje Podwysocki. […]>WIĘCEJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.