Arcypolski aktor. Śp. Janusz Zakrzeński

W katastrofie pod Smoleńskiem zginął wspaniały człowiek, wybitny aktor, historyk, retoryk i wielki patriota, miał 74 lata. 15 maja 2010 miał obchodzić 50-lecie pracy artystycznej. Od wielu lat 11 listopada, w Święto Niepodległości był „dyżurnym” marszałkiem Piłsudskim, więc jubileusz miał świętować w Belwederze…

NA STRONACH:
strona [2]  Odsłonięcie Tablicy epitafijnej
strona [3]  Wspomnienia
strona [4]  Ostatnia wizyta Marszałka i ostatni wywiad
strona [5]  Wywiad z Barbarą Zakrzeńską, żoną śp. Janusza Zakrzeńskiego
strona [6]  Pogrzeb
strona [7]  Zostaje po nas ślad, niepublikowany wywiad
strona [8]  Co mi zostało z tych lat? Rozmowy Niedokończone z Januszem Zakrzeńskim

***

Kilka dni przed wylotem do Katynia został zwolniony z Teatru Polskiego w Warszawie. Nikt nie podziękował mu za wiele lat pracy, nie uścisnął dłoni. Dowiedział się o tym z działu kadr. Dostał kartkę. Przeżył to bardzo ciężko.

 

Rafał Kotomski

Gdy koniec wieńczy dzieło

Należał do ludzi, jakich rzadko się już spotyka. Z wewnętrznym ogniem i Polską w sercu. Był człowiekiem życzliwym. Kimś romantycznym i niedzisiejszym, z niezwykłym rozumieniem patriotyzmu i tradycji. Do przyjaciół Janusza Zakrzeńskiego jego nieobecność po 10 kwietnia 2010 r. zdaje się wciąż jeszcze nie docierać.

Jan Józef Kasprzyk, prezes Związku Piłsudczyków, ostatni raz widział Zakrzeńskiego 7 kwietnia. Trzy dni przed feralnym lotem do Smoleńska. Spotkali się w domu aktora na warszawskim Służewie, by omówić program jubileuszu jego 50-lecia pracy twórczej. – Wszystko miało się odbyć w Belwederze w maju 2010 r. Przyszedłem do pana Janusza, by ustalić listę gości jubileuszu. Otwierać miał ją prezydent Lech Kaczyński. Pomysł uroczystości wyszedł od szefa prezydenckiej kancelarii, ministra Władysława Stasiaka. Pan Janusz bardzo się cieszył, że leci do Katynia w prezydenckiej delegacji. Zresztą dowiedział się o tym już w marcu, w mojej obecności, i był z tego naprawdę dumny – wspomina.

Na kolejne spotkanie umówili się 11 kwietnia na koncert w Galerii Porczyńskich z okazji 5. rocznicy śmierci Jana Pawła II. Janusz Zakrzeński miał imprezę poprowadzić. W scenariuszu znalazły się też jego refleksje z odbytych dzień wcześniej uroczystości na grobach pomordowanych polskich oficerów w Katyniu. – Mam ten scenariusz do dziś. Czasami go czytam z niedowierzaniem i poczuciem wielkiej pustki. Poranek 10 kwietnia był dla mnie szczególnie tragiczny. Niedowierzanie, żal… Czułem się tak, jakbym stracił ojca – dodaje Kasprzyk ze wzruszeniem.

Patriota z Ponidzia

Janusz Zakrzeński pochodził z tradycyjnej, ziemiańskiej rodziny. Urodził się 8 marca 1936 r. w rodzinnym majątku Podedworze na Kielecczyźnie. Mawiał, że z domu wyniósł przeświadczenie o trzech najważniejszych powinnościach Polaka i obywatela. Wierze w Boga, oddaniu rodzinie i służbie dla Ojczyzny. Ksiądz prałat Józef Maj, proboszcz warszawskiej parafii św. Katarzyny na Służewie i jeden z legendarnych kapłanów pierwszej Solidarności, zna doskonale region, w którym artysta dorastał. – Miałem tam wielu krewnych. O Januszu moja ciocia mówiła „Niuniuś” i znakomicie go pamiętała. Na Ponidziu, gdzie się urodził, panuje specyficzny typ polskiego patriotyzmu. Spokojny, bez demonstracji i nie na pokaz. Za to bardzo głęboko zakorzeniony w ludzkich duszach i sercach – mówi duchowny.

Z majątkiem Zakrzeńskich komuniści obeszli się po II wojnie we właściwy sobie sposób. Ziemię upaństwowiono, dwór został zniszczony i rozkradziony. Ojciec przyszłego aktora, dawny szwoleżer pułku z Rokitnian, poszedł do ubeckiego więzienia. Rodzina przeniosła się na tzw. Ziemie Odzyskane, do Wrocławia. Matka śpiewała w tamtejszej operze. Janusz skończył liceum, potem rozpoczął studia medyczne, które jednak szybko przerwał. – To trochę jak Piłsudski, który przez rok kształcił się na lekarza – dopowiada Jan Kasprzyk.

Zakrzeński ostatecznie został aktorem, kończąc studia w Krakowie. Wśród jego nauczycieli był niewiele starszy Krzysztof Penderecki, który prowadził zajęcia z „umuzykalnienia”. To pewnie jeden z powodów, dlaczego Zakrzeński tak znakomicie śpiewał. Kolejne lata mijały na cierpliwym szlifowaniu aktorskiego kunsztu. Następne – w krakowskim Teatrze Słowackiego (oglądał go tam ówczesny ks. Karol Wojtyła), a później na scenach warszawskich: Teatrze Polskim, Nowym i Narodowym. – Był bardzo wszechstronnym aktorem. Praca z nim zawsze sprawiała satysfakcję. Wydawała się czymś na kształt romantycznej przygody. Nawet gdy odbywała się w polowych, trudnych warunkach. Tak było np., gdy dla Radia Maryja czytaliśmy razem „Pana Tadeusza” – wspomina młodsza koleżanka, aktorka Halina Łabonarska.

Zakrzeński – choć stworzył wiele świetnych ról na scenie – zapamiętany został głównie z kreacji w wielu filmach. Jako Marszałek Piłsudski w obrazie „Polonia Restituta”, brandenburski namiestnik w „Czarnych chmurach”, Stanisław Ignacy Witkiewicz w „Tumorze Witkacego” czy Benedykt Korczyński w „Nad Niemnem”. – Ta ostatnia rola była jakby dla niego stworzona. Znakomicie przecież łączył w sobie Polskę szlachecką, której już nie ma, z prawdziwą troską o współczesność. Zakrzeński oprócz tego, że odtwarzał role postaci historycznych, miał ogromne poczucie misji wychowania młodego pokolenia – uważa Jan Kasprzyk.

Ostatnią rolę w spektaklu teatralnym artysta zagrał w przeddzień śmierci, 9 kwietnia 2010 r. Ponownie jako aktor Teatru Polskiego w spektaklu „Dżuma” według powieści Alberta Camusa kreował Staruszka. Już po przedstawieniu ze zdziwieniem odebrał na piśmie wypowiedzenie umowy. Miesiąc przed jubileuszem 50-lecia pracy twórczej. Dokument podpisał p.o. dyrektora Marek Szyjko. Dziś sceną kieruje wybitny aktor Andrzej Seweryn. Wydaje się, że on na podobny „gest” wobec zasłużonego kolegi nigdy by sobie nie pozwolił…

Byłam na Pana pogrzebie

Zakrzeńskiego miliony Polaków zapamiętają jako niezrównanego odtwórcę postaci marszałka Józefa Piłsudskiego. Wszyscy, którzy w tej roli mogli go oglądać, mają świadomość, że w sposób zupełnie wyjątkowy zacierała się wówczas granica między historią a teraźniejszością. Aktor przez wiele lat był członkiem Związku Piłsudczyków, zasiadał w radzie programowej organizacji. – „Stawał się” Dziadkiem nie tylko na scenie czy planie filmowym. Również w czasie gromadzących tysiące widzów spektakli plenerowych, rekonstrukcji historycznych, spotkań i uroczystości w szkołach – wylicza prezes Związku Piłsudczyków. Zdaniem Kasprzyka, dla popularyzacji postaci ojca polskiej niepodległości Zakrzeński zrobił dużo więcej niż setki historyków i publicystów. Ubrany w szary strzelecki mundur i słynną maciejówkę aktor był tak bardzo utożsamiany z postacią Marszałka, że podczas obchodów rocznicy 11 Listopada w 2008 r. podeszła do niego starsza pani i ze łzami w oczach wyznała: „Byłam na Pana pogrzebie w 1935 r.”…

Ks. Józef Maj przypomina sobie spotkanie na Łąkach Służewskich, niedaleko domu aktora. – Niecodzienny widok, bo stał na środku łąki z różańcem i się modlił. Wodził wzrokiem za biegającym psem, ale myślami był bardzo daleko – opowiada proboszcz parafii św. Katarzyny.

1 lipca 2012 r. w świątyni odsłonięta została tablica – epitafium ku czci parafianina, śp. Janusza Zakrzeńskiego. W broszurze, która wyszła z okazji tej uroczystości, ks. Maj zacytował słowa usłyszane podczas wspomnianego spaceru pośród łąk: „Na Jasnej Górze od młodych lat czuję się jak w domu, ale sercem lgnę do Ostrej Bramy. Nie dlatego, że aktorsko utożsamiam się z Piłsudskim, ale czuję, że Pan Bóg, tam w Wilnie, w tym obrazie, położył moc, którą jeszcze wyleje na Polskę”.

Mistrz słowa, założyciel Akademii Dobrych Obyczajów, właściciel jednego z najpiękniejszych i najbardziej charakterystycznych głosów polskiej sceny. Był Zakrzeński również autorem kilku książek. Między innymi „Moich spotkań z Marszałkiem”, zapisu fascynacji i ogromnej wiedzy o Józefie Piłsudskim. Wybitny historyk prof. Zbigniew Wójcik, który jako dziecko znał i widywał wiele razy Dziadka, napisał o Zakrzeńskim, że grał Piłsudskiego jak nikt inny. Tak „jakby sam często go widywał”.

Janusz Zakrzeński przez wiele lat jeździł na spotkania z młodszymi i starszymi Polakami w całym kraju. Nieraz do małych, nieznanych nikomu miejscowości. Takich jak Chmielnik na rodzinnej Kielecczyźnie. Ci, którzy mieli szczęście widzieć go „na żywo”, przyznają, że potrafił porwać i zaczarować swoimi słowami. O tym, jak powinna wyglądać Polska, jak ją kochać i bronić jej niepodległości. Słowami, które – choć ulotne – bez wątpienia po nim pozostały.

Smoleńsk jako świadectwo

Ks. Maj był na pierwszej liście delegacji prezydenckiej do Katynia. Nie pojechał, bo zatrzymały go w parafii ważne sprawy związane z rekonstrukcją niezwykłego obrazu – „Madonny św. Łukasza”. Dziś żyje ze świadomością, że ikonie zawdzięcza cudowne ocalenie. 10 kwietnia rano zrozumiał, że straszny dramat 96 wybitnych Polaków, którzy zginęli w Smoleńsku, wprowadził ich do narodowej historii. – Wiem, że to trudne słowa, ale w przypadku takich patriotów jak Janusz Zakrzeński śmierć okazała się spójna z całym życiem. Może za wcześnie, by tak mówić, mam jednak nieodparte wrażenie, że trzeba użyć tutaj określenia „finis coronat opus”. Koniec wieńczy dzieło – przyznaje ks. prałat Józef Maj.

Podobnie odczuwa Halina Łabonarska. – Janusz nigdy nie był obojętny na Polskę. Ta śmierć w Smoleńsku z pewnością o czymś zaświadcza. To jego osobiste świadectwo, które przypieczętował nieprzypadkową ofiarą. Doszedł do niej całym swoim życiem, tym, co robił wcześniej. Jako człowiek głębokich wartości, którymi się zawsze kierował. Takim chcę go zapamiętać na zawsze – deklaruje aktorka.

Janusz Zakrzeński został pochowany na warszawskich Powązkach. W maleńkim Chmielniku, na miejscowym cmentarzu, tuż obok grobu dziadków, już miesiąc po tragedii odsłonięto poświęcony mu obelisk. Pamiątkowa tablica w kościele św. Katarzyny, gdzie bywał na niedzielnych mszach, pojawiła się jako druga. „Są spotkania, po których nawet rozstanie nie jest umieraniem” – powiedziała o swoim mężu Barbara Zakrzeńska w czasie odsłonięcia epitafium. A zatem: do zobaczenia, Panie Januszu!

Gazeta Polska: Nr 33 z 15 sierpnia 2012

DALEJ

strona [2] Odsłonięcie Tablicy epitafijnej
strona [3] Wspomnienia
strona [4] Ostatnia wizyta Marszałka i ostatni wywiad
strona [5] Wywiad z Barbarą Zakrzeńską, żoną śp. Janusza Zakrzeńskiego
strona [6] Pogrzeb
strona [7] Zostaje po nas ślad, niepublikowany wywiad
strona [8] Co mi zostało z tych lat? Rozmowy Niedokończone z Januszem Zakrzeńskim

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia, III RP, Lata PRL, Po 1980, Teatr TV, film, Wspomnienia, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Arcypolski aktor. Śp. Janusz Zakrzeński

  1. demonica pisze:

    „Panie Jezu, Tyś wywalczył dla nas niepodległość duszy, pozwól nam po latach niewoli, cierpień, poniewierki zachować wywalczoną niepodległość kraju.” (1918 rok)

    Był moim ulubionym aktorem, ale wcześniej nie wiedziałam, że był tak wspaniałym Człowiekiem.Miał wspaniały głos, pięknie również śpiewał. Szkoda, że tak mało nagrań po Nim zostało.

  2. emka pisze:

    w niedzielę, 1 lipca, o godz. 12.30.W hołdzie Januszowi Zakrzeńskiemu -Epitafium na Służewie

    Z inicjatywy proboszcza parafii św. Katarzyny w Warszawie ks. prałata Józefa Maja, Barbary Zakrzeńskiej i jej syna Marcina oraz Związku Piłsudczyków w kościele parafialnym Janusza Zakrzeńskiego zostanie umieszczone epitafium jemu poświęcone. Odsłonięcie płaskorzeźby autorstwa Jerzego Tepera odbędzie się w niedzielę, 1 lipca, o godz. 12.30. – Uroczystość rozpocznie Msza św. w intencji śp. Janusza Zakrzeńskiego i wszystkich pozostałych ofiar tragedii smoleńskiej. Odprawiona zostanie w wigilię 85. rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, dla której Janusz żywił wielką cześć – podkreśla Barbara Zakrzeńska. Organizatorem upamiętnienia jest Związek Piłsudczyków. Jak zapewnia Jan Kasprzyk, uroczystość będzie miała szczególną oprawę artystyczną, wystąpi chór Wojska Polskiego, z którym pan Janusz występował od lat 70., śpiewając pieśni żołnierskie i legionowe. Ma być również wojskowa asysta honorowa i wojskowy posterunek wartowniczy. W trakcie uroczystości przywołana zostanie anegdota zasłyszana od księdza Zdzisława Króla (również zginął w katastrofie smoleńskiej), którą aktor często opowiadał. – W uroczystości koronacji obrazu w 1927 roku w Ostrej Bramie uczestniczył Marszałek Piłsudski, lał wówczas straszny deszcz. W związku z tym chciano ją przenieść z Ostrej Bramy do katedry wileńskiej, ale na to Piłsudski absolutnie się nie zgodził. Któryś z księży rozpostarł więc nad Marszałkiem parasol, lecz Piłsudski zganił go, mówiąc: „Schowaj, ksiądz, parasol. Jak koronują Królową Polski, można stać na deszczu”. Tę anegdotę pan Janusz bardzo często przypominał, sam zresztą miał nad swoim łóżkiem, podobnie jak Marszałek Piłsudski, wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej – wspomina Kasprzyk. – Miałem być koordynatorem benefisu Janusza Zakrzeńskiego. Moja ostatnia rozmowa z nim odbyła się w jego domu 7 kwietnia 2010 r., ustalaliśmy wtedy listę gości. Byłby to benefis naprawdę wart postaci, która świętowałaby 50-lecie pracy artystycznej, bo gdzież, jak nie w Belwederze, pan Janusz miałby obchodzić benefis? – mówi nasz rozmówca. Związek Piłsudczyków podjął starania, by jesienią (na imieniny Janusza Zakrzeńskiego) stanęło w Teatrze Polskim – z którym aktor związany był od 1967 roku – jego popiersie. Związek planuje także wydać na 10 kwietnia 2013 r. duży album poświęcony temu wybitnemu aktorowi.
    więcej> http://www.naszdziennik.pl/wp/2610

  3. emka pisze:

    12 lutego zmarła wdowa po aktorze pani Barbara Zakrzeńska
    Msza św. żałobna odbędzie się we wtorek 18 bm. o godz. 13 w kościele św. Katarzyny na Służewie, po niej uroczystości pogrzebowe na Starych Powązkach o godz. 14:30, kwatera 23, rząd 3. >WIĘCEJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.