Krzyk oby nie ostatni

Magdalena Merta

Staram się śledzić wszystkie publikacje, jakie ukazują się na temat Smoleńska. Dlatego nie mogłam przeoczyć książki Barbary Stanisławczyk „Od Katynia do Smoleńska – historie dramatów i miłości”. Recenzje i fragmenty książki „Ostatni krzyk”.

dalej na stronie >Wywiady z Autorką: video i prasowy

***

strona [2] Obszerne fragmenty książki „Ostatni krzyk”

***

Magdalena Merta

Krzyk oby nie ostatni

Staram się śledzić wszystkie publikacje, jakie ukazują się na temat Smoleńska – tak jak od zawsze polowałam na wszystko, co wiązało się z kwestią katyńską. Dlatego nie mogłam przeoczyć książki Barbary Stanisławczyk „Od Katynia do Smoleńska – historie dramatów i miłości”, opublikowanej nakładem wydawnictwa „Rebis”.

Wypada tu jednakowoż przyznać, że przyjmowałam ją nieco nieufnie – jako pracę pisarki, która dotąd nigdy nie tylko nie zajmowała się Katyniem, ale też której nazwisko nie pojawiało się nigdy przy okazji jakichkolwiek katyńskich inicjatyw. Uznałam, że gdyby był to ktoś, kto się na Katyniu zna, to ja musiałabym o tej osobie słyszeć – tak jak znałam, w większości osobiście, a tylko w kilku przypadkach z nazwiska, pasażerów rządowego tupolewa.
I rzeczywiście, nie miałam prawa znać od tej strony autorki, która sama przyznaje, że w Katyniu nigdy nawet nie była – ani przed, ani po smoleńskiej katastrofie, a o większości osób, o których napisała, usłyszała po raz pierwszy dopiero, gdy ich nazwiska pojawiły się na liście ofiar. Ale profesjonalizm jest profesjonalizmem i z trudności tej Barbara Stanisławczyk wybrnęła doskonale, dogłębnie analizując rodzinne losy, które zawiodły dziewięciu bohaterów jej książki na smoleńską ziemię. Dziewięciu, bo dziesiąta rodzina wycofała się ze współpracy z autorką, stąd w publikacji zabrakło rozdziału poświęconego Andrzejowi Sariuszowi-Skąpskiemu.
Choć właściwie mówienie o dziewięciu bohaterach, czyli tych osobach spośród pasażerów tupolewa, które do Katynia udawały się również w pielgrzymce na miejsce kaźni swoich bliskich, jest o tyle nieprawomocne, że nie jest to tak naprawdę książka li tylko o tych ludziach. To – może nawet przede wszystkim – historia tych, dla których grobem stał się w 1940 roku katyński las. To piękna, ułożona często z fragmentów wspomnień, pamiętników i listów opowieść o bohaterstwie i męczeństwie Witolda Mackiewicza, stryja śp. Marii Kaczyńskiej, Leopolda Łojka, Tomasza Piskorskiego, Stefana Zycha, Kazimierza Solskiego, Franciszka Orawca, Adama Lutoborskiego, Franciszka Popławskiego (członka rodziny poległych w Smoleńsku Anny i Bartosza Borowskich) oraz generała Mieczysława Smorawińskiego, na którego grób udawała się wnuczka Ewa Bąkowska.
To rzeczywiście książka, w której dramat przeplata się z miłością – i dotyczy nie tylko ofiar sowieckiej zbrodni, ale także tych, którzy po nich zostali i jechali złożyć swoim krewnym hołd. Bo ludzkie dramaty pojawiają się nie tylko wtedy, gdy towarzyszy im wojna, zagłada, ludobójstwo, okrutny system. To część życia również w spokojnych, pokojowych czasach. Jest więc w książce Barbary Stanisławczyk mowa o rodzinnych nieporozumieniach, wrogości i nienawiści panujących w środowisku rodzin dotkniętych katyńską traumą, niekiedy nawet o niezrozumieniu misji tych, którzy udawali się tam 10 kwietnia 2010 roku, przez tych, którzy dziś ich opłakują.
Jeśli coś w książce „Od Katynia do Smoleńska” budzi niepokój, to pewna wzajemna przenikalność snu i jawy, tego, co przeczute, z tym, co przeżyte: znaków odczytywanych z adresu krakowskiego hotelu, w którym zatrzymała się pisarka, jej deklaracji, że „sny i przeczucia są tak samo ważne jak twarde fakty”, dramatycznych pytań kierowanych do tych, co odeszli: „Dlaczego do mnie przychodzisz?” – choć przecież wcale nie przychodzą, tylko się śnią…
Ale na szczęście te elementy w książce nie dominują, nie przesłaniają jej faktograficznego charakteru, wzbogaconego dodatkowo bogatym materiałem zdjęciowym. Zapis pozazmysłowych kontaktów wzmacnia jedynie podstawową wymowę dzieła, bo to traktuje przede wszystkim o łączności pokoleń – tych, które odeszły, z tymi, które żyją i czczą ich pamięć. Poznajemy dzieje dziewięciu rodzin związanych z Federacją Rodzin Katyńskich, których najbliższe osoby zginęły półtora roku temu pod Smoleńskiem. Wszystkie ofiary leciały na groby katyńskie swoich bliskich, o których pamięć sami walczyli całe życie.

[naszdziennik.pl, 27.12.2011]

 

Jerzy Jachowicz

Barbara Stanisławczyk w swej nowej książce opowiada o dramatach i wielkich miłościach, które łączą Katyń i Smoleńsk.

Krzyk – taka była reakcja części pasażerów Tu-154 pod Smoleńskiem na sekundy przed uderzeniem samolotu w ziemię. Ostatni w życiu krzyk ofiar katastrofy. Stąd zapewne chwytający za serce, a zarazem będący mocnym bodźcem dla naszej wyobraźni, tytuł książki Barbary Stanisławczyk „Ostatni krzyk”.

Tytułowy krzyk w równym stopniu odnosi się do bliskich ofiar. W nich ten krzyk trwa do dziś i będzie się w nich odzywał każdego dnia, póki sami żyć będą. Ale nie jest to książka tylko o dniu dzisiejszym i wczorajszym. Nie ogranicza się też do rejestracji zdarzeń z przedednia 10  kwietnia 2010 roku. W tym jej oryginalność i głębia. Historyczna i literacka. Z całą pewnością autorka świadomie podjęła nowatorską próbę opisu smoleńskiego dramatu, ale prawdopodobnie sama nie spodziewała się tak udanego rezultatu.
To jedno z najciekawszych spojrzeń na szlak jaki przeszło wiele polskich rodzin, wiele pokoleń. Szlak od Katynia do Smoleńska. Taki jest zresztą podtytuł  książki:

Od Katynia do Smoleńska historie dramatów i miłości.

Autorka poszła drogą wcześniej przez nikogo nieprzetartą. W dokonaniu oryginalnego wyboru pomogły jej niewątpliwie intuicja pisarki i doświadczenie dziennikarki.
Poznajemy dzieje dziewięciu rodzin związanych z Federacją Rodzin Katyńskich, których najbliższe osoby zginęły dwa i pół roku temu pod Smoleńskiem. Wszystkie ofiary leciały na groby katyńskie swoich bliskich, o których pamięć sami walczyli całe życie. Brakuje opisu dziejów dziesiątej rodziny, które autorka zgłębiała i zamierzała i przedstawić w książce. Przyczyny tej luki to pasjonująca historia sama w sobie, która w jakiejś mierze zostaje w książce dotknięta, a która jakże charakterystyczna jest dla ducha polskości.
Mówmy jednakże o sprawach i ludziach, którym zawdzięczamy nie tylko przechowanie pamięci o Katyniu jako jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń w dziejach naszego narodu, ale którzy oddawali ze swego życia wiele, aby mogła przetrwać nasza tożsamość polityczna, kulturowa, obyczajowa. I to w najtrudniejszych latach panowania komunizmu w Polsce, kiedy słowo Katyń było obłożone państwową klątwą, a publiczne przedstawianie prawdy o Katyniu groziła prześladowaniami przez policję polityczną i służebnymi jej prokuraturę oraz sąd.

Ta najwspanialsza część polskiej inteligencji jest bohaterem książki Stanisławczyk. Autorka przedstawia duże rozgałęzione rody i rodziny zjednoczone pod najpiękniejszymi sztandarami: patriotyzmu i walki o prawdę. Poznajemy wspaniałych ludzi, którzy potrafili godzić walkę o wierność narodowym principiom z przyziemną, a zarazem  fundamentalną potrzebą każdego człowieka – miłością do drugiej, ukochanej osoby.
W wielu przypadkach opisywane historie to niemal gotowe scenariusze na seriale telewizyjne z wartką akcją i dramatycznymi jej zwrotami.
Dzieje wszystkich rodzin poznajemy od lat 30, choć autorka sięga niekiedy do jeszcze dalszej przeszłości, do dziś. Część z nich jest nieznana szerszej opinii publicznej. Niektóre jednak są związane wprost z elitą intelektualną i polityczną obecnych czasów. Zdradzę tylko, że jedna z nich jest związana ze śp.Marią Kaczyńską, żoną prezydenta Lecha Kaczyńskiego, której wnuczki – choć jeszcze nie w pełni świadomie – już dziś są obciążone sprawą smoleńską, a za kilka lat będzie w nich niczym bolesna rana rozrastać się sprawa katyńska.
Aby nie rozbudowywać ponad miarę swoich uwag, polecam gorąco testament wybitnego polskiego powojennego historyka Jerzego Łojka, którego ojciec Leopold Łojek został zamordowany w Katyniu. Testament napisany w grudniu 1977 r. w całości cytowany w książce. Przytoczę tu tylko jego drobny fragment:

W tej sprawie nie może być przebaczenia ani zapomnienia. Pojednanie z narodem rosyjskim może nastąpić dopiero wtedy, gdy jego autorytatywni przedstawiciele dokonają publicznej ekspiacji za zbrodnię

Osobną wartością książki, będącej w istocie rodzajem dokumentu czy też reportażu historycznego, jest język opowieści. Dobre oko i ucho reportażystki, pozwalają Stanisławczyk   wychwycić najróżniejsze detale, wzbogacające główny tok ludzkich dramatów. Narrację dopełniają plastyczne obrazy i świetne dialogi jej bohaterów.
Zastosowała też pewien klucz formalny. Nie pytałem jej, czy wymyśliła go sama, czy może wcześniej gdzieś spotkała. Klucz ciekawy, choć nie każdemu czytelnikowi może odpowiadać. Na szczęście, bez uszczerbku dla poznania dziejów bohaterów, można ten klucz całkowicie zignorować. Trzeba tylko dobrze poślinić palce, żeby łatwiej przewracać kartki.

wPolityce.pl, 16.08.2011

Rozmowa z Autorką (video) i wywiad prasowy

 

„Ostatni krzyk. Od Katynia do Smoleńska”. Rozmowa z Barbarą Stanisławczyk

Do swojej książki „Ostatni krzyk” wybrała pani 10 spośród 96 osób, które wsiadły 10 kwietnia 2010 roku do „prezydenckiego” samolotu, by polecieć do Katynia. To członkowie Rodzin Katyńskich. Dlaczego właśnie oni?

Zamysłem tej książki było pokazanie koła historii, jakie się zatoczyło w ciągu 70 lat i domknęło właśnie w Smoleńsku. 11 osób spośród 96 wsiadło na pokład TU-154 zmierzając w miejsce mordu swoich bliskich, a wcześniej walcząc o ich pamięć. Zginęli „na ich grobach?. To jest zdarzenie niezwykłe, wręcz metafizyczne. Opisałam w książce 9 historii, dziewięć losów, gdyż z rodziny państwa Borowskich leciały do Katynia dwie osoby, babcia i wnuczek, natomiast córka Andrzeja Sariusza-Skąpskiego wycofała się z opowieści, ale jego postać przewija się w książce, jako że był prezesem Federacji Rodzin Katyńskich.

Kiedy i dlaczego powstała myśl, żeby napisać książkę o tragedii smoleńskiej?

Natychmiast po zdarzeniu. Od razu dostrzegłam tę pętlę katyńskiego losu, chichot historii, jak to określił syn jednej z ofiar. To był imperatyw. Musiałam to opisać.

Książek o tragedii smoleńskiej powstało wiele, mniej lub bardziej spiskowych i sensacyjnych. Pani w swojej książce zdaje się ich konsekwentnie unikać. Jaka idea przyświecała pani przy pracy nad „Ostatnim krzykiem”?

Jedyna, jaka, wydaje mi się, powinna przyświecać reportażyście, to znaczy, by uczciwie, wiernie i ciekawie opisać temat. Nigdy nie stawiam tez, nie podporządkowuję im treści. Nie interpretuję faktów, one interpretują się same, albo zinterpretuje je czytelnik. Interesuje mnie człowiek i jego przeżycia. One zawsze są prawdziwe, autentyczne, zawsze się też bronią, niezależnie jak trudny jest temat i jak okrutne są fakty. Poza tym w ludzkich doświadczeniach, doznaniach jest dramaturgia, tak niezbędna dla dobrego opisu zdarzeń. Staram się pisać literaturę faktu, z naciskiem na obydwa te słowa. Moją książkę wyróżnia to, że ona nie opisuje samej katastrofy smoleńskiej, nie spekuluje na temat przyczyn, to jest sprawa dla innych specjalistów. Ja pokazuję tragiczną pętlę losów, w których tle rozgrywa się historia Polski. To nie jest rzewna opowieść tych, którzy zostali. Oczywiście były też emocje, ale tylko w czasie zbierania materiału, w czasie rozmów pełnych tragicznych, ale i często zabawnych wspomnień. Kiedy zabrałam się do pisania, musiałam emocje odrzucić, zostałam z czystymi faktami. Emocje wracają teraz, kiedy o książce mówię i wspominam tamte rozmowy. Również, kiedy teraz rozmawiam z rodzinami i oni mówią: „Dziękujemy pani”, choć wcześniej bronili się przed zwierzeniami. Wtedy czuję, że wykonałam dobrą robotę.

„Ostatni krzyk” ma niezwykle przemyślaną, trzyczęściową konstrukcję. Mamy moment przed wylotem do Smoleńska, następnie cofamy się 70 lat i poznajemy historię bohaterów, ich rodzin i zbrodni katyńskiej, która zdeterminowała ich życie, żeby w ostatniej części wrócić do 10 kwietnia, do katastrofy pod Smoleńskiem. Jaki efekt chciała pani w ten sposób uzyskać?

Chciałam w ten sposób pokazać i opisać jeden wspólny los katyńsko-smoleński, bo mimo różnicy doświadczeń poszczególnych rodzin i poszczególnych ludzi, to jest ten sam, polski los. Zabieg ten pozwolił też na pokazanie właśnie tego koła historii, o którym wspominałam.

W pani książce historia jest nieodłączną częścią opowieści. A co z polityką, która jednak, czy tego chcemy, czy nie, jest w tle Smoleńska? Jak udało się pani od niej uciec?

Gdzieś tam, w tle tej książki, jest też polityka, ale o tyle tylko, o ile politykę tworzą ludzie i o ile polityka determinuje życie ludzkie, zatem również życie moich bohaterów, ich szczególnie, bo przecież mord katyński to nic innego jak polityka.

Ale w mojej książce polityka pojawia się w zdarzeniach i faktach, jakie w historii miały miejsce. Kłótnie katyńskie, które w jakimś stopniu naznaczyły ostatnie lata życia Bożeny Łojek, czy Andrzeja Sariusza-Skąpskiego mają również między innymi aspekt polityczny. Jednak wrażenie, że w tej książce polityki nie ma powoduje to, że ja nie próbuję jej tworzyć. Nie ma w niej nastawienia politycznego, interpretacji. A naznaczone polityką życie wypełniają też zdarzenia zupełnie niepolityczne, zwyczajnie ludzkie; miłość, tęsknota, walka o przetrwanie. Ale też dzień codzienny, sytuacje często zabawne, one są tak samo w książce ważne jak poważne fakty. Nie tworzę pomników, pokazuję ludzi z krwi i kości.

Jak wyglądały pani spotkania z rodzinami osób, które zginęły? Trudno było pani namówić najbliższych do tych rozmów?

Na początku spotykałam się z mniejszą lub większą nieufnością, choćby w związku z tym, że katastrofa była przedmiotem dyskusji politycznych. Rodziny, nie znając mnie, bały się czy nie wykorzystam ich tragedii do jakichś rozgrywek. Nie zawsze byli też gotowi, by wracać do przeszłości albo rozgrzebywać rodzinne problemy, bo i takie były w rodzinach. Musiałam zdobyć ich zaufanie. Na niektórych czekać ponad rok. Ale kiedy już się zdecydowali, otwierali przede mną swoje sumienia, wydobywali rodzinne tajemnice. Słuchałam opowieści niezwykłych.

Które spotkanie było najtrudniejsze? A może: które zapadło pani najmocniej w pamięć?

Wszystkie były ważne, każde na swój sposób przejmujące. Janina Smorawińska straciła wszystkie trzy córki, ostatnią Ewę Bąkowską, w katastrofie smoleńskiej. Młodsza córeczka Marty Kaczyńskiej pyta swoją mamę: „Do której Warszawy jedziemy? Do babci Mai (Martynka nie wymawia „r”) i dziadka Leszka czy do tej drugiej Warszawy?”. I do tej drugiej nie chce jechać.

Marcie, widząc jak bezradnie patrzy na rzeczy rodziców, pomogli pakować pudła pałacowi kelnerzy, zawsze będzie im za to wdzięczna. Do Izabeli Zych mama przyszła w nocy zaraz po katastrofie i „pokazała” jej jak to się stało. Kazała jej wracać do domu, do Kalisza i Iza się przeniosła. 94-letnia mama Bożeny Łojek przed katastrofą widziała wszystko, a teraz telewizor to dla niej biała plama. Danuta i Franciszek Borowscy kłócili się zaraz po katastrofie o to, że zamiast Franciszka z jego matką do Katynia poleciał ich syn, więc Danuta wolała iść do pracy niż siedzieć w domu.

Dariusz Bąkowski zgodził się na rozmowę po roku i trzech miesiącach i odbył przy mnie spowiedź swojego życia. Która była najważniejsza? Wszystkie.

Czy ktoś odmówił rozmowy, albo się wycofał ze swoich słów? Czy jest taka rozmowa, której pani nie przeprowadziła i bardzo tego żałuje?

Wycofała się Izabela Sariusz-Skąpska, odbierając mi w ten sposób historię swojej rodziny, dlatego Andrzej Sariusz-Skąpski występuje w książce tylko w wątkach związanych z Rodzinami Katyńskimi, gdzie ostatnio był prezesem Federacji RK. A to są trudne wątki, poplątane, związane z kłótniami i podziałami w Rodzinach Katyńskich. Szkoda mi, że w tej historii nie ma tego, co dla tej książki najważniejsze – jego rodzinnych losów.

„Człowiek płacze nad ich losem, reportażysta go opisuje. „Nie było łatwo” – pisze pani o spotkaniach w Rodzinach Katyńskich. Dlaczego nie było łatwo?

Swoją reporterską wędrówkę zaczęłam właśnie od wizyty w Rodzinach Katyńskich, mając nadzieję, że zastanę tam przyjaciół ofiar katastrofy, współbraci w katyńskim bólu, a spotkałam mur milczenia i niechęci, który powoli rozbijałam. I to nie tam dostałam kontakty do rodzin, musiałam szukać ich sama, różnymi sposobami. Z czasem i ten mur udało mi się rozbić, dotarłam do ludzi z RK, którzy zaczęli mówić, aż rozwiązał się niejako worek z prawdą o Rodzinach Katyńskich, również tą trudną prawdą.

Rodziny ofiar trzeba było najpierw otworzyć na zwierzenia, również te stanowiące rodzinną tajemnicę, to była pierwsza trudność, później, po napisaniu tekstu te zwierzenia autoryzować i to była kolejna trudność, jeszcze większa. Ale kiedy już przeczytali ostateczny tekst, byli zadowoleni. Teraz czekam na ich reakcje, kiedy przeczytają go już w książce. Treść jest ta sama, ale jednak książka inaczej przemawia.

Wspomina pani o metafizycznych zdarzeniach, których pani doświadczyło przy pracy nad tą książką. O snach i przeczuciach, które są tak samo ważne, jak twarde fakty…

O swoich snach i przeczuciach dużo opowiadali mi rozmówcy, tych przed katastrofą, tych sprzed siedemdziesięciu lat i tych po katastrofie. Ja sama doświadczyłam czegoś, czego nie umiem do końca nazwać. Na przykład taka sytuacja: Wybieram hotel w Krakowie, żeby jechać na rozmowę z Dariuszem Bąkowskim.

Zwykle zabierało mi to chwilę, bo znam Kraków i znam tamtejsze hotele, najbardziej te przy Rynku, a tym razem coś mnie ciągnęło do zupełnie nieznanego mi hotelu Astor przy ulicy Krowoderskiej. I dziwnie długo się wahałam, aż w końcu na ten właśnie hotel się zdecydowałam. Pierwsze, co powiedział do mnie Dariusz Bąkowski, kiedy się tam spotkaliśmy, to pytanie: – Czy pani wiedziała, że mieszkaliśmy z Ewą przy ulicy Krowoderskiej? – Nie – odpowiedziałam – czysty przypadek. – Pani wierzy w przypadki?! Coś pani opowiem. I wtedy usłyszałam o snach, przeczuciach i dziwnych zdarzeniach w jego życiu.

W jaki sposób te spotkania, rozmowy, kontakty z najbliższymi osobami ofiar katastrofy zmieniły pani obraz katyńskiej i smoleńskiej tragedii? Co ta książka zmieniła w pani?

Uświadomiły mi, a właściwej byłoby powiedzieć, udowodniły, że obydwie te tragedie są dla historii Polski, dla polskiego losu symboliczne

[dziennikwschodni.pl, 16.10.2011]

DALEJ

strona [2] Obszerne fragmenty książki

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Wspomnienia, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.