Anna Świrszczyńska – Homer Powstania Warszawskiego

Konstantin Kuczer [Petrozavodsk]
Powstanie Warszawskie. Dla nas – Rosjan jeden z epizodów najnowszej historii Europy. Chociaż rozumiemy, że to nie zwykły epizod, a jedna z największych tragedii II wojny światowej. I nie ograniczona terytorium Warszawy czy Polski. Wielka tragedia jest tragedia wszystkich. Nieszczęście nigdy nie jest cudze.

Ale Powstanie’44 to nie tylko tragedia. To bohaterska próba polskiego narodu, aby samodzielnie zdecydować o swoim dalszym losie. Bez oglądania się na to co zdecydowały o nich bez nich gdzieś tam w dalekim Teheranie wysokie, dzielące między sobą świat potęgi. I ta próba pozwoliła Polakom zachować narodową dumę i godność. Dała prawo uczciwie i otwarcie patrzeć sobie w oczy: „My zrobiliśmy wszystko co mogliśmy”.

Historia nie umiera razem ze śmiercią świadków i bezpośrednich uczestników. Ale żeby tak było, trzeba zachowywać nie tylko archiwa, bo przecież dostęp do nich ma tylko wąski krąg specjalistów. Należy wspomagać narodową pamięć, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenia. Z dziadów na wnuki. I tak dalej, w nieskończoność.

Powstanie Warszawskie, które połączyło w sobie nierozerwalnie elementy tragedii i bohaterstwa, było zjawiskiem monumentalnym i swoim olbrzymim znaczeniem dla polskiej narodowej tożsamości musiało spowodować pojawienie w polskiej literaturze utworów, które oddawałyby jego emocjonalny ładunek przyszłym pokoleniom zachowującym pamięć o jego uczestnikach.

Gdy w 1974 roku na świat przyszło wydanie wierszy Anny Świrszczyńskiej „Budowałam barykadę”, od razu zostało godnie docenione przez współczesnych.
Krytyk literacki Stefan Milkowski nazwał „Barykadę” liryczną epopeją, bezpośrednio porównując ją do światowej literatury klasycznej. Nie bał się wypowiedzieć odważnego porównania do najbardziej znanego utworu starożytności: po 30 latach od upadku naszego Ilionu, dla nas Trojan pojawił się Homer w sobie Świrszczyńskiej. Homer Trojan w końcu przemówił i wypełni wieczne przeznaczenie wieszcza ? oczyścił sumienie swojego narodu, pozwalając przejść nam ogólnonarodowy katharsis.

Ostatnie polskie powstanie

Opłakujmy godzinę
kiedy się wszystko zaczęło,
kiedy padł pierwszy strzał.

Opłakujmy sześćdziesiąt trzy dni
i sześćdziesiąt trzy noce
walki. I godzinę
kiedy się wszystko skończyło.

Kiedy na miejsce, gdzie było milion ludzi,
przyszła pustka po milionie ludzi.

Oczywiście, wiersze Świrszczyńskiej to nie „Iliada”. I jak napisał inny krytyk literacki Janusz Sławiński – są bardzo ascetyczne, pozbawione ozdób. Ale mimo wszystko „Budowałam barykadę” to epopeja. Najprawdziwsza jaka może być. Bo w tych wierszach jest całe Powstanie Warszawskie. Od pierwszego do ostatniego dnia. Od 1 sierpnia kiedy to rozkazem dowództwa AK do boju ruszyło 23 tysiące powstańców (z których jako-tako uzbrojony był co dziesiąty z amunicją 2-3 dni). Kiedy tym nieostrzelanym, nieprzeszkolonym, źle uzbrojonym ludziom udało się dokonać, wydawało by się niemożliwego – podczas 4-dniowych bojów zawładnąć większością Warszawy, choć większość strategicznych obiektów – 2 z 3 centrali telefonicznych, dworce, mosty i inne – zostało w rekach Niemców. Ale głównym uczuciem Powstańców był entuzjazm. I każdy z nich wierzył – jeszcze trochę, jeszcze ciut-ciut i zwycięstwo. Całkowite i nieodwracalne. Inaczej być przecież nie może!

Tym bardziej, że oni nie są sami. O tym krzyczą rozklejone wszędzie plakaty, na każdym z nich biegnie do ataku żołnierz. W jednej ręce trzyma on pistolet maszynowy, w drugiej flagi. Radziecką, angielską i amerykańską. Napis na plakacie dodawał warszawiakom odwagi ?Nie jesteśmy sami?.

I oni wierzyli. Mieli nadzieję, że już zaraz? albo wyląduje w Warszawie Brygada Spadochronowa gen. Sosabowskiego z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, albo przez Wisłę wedrą się czołgi 1. Frontu Białoruskiego, którym dowodził nie kto inny jak Konstanty Rokossowski, Polak z pochodzenia. Czyż zostawi swoich na odstrzał? Nie zostawi!

Czytaliśmy dziś gazetkę – mówił ślusarz,
Cały świat idzie nam na pomoc,
Za tydzień wszystko się skończy, moja stara ma
Imieniny, zapraszam
cały dom na święto
– mówił ślusarz.

Jednak Brygada Spadochronowa nie wylądowała. Od 5 sierpnia Niemcy, otrzymawszy również z zachodniego frontu posiłki, przeszli do ataku i pod osłoną lotnictwa, czołgów, ciężkiej artylerii zaczęli metodycznie – dom za domem, ulica za ulicą – szturmować bronione przez powstańców izolowane od siebie dzielnice miasta.

Radzieckie czołgi doszły do prawego brzegu Wisły ku wysadzonym mostom dopiero 14 września, kiedy hitlerowcy kontrolowali już opór w warszawskich dzielnicach. Los Powstania był praktycznie przesądzony. [Cóż, trudno liczyć by Rosjanin napisał o pozostawieniu Powstańców na pewną śmierć przez rosyjskie dowództwo].

2 października Komendant Główny Armii Krajowej generał Komorowski podpisał kapitulację. 17 tysięcy powstańców otrzymując status jeńców wojennych, trafiło do niemieckich obozów. Przez podwarszawski obóz przejściowy w Pruszkowie przeszło 550 tysięcy ludzi – wszyscy mieszkańcy polskiej stolicy, którzy przeżyli Powstanie. 60 tysięcy z nich trafiło do obozów koncentracyjnych, 150 tysięcy do robót przymusowych w Niemczech.

Ale najstraszniejsze były myśli, z bólem i goryczą pulsujące w każdej polskiej głowie – Czyżby to już? Czyż to wszystko było daremne? I 10 tysięcy poległych powstańców, i 6 tysięcy zaginionych bez wieści, i ponad 200 tysięcy ofiar cywilnej ludności?… Wszystko bez sensu?!!

Budowałam barykadę

Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę.

Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze –
dozorca, straganiarka, emeryt.

Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.

Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się naprawdę.

Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.

Nie, nie były daremne te 63 dni, kiedy Warszawa, zostawiona sam na sam przeciw wojskom Wehrmachtu, oddziałom SS i policji, walczyła tylko dzięki temu, że każdy Powstaniec wypełniał swój obywatelski i żołnierski obowiązek ponad ludzkie możliwości. Oni robili wszystko co mogli. I więcej. Żeby patrzeć otwarcie patrzeć w oczy nie tylko sobie nawzajem, ale i swoim dzieciom i wnukom.

I o tym są wiersze Homera Powstania Warszawskiego – Anny Świrszczyńskiej. O męstwie najzwyklejszych ludzi. Aptekarza, szewca, spekulantki, konduktora, chłopca z zakładu poprawczego. Którzy się bali, którzy odczuwali zwyczajny, ludzki strach. Mimo to zbudowali swoją barykadę. Pod obstrzałem. Chociaż nikt ich do tego nie zmuszał?

Swój obowiązek ponad ludzkie możliwości wypełnili nie tylko dorośli mężczyźni, ale i kobiety, których w warszawskich oddziałach było ponad 4 tysięcy. Nie tylko one. Walczyli i nastolatki, i nawet dzieci. Ten „mały, mała i jeszcze mniejszy”. Według wspomnień uczestników najmłodszy Powstaniec miał? 8 lat. [Witold Modelski mając niespełna 12 lat zasłużył na Krzyż Walecznych i stopień kaprala czasu wojny – tłum.]
Właśnie takim podrostkom Powstania, na Podwalu Starego Miasta w 1983 postawiono Pomnik Małego Powstańca.

Wcześniej pomnik dzieciom Warszawy’44 wystawiła Anna Świrszczyńska:

Szczeniak

Kiedy zaczął rano ustawiać w bramie
butelki z benzyną,
stróż klął jak wściekły.

Szczeniak
wywalił mu język do pasa.

Wieczorem przynieśli go żołnierze,
podpalił czołg.

Stróż klął już ciszej kopiąc na podwórzu
mały dołek dla szczeniaka.

„Budowałam barykadę” to nie tylko zbiór wierszy. To prawdziwy pomnik. I nie tylko warszawskim GawroszomTo pomnik wszystkich tych, którzy kochali życie, chcieli i mogli być szczęśliwymi. Ale wielu tysiącom z nich nie było to dane. Dlatego, że bardziej od swojego życia kochali oni swoją Ojczyznę. Polskę. Za szczęście i wolność której przyszło im polec na barykadach Powstania.

Wielu z nich było sądzone umrzeć. Czasem dlatego, że nikt nigdy nie uczył ich strzelać do żywych ludzi. Nawet jeśli ci ludzie to wrogowie, którzy przyszli na twoją ojczystą ziemię, aby zabijać twoich rodaków, twoich bliskich. I ciebie.

Strzelać w oczy człowieka

Miał piętnaście lat,
był najlepszym uczniem z polskiego.
Biegł z pistoletem
na wroga.

Zobaczył oczy człowieka,
powinien był strzelić w te oczy.
Zawahał się.
Leży na bruku.

Nie nauczyli go
na lekcjach polskiego
strzelać w oczy człowieka.

Oni umierali. Na barykadach, pod ostrzałem, pod bombami. W piwnicach walących się domów, które w każdej chwili mogły zmienić się ze schronów w zbiorowe groby.
Umierali nie tylko od kul i bomb. W szpitalach – bo po prostu nie było żadnych lekarstw. I nie tylko lekarstw. Najzwyklejszej pitnej wody nie było. Wodociągi nie działały. Warszawiacy drążyli studnie. Ale one nie wystarczały. Na wodę trzeba było czekać w wielogodzinnych kolejkach. W mieście zaczynało brakować jedzenia.
A dla niektórych szklanka, parę szklanek mleka były na wagę życia i śmierci.

Żyje godzinę dłużej

pamięci Stanisławy Świerczyńskiej

Dziecko ma dwa miesiące.
Doktor mówi:
umrze bez mleka.

Matka idzie cały dzień piwnicami
na drugi koniec miasta.
Na Czerniakowie
piekarz ma krowę.
Czołga się na brzuchu
wśród gruzów, błota, trupów.

Przynosi trzy łyżki mleka.
Dziecko żyje
godzinę dłużej.

Na warszawskich barykadach latem’44 ginęli nie nasi dziadowie i pradziadowie. Może i dlatego trudno nam zrozumieć, co dla każdego Polaka znaczy to Powstanie. Ale zrobić ten krok w stronę zrozumienia ( i wzajemnego zrozumienia!) nie tylko można, ale i trzeba. Tym bardziej, że to nie jest takie trudne.

A do tego trzeba tylko wyskoczyć z kręgu bieżących, tylko wydających się bardzo ważnymi spraw, podejść do najbliższej biblioteki i zapytać o dwa stare numery „Inostranki” z 1973 i 1989 roku. 7 stron w jednym czasopiśmie, 11 w drugim. Na każdej z nich wiersze Anny Świrszczyńskiej. W każdej ich linijce – „Powstanie Warszawskie. Jedna z największych tragedii naszej” Naszej wspólnej historii.

Tłumaczenie: Witek

http://bezwodkinierazbieriosz.salon24.pl/

Anna Świrszczyńska (1909-1984) – poetka, dramatopisarka, prozaik, autorka wielu utworów dla dzieci i młodzieży w Powstaniu Warszawskim był sanitariuszką. 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, II wojna światowa, Sylwetki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Anna Świrszczyńska – Homer Powstania Warszawskiego

  1. Jerzy Kij pisze:

    Wstrząsające utwory pani Anny. Czapki z głów. Chwała bohaterom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.