Prorok, szarlatan czy agent?

Bohdan Urbankowski

Plotki na temat Towiańskiego pojawiły się wkrótce po jego przybyciu do Paryża, jakby przywlokły się za nim – małe, brudne, o wspólnocie żon w jego sekcie albo o tym, że siedział jakiś czas w domu wariatów, co akurat było prawdą.

Winę ponosił po części i sam „Mistrz” – ciekawska emigracja nie mogła poskładać jego życiorysu, bo kreował się na bożego prostaczka, człowieka nie wiadomo skąd – może naprawdę obdarzonego misją niebios.

Urodził się, co znaczące, w dniu 1 stycznia 1799 roku, w Antoszwińciu (nazwa folwarku występuje też w liczbie mnogiej), do szkół został oddany w Wilnie […]

Nie wiadomo dokładnie, kiedy Towiański zaczął studiować prawo (oraz literaturę i nauki wyzwolone) na Uniwersytecie Wileńskim. Najpewniej już w 1815, skoro 19 czerwca 1816 zdaje egzamin z łaciny – tego samego dnia, może trochę wcześniej, jeśli odpytywani byli alfabetycznie, zdawał egzamin Mickiewicz. Potem obydwaj należeli do sekcji literatury łacińskiej! Jeśli Mickiewicz rzeczywiście tego nie pamiętał to albo miał już słabą pamięć, albo Towiański przekonywająco się wypierał.

Przyszły „Mistrz” zwrócił na siebie uwagę, drukując w 1820 roku powiastkę filozoficzną Zdarzenie prawdziwe, narobił też hałasu z innego powodu, o czym (w liście 19 listopada/1 grudnia) pisał Józef Jeżowski do Mickiewicza:

Od dwóch może już tygodni sławny Kiszka ze sławnym mówcą Chrzczonowiczem, nadto z Towiańskim (którego znasz) i Zebrowskim złożyli towarzystwo pod imieniem Anty- szubrawców.

Wynika z tego, że Towiański był już wówczas znany poecie, tyle że sytuował się po drugiej stronie barykady niż ogół „Promienistych”, z których wielu było związanych z liberalnymi Szubrawcami. (Organem tych ostatnich były nie tylko satyryczne „Wiadomości Brukowe”, w których pisywał Tomasz Zan, ale także, choć mniej oficjalnie, wychodzący od 1818 roku „Tygodnik Wileński”, w którym debiutowali m.in. Mickiewicz i Górecki). […]

Nim w świat wyjechał – pracował już w 1818 roku jako pomocnik sekretarza Sądu Grodzkiego, w roku 1824 został rejentem Sądu Ziemskiego, następnie asesorem. Cieszył się sławą dziwaka i pedanta. Przed rozprawami o 3 rano chodził na cmentarz, by się skupić, spraw nigdy nie opuszczał – podobno, gdy miał bronić jakiejś wdowy, a chorował na karbunkuł – kazał wrzód wypalić i z gorączką poszedł do sądu. W Powstaniu Listopadowym udziału nie wziął – pono widział pobojowisko pod Iławą i porażony okropieństwem wojny został pacyfistą. Zachował się także przekaz, czy może też obmowa pochodząca od Doroty Łopacińskiej, sąsiadki, jakoby Towiański miał święcić z przyjaciółmi upadek powstania.

Odrzucona misja

Początek misji Towiańskiego on sam datował na dzień 11 maja 1828 roku. Jak się wydaje, apostołował wtedy tylko w Wilnie i po sąsiedzku, ale skutek był raczej nieoczekiwany. Pisał o tym w 1907 roku, w „Bibliotece Warszawskiej”, Edward Wołodko (w artykule Wspomnienie o Towiańskim), sąsiad z tych samych stron. Oto w wyniku donosu innego sąsiada Towiański został aresztowany i poddany badaniom psychiatrycznym. Wprawdzie uznano Towiańskiego za nieszkodliwego – przyznaje Wołodko – badania te jednak zabiły sprawę towiańszczyzny w oczach wilnian.

Po sukcesy musiał się „Mistrz” Andrzej wybrać gdzieś dalej. Pojechał w 1832 roku do Petersburga, [ale] petersburska policja zmusiła go do opuszczenia stolicy Rosji. Jeszcze w 1834 roku wyjechał do Karlsbadu, tam też poznał Odyńca, którego dokładnie wypytał o szczegóły życia Mickiewicza. Dzięki Odyńcowi poznał Dziady, samodzielnie zaś rozpoznał w nich siebie – jako zapowiedzianego Zbawcę. Towiański poznał także i oczarował generała Skrzyneckiego – znajomość tę spróbuje wykorzystać za parę lat. W roku 1837, po śmierci ojca, wrócił, by gospodarować rodzinnym folwarkiem.

Po raz drugi zobaczył wezwanie do swej misji 23 maja 1839. Na niebie [ukazał mu się] biały krzyż w mocnym świetle. Przed wyjazdem spisał „konstytucję” – zbiór moralnych przepisów dla chłopów, odwiedził matkę, która owdowiawszy osiadła w wileńskim klasztorze św. Michała, odwiedził też odpowiednie urzędy. 28 czerwca 1840 otrzymał paszport ważny na jeden rok.

Po przybyciu na Zachód Towiański próbował znów usidlić Skrzyneckiego – tym razem jednak nie wyszło. Zabobonny generał uznawał jego moc, ale nagle zaczął się jej bać: Niegdyś wierzyłem, że Towiański ma tę moc od Boga; dziś wierzę i przekonany jestem, że ją ma od Szatana – odnotuje jego słowa były towiańczyk, Karol Baykowski. Mistycyzm, który rozniecił Towiański w poczciwym generale, obrócił się przeciw niemu – Skrzynecki nie tylko zaczął poważnie wierzyć w anioły, ale także i w diabły.

Wtedy Mistrz Andrzej przyjechał do Paryża i – nie od razu – zgłosił się do Mickiewicza. Wraz z nim przybyła z kraju opinia szpiega i wariata. […]

Towiański przyjechał do Paryża 5 lipca 1841 i zatrzymał się u Antoniego Goreckiego, który też był poetą, znajomym Mickiewicza jeszcze z Litwy, współuczestnikiem wielu jego działań na polu religijnym. Z Mickiewiczem spotkał się – poprzedzany już opinią niezwykłości, jeśli nie świętości – dopiero 30 lipca. […]

Podczas tej lipcowej rozmowy Towiański zaskoczył Mickiewicza znajomością tak intymnych szczegółów z jego życia, iż poeta przypisał tę wiedzę jasnowidzeniu „Mistrza”; o jego znajomości z Odyńcem, ani o tym, iż znali się obaj już w Wilnie, zdawał się nie pamiętać. Istotne w tej historii jest to, że Towiański potraktował poetę od razu jako przywódcę duchowego Emigracji i – jak przeczytamy w liście do Jundziłła – obwieścił przyszłość szczęśliwą i bliską naszego narodu. Emigranci, którym Towiański zapowiadał szybki powrót do niepodległej Polski, do tego emigranci tak wrażliwi jak wykończony histerią żony Mickiewicz (a jeszcze: nie pozbawieni próżności…) – z chciwością chłonęli słowa „Mistrza”.

Między 6 a 9 sierpnia poeta przesłał list do Witwickiego wzywający i jego, i Zaleskich (ich adresu nie znał) do Paryża, dla ważnych rzeczy. List ten, niestety, nie przetrwał, tylko z relacji Witwickiego można domyślać się, jakie to rzeczy miał poeta na myśli: niedola kończy się. W późniejszym nieco, pisanym 11 sierpnia i – na szczęście – zachowanym, liście do Zaleskiego poeta pisał:

Bohdanie. Skoro ten list przeczytasz, upadnij na kolana i dziękuj Panu. Wielkie dzieją się tu rzeczy. Emigracja już połączona. Spiesz zaraz, zaraz, zaraz do nas, abyś serce twe pocieszył, rozradował, okwiecił, ozielenił. U mnie w domu kwiaty i wiosna, i w sercu w duchu. Od kilku dni piszę do ciebie na wszystkie strony, nie wiedząc gdzie się obracasz. Więcej pisać nie wolno.

[…] W sobotę 7 sierpnia 1841 Adam Mickiewicz, Antoni Górecki i Izydor Sobański podpisali w kościele Św. Seweryna pismo-ślubowanie „Słowianin w ucisku”. Towiański oznajmiał w nim, że jak niegdyś Żydom, tak obecnie Słowianom Bóg objawią swą wolę. Pan – czytamy w tyleż patetycznej, co ogólnikowej deklaracji – kładzie kres niedoli ludów słowiańskich, a chce ofiary z ducha. Ci, którzy pójdą za nowym wezwaniem, utworzą Świętą Rotę zbliżającej się sprawy ludów.

Dzień później, 8 sierpnia, poeta pisze pocieszający list do żony przebywającej jeszcze w zakładzie [dla psychicznie chorych] w Vanves  (pośrednio wynika z niego, że jest z nią już prawie dobrze!) i dopiero po tych wydarzeniach, najwcześniej 9 lub 10 sierpnia, przewozi żonę z zakładu do Nanterre, gdzie zatrzymał się Towiański i gdzie rzekomo nastąpi jej uzdrowienie. Mickiewicz, uwiedziony już wcześniej przez Towiańskiego, będzie – rzecz jasna -przekonany, iż Mistrz dokonał cudu. Będzie o tym listem i słowem przekonywał innych […]

Teczka Towiańskiego

Czas zapoznać się z treścią tajnych [rosyjskich] dokumentów. […]

Pierwszym dokumentem, który niejako rozkręcił policyjno-biurokratyczną machinę, był tajny list generała-gubernatora południowo-zachodniego kraju, Dymitra Bibikowa, do szefa III Wydziału, czyli policji politycznej, Aleksandra Benkendorfa, datowany 5 listopada 1841. Autor listu, powołując się na polskie gazety z Paryża i Poitiers, informuje o działalności Towiańskiego, który 27 września w paryskiej katedrze, przepowiedział Polakom, iż wsie stradania ich konczilis’, ibo Gospod’ Bog uże razriesził sud’by ich na niebiesi i zakończył swą przemowę słowami, czto dieło Gospodnie naczałos’ uże. Bibikow zwraca też uwagę szefa tajnej policji na opinie, które nazywają działalność Towiańskiego szaleństwem mogącym zaszkodzić sprawom emigracji, gdyż wielu wygnańców, spuszczając się na obiecaną bezpośrednią Bożą działalność, przestanie w ogóle troszczyć się o sprawę Polski. Bibikow informuje na końcu, iż po informacje o Towiańskim zwrócił się do wileńskiego generała-gubernatora Fiodora Mirkowicza, bo być może Towiański działał wcześniej w rodzinnej guberni i mógł tam pozostawić zwolenników, którzy kontynuując jego dzieło, mogą mieć jakieś tajnyje zamysły. […]

Już 25 listopada Mirkowicz informując, że udzielił Towiańskiemu paszportu na wyjazd roczny od 28 czerwca 1840 (za zgodą – co podkreśla – III Wydziału), podaje też informacje zebrane na jego temat. Wynika z nich, że Towiański nie utrzymywał stosunków z sąsiadami i rodziną, i że był uważany raczej za człowieka niespełna rozumu niż za szkodliwego czy nieprawomyślnego. Mirkowicz nie odnotowuje żadnych danych o wpływie mistycyzmu Towiańskiego na tutejszych mieszkańców, radzi jednak zwrócić się po informacje do poselstwa rosyjskiego w Paryżu, sugerując, że w przypadku przestępczego zachowania za granicą i odmowy powrotu do Rosji, można zastosować przewidziane prawem procedury odnośnie pozostawionego na Litwie majątku.

Przesłane (8/20 stycznial842) do szefa III Wydziału wyjaśnienie Mikołaja Kisielowa, charge d’ affaires ambasady w Paryżu (nawiasem mówiąc, przyjaciela Mickiewicza z Petersburga), zaskakuje dość lekkim potraktowaniem sprawy. Wynika z niego, iż ambasada została już wcześniej powiadomiona o działalności Towiańskiego, ale nie uważano, by fakty graniczące z obłędem warte były, by zaprzątać nimi uwagę Ministra Imperium. […]

Na uwagę zasługuje także kolejny list Kisielowa (26 marzec/7 kwietnia 1842) informujący o wezwaniu Towiańskiego do ambasady i o przeprowadzonej z nim rozmowie. Towiański oświadczył wówczas, że przybył do Francji

z bożą misją doprowadzenia do zbliżenia i pojednania między Rosjanami i Polakami, że jest najwierniejszym i najbardziej posłusznym z poddanych Cesarza, ale że nie może wrócić natychmiast do kraju nie zakończywszy swej misji: ma nadzieję, że to stanie się w ciągu roku i następnie on wróci do domowego ogniska.

Następne sekretne materiały nie przynoszą żadnych rewelacji. 1 lipca 1842 szef Wydziału III, Aleksander Benkendorf, informuje ministra spraw wewnętrznych, Lwa Pierowskiego, że niejaki Andrzej Towiański, mianujący się wysłannikiem niebios ogłasza polskim emigrantom koniec ich wygnania i szybki powrót do niepodległej Polski. Ponieważ jednak ów osobnik mianujący się apostołem ważnych dla emigracji objawień nie poprosił o przedłużenie paszportu i pozostaje za granicą samowolnie – Jego Imperatorska Wysokość polecił poddać jego majątek sekwestrowi, a jego samego zaliczyć do wygnańców (zaczislit’ izgnannikom).

Z listu Kisielowa z 18/30 sierpnia wynika, że nie był on w stanie doręczyć Towiańskiemu zawiadomienia o banicji i konfiskacie majątku, ponieważ ten został wydalony z Francji [podejrzewany przez francuską policję o działalność agenturalną na rzecz Rosji].

[…] Rzecz znamienna, że kiedy przyszedł ostatni memoriał Towiańskiego [list wysłany do cara w 1863 roku] w tajnej policji nie pamiętano już o jego autorze, trzeba było na nowo zbierać informacje.

Wynika z tego wszystkiego, że tajne rosyjskie służby nie traktowały poważnie „Mistrza” Andrzeja, uważano go za maniaka, żadnym, demonicznym czy nie demonicznym, agentem nie był. […]

Agent wpływu

Na rzecz jakiegoś państwa czy organizacji można działać nie tylko wykonując zadania bojowe czy wywiadowcze. Można manipulować opiniami, można paraliżować działalność elit przeciwnika – robiąc to nieświadomie i w najlepszej wierze.

Takim właśnie agentem był Towiański. Doprowadził do podróżnej gorączki połowę paryskiej emigracji, której obiecał powrót do kraju za dni dziesięć, potem, gdy coś nie wychodziło – zaczął szukać winnego. Być może wtedy przypomniał mu się Żyd bijący konia i „Mistrz” Andrzej doszedł do wniosku, że Polska, która została pobita przez Rosję, widocznie na to zasłużyła. Rosja spełniła tylko rolę bicza bożego, klęska powstania to znak, że nie tędy Polakom droga. Trzeba doskonalić się wewnętrznie, w Rosjanach uznać braci, za duszę cara się modlić. Oto polska elita kulturotwórcza, a to znaczy narodotwórcza, oto Mickiewicz, Słowacki, znakomicie zapowiadający się Goszczyński – wszyscy oni wpadają w dziwną chorobę, zachowują się jak w gorączce, krzyczą na siebie, płaczą, mdleją, całymi godzinami się modlą albo leżą krzyżem, albo w podnieceniu komentują bełkotliwe listy od „Mistrza”, albo wyjaśniają sobie sny i znów płaczą albo znów mdleją… Czasem jeżdżą do podparyskiego pałacyku Malmaison wyczekiwać na ducha Napoleona, który czasami ukazuje się wybranym; czasem dalej – na rekolekcje do „Mistrza” do Belgii albo do Szwajcarii, są szczęśliwi, że ich raczył wezwać, w pokorze godzinami czekają na audiencję…

Najwybitniejszy polski umysł, największy polski talent literacki większość czasu poświęca pracom na rzecz sekty, na wysłuchiwanie opowieści o snach, na godzenie rozhisteryzowanych bab, a przede wszystkim traci całe godziny, dni i tygodnie na próby pozyskania nowych wyznawców dla „Mistrza”.

To samo dzieje się dłuższy czas ze Słowackim, to samo z belwederczykami – Goszczyńskim i Nabielakiem… To samo miało się dziać z generałem Skrzyneckim, to samo z księciem Czartoryskim. Pierwszy zerwał z Towiańskim, bojąc się, że ulega wpływom Szatana, drugi „Mistrza” po prostu nie przyjął – bojąc się, że jeśli Mickiewicz nie oparł się jego dziwnym wpływom, to i on może im ulec.

W lipcu 1842 Towiański zostanie wysiedlony z Francji, będzie kierować swymi wyznawcami z Belgii […] i sterować w stronę Rosji.

17 maja 1842 odbyło się zebranie u Mickiewicza. Duch cesarza – oznajmił zebranym brat Adam – objawił się Pierre-Michelowi z gorącą chęcią służenia Sprawie Boskiej, ale że do tego przyjść nie może i stąd zostaje w okropnych cierpieniach, dopóki od Koła polskiego nie otrzyma przebaczenia grzechów swoich przeciwko Polszczę. W skutku tego brat Adam wezwał koło całe do aktu przebaczenia.

Stosowne nabożeństwo odbyło się 20 maja w kościele św. Seweryna. Z powodu tej prorosyjskiej deklaracji (ale przecież jakże wielkodusznej, jakby prekursorskiej wobec późniejszego o ponad sto lat listu biskupów polskich do Niemców Przebaczamy i prosimy o przebaczenie) doszło do pierwszego rozłamu w Kole. Słowacki miał zaprotestować, mówiąc, że powinni się modlić raczej za ducha Batorego, Kościuszki, Pułaskiego i innych polskich bohaterów i męczenników. Mickiewicz w odpowiedzi miał złapać go za kołnierz i wyrzucić za drzwi, krzycząc: Paszoł won durak. […]

Dokumenty z carskiego poselstwa nie kłamały: Towiański uważał się rzeczywiście za posłanego od Boga, by narody polski i rosyjski pojednać. […] Wszystko to potwierdził listem do Mickiewicza, pisanym w pierwszej połowie czerwca 1844 w Szwajcarii:

Bracie Adamie! Potrzeba we wszelkim zetknięciu się z Rosją z tegoż tonu działać, z którego w całej sprawie działać będziemy, w jakim mówiłem w ambasadzie. Rzucam ten ton – do okoliczności stosujcie. Służyłem wiernie Rosji. Byłem czysty przed Bogiem. Bóg do służby swojej powołał mnie. Wola najwyższa stała się dla mnie wszystkim. […] Na tej drodze potęga i szczęście Rosji konieczne dla spełnienia na ziemi słowa Bożego. […] Nie zrywam związków bratnich z Rosją. Na nowej drodze i silniej i prawdziwiej służyć Rosji pragnę.

Ale to był dopiero początek.

Szok

29 listopada, w rocznicę powstańczego zrywu, wygnańcy spotykali się w kościołach i na zebraniach po zakończeniu nabożeństw, na ten dzień zapominano o urazach i kłótniach.

W 1844 roku było inaczej. Część emigrantów, razem z Mickiewiczem, obchodziła ten dzień we własnym gronie. Spotkano się dwukrotnie – co świadczy o dużej zręczności politycznej poety. Przedpołudniowe przemówienie Mickiewicza zaskoczyło wszystkich, niektórych zszokowało:

Wiecie, że dziś jest dzień rewolucji naszej narodowej – zaczął Mickiewicz. Polacy go obchodzą; my w tonie nowym, w duchu przyszłości obchodzim. Rewolucja […] pochodziła z napięcia, z wytężenia i zrodziła irytację. Pełnego tonu miłości Chrystusowej i mocy, do jakiej teraz Chrystus ma prawo, nie było. […] Rozruszyła jednak ludzi, Rosjan, nawet i Francuzów, puściła na trapienie ducha, pokój im odjęła. Bóg większą Sprawę przygotował i spuścił nowego ducha. […] Otóż teraz dla spełnienia naszej Sprawy trzeba nam sposobić się do miłości Chrystusowej ku braciom Słowianom […]. Pokochać, co jest czystego i dobrego w Rosji, jak kochamy przyjaciół, i w tej miłości działać z Rosjaninem. Skoro on tej miłości nie poczuje, to nie poczuje i mocy, i będzie nas gnębił. […]

Tu brat Adam odczytał pismo od brata Aleksandra Chodźki do cesarza Rosji, pismo datowane jeszcze 15 sierpnia tegoż roku:

[…] Ponieważ Rosja zachowała dotąd pierwotną prostotę duszy, przeto myśl Boża spoczywa na niej i tylko przez spełnienie myśli tej Rosja, wierna Bogu, ma stać się potężną i szczęśliwą […] Słowo Boże od początku zakreślało człowiekowi przestrzeń, jaką przebiec powinien i wskazywało mu cel jego dążenia. […] Polacy zatrzymali się, więc parci zostali; a gdy znowu w postępnym chodzie zboczyli z drogi od Boga naznaczonej, Bóg karząc ich znowu, dopuścił, że szyki bratnie zwyciężyły, aby zbłąkane dzieci Jego więcej ucierpiały, parte ręką swych braci. Rewolucje nie udają się Polakom; zwracają się one przeciw tym, co je podnoszą; bo im większym jest naród, jako urząd Słowa tym świętszą ma być dla niego powinność posłuszeństwa Słowu i tym więcej cierpieć musi za nieposłuszeństwo. […] Zbawienie milionów powierzone jest tobie, Najjaśniejszy Panie. […] Są już ludzie przeniknieni tymi, nową cechę mającymi uczuciami słowiańskimi, uczuciami poświęcenia się dla Boga i szczerej miłości dla braci swych Rosjan i dla osoby W. C. Mości. Są nimi ci tułacze polscy, którzy Słowo Pańskie przyjęli. […]

Po przeczytaniu pisma brat Adam mówił dalej:

Otóż czujem tu, jaki jest teraz ton Polaka do Rosjanina. Gdyby kto w tym tonie mówił do cesarza rosyjskiego, z miłością i mocą stanął przed nim, byłby go w rachunku z Bogiem postawił […] Bóg zakreślił po tych służbach brata Chodźki, aby silniejszy wyzyw poszedł do cesarza Mikołaja. Znalazł się w Kole brat, który poczuł to powołanie, poznał w nim swoją drogę i stanął na punkcie, z którego ma działać czynem. To jest, on jeden dojrzał już między nami. […] Bratem tym jest brat Seweryn Pilchowski. […].

Nawet Goszczyński, który wiernie opisywał życie Koła, tę scenę pominął milczeniem. Pod datą 29 listopada opisał jedynie drugie, to popołudniowe spotkanie, które było żołnierską biesiadą i miało załagodzić skutki porannej burzy. Nie załagodziło. Zbuntował się pułkownik ułanów z Powstania, bohater spod Grochowa, Ostrołęki i Kocka, Mikołaj Kamiński. […] Ostatecznie zerwał z ruchem Słowacki, który od maja pozostawał w konflikcie z Kołem. […]

Sprawa listu do cara skompromitowała towiańczyków i skłóciła emigrację. […] Lepszego prezentu carskiej ambasadzie nie można było zafundować.

Od tej pory zaczyna się upadek towianizmu – pomimo wysiłków Mickiewicza, by jakoś związać ten nurt z życiem polskim, by uczynić z niego religię narodową, natchnienie do wielkich czynów wielkich duchów.

A Pilchowski i tak nie zawiezie pisma do cara. Nie ze względów patriotycznych bynajmniej. Pieniądze, które bracia zebrali na jego podróż do Petersburga – po prostu przepije. Potem przyjmie carską amnestię i wróci do kraju.

Podsumowanie ruchu Towiańskiego znajdziemy również wśród pism ambasady carskiej:

Członkowie sekty Towiańskiego popadli w mistycyzm religijny pochłaniający ich polityczne namiętności i skłaniający do poddania się losowi, który im przypadł w udziale, nie żywią do Rosji uczuć wrogich, nie biorą udziału w zaburzeniach politycznych, są nieszkodliwi jako członkowie społeczeństwa. Sekta ta od czasu wysłania z Francji Towiańskiego, którego podejrzewano o socjalizm, więcej się nie rozwija i traci wpływ na ducha emigracji.

Na niczym więcej carskim służbom nie zależało…

[Niedługo później kończy się wielka kariera towianizmu. Zimą 1846 z wielką mocą wybuchł konflikt między Mickiewiczem a Towiańskim, podsycany dzięki intrygom przybocznych kobiet ?”Mistrza Andrzeja – jego żony Karoliny oraz jej siostry, Anny Guttowej. Podczas pobytu Mickiewicza u Towiańskich w Szwajcarii, gdzie pojechał w nadziei załagodzenia sporu, poddano poetę szantażowi psychicznemu – usłyszał zapowiedź swej rychłej śmierci za nieposłuszeństwo Mistrzowi, w co uwierzył, ale jednak postanowił z Towiańskim zerwać. Efektem buntu Mickiewicza było opuszczenie przez niego w kwietniu 1846 Koła Sprawy Bożej i założenie w listopadzie tegoż roku własnego Koła. Utraciwszy Mickiewicza Towiański musiał zrezygnować z wielkich planów duchowego podboju i czynnego urzeczywistniania ideałów Sprawy. Stał się kameralnym „nauczycielem życia”, dającym innym wzór do naśladowania. W tej roli pozyskał wyznawców głównie wśród Włochów. Zmarł w 1878.]

Bohdan Urbankowski (1943, Warszawa) – poeta, dramaturg, filozof, twórca i teoretyk ruchu Nowego Romantyzmu. Debiutował w 1956 jako laureat konkursu na opowiadanie. Ukończył studia polonistyczne i filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim; poświęcona Dostojewskiemu praca doktorska doczekała się dwóch wydań książkowych (Dostojewski – dramat humanizmów). Jest czterokrotnym laureatem konkursu na dramat współczesny, ma w dorobku scenariusze filmowe i telewizyjne oraz sześć zbiorów wierszy, za które otrzymał m.in. nagrodę za najlepszy tom roku (W cieniu), Premię Georga Trakla (Głosy), Nagrodę im. Słowackiego (Erotyk dla następcy, Galeria rzeźb pośmiertnych) i tytuł Księcia Poetów (Chłopiec, który odchodzi). Urbankowski jest także autorem dwóch syntez polskiej filozofii narodowej (Myśl romantyczna, Absurd – ironia – czyn), książki o polskich nieortodoksyjnych socjalistach (Kierunki poszukiwań) oraz monografii o Piłsudskim, wydanej najpierw w drugim, potem w normalnym obiegu (Józef Piłsudski – marzyciel i strateg). Współautor (wraz z Bohdanem Drozdowskim) monumentalnej antologii polskiej poezji współczesnej (Od Staffa do Wojaczka). W roku 1998, za Listy o tolerancji zamieszczane w ?Ziarnach” i za książkę o kulturze stalinizmu (Czerwona msza) otrzymał Laur Posła Prawdy. Ta ostatnia praca spowodowała, że został wyklęty przez pookrągłostołowy salon. Sekrety wiary, miłości i śmierci Adama Mickiewicza, z których pochodzą zamieszczone fragmenty, oraz Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony. Szkice o Zbigniewie Herbercie zostały skutecznie zamilczane przez polskie media. 

 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Eseje, Historia, Sylwetki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Prorok, szarlatan czy agent?

  1. Niestety, nie mogę się zgodzić z tym pejoratywnym i w większości nieprawdziwym przedstawieniem Towiańskiego. Zainteresowanych faktami zapraszam na http://www.towianizm.bloog.pl

    • yuhma pisze:

      Pani Agnieszko,
      widzę, że czuje Pani misję ratowania Towiańskiego. Niestety, rzeczywistości Pani nie zmieni. To, że Towiański po rozpadzie Koła prowadził życie niezwykle pobożne i uczciwe, nie zmieni sprawy, że strasznie namieszał w polskiej historii 1841-1848. Nie da się wymazać szarlatanerskich sztuczek, do których się posuwał wobec opornych, ani przedsięwzięć lojalistycznych wobec caratu. Po owocach go osądźmy. Był szkodliwy dla sprawy polskiej, dla Sprawy Bożej nie wygrał nic. Na dodatek nie jeden Urbankowski źle ocenia Towiańskiego (choć i sam jeden starczy za legion), przeciw Pani są i Rutkowski, i Rymkiewicz, i Witkowska, i Sudolski, i Przybylski, że wymienię tylko twórców najwspółcześniejszych.

  2. tbgmbx pisze:

    Pani Agnieszka Zielińska nie ma „misji ratowania Towiańskiego”, bo i nie ma co go ratować, wobec ostatnio widocznego wzrostu zainteresowania jego postacią i działalnością. Z resztą Pani Zielińska wie o Towiańskim znacznie więcej, niż Rymkiewicz i Urbankowski, i pewnie więcej niż Witkowska i Sudolski, bo się w jego sprawach specjalizuje i na temat doktryn i życia Towiańskiego napisała pracę doktorską, przeczytawszy niemal wszystko, co o Towiańskim napisano. I nawet jeśli przyjąć tezę Urbankowskiego o „agencie wpływu” – a tak można by określić mnóstwo szacownych osób z emigracji i z kraju, bo każdy, kto był znany i aktywny, był również wykorzystywany w ten czy inny sposób przez zaborcę, przeważnie wbrew jego woli – to stanowczo za mało, by umieścić Towiańskiego na liście zdrajców. To paskudne nadużycie. Bo dlaczego wtedy pominąć wspomnianego przez Urbankowskiego Aleksandra Chodźkę. Toż to nie tylko autor, a może tylko tłumacz, wiernopoddańczego adresu do cara! Przecież on był wysokim urzędnikiem carskiej dyplomacji, konsulem w Persji, który przyjechał z placówki konsularnej do Paryża całkiem legalnie i dopiero tam starał się zwolnić ze służby w sposób formalny! Czy to nie agent wpływu? Czy to nie zdrajca? To czemu Towiański?

    • yuhma pisze:

      Przykro mi, ale nie uważam, żeby pani Agnieszka Zielińska wiedziała o Towiańskim więcej niż Rutkowski i Rymkiewicz, którzy również dogłębnie badali towiańszczyznę.
      Czemu akurat Towiański, a nie Chodźko? Nie ma szansy, żebyśmy ukazali każdego małego carskiego pieska, nie pojawi się tu doktor Becu czy Pelikan. Jedynie ci, którzy najlepiej zasłużyli się zaborcy, a wśród nich Towiański na pewno zajmuje szczególne miejsce. Nieważne – chciał dobrze czy źle – skutki jego działań, jak i metody, które stosował, były jednoznacznie złe.

  3. tbgmbx pisze:

    No cóż, zdarza się – nie możemy się pogodzić w żadnej z poruszonych kwestii. Martwi mnie tylko, że portal ten mąci młodym w głowach i prowokuje osoby nie zdające sobie sprawy ze swojej niewiedzy do umieszczania Bogu ducha winnych ludzi na liście zdrady. „…żebyśmy ukazali każdego małego carskiego pieska…” – Ależ proszę rzucić okiem na tę listę, jakie tam pomieszanie z poplątaniem, małego z dużym i zaraz dalej z fałszywym lub zupełnie nieistotnym. O czym my mówimy!

    • yuhma pisze:

      No faktycznie, nie pogodzimy się w żadnej kwestii. Bo jak dla mnie to pani Zielińska robi wodę z mózgu ludziom, którzy na ogół nie mają żadnej wiedzy o sprawie Towiańskiego (o! tu się chyba możemy zgodzić – że jest to wiedza mocno specjalistyczna).
      Nie jesteśmy „Gazetą Wyborczą”, nasz lista nie pretenduje do miana wyroczni ani wyroku, to jedynie odwzorowanie poglądów redakcji i komentatorów. Nikomu ich nie narzucamy, przedstawiamy fakty, własne komentarze i osąd pozostawiamy czytelnikom. Kto chce, może uważać Towiańskiego z prekursora Jana Pawła II – wolna wola.

  4. Leo pisze:

    Obecnie per analogiam odbywa się pacyfikowanie młodej warstwy Polaków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.