Niepokorny generał

Zbigniew Wawer

67 lat temu, 17 września 1944, żołnierze 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego zapisali bohaterską kartę w bitwie pod Arnhem. Choć liczyli, że polecą na pomoc powstańczej Warszawie, musieli walczyć w dalekiej Holandii.

Ponieważ źle zaplanowana i nieudolnie przeprowadzona operacja „Market-Garden” zakończyła się fiaskiem, jej autorzy szukali kozłów ofiarnych. Doskonale do tej roli nadawał się gen. Sosabowski, który nie szczędził im krytyki. Za brak pokory wobec alianckich przełożonych ze sławnym marszałkiem Montgomerym na czele zapłacił utratą stanowiska.

Gen. Stanisław Sosabowski nie jest tak znany i popularny jak inni dowódcy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, np. generałowie Władysław Anders i Stanisław Maczek. Nie ustępował im jednak ani umiejętnościami dowódczymi, ani odwagą, ani inteligencją. Może stało się tak dlatego, że nie miał szczęścia dowodzić w wygranych bitwach. Nigdy nie zabiegał też o względy przełożonych, a surowość w obejściu i szczerość (cecha nie zawsze mile widziana w wojsku) nieraz przysparzały mu kłopotów. Za to zawsze troszczył się o podwładnych, którzy darzyli go podziwem i sympatią. Warto przypomnieć losy tego świetnego żołnierza i nietuzinkowego człowieka, który zapisał się w dziejach jako twórca i dowódca pierwszej dużej jednostki powietrzno-desantowej Wojska Polskiego.

OD PŁASZCZA DO MUNDURU

Stanisław Sosabowski urodził się 5 maja 1892 roku w Stanisławowie. Lata szkolne spędził w rodzinnym mieście. Po śmierci ojca Władysława jego najbliżsi musieli się przenieść do jednego pokoju z kuchnią. Matka Franciszka opiekowała się dziećmi (Stanisław miał siostrę i brata) i nie mogła pracować. Głód często zaglądał Sosabowskim w oczy. Nie było pieniędzy na nowe ubrania. Stanisław Sosabowski wspominał po latach:

W lutym panował ostry mróz. Na przerwach między lekcjami chłopcy bawili się na podwórzu szkolnym lub na korytarzach. Stałem i ja na korytarzu. Byłem zziębnięty i skulony. […] Przede mną stał nasz katecheta, ks. prof. Andrzej Nogaj. – Stachu, czemu nie włożysz płaszcza? Trzęsiesz się z zimna. […] Wtedy wydusiłem: – Ja, księże profesorze nie mam płaszcza. – Jak to nie masz płaszcza na to zimno? Na Boga, jak się dostajesz do szkoły? – Ja biegnę, księże profesorze.

To właśnie trudne warunki życiowe ukształtowały charakter przyszłego generała.

Dzięki pomocy księdza Nogaja w wieku 13 lat Stanisław Sosabowski zaczął zarabiać jako korepetytor. W marcu 1909 roku wstąpił do Polskich Drużyn Strzeleckich w Stanisławowie. W 1910 roku rozpoczął studia na Wyższej Akademii Handlowej w Krakowie. Nadal działał w Polskich Drużynach Strzeleckich jako instruktor w komendzie krakowskiej. W 1911 roku wrócił do Stanisławowa, gdzie pod auspicjami PDS organizował tajny skauting. Przełożeni docenili zasługi Sosabowskiego i awansowali go na komendanta okręgu Południowo-Wschodniej Galicji.

Wybuch pierwszej wojny światowej zastał Stanisława Sosabowskiego w mundurze austriackim. Jako żołnierz 58 pułku piechoty chrzest bojowy przeszedł w październiku pod Przemyślem. Następnie bił się na przełęczy Dukielskiej. Karierę liniową st. sierż. Sosabowskiego zakończyła ciężka rana, jaką odniósł 15 września 1915 roku nad rzeka Leśną. Ze szpitala wyszedł o lasce, z bezwładną prawą nogą – dopiero po wielu latach rehabilitacji odzyskał w niej pełną władzę.

Podczas pobytu w szpitalu w Ołomuńcu dostał awans na podporucznika ze starszeństwem z 1 stycznia 1916 roku i zawarł związek małżeński. Rekonwalescencja nie trwała długo – w maju 1916 roku Sosabowski musiał się zameldować w sztabie austriackiej 2 Armii. W marcu 1917 roku został przeniesiony do sztabu Grupy Frontu Południowo-Tyrolskiego, w styczniu 1918 roku do Generalnego Gubernatorstwa w Lublinie.

OFICER O WYJĄTKOWYCH KWALIFIKACJACH

W Lublinie Stanisława Sosabowskiego zastało odzyskanie przez Polskę niepodległości. W listopadzie 1918 roku wstąpił do organizującego się Wojska Polskiego. Jednak z powodów zdrowotnych nie otrzymał przydziału bojowego. Najpierw powierzono mu szefostwo Komisji Likwidacyjnej byłego Generalnego Gubernatorstwa w Lublinie awansując na kapitana. W sierpniu 1919 roku został przeniesiony do Ministerstwa Spraw Wojskowych w Warszawie. Moje kalectwo – pisał Sosabowski – uniemożliwiło mi walkę na froncie. Jeszcze podpierając się laską w pierwszych dniach lipca 1920 roku, jako ekspert w sprawach materiałowych wyjechałem z delegacją wojskową, którą prowadził szef sztabu gen. Rozwadowski, na konferencję międzyaliancką do Spa w Belgii. Ze względu na sprawność organizacyjną i sumienność cieszył się dobrą opinią przełożonych, zaś minister spraw wojskowych gen. Kazimierz Sosnkowski w opinii z kwietnia 1921 roku napisał o nim, że pełniąc odpowiedzialne funkcje w Oddziale IV Sztabu MSWojsk., położył zasługi równające się zasługą żołnierza na froncie.

23 grudnia 1921 roku szef Oddziału Administracyjnego MSWojsk. w piśmie do szefa Sztabu Generalnego wnioskował o zaliczenie Stanisława Sosabowskiego w poczet oficerów Sztabu Generalnego:

Mjr Sosabowski jest typem oficera o wyjątkowych kwalifikacjach, charakterze, moralnych i służbowych. Kwalifikacje jego uwidaczniają się specjalnie w jego inicjatywie, samodzielności, zdolnościach organizacyjnych, umiejętności uchwycenia całości, przy równoczesnym przewidzeniu wszelkich szczegółów i możliwości.[…] Posiada nie tylko dostateczne wykształcenie oficera piechoty, ale i służby gospodarczej, w szczególności w całokształcie zaopatrzenia, a więc wszystkich broni i służb, które jest i być winno właściwością oficera sztabu Generalnego.

Mimo pochwał Sosabowski nie chciał utknąć na stałe w intendenturze. W ślad za wspomnianym pismem złożył szefowi Sztabu Generalnego następującą deklarację:

Oświadczam, że do korpusu intendentów zostałem przeniesiony w końcu 1920 roku. Do tego czasu i przez cały czas mego pobytu w formacjach polskich, armii zaborczej i armii polskiej byłem oficerem piechoty. Gdyby zatem fakt, że jestem obecnie intendentem miał być jedyną przeszkodą w zaliczeniu mnie w poczet oficerów Sztabu Generalnego i uniemożliwienia odbycia jednorocznego kursu doszkolenia dla oficerów Sztabu Generalnego, proszę o przeniesienie z powrotem do piechoty.

Temu życzeniu stało się zadość 28 października 1922 roku. Sosabowski otrzymał przydział do 15 pułku piechoty. Dzięki temu mógł rozpocząć naukę w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Bardzo interesującą opinię o Sosabowskim wystawił francuski wykładowca WSWoj. płk. Faury:

Dobry oficer. Inteligentny, o żywym umyśle, posiada temperament, pilność pracy i rzeczywiste zalety wojskowe. Niestety, ma upodobania do dyskusji i do paradoksu. Może dać dobre rezultaty w sztabie, o ile przełożeni jego będą czuwali nad nim z bliska.

Po ukończeniu Wyższej Szkoły Wojennej Sosabowski powrócił do pracy w Sztabie Głównym. Jednak jego dalsza kariera w armii rozwijała się powoli. Być może dlatego, że nie miał za sobą wysoko postawionych protektorów.

W roku 1929 roku Stanisław Sosabowski ponownie trafił do Wyższej Szkoły Wojennej, tym razem jako wykładowca. Komendant szkoły gen. Tadeusz Kutrzeba tak określił Sosabowskiego:

oficer o szerokiej wiedzy ogólnej, szczególnie w dziedzinie gospodarczo-ekonomicznej w zastosowaniu obrony Kraju. Duży temperament i stanowczość. Inteligencja rozległa, pracuje szybko i wydajnie, we współżyciu trudny z powodu chęci narzucania swej woli. Podporządkowanie się sprawia mu nieraz trudności. Lubi samodzielność i odpowiedzialność. Bardzo skrupulatny i gospodarczy w sprawach finansowych. Zdrowy i wysportowany. Wybitny oficer.

Jednak Sosabowski myślał o powrocie do służby liniowej. Udało się to w 1937 roku, kiedy otrzymał dowództwo 9 pułku w 3 Dywizji Piechoty Legionów w Zamościu. Na tym stanowisku pozostał do 1939 roku, gdy jego życie zmąciła rodzinna tragedia – śmierć młodszego syna. Uzyskał przeniesienie do stolicy, gdzie objął dowództwo 21 pułku piechoty „Dzieci Warszawy”. 3 maja 1939 roku Sosabowski, już jako pułkownik, poprowadził ostatnią przed wojną defiladę piechoty.

Z POLSKI NA ZACHÓD

Zmobilizowany w sierpniu 1939 roku 21 pułk (w składzie 8 Dywizji Piechoty) został przydzielony do Armii „Modlin”. 3 września 8 Dywizja otrzymała rozkaz kontruderzenia na zgrupowanie niemieckie, które przerwało polski front pod Mławą. Starcie pod Gruduskiem zakończyło się klęską. Jedynie 21 pułk wykonał swe zadania zaczepne i zachowując zwartość wycofał się. Płk Sosabowski poprowadził swych żołnierzy do Modlina i Warszawy, zbierając po drodze niedobitki innych oddziałów. 14 września powierzono mu dowództwo odcinka obrony stolicy „Grochów”. Za wybitne dowodzenie oraz bohaterstwo na polu walki gen. Juliusz Rómmel, dowódca Armii „Warszawa”, odznaczył go Krzyżem Virtuti Militari V klasy.

Po kapitulacji Warszawy i ucieczce z niewoli w październiku 1939 roku płk Sosabowski wstąpił do konspiracyjnej organizacji Służba Zwycięstwu Polski. 21 listopada komendant SZP gen. Tokarzewski-Karaszewicz wysłał go do Lwowa, by odbudował tamtejszą organizację po wsypach, a następnie do Francji z meldunkami dla władz emigracyjnych.

Występując jako Emil Heim, via Budapeszt Sosabowski dotarł do Paryża i 21 grudnia zameldował się w Hotelu Regina u naczelnego wodza gen. Władysława Sikorskiego. We Francji został odkomenderowany do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, a następnie do służby liniowej jako dowódca piechoty dywizyjnej w 1 Dywizji Grenadierów, a później w 4 Dywizji Piechoty.

19 czerwca 1940 roku, w obliczu zbliżającej się klęski Francji, 4 Dywizja z portu La Pallice ewakuuje się do Wielkiej Brytanii. Nie udałoby się to bez energii i stanowczości Sosabowskiego, który wyjednał u Francuzów zgodę na załadunek polskich żołnierzy na statki.

NAJKRÓTSZĄ DROGĄ, CZYLI NA SPADOCHRONACH

Już w lipcu 1940 roku płk Sosabowski zorganizował w Wielkiej Brytanii pierwszą jednostkę kadrową Wojska Polskiego. Była to Kanadyjska Brygada Strzelców. Nazwa była związana z planami utworzenia oddziałów polskich na terytorium Kanady. Ponieważ zaciąg kanadyjskich Polaków przyniósł mizerne rezultaty, 23 sierpnia jednostkę przemianowano na 4 Kadrową Brygadę Strzelców. Brygada stacjonowała w Leven w Szkocji, gdzie znajdowały się brytyjskie obozy treningowe dla spadochroniarzy. By urozmaicić monotonną służbę żołnierzy, dowódca zaczął ich wysyłać na szkolenie spadochronowe. Efekty był znakomite. Zimą 1940 roku w głowie płk. Sosabowskiego zrodził się pomysł stworzenia elitarnej jednostki powietrzno-desantowej. Przełożeni poparli tę inicjatywę. Dowódca sam dał przykład żołnierzom i w wieku 49 lat wykonał pierwszy w życiu skok ze spadochronem. 23 września 1941 roku w rejonie Leven odbyło się „Święto Spadochronowe” 4 KBS – pierwsze pokazowe ćwiczenia polskich spadochroniarzy. Obecny na pokazie gen. Sikorski wręczył grupie żołnierzy brygady odznaki spadochronowe. Próba generalna wypadła wzorowo i naczelny wódz 9 października nadał brygadzie nową nazwę: 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa.

Zarówno generałowie Sikorski i Sosnkowski, jak i płk Stanisław Sosabowski zakładali, że brygada zostanie użyta do wsparcia powstania powszechnego w kraju. Oficerowie i żołnierze wierzyli, że pierwsi powrócą do Polski – na spadochronach. Dlatego hasło jednostki brzmiało: „Najkrótszą drogą”. Pod tym kątem prowadzono szkolenie. Spośród żołnierzy 1 SBSpad rekrutowano też tzw. cichociemnych, czyli skoczków wysyłanych z tajnymi misjami do Polski.

Wiosną 1943 roku dowództwo brytyjskie, wiedząc, że nie zdoła zorganizować do czasu inwazji kontynentu odpowiedniej liczby własnych jednostek, rozpoczęło starania o przejęcie 1 SBSpad pod swoje rozkazy. Po raz pierwszy z taką sugestią wobec Sosabowskiego wystąpił w maju dowódca brytyjskich wojsk powietrzno-desantowych gen. Browning. Powiedział: Nie przypuszczacie przecież, byście stąd polecieli wprost do Polski. Trzeba, byście przedtem z nami polecieli do Francji. By pozyskać Polaka, Browning zaproponował mu objęcie dowództwa polsko-brytyjskiej dywizji spadochroniarzy. Oferta była kusząca (wiązała się m.in. z awansem generalskim), ale Sosabowski odmówił.

Wiosną 1944 roku Brytyjczycy zażądali przekazania brygady do ich dyspozycji – co oznaczało użycie jej w inwazji na kontynencie – grożąc wstrzymaniem dostaw sprzętu. Nie chcieli pamiętać, że w 1943 roku szef Sztabu Imperialnego gen. Brooke obiecał gen. Sikorskiemu pozostawienie jednostki do działań w Polsce. 6 czerwca 1 SBSpad przeszła pod rozkazy gen. Browninga. Zmiana stanowiska Brytyjczyków była podyktowana sytuacją w koalicji antyhitlerowskiej. Na konferencji w Teheranie przesądzono, że Polska znajdzie się radzieckiej strefie wpływów i będzie teatrem operacyjnym Armii Czerwonej. Od jesieni 1943 roku szanse na desant brygady w kraju były zerowe.

Jednak przywódcy krajowi nadal liczyli na pomoc polskich spadochroniarzy. Dowództwo AK po podjęciu decyzji o wybuchu powstania, zadepeszowało do Londynu o przysłanie brygady. To żądanie powtórzył gen. Bór-Komorowski 8 sierpnia 1944 roku. Jego oczekiwania były nierealne nie tylko z powodów politycznych, ale i logistycznych. Przelot ponad setki samolotów transportowych z Włoch nad Warszawę i desant spadochroniarzy w pobliżu miasta, na tereny nasycone oddziałami niemieckimi – byłby samobójstwem. Brytyjczycy odmówili.

W tym czasie wśród żołnierzy 1 SBSpad narastało rozgoryczenie, że nie mogą wesprzeć krwawiącej stolicy. 13 sierpnia na znak protestu przeciwko obojętności Brytyjczyków na los Warszawy, odmówili przyjęcia posiłków. Gen. Sosabowski (awans otrzymał 15 czerwca) ugasił ten bunt siłą swego autorytetu. W raporcie dla naczelnego wodza usprawiedliwiał podkomendnych:

Brygada cała odczuła głęboko fakt nieużycia jej do wykonania zadania, dla którego powstała. Odczucie to jest tym boleśniejsze, że dotyczy Warszawy, od której otrzymała sztandar. […] nieużycie brygady tam, gdzie przede wszystkim winna być użyta, nie może nie odbić się na nastroju żołnierzy stojących bezpośrednio przed akcją.

BOJE POD ARNHEM

17 września 1944 roku wielkim desantem z powietrza rozpoczęła się operacja „Market-Garden”. Planowano szybkie dojście do Renu przez Holandię i rozwinięcie ofensywy na Trzecią Rzeszę. W tym celu należało opanować mosty na dolnym Renie (najważniejszy był most w Arnhem) i jego dopływach oraz utrzymać je do czasu nadejścia wojsk lądowych. To zadanie powierzono brytyjskim i amerykańskim jednostkom powietrzno-desantowym oraz polskiej 1 SBSpad. Plan nakreślony przez marszałka Montgomery’ego był bardzo śmiały i wielu dowódców alianckich powątpiewało w jego realność. Niestety, poza gen. Sosabowskim, który głośno wyrażał swe wątpliwości, nikt nie ośmielił się przeciwstawić sławnemu pogromcy Rommla spod El Alamein. Nie doceniono też przeciwnika, który ściągnął w rejon operacji jednostki pancerne.

Brytyjskim spadochroniarzom udało się częściowo zająć Arnhem i opanować jeden kraniec mostu na Renie. Potem przeszli do obrony, odpierając ataki niemieckich wojsk pancernych. Jednak ofensywa pancerna aliantów na Eindhoven i Nijmegen utknęła. Brytyjczycy w Arnhem byli zdani na własne siły.

Polacy włączyli się do walki 18 i 19 września, gdy na północnym brzegu Renu wylądował pierwszy rzut szybowcowy 1 SBSpad. Główne siły brygady wskutek złych warunków atmosferycznych oczekiwały na zrzut do 21 września. Polscy spadochroniarze skakali pod Driel, na południowym brzegu Renu z zadaniem przeprawienia się przez rzekę i przyjścia z pomocą Brytyjczykom w Arnhem. Niestety, wobec pogarszającej się pogody aż 61 ze 114 samolotów zawróciło do baz i pod Driel wylądowała tylko część polskich oddziałów (1067 oficerów i żołnierzy).

W tym czasie oddziały niemieckie odbiły Arnhem. Resztki brytyjskiej 1 Dywizji Spadochronowej zostały wyparte do pobliskiego Oosterbeck i okrążone. Jedynie na niewielkim odcinku zdołały utrzymać połączenie z drugim brzegiem Renu, ale ten rejon był pod silnym ostrzałem niemieckim. Polacy także musieli odpierać niemieckie ataki pod Driel. Próbę forsowania Renu podjęto w nocy z 22 na 23 września. Z braku środków przeprawowych udało się przerzucić na drugi brzeg tylko 60 żołnierzy.

23 września resztę rzutu spadochronowego brygady zrzucono w rejonie Grave – 30 km od walczących oddziałów. Tego dnia pod Driel dotarł brytyjski pułk rozpoznawczy z 43 Dywizji. Gen. Sosabowski otrzymał 12 łodzi. Na nich nocą przeprawiło się ok. 150 żołnierzy z 3 batalionu oraz część kwatery głównej. 3 batalion po dołączeniu do Brytyjczyków objął odcinek obrony na wschód od Hartenstein. Przerzut pozostałych sił brygady uniemożliwił silny ogień niemiecki.

25 września zarządzono wycofanie obrońców Oosterbeck na południowy brzeg Renu. W nocy z 25 na 26 września zdołano ewakuować 2163 żołnierzy z brytyjskiej 1 Dywizji, 75 z 4 batalionu „Dorset” oraz 160 z 1 SBSpad, którzy osłaniali operację. Żołnierze polscy w większości przepłynęli rzekę wpław. W walkach pod Arnhem brygada straciła 97 poległych, 120 zaginionych i 219 rannych.

Kolejną ofiarą operacji „Market-Garden” stał się gen. Sosabowski. Marszałek Montgomery, generałowie Horrocks i Browning zrzucili na niego odpowiedzialność za klęskę pod Arnhem. Twierdzili, że dowodził nieudolnie i nie chciał przyjść z pomocą obrońcom Oosterbeck. Była to zemsta za krytyczne uwagi, jakich nie szczędził im polski dowódca. Sosabowski odpierał te zarzuty, ale nie miał poparcia nawet wśród swoich. Prezydent Raczkiewicz i gen. Kopański ugięli się pod naciskami brytyjskimi i 9 grudnia 1944 roku generał został pozbawiony dowództwa 1 SBSpad. Kilkanaście dni później objął fasadowe stanowisko Inspektora Jednostek Etapowych i Terytorialnych.

GORZKI ŻYWOT EMIGRANTA

Kiedy wojna dobiegła końca, tak jak inni oficerowie i żołnierze PSZ musiał podjąć trudną decyzję, czy wracać do kraju, czy pozostać na emigracji. Wybrał to drugie. Próbując ściągnąć do Wielkiej Brytanii żonę i ociemniałego syna, który stracił wzrok w powstaniu warszawskim, musiał nawiązać kontakt z rządem warszawskim, co mu długo wypominano jako „konszachty z komunistami”. W lipcu 1948 został zdemobilizowany. Do cywila wyszedł z 300 funtami odprawy. Zarabiał na życie jako robotnik w magazynie fabryki silników elektrycznych.

Mimo to nie zapomniał o upamiętnieniu poległych polskich spadochroniarzy. Bardzo żałował, że w 1965 roku nie mógł zjawić się w Warszawie na uroczystości odsłonięcia pomnika ku ich czci, gdyż nie chciał utracić statusu emigranta politycznego (w 1946 roku rząd Polski Ludowej pozbawił Sosabowskiego obywatelstwa polskiego, a brytyjskiego on sam nie przyjął). W Radiu Wolna Europa powiedział:

Dziwiliście się, że mnie tam nie było wśród Was – Serce moje rwało się do Was. Uznałem jednak, że jako emigrant polityczny będąc tu, mogę być bardziej użyteczny Polsce.

Zmarł 25 września 1967 roku w Hillingdon w Wielkiej Brytanii. Dwa lata później jego prochy przewieziono do Polski i pochowano z honorami wojskowymi na warszawskim Cmentarzu Wojskowym w Warszawie. Dopiero wówczas spełniło się jego największe marzenie – powrót do Polski.

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, II wojna światowa i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.