Jakub Berman

Jakub Berman (1901-1984, Warszawa), polski działacz komunistyczny pochodzenia żydowskiego. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim.
W 1924 został członkiem Związku Młodzieży Komunistycznej, a w 1928 – KPP. Od 1941 redaktor „Sztandaru Wolności” – organu KP Białorusi.

Od listopada 1941 do maja 1943 kierownik polskiego kursu w szkole komunistycznej w Kusznarenkowie, szkolił działaczy PPR.

W grudniu 1943 powołany na sekretarza wydziału krajowego Związku Patriotów Polskich. Współorganizator Centralnego Biura Komunistów Polskich oraz Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) w ZSRR (1944), od sierpnia 1944 do maja 1956 członek Biura Politycznego PPR, następnie PZPR, 1952-1954 członek Prezydium Rady Ministrów, 1954-1956 wicepremier. W latach 1949-1954 był członkiem Komisji Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego, nadzorującej aparat represji stalinowskich w Polsce, współodpowiedzialny za zbrodniczą działalność Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

W drugiej połowie lat 40. tak umocnił swoją pozycję, że stanowił wraz z Bolesławem Bierutem i Hilarym Mincem trójkę stanowiącą najściślejsze kierownictwo PZPR. Bez zajmowania eksponowanych stanowisk, kierował ideologią partii komunistycznej oraz aparatem terroru. Był uważany za tzw. „szarą eminencję”.

Karierę polityczną zakończył w ramach „odwilży październikowej” 1956, w maju 1957 usunięty z PZPR. W 1983 odznaczony medalem Krajowej Rady Narodowej.

Ideologiczny zwolennik IV rozbioru Polski z 1939 roku.

źródło: www.ivrozbiorpolski.pl

***

Bohdan Urbankowski

DoBerman Stalina

Berman był pojętnym uczniem Stalina. Piął się do góry po trupach, ale dyskretnie. Wybrał rolę „szarej eminencji” pozwalającą przetrwać w czasach politycznych morderstw i pokazowych procesów. Chodziło mu o władzę bez ryzyka i bez odpowiedzialności.

Książka Anny Sobór-Świderskiej „Jakub Berman. Biografia komunisty” ma trzy wyróżniające cechy: jest zamaskowaną polemiką i jednocześnie dyskretnym instruktażem, a ponadto jest nudna.

Jest instruktażem – bo autorka pokazuje, ile można napisać prawdy, by nie podpaść parszywemu w większości „środowisku naukowemu”, by otrzymać doktorat – unikając losu dra Ratajczaka. Za podawanie informacji niepoprawnych politycznie został on wyszczuty z uczelni w Opolu, przy udziale ratlerków, ale i większych przyjaciół człowieka z „Wyborczej’. Tułał się jako bezrobotny, potem chyba pojechał „na zlewak” – nikt z nadpsiałej uczelni nie stanął w jego obronie. Autorka zdaje sobie sprawę, że gdyby poszła jego drogą, musiałaby iść nią aż do końca. Jej też nikt by nie bronił. Pani Sobór stosuje więc metodę swego mentora, prof. Paczkowskiego, który, nie chcąc podpaść ani prawdzie, ani Michnikowi, podawał „trefne” informacje w formie rozproszonej: w jednym miejscu mówił o przestępcach, w innym – o ich narodowości. Zagrał nawet na nosie Michnikowi, umieszczając w poprawnej „Wyborczej” niepoprawną informację, iż, oprócz Radkiewicza z Romkowskim, w Ministerstwie Bezpieczeństwa „najbardziej aktywni” byli: Luna Brystygierowa, dyrektor Departamentu V, Józef Czaplicki, dyrektor Departamentu III, i oczywiście Anatol Fejgin, dyrektor Departamentu X.

Autorka książki o Bermanie chwilami przebija swego promotora, upycha najistotniejsze informacje po kątach i po przypisach, czasem się od nich dodatkowo dystansuje jako od niepoprawnych, może nawet antysemickich – i dopiero wali. Jak za PRL! Lecz czy o taką wolność słowa walczyliśmy?

Dalej, polemiczne ostrze biografii skierowane jest przeciw tym, którzy widzą w Jakubie Bermanie komunistycznego „Kubę Rozpruwacza”. Książka jest próbą wybielenia czerwonego „kata Polaków”. Autorka przyjmuje za prawdę tylko fakty wspomniane w komunistycznych (!) dokumentach, streszcza je niemal z nabożeństwem, a nie znajdując w nich wyznań Bermana, iż okrutnym zbrodniarzem był – uznaje taką opinię za krzywdzącą.

Poza tym książka jest nudna jak flaki z olejem. A to zarówno ogranicza jej szkodliwość, jak i rozprzestrzenianie się prawd pożytecznych. Obowiązkiem recenzenta jest jednak wygrzebanie z tego dzieła ziaren prawdy – choćby były nie większe niż ziarenka owsa. I powiadomienie o tym czytelników z radosnym ćwierkaniem.

Portret na bezbarwnym tle. Kilka zagadek

„Bohaterem” (cudzysłów – B.U.) książki jest Jakub Berman (1901–1984). Autorka opisuje jego wzlot i upadek. Okres młodości przedstawia z lekkomyślnością wyglądającą na niewiedzę, okres starości – ze współczuciem graniczącym z brakiem smaku. Tło portretu stanowią przede wszystkim zdarzenia z lat 1939–1956, ale właśnie tych zdarzeń jest tyle, co kot napłakał. Nie ma podboju Polski przez Armię Czerwoną, nie ma wywózek z Kresów, których ofiarą za pierwszej sowieckiej okupacji (gdy Berman był agitatorem w Mińsku) padł ponad milion ludzi. Nie ma antykomunistycznych powstańców mordowanych przecież przez ludzi podległych Bermanowi. Nie ma spraw Pileckiego i „Nila”
– Fieldorfa, które nadzorował przecież Berman. Nie ma męczeństwa bpa Kaczmarka, którym podniecał się tenże Berman. Nie ma cyfr ilustrujących, jakie straty pociągnęło wprowadzenie komunistycznej władzy – a było to przeszło 320 tys. zabitych i uwięzionych do 1956 r. Podległe Bermanowi sądy wydały w tym czasie ponad 2,5 tys. wyroków śmierci. Większość wykonano. Wyliczankę można ciągnąć godzinami, abstrakcyjne cyfry to ciała na szubienicach, ciała w kałużach krwi… Autorka może się jednak bronić, że o tym wszystkim nie wie.
Przypomnijmy więc ważniejsze fakty. Berman urodził się w rodzinie kupca, którego dom i sklep mieścił się na warszawskich Nalewkach. Podobno w 1920 r. zgłosił się wraz ze swą klasą na ochotnika, służył około dwóch i pół miesiąca w jakiejś tyłowej formacji, potem wrócił do szkoły. Dlatego komuniści łatwo mu „błąd młodości” wybaczyli. Zaliczył studia prawnicze na UW, potem rozpoczął studia na Wydziale Humanistycznym, którego jednak nie skończył. Zajął się dziennikarstwem, wziął ślub (w synagodze!) i wstąpił do KPP. Bunt przeciwko kulturze rodzinnej, żydowskiej stał się motorem następnych zdrad.

I tak doszliśmy do pierwszej zagadki w życiu przyszłego dyktatora: dlaczego został komunistą? Autorka przyznaje, że nie potrafi odpowiedzieć i cytuje wyjaśnienia cudze, brzmiące poprawnie, lecz głupio: „Jaff Schatz, analizujący życiorysy komunistów polskich pochodzenia żydowskiego, uważa, że główną rolę odegrało poczucie odrzucenia, alienacji w społeczeństwie, brak możliwości rozwoju naukowego i zawodowego, a także występujący w międzywojennej Polsce antysemityzm”. Albo: „Adam Schaff twierdzi, że sytuacja młodych Żydów była w II RP „beznadziejna”, że »otwierały się przed nimi dwie drogi: ucieczki w syjonistyczny nacjonalizm, co robiła większość, albo w komunizm, co robiła mniejszość, ze względu na ryzyko«”.

Biografia Bermana jest zaprzeczeniem tych wyjaśnień. Mógł studiować, mógł skończyć nawet dwa kierunki, mógł robić karierę naukową – tyle że nie chciał. I nie tyle polski antysemityzm był bodźcem jego działań, co komunistyczny antypolonizm. Jego młodszy brat Adolf (znany też jako „Borowski”) był jednym z liderów syjonistyczno-socjalistycznego „Jugendu”. Urządzał zebrania swej jaczejki w domu Bermanów na Nalewkach – i to pociągnęło Jakuba.

Autorka pisze o przejściu swego bohatera z organizacji młodzieżowej do KPP, pisze o radykalnym programie tej partii, odrzucającej polską rzeczywistość jako kapitalistyczną i domagającej się rozbicia Polski po szwach narodowościowych, ewentualnie przyłączenia do ZSRR. To znaczy domagającej się wojny. Słowa antypolonizm oczywiście autorka nie używa, na temat działalności komunistycznej Bermana w ogóle wie niewiele. Nie jest pewna, czy był tzw. Funkiem – płatnym funkcjonariuszem (to już druga zagadka), nie jest pewna, czy jeździł przed wojną do Moskwy (a to trzecia), gołosłownie odrzuca stwierdzenie Wojciecha Roszkowskiego, że Berman wraz ze Stanisławem Radkiewiczem jako wysłannicy Kominternu likwidowali komórki KPP. Z tego, iż nie znalazła informacji o jego pobycie w Moskwie, może wynikać, że nie był, ale może wynikać też to, że autorka jest gapą.

Pięć egzaminów

W 1939 r. Berman uciekł z Warszawy do Białegostoku, który znalazł się pod radziecką okupacją. Tutaj zdawał swe życiowe egzaminy.
Już „w drugiej połowie września 1939 r. »Tow. Jakub« otrzymał nominację na »nieetatowego propagandystę« w Komitecie Miejskim Komunistycznej Partii (bolszewików) Białorusi”. To znaczy: bez wynagrodzenia, a jednak z entuzjazmem wychwalał armię i władze, które wsadziły Polsce nóż w plecy. To był pierwszy egzamin.

Jako propagandysta wziął udział w kampanii do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Bialorusi i przyjął obywatelstwo sowieckie, tzn. wyrzekł się polskiego. To kolejne dwa egzaminy. Czy kiedykolwiek potem wyrzekł się sowieckiego? – nie wiadomo.

Berman został delegatem Obkomu KP(b)B, instruktorem Związku Zawodowego Nauczycieli, następnie kierownikiem Domu Nauczyciela; wygłaszał odczyty z marksizmu-leninizmu. Został także wybrany, raczej przez władze niż przez naród, na przewodniczącego Miejskiego Komitetu Związków Zawodowych. W marcu 1940 r. zdał następny egzamin: jako agitator wziął udział w kampanii do wyborów uzupełniających do Rad najwyższych ZSRR i BSRR. Merdając i poszczekując, biegał od domu do domu, namawiał do głosowania, sporządzał potem raporty, czyli donosy. Jeśli Bermana nie zwerbowano wcześniej – zapewne uczyniono to teraz.

Od jesieni 1940 r. w Mińsku zaczął wychodzić polskojęzyczny „Sztandar Wolności” – jako organ KC KP(b)B. Berman został wezwany do tej pracy. Z Białegostoku zaszczytu tego dostąpił też Stefan Wierbłowski. Nie jest pewne, od kiedy dokładnie Berman redagował tę gadzinówkę, na pewno robił to do czerwca 1941 r. Był to kolejny test. Kolejna zdrada.

Nauczyciel szpiegów i przestępców

Po ataku Hitlera Berman podwinął ogon i uciekł z Mińska. Czas jakiś przebywał w Homlu, ostatecznie wylądował w Moskwie, w kominternowskim hotelu Lux. Prowadził różne szkolenia, a przede wszystkim pracował w polskojęzycznej Radiostacji im. Kościuszki, którą kierowała Zofia Dzierżyńska, wdowa po „żelaznym Feliksie”. O pozycji Bermana świadczy fakt, iż kiedy komuniści zaczęli uciekać z Moskwy (17 września 1941), Berman i jego radiostacja uciekali w pociągu Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki. Berman został skierowany do Kusznarenkowa, gdzie znalazła się też szkoła Kominternu. Tu uczono tego, co w życiu komunisty najważniejsze: leninizmu-stalinizmu, robienia szpiegowskich zdjęć, szyfrowania, obchodzenia się z bronią, a także… dziennikarstwa. I nie tylko pisania reportaży i felietonów rewolucyjnych, lecz także rozpoznawania felietonów reakcyjnych i drobnomieszczańskich. Wykładano również ochłapy marksistowsko-leninowskiej etyki, uczono nawet „miłości bez czeremchy”. Czy chodziło o świecki seks i czy Berman uczestniczył w tych zajęciach jako jeden z podmiotów, czy przedmiotów – autorka książki zachowuje dla siebie.

Berman uczył historii na podstawie podręczników radzieckich i historii WKP(b). Wykładał o bohaterskich dziejach ZSRR i o faszystowskim przewrocie Piłsudskiego; PPS była dla niego „partią zdrady”, historia KPP – historią upadku. Najpierw błąd majowy (poparcie Piłsudskiego), a potem już tylko coraz szybsze staczanie się na pozycje trockizmu. KPP została opanowana i rozsadzona przez „dwójkę” – dlatego trzeba ją było rozwiązać (czyli rozstrzelać przywódców – B.U.).

Berman był w Kusznarenkowie do maja 1943 r. W utrzymywanej przez Stalina psiarni wyrósł na „samca alfa”, został kierownikiem polskiej grupy. Na jego wykłady mogli załapać się członkowie „grup inicjatywnych”, którzy po zrzuceniu do kraju zakładali PPR.

Bojownik o Polską Republikę (Rad)

Stronice opisujące pobyt „Tow. Jakuba” w ZSRR są tak nudne, że żadne streszczenie nie potrafi tego naprawić. Berman znów mieszkał w kominternowskim „Luksie”, łasił się do sowieckich dygnitarzy, korespondował i spotykał się z Dzierżyńską. Z listów do niej pisanych w latach 1942–1943 wiemy, że podzielał jej wizję Polski jako kolejnej Republiki Rad. Działał w niedorobionym Polskim Komitecie Narodowym, został jednym z liderów Centralnego Biura Komunistów Polskich, które było sekcją nieistniejącego oficjalnie Kominternu. Skład Biura powołany został na podstawie obiektywnych opinii zasłużonych towarzyszy. Autorami opinii o Bermanie byli: Wierbłowski, Billig, Kaplan i Kasman. O dziwo, wszystkie opinie były pochlebne! Biuro było zaszyfrowane nawet przed rodakami z ZSRR i z Armii Berlinga, występowało jako Biuro ds. Określenia Zniszczeń Wojennych w Polsce.

CBKM powołało Polski Sztab Partyzancki. Organizacją kierowali Jakub Berman i jego zastępca Eugeniusz Szyr. Potem powstał batalion ćwiczebny (930 osób), którego dowódcami zostali mjr Henryk Toruńczyk i jego zastępca mjr Juliusz Hibner. Jak się zdaje, dowództwo sowieckie chciało zrobić jednostkę konkurującą z Berlingiem, tymczasem niechcący wyszedł z tego odpowiednik Smiersza, kolejna odmiana opriczniny. Nie nosili wprawdzie psich łbów na znak wierności carowi, ale mieli psie dusze. Batalion ten rozwinął się potem w Brygadę Wojsk Wewnętrznych i ostatecznie – w KBW.

Tworzenie tych struktur wyjaśnił i podsumował Marek Łatyński (w książce „Nie paść na kolana”). Według jego opinii – relacjonuje autorka – faktycznymi przywódcami CKPB byli trzej komuniści żydowscy: Jakub Berman, Hilary Minc i Stefan Wierbłowski. Jako kierownictwo Sztabu Partyzanckiego Łatyński i Sobór wymieniają Szyra, Toruńczyka i Alstera.

Pomysły na CBKP i Polską Republikę Rad wylądowały na śmietniku historii. Licząc się z polityką (i pomocą) Zachodu, Stalin postanowił dać Polsce pseudoniepodległość. Berman zmienił nieco poglądy i uczestniczył w powoływaniu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Akt ten przypominał jako żywo powstanie Targowicy, którą zawiązywano również w stolicy Rosji, aczkolwiek był nią wtedy Petersburg. Teraz tekst manifestu ustalono w Moskwie, 20 lipca 1944 r., a następnego dnia członkowie KRN i ZPP (w tym Berman) zostali przyjęci przez Stalina. Wódz zaakceptował manifest!

Pierwsza grupa PKWN-owców znalazła się 27 lipca na „wyzwolonej” Lubelszczyźnie. Berman wylądował tam przed 9 sierpnia – od razu na jednym z najwyższych stołków: został członkiem wzorowanego na strukturze sowieckiej „Biura Politycznego” PPR. Prócz niego do władz partii weszli: Bierut, Minc, Gomułka i Zawadzki. Ta „Piątka” miała najwyższą władzę od sierpnia 1944 r. do maja 1945 r., potem doszli Zambrowski i Spychalski. Gomułka był szefem partii, Bierut przezydentem KRNm następnie (od 1947) – prezydentem państwa. Otwierająca się przed Bermanem droga na szczyty władzy nie była już taka długa, lecz niebezpieczna. W kraju działała druga i większa partia robotnicza PPS; powstała też opozycyjna PSL; trwało antysowieckie powstanie. By dostać się na górę, Berman musiał zlikwidować powstanie, potem zniszczyć PSL i PPS, na końcu zlikwidować Gomułkę, zneutralizować „krajowców” i wytresować Bieruta, by jadł z ręki… Zobaczmy, jak mu się to udało.

Uczeń Stalina

Biblią Bermana była Historia WKPB (Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii Bolszewików). Był to podręcznik marksizmu w wersji stalinowskiej. Nie wdawał się w teoretyczne subtelności, ledwo odróżniał bazę od nadbudowy. Pokazywał materializm w praktyce, w marszu – ale w marszu bandyckim, niszczącym na swej drodze wszystkich, którzy się nie przyłączą. Stalinizm to materializm, który nie pozostawiał miejsca na żadne już etyczne wątpliwości i nakazywał wierzyć tylko w siłę fizyczną (słynne: „ile dywizji ma papież”). Od klasycznego marksizmu różnił się jednak tym, że przykładał większą wagę do „ideologii” i w ogóle do propagandy poruszającej sił – więc de facto do tzw. nadbudowy. Stalin nie dysponował jednak umysłem na tyle subtelnym, by zauważyć, że w tym miejscu zawraca marksizm do heglizmu.
Historia WKPB pokazywała na przykładach, jak manipulować siłami, by wygrać nawet z kimś liczebniejszym, lecz mniej energicznym, bo mającym etyczne opory. Jak się uporać z demokratami wewnątrz i na zewnątrz ruchu bolszewickiego.

A przede wszystkim uczyła instrumentalnego używania języka: przedstawiania zbrodni jako obrony, podboju jako wyzwolenia, gangu jako idealistów, tyrana jako dobroczyńcy. To był „Książę” Machiavellego dla XX w.

Celem użycia tego instrumentu była władza. Nie tytularna, tylko właśnie materialna. Dzięki niemu Rosja Sowiecka uzyskała potęgę, jakiej nie dało jej nawet prawosławie i wiara w posłannictwo III Rzymu. Dzięki niemu sam Stalin zyskał niezwykłą potęgę – po prostu mordując tych, których uważał za pojemniki niebezpiecznej siły: Kamieniewa i Zinowiewa, Tuchaczewskiego i Trockiego. Do czasu, gdy Lenin był potężny, Stalin zadowalał się pozycją szarej eminencji. Ale Lenin słabł – on rósł w siłę. Tworzył swą opryczninę w Rosji i poza jej granicami. Komuniści różnych ras i narodów stali się jego psami. Z Leninem walki nie podjął. Słaby Lenin był dla niego najsilniejszą oporą.

Berman był pojętnym uczniem. Piął się do góry po trupach, ale dyskretnie. Wybrał rolę „szarej eminencji” pozwalającą przetrwać w czasach politycznych morderstw i pokazowych procesów. Chodziło mu o władzę bez ryzyka i bez odpowiedzialności.

Morderstwa zwykłe i morderstwa sądowe

31 sierpnia 1944 r. PKWN wydał dekret o karach dla „faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy” i „zdrajców narodu polskiego”. Jeśli Berman osobiście go nie pisał, to z pewnością cenzurował, poprawiał i wprowadzał celowe niejasności. Na mocy tego dekretu skazano tysiące polskich patriotów (także gen. Emila Fieldorfa „Nila”). Władza polskiej kompartii opierała się na bagnetach stacjonujących w Polsce dywizji NKWD. Przy ich pomocy likwidował powstanie.

Jednocześnie budował własną siłę, własną opricznina. UB czy nawet milicja nie wystarczały. 7 marca 1945 r. Berman przekazał Chruszczowowi memoriał, którego treść da się zamknąć w kilku zdaniach: „Akowcy systematycznie zabijają aktywistów naszej partii, strzelając zza węgła, terror może się jeszcze wzmóc. W związku z tym zachodzi konieczność szybkiej rozbudowy Wewnętrznych Wojsk Bezpieczeństwa. Aby dać odpór terrorystom, uważamy za konieczne utworzenie uzbrojonych grup partyjnych. W tym celu trzeba 5000 automatów i 5000 rewolwerów”.

Strona radziecka odpowiedziała pozytywnie, na początek dała nawet broń. Z tej broni oprycznicy Bermana mogli strzelać do żołnierzy AK i NSZ. 24 maja 1945 r. Rada Ministrów powołała Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W lutym 1946 r. utworzono Ochotniczą Rezerwę Milicji Obywatelskiej. Były to partyjne bojówki, które dość szybko przekroczyły stan 100 tys. członków. Też otrzymały broń z ZSRR.

Jednocześnie stosowano zastraszanie na wielką skalę. 22 sierpnia 1945 r. Biuro Polityczne KC PPR postanowiło: „przeprowadzić w miesiącu wrześniu w każdym województwie przynajmniej po jednym publicznym procesie przeciwko reakcjonistom”. W tę akcję również zaangażował się bohater Sobór-Świderskiej. Dlatego uchwała kończyła się słowami: „Uczynić odpowiedzialnym za przeprowadzenie tej akcji tow. Bermana”. By być pewnym wyroków skazujących, komuniści kierowali większość spraw politycznych do sądów wojskowych, a przy Departamencie Służby Sprawiedliwości MON (następnie przy Zarządzie Sądownictwa Wojskowego) utworzono Zespół Partyjny, na którym omawiano ważniejsze sprawy. To też była bermanowska oprycznina. W jej skład wchodzili (według danych z 1949 r.): Władysław Garnowski, Henryk Holder, Oskar Karliner, Maksymilian Lityński, Stanisław Majewski, Antoni Skulbaszewski i Stanisław Zarakowski. Istniało także drugie zabezpieczenie: jeszcze przed zjednoczeniem partii wprowadzono obowiązek przedstawiania przez prokuratorów spraw I sekretarzowi PPR. W PZPR ten obowiązek utrzymano. W sprawozdaniu Naczelnej Prokuratury Wojskowej z 7 listopada 1951 r. czytamy: „Prawie wszyscy prokuratorzy stosują utartą już dawniej praktykę przedstawiania I sekretarzowi KW poszczególnych spraw karnych, a to dla uzyskania wskazówek, bądź co do zasadności, celowości lub trybu ścigania, bądź co do wymiaru kary, jakiej należy domagać się w sprawie”.

Diabolicznym pomysłem okazała się amnestia, nawet dwie: w 1945 i w 1947 r.. Trudno powiedzieć, czy Berman ją wymyślił, czy tylko zaakceptował. Pomysł wisiał w powietrzu, nawet „Radosław” – Mazurkiewicz, bohater powstania warszawskiego się zgadzał: Polsce potrzebna zgoda, a to wymaga amnestii, opuszczenia lasów i więzień. Więc komuniści ogłosili amnestię. Za każdym razem ujawniło się około 50 tys. żołnierzy podziemia. Część z nich prawie natychmiast poddano obserwacji i represjom, część – dopiero po kilku miesiącach. Druga z tych amnestii ostatecznie przetrąciła kręgosłup antysowieckiego powstania.

Dalsza strategia Bermana polegała na tym, by przy poparciu PPS zlikwidować – metodą skrytobójstw i fałszerstw wyborczych – PSL. Jeszcze przed wyborami Berman obiecał: „Wykorzystamy naszą władzę, by zabezpieczyć pozytywny dla bloku demokratycznego przebieg głosowania”. Dotrzymał słowa. Kampania przedwyborcza PPR to napady bojówek na lokale PSL i siedzibę „Gazety Ludowej”, to zamordowanie przywódców PSL, członka NKW Władysława Kojdera oraz sekretarza naczelnego Bolesława Ścibiorka, to aresztowanie ponad 300 działaczy. Podobnie jak oprycznicy – komuniści też mordowali duchownych i też mieli swój Nowogród, choć mniejszy – spalenie Wąwolnicy uchodzącej za miasteczko PSL. Potem były wybory, które oficjalnie wygrano. Na posiedzeniu politbiura, 17 stycznia 1947 r., czyli tuż po sfałszowaniu wyborów, Berman powiedział: „Zmobilizowałem wszystkie siły nacisku moralnego i fizycznego […] Mimo to, wyniki wyborów nieoficjalne muszą nas napawać troską i biją na alarm […] bo popularność Mikołajczyka i jego stronnictwa jest bardzo duża, a na niektórych terenach zastraszająca. Gdyby świat dowiedział się o prawdziwych wynikach wyborów na całym obszarze Polski, przypuszczono by na nas atak. („Encyklopedia Białych Plam”, t. II, s. 312, „Berman Jakub”, napisał prof. Jerzy R. Nowak). Dlatego mimo „wygranych” wyborów Berman przeprowadził do końca akcję zniszczenia PSL. Zorganizował rozłamowe grupy (np. „Nowe Wyzwolenie” Tadeusza Reka), nasłał na PSL setki ubeków, którzy (według świadectwa sowieckiego doradcy MBP Siemiona Dawidowa) „prowadzili działania w zakresie demoralizacji”; resztki partii nie zostały – wbrew opiniom – przerobione na szmaty, ale gorzej: na ZSL.

Potem przyszła kolej na PPS. Na tym etapie tow. Jakub” współpracował z wszystkimi frakcjami w PPR, a nawet w PPS. Uderzył w „Społem” stanowiącą ekonomiczną bazę socjalistów, kazał szukać „komprmateriałów” na przywódców PPS albo je po prostu fabrykować. Ofiarą miał paść niechętny zbyt bliskiej współpracy PPS z PPR wiceprzewodniczący PPS, Kazimierz Rusinek – Berman chciał go skompromitować jako obozowego zausznika esesmanów. Poza tym zainspirował bunt frakcji „jednolitofrontowców” Stefana Matuszewskiego i Stanisława Skowrońskiego. Wielu niepodległościowo nastawionych działaczy kazał aresztować – i zlanie się partii powiodło się nadspodziewanie. Uzupełnieniem działań zbrojnych i operacyjnych było tworzenie agentury. To była Wunderwaffe Bermana. W przemówieniu na radzie partyjnej w marcu 1949 r. Berman podkreślał, że „centralnym zagadnieniem” jest rozwój agentury bezpieczeństwa, którą trzeba rozbudowywać z całym uporem („EBP”, tamże). Nie były to słowa bez pokrycia. Siły resortu, którym opiekował się Berman, wzrosły z 11 tys. funkcjonariuszy w maju 1945 r. do 33,2 tys. w 1953 r. Agentura – od kilku tysięcy do 85 tys. w 1953 r. Tworzono specjalne oddziały pozorowane lub po prostu grupy morderców – jak grupa likwidacyjna Władysława Rypińskiego która w latach 1945–1946 mordowała „przeciwników władzy ludowej”. Zamordowała ponad 100 „wrogów”, w tym żołnierzy placówki AK w Łęgu: Ryszarda, Kazimierza i Juliana Gujskich.

Terror stosowano też wobec swoich. W 1948 r. z inicjatywy Bermana stworzono Grupę Specjalną, nad którą nadzór powierzono Romkowskiemu. W 1950 r. specgrupę przekształcono w Biuro Specjalne, rok później – w Departament X MBP. Podlegał on formalnie nie ministrowi Radkiewiczowi, ale wiceministrowi Romkowskiemu; partyjnie Bierutowi i Bermanowi, więc w praktyce – znów Bermanowi. Była to jego policja wewnątrzpartyjna. Kolejna wataha opryczniny.

Berman nie brał udziału w morderstwach z bronią w ręku, on tylko je inspirował, był typowym mordercą zza biurka. Nadzorował wielkie procesy, w których zapadały wyroki śmierci, proces Doboszyńskiego, procesy przywódców WiN, procesy wyższych duchownych – w tym bpa Kaczmarka.

Najbardziej diaboliczny pomysł miał Berman w 1952 r.: pokazowy proces „sanacyjnych” polskich oficerów i uczonych, którzy szykowali broń bakteriologiczną, by napaść na ZSRR. Zatrzymano kilkanaście osób, kilka poddano torturom. Władze polskie wystąpiły też do USA i Anglii o ekstradycję osób podejrzanych o udział w tych zbrodniczych przygotowaniach. Moskwa jednak nie zaakceptowała pomysłu.

Wygryzanie i zagryzanie Gomułki

Berman był przyjacielem Gomułki, oczywiście byli po imieniu, „Jakub” pomagał „Wiesławowi” układać przemówienia. Gomułka często wyręczał się Bermanem, ale nie we wszystkim chciał go słuchać. Poza tym, nie ze wszystkim zgadzał się z władzami ZSRR. W ten sposób stworzył Bermanowi niepowtarzalną okazję…

Do pierwszej poważnej rozgrywki doszło we wrześniu 1947 r., podczas spotkania liderów partii komunistycznych w Szklarskiej Porębie. Berman, zapewnie wiedząc wcześniej, iż będzie to próba zdyscyplinowania ruchu połączona z potępieniem Jugosławii, podobno przekonywał Gomułkę, by ten się nie wychylał i ograniczył do krótkiego przemówienia. Gomułka jednak po swojemu gadał i gadał i nie bardzo chciał potępić Jugosławię. Wykręcał się też od powołania wspólnego Biura Informacyjnego, czyli odbudowy Kominternu pod firmą Kominformu. Berman opowiadał Torańskiej, że natychmiast pojechał do Warszawy, zwołał Biuro Polityczne i wrócił z decyzją o przystąpieniu PPR do Kominformu.

Pół roku później na zjeździe Kominformu w Bukareszcie rozegrana została druga runda. Polską partię reprezentował już nie Gomułka, a Berman, główny referat wygłosił Żdanow. Berman poparł go entuzjastycznym ujadaniem, a przy okazji, wprawdzie nie po nazwisku, nawarczał na Gomułkę i PPS za uleganie wpływom nacjonalistycznym. Za najbliższe zadanie uznał usunięcie tych nacjonalistycznych wpływów z PPS i oczyszczenie PPR z „obcych elementów”, czyli wygryzienie Gomułki.

Nie były to jałowe pogróżki, Żdanow był jednym z parasoli Bermana i on przesłał Stalinowi opinię czujnego „Jakuba”, iż w Polsce nadal istnieje niebezpieczeństwo nacjonalizmu. Berman wszedł do komisji redagującej uchwałę potępiającą Jugosławię, co było wysokim wyróżnieniem.
Trzecia runda odbyła się w kraju podczas posiedzenia Komitetu Centralnego 6 i 7 lipca 1948 r. Posiedzenie zwołano spiskowo – bez Gomułki (sekretarza generalnego!), uczestniczył formalnie bezpartyjny Bierut, pierwsze skrzypce grał Berman, który potępił rytualnie i Jugosłowian, i Trockiego, lecz za priorytet uznał walkę z najmniejszym nawet przejawem „najbardziej nawet wysublimowanego nacjonalizmu”. Był to już wyrok – zaoczny – na Gomułkę. Oficjalny wyrok też był bliski.

W sierpniu odbyły się w Jastrzębiej Górze półjawne posiedzenia Biura, na których Gomułkę namawiano do samokrytyki, on się nie zgadzał, Bierut poleciał do Stalina i przekonał go do degradacji Gomułki ze stanowiska sekretarza generalnego.

Uroczyste plenum KC potępiające owo „nacjonalistyczne odchylenie” odbyło się w dniach 31 sierpnia – 2 września 1948 r. Gomułka musiał złożyć samokrytykę, Berman dodatkowo zarzucił mu nieufność wobec ZSRR, popieranie Jugosławii i pchanie partii do zguby. Gomulka przyznał, że „zgubił busolę marksistowską” i że popełnił błąd poważniejszy, nie konsultując swego czerwcowego referatu: „Nie postąpiłem jak zwykle postępowałem. Nie dając go tow. Jakubowi do przejrzenia”. Dodatkowo przyznał, iż sprzeciwiał się kolektywizacji, miał pojednawczy stosunek do KPJ i obiecał poprawę.

Na razie go to uratowało, ale władza wymknęła mu się z rąk. „Zatwierdzono podział pracy zaproponowany na posiedzeniu Biura Politycznego 8 października. Bermanowi przydzielono nadzór nad wydziałami Propagandy, Oświaty i Kultury, Zagranicznym, Historii Partii, Prasy i Wydawnictw, nad pismem „Nowe Drogi” i innymi redakcjami, nad odpowiadającymi wydziałom KC ministerstwami: oświaty, kultury i sztuki, spraw zagranicznych oraz urzędami centralnymi przy Prezydium Rady Ministrów – Komitetem Ministrów do spraw Kultury oraz Głównym Urzędem Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk”. Cóż więcej trzeba do szczęścia?

15 grudnia odbyło się połączenie partii. Gomułka jakby nic nie zrozumiał, usiłował odzyskać pozycję, wspomniał nawet o „kosmopolityzmie i nihilizmie narodowym”, czym naraził się na jawną dezaprobatę i mniej jawną nagonkę jako antysemita. Sekretarzem KC PZPR został Bierut. „Berman odpowiadał za aparat bezpieczeństwa oraz za sprawy zagraniczne, ideologię, kulturę, naukę” – pisze Sobór-Świderska. W styczniu 1949 r. Gomułka został odwołany z funkcji wicepremiera, zlikwidowano Ministerstwo Ziem Odzyskanych, został kierownikiem ZUS we Wrocławiu. Ale i tu nie zostawiono go w spokoju.

Bierut, który został sekretarzem generalnym, jednocześnie sprawował funkcję Prezydenta RP. W partii wyręczał się Bermanem. Obydwaj bali się zwolenników Gomułki. Gdy w tymże 1949 r. ukazało się kolejne wydanie Historii WKP(b) – Berman opatrzył je wstępem, który wydał też jako osobną broszurkę . W tekście tym oczywiście wynosił pod niebo Stalina, ale i wykańczał Gomułkę.

W 1951 r. Gomułka został uwięziony, prawdopodobnie szykowano mu los taki, jaki spotkał Slansky’ego i Rajka. Wymagało to jednak przygotowań, wymuszania zeznań – jednym słowem, jeśli Berman miał projekt „ostatecznego rozwiązania” kwestii Gomułki i nacjonalistycznego odchylenia, nie zdążył go zrealizować. Zmarł Stalin, oprycznina poszła w rozsypkę.

Wykończenie Gomułki i osaczenie Bieruta to przykład praktycznego zastosowania stalinizmu. Tylko upadek władcy Kremla uratował życie byłego sekretarza Gomułki. A potem role się odwróciły. Gomułka wrócił, Berman poszedł w odstawkę. Ale to już inna historia. Po 1956 r. Berman nie był prześladowany, wyrywkowo jedynie poddawany obserwacji. Jego los był tysiąckroć szczęśliwszy niż ten, na który on skazywał swe ofiary. Ba, lepszy nawet od tego, na jaki nasze środowisko skazało dra Ratajczaka . Berman pracował do emerytury, a nawet kilka lat dłużej jako konsultant w partwydawnictwie o nazwie „Książka i Wiedza”. Robił to, co umiał najlepiej, to znaczy – szkodził. „Zasłużył się” polskiej, ba, lewicowej kulturze, blokując nawet wydanie artykułów Andrzeja Stawara! Gdyby nie to, że w gangu zwanym PZPR znowu się pokłócono, pewnie pracowałby tam do dzisiaj.

Nowe Państwo: Numer 7 (53)/2010

***

Jak Berman instalował naukę w Polsce

Fragment z: Bohdan Urbankowski, Berman i jego „oprycznina” [Gazeta Polska 28.07. 2010]

Formalnie Berman był tylko szarym członkiem Politbiura – najpierw PPR, potem PZPR – do roku 1956. W tych samych latach był posłem. Poza tym był, kim chciał. Np. podsekretarzem stanu w Prezydium Rady Ministrów (1945-1950), członkiem prezydium rządu (1950-1952), wicepremierem (1954-1956).

Ważniejsze od podsekretarzowania i formalnych struktur były jednak komisje, jak np. komisja koordynacyjna do spraw wywiadu i kontrwywiadu, którą powołano 2 kwietnia 1947 r. na posiedzeniu Politbiura. W jej skład weszli: Roman Romkowski, Wacław Komar, Józef Olszewski i Eugeniusz Szyr. Przewodniczącym został Berman.

Po zlaniu się robotniczych partii mózgiem komunistycznej opryczniny stała się Komisja Bezpieczeństwa KC PZPR Powołał ją Sekretariat Komitetu Centralnego PZPR 24 lutego 1949 r. Pracowała w składzie: Bolesław Bierut, Jakub Berman, Stanisław Radkiewicz, Roman Romkowski, Konrad Świetlik, Mieczysław Mietkowski (jednocześnie sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego). Przewodniczącym był oczywiście prezydent państwa – Bierut. Pracą kierował Berman.

Rzeczywisty przywódca „polskiej” kompartii zasiadał w wielu wymyślanych przez siebie komisjach. To była jego broń, jego miotła „oprycznika”, którą wymiatał rywali i przyjaciół. Stwierdzanie zakresu władzy i odpowiedzialności, opierając się na urzędowych tytułach Bermana, graniczy z naiwnością. Nad skamieniałe jak szkielet dinozaura struktury biurokracji Berman przedkładał struktury niezwykle mobilne i niezwykle nowoczesne.

17 stycznia 1950 r. Biuro Polityczne postanowiło powołać Instytut Kształcenia Kadr Naukowych przy KC. Utworzono wydziały ekonomii politycznej, historii, filozofii. Organizacją zajął się człowiek Bermana Adam Schaff, który konsultował się głównie z nim i Zambrowskim. Ruszono oczywiście z imieniem Stalina na ustach; Schaff został pierwszym dyrektorem IKKN, honorowym rektorem był Zygmunt Modzelewski. Który z nich był Fejginem, a który Różańskim – do dyskusji. Tak czy inaczej, uczelnią rządziła „oprycznina”. Zauważyli to także radzieccy wizytatorzy.

Według ich raportu (cytowanego przez autorkę) Schaff, Brus i Adler promowali głównie „niepolskich” specjalistów, a  -Jadwiga Siekierska w rozmowie z jednym z członków grupy podobno się wyraziła, że „Polacy nie nadają się do pracy naukowej”.

Nad uczelnią zawisły chmury, lecz Berman znalazł sposób. Sekretariat Biura Organizacyjnego KC powołał w tej sprawie – komisję, która stwierdziła, że owszem, trochę niedostateczne jest powiązanie pracy Instytutu z życiem partii, że owszem dałoby się trochę podnieść poziom wykładów, ale poza tym jest dobrze. W skład komisji wchodzili: Modzelewski, Werfel, Schaff, Gutt, Hoffman oraz „być może ” któryś z przedstawicieli kadry polskiego pochodzenia.

IKKN działał, w 1953 r. Rada Ministrów przyznała Instytutowi prawo nadawania stopnia kandydata nauk, w 1954 r. zmienił nazwę na Instytut Nauk Społecznych.

Wyszkoleni na IKKN naukowcy zajęli wkrótce miejsca wyrzucanych z uczelni filozofów; historyków i ekonomistów. Nawet sensowni do niedawna naukowcy ugięli się pod terrorem. Polonista Stefan Żółkiewski przed omówieniem „Sonetów krymskich” zupełnie serio zaczął omawiać ceny zboża na Krymie – wierząc w decydujący wpływ bazy na nadbudowę.

Mobilnym narzędziem walki były tzw. konferencje. Historię i historyków ustawiła do pionu I Metodologiczna Konferencja Historyków Polskich (28 XII 1951 – 12 I 1951) w Otwocku. Podczas narad zadekretowano, że w Polsce wolno uprawiać tylko naukę opartą na światopoglądzie marksistowskim.

To znaczy taką, która przyjmuje za aksjomat, że nie tylko historia, ale nawet nauka historii w IIRP miary charakter burżuazyjny, antyradziecki, faszystowski.

Do podobnych wniosków dochodziły konferencje filozofów i polonistów.

Książki ważne dla narodowej tożsamości – „Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego”, „Nie-Boska Komedia”, „Król-Duch” zakazane zostały jako wsteczne, Witold Gom­browicz -jako pseudoawangardzista i do tego emigrant, ostatnie wiersze Kazimierza Wierzyńskiego i Jana Lechonia -jako piłsudczykowskie i faszystowskie, „Dwa teatry” Jerzego Szaniawskiego-jako gloryfikacja AK.

Z filozofii wykreślono oryginalnych myślicieli polskich – Henryka Elzenberga i Romana Ingardena -jako idealistów. Z wcześniejszych potępiono Stanisława Brzozowskiego i Edwarda Abramowskiego – pierwszy był prekursorem faszyzmu, drugi agentem burżuazji. Zarzut ten wymyślił jeszcze Berman, popularyzowali jego „oprycznicy” w rodzaju Adama Schaffa i Stefana Żółkiewskiego.

Rodzajem bojowego apelu dla uczonych stał się I Kongres Nauki Polskiej (29VI-2VII1951).Na kongresie tym z inicjatywy Bermana postanowiono powołać PAN w miejsce PAU i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, które zlikwidowano. Akademia powołana została najpierw decyzją Sekretariatu Biura Politycznego, potem ustawą o Polskiej Akademii Nauk z 30 października 1951 r.

Prezesem został Jan Bohdan Dembowski, 63-letni biolog, profesor UL, który urodził się, a nawet skończył studia w Petersburgu. Był autorem książki o Darwinie, poza tym „Historii naturalnej jednego pierwotniaka” (1924 r), „Psychologii zwierząt” (1946 r.) a zwłaszcza „Psychologii małp” (1946 r.)  -W latach 1940-1941 byt wykładowcą kolaboranckiego Instytutu Marksizmu-Leninizmu w Wilnie, w 1944-1947 attache naukowym przy ambasadzie RP W Moskwie i jednocześnie pracownikiem moskiewskiego Instytutu Biologii Doświadczalnej. I to były największe zasługi.

Berman dawał mu już w 1949 r. nagrodę państwową I stopnia, zrobił go także marszałkiem Sejmu I kadencji (1952-1957), zastępcą przewodniczącego Rady Państwa (1952 r.), a nawet profesorem UW (1952 r.) i przewodniczącym Komitetu Obrońców Pokoju.

Kaligula mianujący konia pierwszym dostojnikiem imperium i sadzający go po swojej prawicy to przy Bermanie tandeciarz.

http://lustronauki.wordpress.com/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jakub Berman

  1. Anna pisze:

    T A J N Y R E F E R A T J A K U B A B E R M A N A
    To o czym mowa w artykule zostało zrealizowane w 120 %
    Referat Bermana mówi o sferze cywilnej,
    A oni opanowali Kościół jako nadwykonanie PLANU !!
    TAJNY REFERAT JAKUBA BERMANA Sekretarza Stanu Rady Ministrów i Członków Biuru Politycznego PPR, członków Tymczasowego Rządu
    Jedności Narodu oraz Sekretarza Poalej – Syjon – wygłoszony w kwietniu
    1946 r.na posiedzeniu egzekutywy Komitetu Żydowskiego. (wg stenogramu).
    Żydzi mają okazję do ujęcia w swoje ręce całości życia państwowego w Polsce i rozszerzenia nad nim swojej kontroli. Nie pchać się na stanowiska reprezentacyjne. W ministerstw. i urzędach tworzyć tzw. drugi garnitur. Przyj- mować polskie nazwiska. Zatajać swoje żydowskie pochodz.. Wytwarzać i szerzyć wśród społecz. polskiego opinie i utwierdzać go w przekonaniu, że rzą- dzą wysunięci na czoło Polacy, a Żydzi nie odgrywają w państwie żadnej roli. Celem urabiania opinii i światopoglądu narodu polskiego w pożądanym dla nas kierunku, w rękach naszych musi się znaleźć w pierwszym rzędzie propagan- da z jej najważniejszymi działami i prasą, filmem, radiem. W wojsku obsadzać stanowiska polityczne, społeczne, gospodarcze, wywiad. Mocno utwierdzać się w gospodarce narodowej.W ministerstwach na plan pierwszy przy obsadza- niu ich Żydami, wysuwać należy: Minist. Spraw Zagran. Skarbu,Przemysłu, Handlu Zagran.Sprawiedliw. Z instyt.centralnych-centr.handlowe,spółdzielczość. W ramach inicjatywy prywatnej, utrzymać w okresie przejściowym silną pozycję w dziedzinie handlu. W partii zastosować podobną metodę – siedzieć za plecami Polaków, lecz wszystkim kierować.Osiedlanie się Żydów winno być przeprowa- dzone z pewnym planem i korzyścią dla społeczeństwa żydowskiego. Moim zda- niem, należy osiadać w większych skupiskach, jak: Warszawa, Kraków; w cen- trum życia gospodarczego i handlowego: Katowice, Wrocław, Szczecin, Gdańsk, Gdynia, Łódź, Bielsko. Należy również tworzyć typowe ośrodki żydowskie prze- mysłowe i rolnicze, głównie na ziemiach odzyskanych, nie poprzestając na Wałb- rzychu i Rychbachu – obecnie Dzierżoniów. W tych ośrodkach możemy przysto- sowywać przyszłe kadry nasze w tych zawodach, z którymi byliśmy słabo obez- nani. Uznać antysemityzm za zdradę główną i tępić go na każdym kroku. Jeżeli stwierdzi się, że jakiś Polak jest antysemitą” natychmiast go zlikwidować przy po- mocy władzy bezpieczeństwa lub bojówek PPR jako faszystę, nie wyjaśniając or- ganom wykonawczym sedna sprawy. Żydzi muszą pracować dla swego zwycię- stwa, pracując jednocz. nad zwycięstw. i gruntowaniem komunizmu na świecie,bo tylko wtedy naród żydowski osiągnie najwyższą pomyślność i zabezpieczy sobie najsilniej-szą pozycję.Są małe widoki, by doszło do wojny. Jeśli Ameryka zacznie się szybko socja- lizować, to tą drogą mniejszych lub większych wstrząsów wewnętrz. i tam musi zapanować komunizm.Wtedy reakcja żydowska, która dziś trzyma z reakcją międzynarod. zdradzi ją i uzna, że rację mieli Żydzi stojący po drugiej stronie barykady. Podobny przypadek współdz. Żydów całego świata, wyznających dwie różne koncepcje ustrojowe komunizm i kapitalizm – zaistniał w ostatniej wojnie. Dwa największe mocarstwa światowe kontrolowane przez Żydów i będące pod ich wielkim wpływem, podały sobie ręce.Trud Żydów pracujących wokół Roosevel-ta doprowadził do tego,że USA wspólnie z ZSRR wystąpiły do walki przeciwko Europie środk. gdzie była kolebka nowej idei, opartej na nienawiści do Żydów. Zrobili to Żydzi gdyż wiedzieli, że w przypadku zwycięstw Osi, a głównie Niemiec, które doskonale przejrzały plany polityki żydow skiej, niebezpieczeństwo rasizmu stanie się w USA faktem dokonanym i Żydzi znikną z powierz chni świata. Dlatego też Żydzi sowieccy poświęcili dla tego celu krew narodu rosyjskiego a Żydzi ameryk.zaangażowali swe kapitały.Należy się liczyć z dalszym napływem Żydów do Polski, po-nieważ na terenie Rosji jest jeszcze dużo Żydów. Przed wkrocz. Niemców, w poszczególnych miastach ZSRR było kilka skupisk Żydów polskich:Charków-36200,Kijó -17800,Moskw-53000, Leningrad-61000, w zachodn. republikach 184 730. Żydzi skupieni w tych ośrodkach to przeważnie inteligenc. żydowska i dawne kupiectwo żydowskie.Element ten jest obecnie szkolony w ZSRR. Są to kadry budowniczych Polski – tzn. zgodnie z projektem Politbiura-fachowcy ci obsadzać będą najważn. dziedziny życia w Polsce, a ogół Żydów będzie rozlokowany głównie w centrum kraju. Stara polityka żydowska zawiodła. Obecnie przyjęliśmy nową, zespalającą cele narodu żydowskiego z polityką ZSRR. Podstawową zasadą tej polityki jest stworzenie aparatu rządzącego, złożonego z przedst.ludności żydow.w polsce. Każdy Żyd musi mieć świadomość, że ZSRR jest wielkim prz-jacielem i protektorem narodu żydow.że jakakolwiek liczba Żydów w stosunku do stanu przedwojen- nego uległa olbrzym.spadkowi, to jednak dzisiejsi Żydzi wykazują większą solidarność. Każdy Żyd musi mieć wpojone to przekonanie, że obok niego działają wszyscy inni, owiani tym samym duchem prowadz.do wspól.celuKwestia żydowska jeszcze jakiś czas będzie zajmowała umysły Polaków, lecz ulegnie to zmianie na naszą korzyść, gdy zdołamy wychować choć dwa pokolenia polskie. Wg danych wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego, na terenie Śląska Górnego i Dolnego, jest Rychbach (Dzierżoniów) i Nysa, są przewidziane do tych cclów. Akcja osadnicza jest finansow.z żydowskich funduszów zagranicznych i państwowych. Żydzi celowo tworzą nową, choć chwilowo nieznaczną koncentrację elementu żydowskiego, kładąc podwalinę pod zawód rolnika i robotników przemysłowych. Jest to budowanie podłoża szerszych celów politycznych. /Bronisław Bartoszewski/.
    http://bronislaw-bartoszewski.blog.onet.pl/TAJNY-REFERAT-JAKUBA-BERMANA,2,ID259485003,DA2007-10-15,n

  2. Anna pisze:

    wyścielił drogę michnikowszyźnie….Blumsztajnom, Grossom, Smolarom, Bonim, Hallom, Hollandom wg swojego programu krwawokomunistycznego…

    Jakub Berman, niezwykle dynamiczny i bardzo inteligentny „morderca
    zza biurka”. To on był też faktycznie osobą Numer Jeden w komuni
    stycznym establishmencie w Polsce, „szarą eminencją” ówczesnej
    władzy, spychając w cień dużo mniej inteligentnego i bezbarwnego
    Bieruta. A przede wszystkim posiadając dużo lepsze od niego kon
    takty na Kremlu. W odróżnieniu od rządzącego Węgrami krwawego
    Żyda Matyasa Rakosiego Berman nie pchał się jednak na czołowe
    stanowisko w Polsce. Jak później wyznał
    w rozmowie z Teresą Torańską (por. jej książkę „Oni”): Zdawałem
    sobie jednak sprawę, że najwyższych stanowisk jako Żyd objąć
    albo nie powinienem, albo nie mógłbym (…). Faktyczne posia
    danie władzy nie musi wcale iść z eksponowaniem własnej os
    oby. Zależało mi, żeby wnieść swój wkład, wycisnąć piętno na
    tym skomplikowanym tworze władzy, jaki się kształtował, ale
    bez eksponowania się. Wymagało to naturalnie pewnej zręczności
    Wycisnął rzeczywiście straszne piętno na wszystkim, czym kierował,
    będąc głównym dysponentem krwawych bezpieczniackich rozpraw z
    Narodem.Dysponując potężnymi dźwigniami władzy był od początku
    bezwzględnym rzecznikiem stosowania polityki „twardej ręki””. Już
    jesienią 1945 r. mówił: Należy utrzymać silną rękę nie tylko na zew
    nątrz, ale i wewnątrz w stosunku do administracji, członków partii itp.
    (…). Twarda ręka w bezpieczeństwie może wiele pomóc. Inspirował
    maksymalne stosowanie przemocy wobec PSL-owskiej opozycji, bez przebierania w środkach. W wystąpieniu na posiedzeniu Biura Politycznego KC PPR bezpośrednio po skrajnym zafałszowaniu przez komunistów wyborów ze stycznia 1947 r.
    mówił: Zmobilizowałem wszystkie siły nacisku moralnego i fizyczneg
    o (…). Gdyby świat dowiedział się o prawdziwych wynikach wyborów
    na całym obszarze Polski, przypuszczono by na nas atak. Berman
    ponosi zdecydowanie największą odpowiedzialność za krwawy terror
    doby stalinizmu w Polsce, który nadzorował przez „swoich” ludzi w
    bezpieczniackim syndykacie zbrodni: głównie R. Romkowskiego,
    J. Różańskiego i A. Fejgina. Koordynował przygotowania setek pro
    cesów politycznych, prześladowania kilkusettysięcznej rzeszy człon
    ków Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Narodowych Sił Zbroj
    nych oraz bezwzględną, systematyczną walkę z Kościołem. Dyrekto
    rom departamentów w MBP wielokrotnie zarzucał, że nie doceniają
    „roli kleru w dywersji przeciw naszej Partii”.
    W przemówieniu na radzie partyjnej w marcu 1949 r. akcentował, że
    centralnym zagadnieniem jest rozwój agentury bezpieczeństwa, któ
    rą trzeba rozbudowywać z całym uporem. Zdecydowanie zwalczał ja
    kiekolwiek próby uwzględnienia narodowej specyfiki w polityce PPR,
    szczególnie ostro przeciwstawiając się tego typu przejawom w dzia
    łalności Władysława Gomułki. Należał do głównych rzeczników rozprawy z gomułkowszczyzną, atakując ją jako niebezpieczne „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Po sfabrykowanym procesie byłego komunistycznego ministra spraw wewnętrznych Laszló Rajka i straceniu go jako rzekomego „agenta Tito”, wystąpił na naradzie w KC PZPR solidaryzując się z katami Rajka i zapowiadając szukanie „polskich Rajków”. Prowadził konsekwentną politykę sowietyzacji i rusyfikacji polskiej kultury, dążąc do wytrzebienia polskiego narodowo-katolickiego sposobu myślenia. Ze względu na równoczesne łączenie przez Bermana nadzoru nad bezpieczeństwem i kulturą popularne stało się złośliwe powiedzenie, że odtąd w malarstwie dopuszczone będą wyłącznie trzy kierunki:
    „fornalizm, ubizm i represjonizm”.
    Realizując za parawanem systemu komunistycznego skrajnie szowinistyczną politykę żydowską i tępiąc najlepszych polskich patriotów, nie zważał na konkretne zasługi represjonowanych w akcji ratowania Żydów. Bardzo wymowny pod tym względem był taki oto dialog T. Torańskiej z Bermanem:
    Torańska: – A zamykanie? Na przełomie 1948/1949 aresztowaliście członków AK-owskiej Rady Pomocy Żydom „Zegota”.
    Berman: – No tak, objęło się szeroką gamą wszystkie organizacje związane z AK.
    Torańska: – Proszę pana! UB, w którym wszyscy lub prawie wszyscy dyrektorzy byli Żydami, aresztuje Polaków za to, że w czasie okupacji ratowali Żydów, a pan twierdzi, że Polacy są antysemitami, nieładnie.
    Berman: – Źle się stało. Na pewno źle się stało (T. Torańska „Oni”, wyd. podziemne „Przedświt”, Warszawa 1985, s. 237).
    Usunięty w maju 1956 r. z kierownictwa partii i rządu, ostatecznie uniknął jakiejkolwiek kary (poza usunięciem go w maju 1957 r. ze składu KC i partii). Przez wiele lat spokojnie pracował jako recenzent-konsultant w redakcji historycznej partyjnego wydawnictwa „Książka i Wiedza”. Co więcej, ten największy zbrodniarz PRL-owski za rządów gen. Jaruzelskiego w grudniu 1983 r. został odznaczony w Sejmie Medalem Krajowej Rady Narodowej.
    Nawet po dziesięcioleciach Berman, krwawy morderca zza biurka, nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia za zbrodnie popełnione (na Polakach – wtr. WK) przez Żydów. Przeciwnie, dalej ich oskarżał… o antysemityzm. Z jakże celną ironią opisał tę postawę Bermana (na tle prowadzonej z nim rozmowy przez T. Torańska) żydowski dziennikarz z USA John Sack w książce „Oko za oko” (op.cit., s. 237):
    Potem Jakub został wylany z pracy, wyrzucony z partii i usunięty z Wielkiej Encyklopedii – tę serię nieszczęść Berman, ubrany w stary, szary sweter, sącząc herbatę i z wdziękiem obierając pomarańczę z Izraela, przypisał w czasie pogawędki, którą odbył w ‚1983 r. z należącą do „Solidarności” polską pisarką, polskiemu antysemityzmowi.
    – …społeczeństwo polskie – powiedział Jakub, sącząc herbatę i obierając wychudłymi palcami pomarańczę – „jest w swojej konsystencji bardzo antysemickie”.
    – Pan to mówi? Pan? – obruszyła się kobieta z „Solidarności”.
    – Bo taka jest, niestety, prawda. Moją córkę wielokrotnie przezywano w szkole śledziarą.
    – I nie rozumie… – mówiła pisarka, która całymi godzinami musiała przypominać mu, jak Urząd torturował Polaków, jak wyrywał im paznokcie, wycinał języki, wypalał oczy, nie mówiąc iuż o tym, jak ich zabijał, po czym słuchała, jak Jakub z uporem powtarza, że „Rewolucja to rewolucja”. – I nie rozumie pan dlaczego?
    – Nie… – odpowiedział Jakub.

  3. Teresa pisze:

    Obecni u władzy wychowali się na raporcie Bermana, to nie jest żart.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.