Zbigniew Herbert. Obywatel Poeta

 

Herbert_Nieznany-RozmowyPsychicznie nigdy z Polski nie wyjeżdżałem. Nie chciałem być emigrantem, bo wiem, jaką cenę płaci się za emigrację. Ale potrafię zrozumieć tych, którzy zostali na emigracji. Moja konstytucja psychiczna, moja biografia przywiązała mnie tak bardzo do kraju, że muszę tutaj zostać. Nie mam innego wyjścia. Trudno mi powiedzieć, czy potrafię coś dać, współdziałać, ale sama obecność jest przyznaniem się. Narodu nie można dzielić na intelektualistów, robotników, chłopów, Żydów, Polaków, Rusinów, ale każdy, kto żyje w tym narodzie, jeśli ma powołanie uczestnictwa, powinien się zgłosić i zameldować. Nigdy nie chciałem wyjechać na zawsze, a także wracać dlatego, że zmienił się jakiś minister. Właściwie nic mnie nie obchodzi ta troszkę śmieszna władza i różne jej przemiany i zakręty. Prowadzę własne życie, które jest w moim ręku. Zawsze uważałem, że historia jest dziełem człowieka, a nie sił przyrody, nieubłaganej dialektyki, ducha dziejów czy czegoś podobnego. Swoją małą, osobistą historię, która na pewno będzie zapomniana i nieważna, chciałbym załatwić, najlepiej jak potrafię.

Dlaczego więc wyjeżdżałem na Zachód? Czy muszę się wciąż z tego usprawiedliwiać? Uważam, że Polska należy, mimo wszystko, mimo tego, co się stało, do kultury śródziemnomorskiej. Jestem do tej kultury przywiązany i chciałbym z moich podróży przywieźć nie tylko relacje o obrazach, rzeźbach, katedrach, ale także zadokumentować moją, Polaków, więź ze źródłami naszej cywilizacji. Tak było od stuleci, od Kochanowskiego czy jeszcze dawniej. To jest moja świadoma opcja? Polityczna czy niepolityczna? Dla mnie nieważne. Tradycja judejsko-grecko-rzymska naprawdę mnie interesuje. Nie mogę zająć się kulturą perską czy indyjską, która jest na pewno wspaniała. Wychowałem się, wyrosłem w tej kulturze i chciałbym podtrzymać – tak jak mi na to pozwalają moje małe możliwości, siły i talent – tę więź, która łączyła kiedyś Polskę z Ferrarą, Pragą, Bolonią, Heidelbergiem czy Oksfordem. Robię to na własną rękę, bez instrukcji, instynktownie. Naiwnie sądzę, że jeśli piszę szczerze, z entuzjazmem, to może tym entuzjazmem zarażę czytelnika.

Nigdy nie napisałem powieści socrealistycznej, po prostu nie potrafiłem. Kiedyś usiedliśmy z Janem Józefem Szczepańskim i rozważaliśmy problem: czy byliśmy tacy niezdolni w porównaniu z tymi zdolnymi, którzy pisali o traktorach zdobywających wiosnę i szczęśliwych górnikach? To jest sprawa smaku, stylu, a także moralności. Mogę pisać tylko o rzeczach, które znam i widziałem. Jeżeli nie jestem pisarzem, którego czyta chłop czy robotnik polski, w niczym nie zmienia to mojego stosunku do tych ludzi. Nie mówiłem nigdy: „Wydobywajcie dla mnie więcej węgla, a ja będę siedział w ciepłym pokoju i pisał wam o jakiejś utopii społecznej”. To jest cała moja moralność. Mam wrodzony szacunek do ludzi, którzy robią coś innego niż ja. W mojej pracy muszę być tak samo uczciwy jak oni. Tylko w ten sposób możemy się z sobą spotkać i na tym zasadza się moje poczucie solidarności. Wiem, to jest nadużywane słowo, ale piękne. Solidarności opartej na tym, że ja będę się starał – w swojej dziedzinie – nie kłamać, mówić, co jest moją miłością, bronić honoru, godności człowieka. I nic poza tym. Od czasu, kiedy miałem osiemnaście lat, bardzo mało się zmieniło. Nauczyłem się innych języków, przeczytałem sporo książek, zwiedziłem wiele miast i muzeów, natomiast parę kardynalnych, starych prawd ludzkiego serca pozostało bez zmian.

Po powrocie zastałem Polskę taką, jaką chciałem zawsze widzieć. Polskę ludzi godnych, z podniesionym czołem, sympatycznych, uśmiechających się, niepodejrzliwych, niedonoszących, niewmanipulowanych w urojone walki klasowe. Zastałem Polskę ludzi uczłowieczonych. Przeżyłem tu okupację i nie miałem wielkich szans przeżycia, gdyby nie świadomość wspólnoty. Konkretnie: że mogłem się gdzieś przechować, gdy byłem prześladowany. A za tę gościnność ktoś mógł zapłacić najwyższą cenę. Miałem to poczucie również w czasie stalinizmu, lecz teraz mam je mocniejsze i bardziej realne. Historia jest w ręku człowieka, który jest wyprostowany, odzyskał swój honor i swoją godność i nie da się poniżyć. Tego człowieka trudno zapędzić do klatki. Ale by być wolnym, trzeba się godzić na niewygody wolności. A zdarza się, że wolność musi być okupiona ofiarami.

Uderzyło mnie szczególnie jedno – cierpliwość. Ale czy cierpliwość może być bezgraniczna? Chciałbym w to wierzyć. Jednak stanie w kolejkach i niedobory, i niedostatki straszliwie męczą. Jest to upokarzanie człowieka systematycznie, na co dzień, w zaspokajaniu jego najprymitywniejszych potrzeb materialnych. Żaden system nie powinien tego ryzykować. Żadne hasła nie mogą tego usprawiedliwić.

Chciałbym moim współplemieńcom życzyć cierpliwości, wiary w rozsądek, poniechania różnych urazów. A także wytrwałości w domaganiu się o sprawiedliwość i nieustępliwości wobec zła. Może mamy obecnie jedyną, naprawdę jedyną w historii od 1939 roku, szansę stworzenia ludzkich warunków życia dla nas na tej ziemi. Przy wszystkich ograniczeniach, geopolitycznych uwarunkowaniach czy jak to inaczej nazwać. Jesteśmy przecież wykonawcami testamentu ludzi, którzy byli przed nami, i jeśli go nie zrealizujemy, to będzie prawdziwa, bo moralna klęska. Pragnę wierzyć, że ludzie dobrej woli, którzy mają do siebie zaufanie, którzy wybaczają krzywdy, którzy są chrześcijanami lub uczciwymi agnostykami – ja jestem takim wierzącym, odchodzącym i znów wierzącym – otóż wierzę, że ci ludzie mogą połączyć się i odpowiedzieć na wyzwanie historii. Nie wydrą władzy komuś innemu, ale zaczną wreszcie od własnego podwórka, własnego uniwersytetu, redakcji, fabryki, gospodarstwa i zrobią porządek. Wysprzątają z brudu, zła i kłamstwa. Dzięki temu ten naród stać będzie, cokolwiek stanie się potem.

Wierzę w zespolenie rozumu i woli. Nasz naród nie miał szans przetrwania od wielu dziesiątków lat albo nawet więcej. A jednak przetrwał. U nas ludzie szybko i dobrze komunikują się z sobą, to znaczy przepływ informacji odbywa się nawet bez pomocy telewizji i prasy. Poza tym wiemy o sobie bardzo wiele. I rozpoznajemy się, i potrafimy odróżnić to, co jest naleciałością, okupacją, gwałtem, nienawiścią, od tego, co jest dobrem. To jest nasza szansa demokratyczna.

Chciałbym być racjonalistą, ale takim, który ma świadomość, że na bieg dziejów wpływają również czynniki irracjonalne, imponderabilia, które wymykają się kontroli rozumu. Trudno racjonalnie objaśnić (zwłaszcza cudzoziemcowi) historię Polski dwu ostatnich wieków. A także to, że może istnieć naród bez państwa, który jednak nie wyrzekł się magicznego i scalającego go pojęcia ojczyzny.

Wróćmy do zbudowania domu, który będzie własny, niewielki, ale czysty. Chciałbym, żeby był bardzo czysty, bardzo prawy, z takimi wartościami, jak na przykład poczucie honoru i poczucie poświęcenia. Ostatnio próbowano „przyłączyć” Polskę do Zachodu za pomocą zapożyczonej technologii, najgłupszego pragmatyzmu i cynicznego materializmu. Zapomniano o wartościach ludzkich. Bagatela.

Musimy się odnaleźć w tradycji, w naszej historii. Nie brak tam przykładów rozsądku, odpowiedzialności i wyrzeczenia. Moim bohaterem jest Romuald Traugutt, który nie wierzył już w zwycięstwo powstania, ale do końca – dla potomnych chyba – porządkował sprawy, nadawał beznadziejnej walce sens, cel i kształt.

Herbert_Nieznany-RozmowyKażde pokolenie ma kogoś „na sumieniu”, ja mam moich kolegów z AK, których nie chcę oddać za darmo, a także ofiar z Katynia. To nie są wcale porachunki z mocarstwami czy siłami historii. Chcę także, żeby wszyscy ci, którzy zginęli w II korpusie generała Andersa czy u Maczka – byli w małym sanktuarium polskich serc. Bo oni też szli do Krakowa, Warszawy, Torunia, Gdańska, a także do innych miast. To wszystko.

Po dziejowej burzy, pakcie Ribbentrop-Mołotow, zmianach granic, ustroju politycznego musimy odnaleźć się w niefałszowanej historii. Nie można zrezygnować z tego, że ten naród jest inny od innych narodów, że ma prawo do istnienia, własnej suwerenności, własnego języka, tradycji i kultury. One trwają tysiąc lat. Może niedługo w porównaniu z innymi kulturami, ale przynajmniej dla mnie zasługują na szacunek i miłość.

 

NA STRONACH 
strona [1]  Wstęp biograficzny
strona [2]  Kilka wierszy i recytacje
strona [3]  Film Jerzego Zalewskiego Obywatel Poeta
strona [4]  Krzysztof Masłoń,  Pan Cogito spogląda losowi prosto w oczy,
strona [5]  Korespondencja Herberta z rodzicami
strona [6]  Jacek Trznadel, Wypluć z siebie wszystko, rozmowa z Herbertem
strona [7] Bogdan Urbankowski „Poeta, czyli człowiek zwielokrotniony. Szkice o Zbigniewie Herbercie” – fragmenty książki
strona [8] Bohdan Urbankowski, Poeta i bogini securitas
strona [9] Fragment książki „Herbert nieznany. Rozmowy”

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antypropaganda, Eseje, Historia, III RP, Lata PRL, Piosenki, Po 1980, Recenzje, Teatr TV, film, Wiersze, Wspomnienia, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Zbigniew Herbert. Obywatel Poeta

  1. Michał Tyrpa pisze:

    Dziękuję za to wspomnienie.

    Przypomnijmy o Rotmistrzu! Trzeba dać świadectwo..

  2. Melusińska pisze:

    Zbigniew Herbert był wybitnym poetą i człowiekiem-drogowskazem. Chciałabym zawsze postępować zgodnie z Przesłaniem jego twórczości. Pamiętajmy!

  3. Jerzy pisze:

    Być poetą i Polakiem to właśnie Zbigniew Herbert i dlatego tek nie lubił Michnika i jego zakłamanego sposobu bycia. Prawda i wizja jej była tym czym żył. Musimy być świadomi tego, że ataki na takich ludzi jak Zbigniew Herbert będą się nasilać. Czerska i klika Tuska nie śpi. „Polskość to nienormalność” twierdzi „płemieł” i daleko mu do patriotyzmu prawd poety Herberta. Trzeba bronić wszystkiego co polskie i wychowywać w patriotyzmie młodych. To co w głowach namącili Miłosz, Szymborska i sławiący ich Michnik jest bardzo trudne do odrobienia, przy wtórnym analfabetyzmie młodzieży polskiej do samodzielnego czytania literatury , a w szczególności patriotycznej poezji.
    Historia się powtarza!!! Komu przeszkadzają moje komentarze? Jaki duplikat? Udowodnij !!!

  4. Amelia007 pisze:

    Fantastyczny, bardzo ważny artykul! dużo interesujących informacji. Wielkie dzięki za przypomnienie urodzin tego Wielkiego Poety!

    ps.
    zaraz obszerny fragment umieszczę u siebie na blogu

  5. emka pisze:

    Urodził się 89 lat temu.

  6. Jan pisze:

    Panie Zbigniewie
    Dziękuję że byłeś że jesteś że będziesz
    Że się nie dałeś spodlić spodlonym
    I że prawdę ubrałeś w prawdziwych słów treść

    Miasto POtwornie upada ale Dzięki Tobie ocaleje wielu
    W nich prawdziwe miasto trwa i będzie trwać
    Oni są i będą miastem
    Choć teraz znów patrzymy w twarz POtwornej zdrady
    To jednak nasze sny nie mogą być upokorzone

    Szacun

  7. emka pisze:

    Spotkanie z okazji 90. urodzin Zbigniewa Herberta

    Herbert był człowiekiem kompletnie wolnym i niezależnym, i nie dał się manipulować przez kogokolwiek. Żył, tak jak uważał. Był wielkim polskim patriotą, strażnikiem pamięci pokolenia Armii Krajowej, ale również strażnikiem pamięci żołnierzy niezłomnych…
    O Zbigniewie Herbercie opowiadali: Andrzej Gelberg, Krzysztof Masłoń, Jerzy Zalewski i Mateusz Matyszkowicz. >RELACJA

  8. emka pisze:

    Wiara Herberta
    Wydany w 2002 r. w Bibliotece „Więzi”, niewielki tomik pochodzącej z lat 1949-1967 korespondencji Zbigniewa Herberta i Jerzego Zawieyskiego pozwala nam poznać nieco lepiej duchowość jednego z najwybitniejszych polskich poetów. Listy Herberta są intymnym zapisem poszukiwań Boga – często po bardzo krętych ścieżkach

    „Jest Pan jedynym człowiekiem, przed którym gotów jestem wyspowiadać się.” – 8 kwietnia 1950 pisze 26-letni Zbigniew Herbert do starszego o 22 lata Jerzego Zawieyskiego. „Pana osoba i Pana twórczość są mi bardzo drogie i konieczne do odnalezienia Boga”.

    Ten list jest przede wszystkim świadectwem młodzieńczych zmagań. „Na początku był niepokój.” – pisze Herbert. „Budziłem się stale z uczuciem zdziwienia zaprawionego strachem „że istnieję”, było to uczucie wewnętrznej czczości. Potem głowa zajęła się niepokojem. Rozpoczęły się moje wariackie studia, uczyłem się ekonomii, polityki, prawa, literatury i z zapałem, bez planu czytałem książki filozoficzne. Dopiero teraz po pięciu latach rozumiem, że był to niepokój religijny, który chciałem uciszyć szelestem kart, naiwnym wodzeniem piórem po białym papierze. Szukałem systemu, podziałów, definicji, formułek oczywistej prawdy i wszystko wydawało mi się mało prawdziwe albo równie prawdziwe. Odkryłem rozkosz (o jakże gorzką!) relatywizmu.”

    Herbert stawia samemu sobie szereg pytań. „Dlaczego lubię samotność? Dlaczego nie ufam bliźnim? Dlaczego mam dla nich tanią uprzejmość? Dlaczego boję się wyznać im uczucia i myśli? Dlaczego wierni w kościele nie są mi braćmi? Dlaczego śpiewamy każdy swemu Bogu? Dlaczego?” […]
    CZYTAJ DALEJ:
    http://www.teologiapolityczna.pl/Blog/przemyslaw-pietak/wiara-herberta

  9. emka pisze:

    Dziś rocznica urodzin Zbigniewa Herberta (urodzony 29.10.1924 we Lwowie – zmarł 28.07.1998 w Warszawie).

  10. emka pisze:

    Herbert. Obrońca polis

    Herbert to nie antykwariusz, który z uwielbieniem rozpoznaje poszczególne odmiany wersji mitów, czy też z namaszczeniem polerujący zwalone kolumny. On nie archiwizuje, on aktualizuje, doszukuje się pogłębionego sensu w pewnej matrycy kultury, która nas ukształtowała. Kto możne nam lepiej opowiedzieć o nas samych, jak nie ci, którzy nas uformowali i zaprosili do współudziału w uczcie?

    Niełatwo jest pisać o poecie. Każde słowo nie przystaje do jego twórczości, nawet dokładnie jej nie odciska, a na dodatek, gdy jest pisane prozą, grawitacja obchodzi się z nim wyjątkowo brutalnie. Bo jak tu skreślić komentarz o znaczeniu strofy, czy też powab frazy? Gdzie kłaść akcenty, gdy absolutna lapidarność oddała już wszystkie znaczenia? A przecież niepodobna pomijać całego kosmosu znaczeń, który rysuje się w tomikach i tomach – zwłaszcza takich postaci jak Herbert – gigant polskiego słowa i sensu. Zamykający całe światy w kilku wersach, wyprowadzający na pola znaczeń wcześniej niedoświadczanych, a nadto ujmujący sedno polskiego losu w pogłębionej perspektywie – taki był zmarły przed dwudziestoma laty autor Pana Cogito. […]

    DALEJ:
    https://www.teologiapolityczna.pl/herbert-obronca-polis-tpct-121-1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.