Afera FOZZ. Jak to było?

Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego – jak się okazało, koło zamachowe polskich przemian, systemu samouwłaszczenia nomenklatury, założycielskiego oszustwa III RP.
Grzegorz Żemek na wolności.
„Oszołom” – film dokumentalny Jerzego Zalewskiego i artykuł „Warchoły to my?” >strona [2]

strona [3] Kulisy FOZZ, fragment książki Sławomira Cenckiewicza pt. „Długie ramię Moskwy”
strona [4] Ryszard Legutko, Wspomnienie o Michale Falzmannie w 20. rocznicę śmierci
***

Witold Gadowski: Żemek wyszedł żywy, gdyż trzymał buzię na kłódkę

Cenckiewicz o wypuszczeniu Żemka

 

Jerzy Przystawa

Przesłanie Michała Falzmanna

Przeszło, minęło całe pokolenie, kto jeszcze wie, kim był Falzmann i w ogóle o co chodzi? Czy warto wracać do tych przebrzmiałych spraw i czy mają one jakieś odniesienie do dzisiejszej rzeczywistości?

Nazwisko Michała Falzmanna wiąże się na ogół z tajemniczą sprawą FOZZ, a co ten akronim oznacza na próżno by pytać dzisiejszych studentów elitarnych uczelni. Sam Falzmann, prowadzący, na początku 1991 roku, kontrolę FOZZ z ramienia Najwyższej Izby Kontroli, miał pełną świadomość, że FOZZ jest istotnym, ale jednak tylko fragmentem większej całości. Notatka służbowa dla Naczelnika Izby Skarbowej, sporządzona przez niego jesienią 1989, jak w łupince orzecha, ujmuje istotę sprawy.

Donosił w niej, że PHZ „Universal”, największa w owym czasie firma zajmująca się handlem zagranicznym, udzieliła kredytu w wysokości 5 milionów dolarów nieznanej nikomu firmie „Altex”, założonej bez grosza, na dalekich Wyspach Dziewiczych, którą zarządzał jednoosobowo niejaki Krzysztof P., pracownik „Universalu”. Gwarantem kredytu okazał się być FOZZ. Celem miał być zakup nowoczesnej włoskiej linii produkcyjnej do produkcji włókna sztucznego, które to włókno produkować miała jakaś inna firma w dalekim Szczecinie, nazwę pomińmy. A potem zespoły biegłych kontrolerów Izby Skarbowej zgromadziły stosy dokumentów, a z tych dokumentów wynikało na pewno tylko tyle, że żadna linia produkcyjna nie została kupiona, a firmy, które pośredniczyły w tej operacji gdzieś się pozapadały.

Na tej podstawie Falzmann sugerował Naczelnikowi Izby Skarbowej, że w całej tej sprawie nie chodziło nigdy o żadną linię produkcyjną, tylko o spekulację finansową i wytransferowanie z Polski grubych pieniędzy. I nie chodziło tu o głupie 5 milionów dolarów, tylko o znacznie większe kwoty, a dodatkowo Falzmann podejrzewał, że kontrola, którą mu zlecono była tylko pewnym testem sprawności polskich służb kontroli finansowej: czy są one kompetentne i czy są w stanie wykrywać spekulacyjne przekręty finansowe na dużą skalę.

Michał Falzmann okazał się człowiekiem kompetentnym, sprawnym i gotowym do odpowiedniego działania. Wobec tego został od razu usunięty z pracy w Izbie Skarbowej, a jak nam w swoich notatkach zapodał, stało się tak na podstawie polecenia zastępcy Leszka Balcerowicza, wiceministra Finansów, głównego negocjatora polskiego zadłużenia, przewodniczącego Rady Nadzorczej FOZZ, przypadkowo również pułkownika WSI. Jakoś tak się ułożyło, że dyrektorem generalnym FOZZ był inny wysoki oficer WSI, a szef „Universalu”, potem pierwszej polskiej spółki giełdowej, zaprzysięgał się na procesie, jaki wytoczył autorom książki Via bank i FOZZ, że nic nigdy z żadnymi służbami specjalnymi nie miał, a nawet mieć nie mógł, bo w KC jakikolwiek kontakt ze służbami specjalnymi był surowo zabroniony.

Dzisiaj, naturalnie, akronim KC nikomu nic nie mówi, nawet prowadząca sprawę sędzia Sądu Okręgowego nie wiedziała o co chodzi. Zmuszony do wynurzeń Dariusz Przywieczerski wyjaśnił wtedy, że chodzi o Komitet Centralny PZPR, gdzie wcześniej pracował. W dalszej fazie procesu wyjaśniło się także, że nie mówił do końca prawdy, bo Instytut Pamięci Narodowej wykrył, że jednak miał, a nawet podał sądowi jego służbowy pseudonim i zaszeregowanie.

Wspomniany w notatce Krzysztof P. też okazał się być nie od macochy. Przypadkiem jego zięciem był inny polski Przywieczerski, szef innego wielkiego przedsiębiorstwa handlu zagranicznego, a kiedy udało się dziennikarzom wytropić jego telefon, to trop prowadził wprost do Ambasady Związku Sowieckiego w Warszawie. Po latach jego nazwisko pojawiało się tu i tam, zawsze przy okazji jakichś nieważnych setek milionów dolarów, które raptem gdzieś przepadały, niczym pieniądze FOZZ-u, a gdzie by się miały podziać, tego służby prokuratorskie ustalić nie były w stanie, wobec czego śledztwa kończyły się niczym.

Kontrola, jaką prowadził Falzmann w Izbie Skarbowej zakończyła się wyrzuceniem go z pracy, co powinien był traktować jako ostatnią poważną przestrogę Opatrzności, bo już kontrola FOZZ, jaką nieopatrznie zlecono mu w NIK, zakończyła się jego śmiercią, po zaledwie trzech miesiącach dochodzenia, w dniu 18 lipca 1991.

Nazwisko Dariusza Przywieczerskiego, który przez 14 lat trzymał nas pod sądem, jeszcze nie jeden raz wypłynie, bo to postać szczególnie zasłużona. Kiedyś był ogłaszany herosem biznesu i transformacji ustrojowej, wymieniany bez przerwy na czołówce rankingu najbogatszych Polaków. Chwalił się publicznie, że wszystkie partie polityczne zwracały się do niego o pomoc materialną, a on pomagał tyle ile mógł. Jedyną partią, jaka od niego pomocy nie chciała był Sojusz Lewicy Demokratycznej i chyba tylko z tego powodu w jego pałacu w Głodowie balowali prawie wszyscy eseldowscy twórcy III RP, z Aleksandrem Kwaśniewskim, Józefem Oleksym, Leszkiem Millerem na czele.

Potem, na procesie karnym FOZZ, okazało się, że to bidula, skromny emerycina, mieszkający w mieszkaniu o powierzchni zaledwie przekraczającym 40 metrów kwadratowych, na utrzymaniu żony – zawodowej tłumaczki, którego nawet nie bardzo stać na adwokata. Dzisiaj, kiedy przepadł bez wieści, a ścigają go po świecie sądowe listy gończe, nadal figuruje w Krajowym Rejestrze Sądowym we władzach ponad 50 firm. W tych spółkach pojawia się także i nazwisko jego żony – tłumaczki.

Wielkim zaskoczeniem dla wielu prostodusznych Polaków było pojawienie się na liście tej politycznej dobroczynności Przywieczerskiego osoby Jacka Kuronia. Pośrednikiem w tym zbożnym dziele była niejaka Anna Turska, w owym czasie dziennikarka „Gazety Wyborczej” i przyjaciółka Wielkiego Jacka. Może ten sympatyczny sponsoring polityczny przeszedłby niezauważony, gdyby Pani Anna nie wykpiwała w „GW” ludzi zajmujących się aferą FOZZ, a osobliwie śledczych i prokuratorów, którzy przez lata molestowali ten Fundusz. Zeznając przed sądem zaprzeczyła ona jakimś specjalnym związkom z Dariuszem Przywieczerskim – ot, po prostu Jacek poprosił ją, żeby po drodze wstąpiła do kasy ? ale potem się okazało, że zbyt skromnie oceniła swoje koligacje, bo w wywiadzie prasowym wyznała nieoczekiwanie, że Przywieczerski to dla niej osoba bardzo bliska, tyle co szwagier.

Co nie dziwi, ponieważ Przywieczerski założył razem z nią spółkę „Ad Novum” (a więc ku nowym, pięknym czasom!), która to spółka wydawała pamiętną „Trybunę” (już nie „Ludu”), a w drodze ewolucji Anna Turska dostała od szwagra tę firmę na własność i objęła funkcję redaktora naczelnego. Co chyba „Trybunie” najlepiej na zdrowie nie wyszło, skoro do dzisiaj ślad po niej zaginął. Ale nazwisko szwagierki i przyjaciółki nadal, bez kłopotu, znaleźć można wśród zarządzających i właścicieli ok. 40 różnych spółek opisanych w KRS.

Przywieczerski, Pochrzęst, Turska, Kuroń, Sawicki to wszystko rybki, większe i mniejsze, pływające w brudnej wodzie transformacji ustrojowej, a co służyło im za karmę, to wyjaśnił w swoim śledztwie Michał Tadeusz Falzmann. Były to rozliczne umowy kredytowe, gdzie różni Żemkowie i Przywieczerscy udzielali kredytów różnym Pochrzęstom, a ci spekulowali uzyskanymi pieniędzmi, korzystając z dobrodziejstw polityki finansowej Leszka Balcerowicza. Albowiem zniesienie prawa parytetu stóp procentowych poprzez zamrożenie kursu dolara na dziesiątki miesięcy, umożliwiało zysk bez ryzyka, wielokrotnie przewyższający kwoty udzielonych kredytów. W tej mętnej wodzie powstały rozliczne rekiny finansjery i imperatorowie III RP. Wielu z nich, po 20 latach, już gdzieś odeszło, jak i sam Przywieczerski, pochowali się za plecami dzieci, wnuków, szwagrów i szwagierek. Brudna woda jednak nie oczyściła się specjalnie i nadal wielu wędkarzy może w niej łowić złote rybki.

Śmierć Michała Falzmanna i procesy toczące się po jego śmierci, ciężarówki akt śledczych i kompanie prokuratorów i sędziów, dowodnie pokazały, że w konstrukcji ustrojowej III RP tkwi zasadniczy błąd, który oczyszczenie tej wody uniemożliwia. Nad grobem Michała Falzmanna powstał Ruch Obywatelski, który wskazuje, jak tego oczyszczenia trzeba dokonać: konieczna jest reforma systemu wyborczego do Sejmu i wprowadzenie na wzór brytyjski jednomandatowych okręgów wyborczych. I to jest nasze zobowiązanie wobec tego niezwykłego człowieka, który 20 lat temu poległ w służbie publicznej.

19.07.2011 http://www.prawica.net/opinie/26556

 

Michał Tadeusz Falzmann (1953-1991), inspektor Najwyższej Izby Kontroli, wykrył nieprawidłowości w Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego i doprowadził do ich ujawnienia. Wynikiem była tzw. afera FOZZ.

Pracował w Agrotechnice, z której zwolnił się, nie przyjmując wynagrodzenia.

Przez pewien okres był dyrektorem Polonu, zakładu produkującego urządzenia do pomiaru radioaktywności. Pracował także w Urzędzie Skarbowym, zaś przez ostatnie 3 miesiące życia jako inspektor w Najwyższej Izbie Kontroli. Falzmann próbował przekazać władzom, działaczom politycznym i opinii publicznej informacje o defraudacji zasobów finansowych Polski. We wtorek, 16 lipca 1991, skierował do Dyrektora Oddziału Okręgowego NBP w Warszawie następujące pismo:

Działając na podstawie upoważnienia nr 01321 z dnia 27 maja 1991 Najwyższej Izby Kontroli do przeprowadzenia kontroli w Narodowym Banku Polskim, proszę o udostępnienie informacji, objętych tajemnicą bankową, o obrotach i stanach środków pieniężnych (gotówkowych i bezgotówkowych) Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, Warszawa, ul. Miła 2.

Tego samego dnia Anatol Lawina, dyrektor Zespołu Analiz Systemowych NIK, przedstawił mu polecenie Prezesa NIK, prof. Waleriana Pańki, o odsunięciu go od wszelkich czynności kontrolnych prowadzonych przez zespół, w którym dotychczas pracował. Dwa dni później, 18 lipca 1991, Falzmann zmarł. Jako przyczynę zgonu uznano zawał serca.

W kilka miesięcy po śmierci Michała Falzmanna – w przeddzień zapowiedzianego ogłoszenia wyników swojej pracy – zginął w wypadku samochodowym Walerian Pańko, przełożony Falzmanna, a wraz z nim Janusz Zaporowski, ówczesny dyrektor Biura Informacyjnego Kancelarii Sejmu. Wypadek przeżyła żona Pańki oraz kierowca urzędowej Lancii. W przeciągu kilku miesięcy od wypadku zmarł zarówno kierowca, jak i policjanci, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce wypadku. W domu prezesa NIK nie znaleziono żadnych dokumentów związanych z FOZZ.

Wg niektórych komentatorów i dziennikarzy, śmierć Falzmanna i innych osób, jak i fakt, że w aferę FOZZ były zamieszane służby specjalne WSI, świadczą o możliwości ich zabójstwa.

W 2009 został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

[Wikipedia]

DALEJ

strona [2]  „Oszołom” [Afera FOZZ] –  film dokumentalny Jerzego Zalewskiego i artykuł „Warchoły to my?”
strona [3] Kulisy FOZZ, fragment książki Sławomira Cenckiewicza pt. Długie ramię Moskwy 
strona [4] Ryszard Legutko, Wspomnienie o Michale Falzmannie w 20. rocznicę śmierci

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, III RP, Lata PRL, Po 1980, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Afera FOZZ. Jak to było?

  1. emka pisze:

    Sąd Apelacyjny w Warszawie zgodził się na przedterminowe, warunkowe zwolnienie z zakładu karnego Grzegorza Żemka, głównego oskarżonego w aferze FOZZ.
    Były dyrektor Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, „bohater” największej afery III RP, był skazany na 12 lat więzienia. Prawo do warunkowego przedterminowego zwolnienia nabył w 2008 r.; koniec jego kary upływał w lipcu 2014 r.
    Więcej >http://www.stefczyk.info/wiadomosci/polska/zemek-wypuszczony-z-wiezienia,6978800209

  2. Majka S. pisze:

    Być może za murami więzienia czeka na Żemka sowita nagroda od jego mocodawców…lub seryjny samobójca.

  3. emka pisze:

    22 rocznica śmierci Michała Falzmanna.

  4. emka pisze:

    Śmierć za prawdę
    Profesor Walerian Pańko był prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Nie tylko jego śmierć budzi do dziś poważne wątpliwości, ale także to, co się po tej śmierci działo.

    Ukończył prawo na Uniwersytecie Wrocławskim i pracował tam naukowo, potem na Uniwersytecie Śląskim. Był doradcą NSZZ „S”. W stanie wojennym internowany. W 1989 r. wszedł do Sejmu kontraktowego z listy OKP. 23 V 1991 r. mianowany na prezesa NIK.

    7 października 1991 r. zginął w wypadku samochodowym na trasie Warszawa – Katowice. Mimo iż świadkowie mówili o wybuchu poprzedzającym kolizję, winą za wypadek obarczono kierowcę rządowej lancii (ekspert tego nie potwierdził), który się uratował. Sąd skazał go na 3 lata więzienia w zawieszeniu. Wkrótce zmarł…

    Profesor zginął w okresie prac nad reorganizacją NIK. Zajmował się aferami: rublową, alkoholową, FOZZ i „prywatyzacją”. „Wypadek” zdarzył się po przesłaniu raportu o aferach gospodarczych w Polsce, cztery dni przed wystąpieniem profesora w Sejmie. Miał złożyć informację o FOZZ! Dzisiaj wiadomo, że FOZZ zajmowały się postsowieckie, wojskowe służby specjalne.

    Był wierny najwyższym wartościom. Kiedyś powiedział: „Pozostaje jeszcze sprawa miłości do Ojczyzny. Jakże rzadko mówimy o niej i do niej się przyznajemy. Jakże rzadko odwołujemy się do niej, do woli i energii społecznej, która z patriotyzmu wypływa. Wolimy wierzyć w mechanizmy systemu politycznego i gospodarczego. W ’prawa demokracji i rynku’. To ważne. Ale jest jeszcze człowiek, który w te ’prawa’ musi uwierzyć. Jakieś uczucie musi go do tego popchnąć. Zasady prawa bankowego i handlowego, tworzenie spółek z kapitałem, zasady ’wejścia’ do Europy itp. To ważne. Ale gdyby tak więcej uczucia”… Profesor Pańko –niepoprawny idealista – nie nadawał się na szefa NIK w okresie „transformacji”… Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie.

    Piotr Szubarczyk

    http://www.naszdziennik.pl/wp/56033,smierc-za-prawde.html

  5. Kornel Morawiecki ? pisze:

    …W relacji Jerzego Przystawy 15 lipca 1991 roku, Michał Falzmann przekazał do Narodowego Banku Polskiego wniosek o udostępnienie informacji o transakcjach realizowanych przez FOZZ. Tego samego dnia Anatol Lawina miał przekazać Michałowi Falzmannowi pisemne „potwierdzenie ustnego polecenia odsunięcia (…) od wszelkich czynności kontrolnych prowadzonych przez Zespół Analiz Systemowych”. Tego samego dnia, po powrocie do domu Michał Falzmann poczuł się źle i został odwieziony na pogotowie przez Kornela Morawieckiego. Tego samego dnia zmarł.
    (http://pressmix.eu/2013/11/06/afera-fozz-jej-glowni-aktorzy-a-czasy-obecne/)

  6. emka pisze:

    Nigdy nie skazano osób odpowiedzialnych za nadzór nad Fozz’em

    W Dzisiejsza odsłona programu red. Doroty Kani „Gry tajnych służb” dotyczyła układu zamkniętego, jakim był Fozz. Jaka jest geneza powstania funduszu? Kto brał w nim udział? Jak doszło do śmierci osób, które zajmowały się aferą?

    Afera w funduszu obsługi zadłużenia zagranicznego, to marka afer polskiej transformacji ustrojowej lat 80′ i początku lat 90′ ubiegłego wieku. W pełni zorganizowana i przeprowadzona, przez komunistyczną bezpiekę, głównie wywiad wojskowy, a następnie nadzorowana i zabezpieczana przez nowo powstałe służby, jakimi były Wojskowe Służby Informacyjne.

    – Funduszu obsługi zadłużenia zagranicznego, został powołany teoretycznie w celu wykupu polskiego długu na rynku wtórnym. Operacja miała polegać na tym, że przedsiębiorstwa państwowe, które uzyskują przychody w dewizach w eksportu, część tych przychodów przelewają na FOZZ. Następnie, kierownictwo FOZZ, poprzez podstawione firmy na zachodzie wykupują polski dług na rynku wtórnym. Decyzja była taka, ponieważ PRL, był niewypłacalny, więc dolar polskiego długu, można było kupić na rynku wtórnym, za 20- 30 USD, czyli jeżeli ówczesne państwo, wykupiło by dług Polski, to zarobiło by na tym 2/3. jeżeli ok. 20 mld byliśmy winni, to mogliśmy ten dług wykupić i de facto go spłacić za 1/3 tej sumy. Z tym, że należy odróżnić teorię od praktyki– mówił Dr Jerzy Targalski.

    Według aktu oskarżenie, skarb państwa stracił łącznie z powodu afery FOZZ 334 mln nowych złotych. W rzeczywistości sumy te były jeszcze większe, bo FOZZ, był tylko jednym z elementów rabunku zasobów Polski na wielką skalę.

    – To wielomilionowe idące w setki mln, proceder wyprowadzania poza struktury państwa Polskiego, poza granicę środków finansowych, w których te służby w różnoraki sposób, poprzez podstawione, założone spółki oraz biznesy, korzystały i prawdopodobnie korzystają do dnia dzisiejszego–zaznaczył Piotr Woyciechowski

    – W praktyce FOZZ, oczywiście nie służył żadnemu wykupywaniu długu zagranicznego, jeśli wykupiono, to drobna sumę, natomiast przede wszystkim posłużył do finansowania nomenklaturowego kapitalizmu, przy czym ogromne ilości pieniędzy roztrwoniono, dlatego, że przekazywano te pieniądze rozmaitym podejrzanym spółkom powiązanym z wywiadem wojskowym, zarządem II sztabu generalnego, które nie wywiązały się ze swoich zobowiązań. Ponadto FOZZ udzielał pożyczek, i to pożyczek bezzwrotnych osobom związanym z służbami komunistycznymi. Także pieniądze z tych odpisów zostały zdefraudowane, ocenia się, ze w ten sposób Polska straciła ok. 10 mld dolarów ówczesnych tzn w roku 89′ a to nie jest ten sam dolar co teraz– dr Targalski.
    CAŁY TEKST:
    http://telewizjarepublika.pl/gadowski-nigdy-nie-skazano-osob-odpowiedzialnych-za-nadzor-nad-fozz39em,64989.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.