Ze Strzyżowa na Księżyc. Roverem

(z bloga Biszopa)

Biszopa wynalazła Demonica. Muszę powiedzieć, że niewielu ludzi jest w stanie zaimponować mi wiedzą. A jemu się udało. Ten dość młody na oko człowiek jest albo kopalnią wiedzy, albo geniuszem reaserchu. I znakomicie pisze!

(Wystarczy tych komplementów, bo i tak już zębami zgrzytam…)

Ze Strzyżowa na Księżyc. Roverem

Źródło

Mieczysław Bekker urodził się w Strzyżowie koło Hrubieszowa na Lubelszczyźnie w maju 1905 roku. Jego dzieciństwo i lata szkolne są jednak ściśle związane z Wielkopolską i Koninem, gdzie jego ojciec pracował w cukrowni „Gosławice”. Tam też ukończył gimnazjum z doskonałymi wynikami mimo, że jak sam później opowiadał, za bardzo się do nauki nie przykładał – sama mu jakoś wchodziła do głowy. Świetny był zwłaszcza z matematyki. Często dla zabawy rozwiązywał najtrudniejsze zadania, a za tablicę służyła mu drewniana brama na podwórku. Po maturze wyjechał do Warszawy, gdzie rozpoczął studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki. Podczas studiów odbył wakacyjny staż w fabryce Renault pod Paryżem.
Wybitnie uzdolnionym studentem zainteresowało się wojsko (trzeba w tym miejscu wspomnieć, że przedwojenna polska armia używała czołgów właśnie marki Renault). Po odbyciu służby wojskowej w latach 1929-1931 Mieczysław Bekker rozpoczął pracę w Wojskowym Instytucie Badań Inżynierii, a po jego reorganizacji – w Dowództwie Wojsk Pancernych. Tam, mając do dyspozycji wojskowe środki rozwijał prace nad teorią poruszania się pojazdów poza drogą, na terenach piaszczystych i grząskich.
Wybuch wojny przerwał te badania. Mieczysław Bekker walczył na froncie podczas kampanii wrześniowej, a następnie przedostał się do Rumunii. Po półrocznym internowaniu udało mu się wyjechać do Francji, gdzie dostał pracę w Wydziale Czołgów Ministerstwa Uzbrojenia w Paryżu. Długo tam jednak nie popracował. Władze Kanady złożyły mu ofertę pracy w ottawskim Biurze Badań Broni Pancernej, którą przyjął. Trzy lata później, by mieć dostęp do wojskowych laboratoriów wstąpił do armii kanadyjskiej, gdzie dosłużył się stopnia podpułkownika.
W 1955 roku koncern General Motors zaproponował mu posadę dyrektora Instytutu Badań w Santa Barbara. Pracę w Kalifornii polski inżynier łączył z wykładami na Wydziale Mechaniki Uniwersytetu Michigan, gdzie wkrótce został profesorem. Jego specjalizacją była teoria współpracy koła lub gąsienicy z grząskim podłożem. Po latach ta teoria stała się fundamentem nowej dziedziny wiedzy – terramechaniki.
Na początku lat 60-tych NASA ogłosiła konkurs na budowę Lunar Roving Vehicle – lekkiego pojazdu, który ułatwiłby astronautom poruszanie się po powierzchni Srebrnego Globu. Konkurs wygrał projekt opracowany wspólnie przez koncerny Boeing i General Motors. Autorem całości rozwiązań technicznych i głównym inżynierem projektu był polski naukowiec.

Najwięcej problemów nastręczało skonstruowanie odpowiednich kół, które nie grzęzłyby w księżycowym pyle. Opony pneumatyczne nie wchodziły w rachubę – żadna guma nie wytrzymałaby temperatur panujących na powierzchni, wahających się od +110 do -80 stopni Celsjusza. Należało skonstruować coś całkowicie nowego.

Żona Mieczysława Bekkera wspominała później, że w tym czasie zaczęły jej z kuchni ginąć sitka różnej gęstości. Ze zdumieniem odkryła, że jej mąż używa ich do przesiewania piasku…

W końcu powstały koła wykonane ze splecionych strun fortepianowych, do których przyczepiono tytanowe płytki. Każde z kół było napędzane osobnym silnikiem elektrycznym, a baterie pozwalały na przebycie pojazdem dystansu około 100 km.

Księżycowy rover przeszedł swój chrzest bojowy podczas misji Apollo 15, która wystartowała 26 lipca 1971 roku. Astronauci Scott i Irvin przejechali nim prawie 30 kilometrów po Srebrnym Globie. Pojazd sprawował się znakomicie.

Identyczne rovery znalazły się więc na wyposażeniu kolejnych misji księżycowych – Apollo 16 i 17. Astronauci nie mogli się nachwalić ich zalet.
Eugene Cernan: „Dzięki LRV możliwa stała się eksploracja całej doliny Taurus-Littrow. Łazik dzielnie wspinał się na stoki, na które nigdy nie bylibyśmy w stanie wejść w naszych skafandrach. Dał nam olbrzymią przewagę w czasie, który mieliśmy do dyspozycji na Księżycu i pozwolił na zebranie próbek z miejsc, do których nigdy nie dotarlibyśmy na nogach.”
Harrison Schmitt: „Rover okazał się być niezawodnym, bezpiecznym i uniwersalnym pojazdem – dokładnie takim, jakiego oczekiwaliśmy. Bez niego nasza wiedza o powierzchni Księżyca i jego ewolucji byłaby mniejsza o około 70%.”
Koło łazika wykonane ze splecionych strun fortepianowych, wzmocnione tytanowymi nakładkami.

Księżycowy łazik był ukoronowaniem kariery polskiego uczonego. Inne jego prace wniosły ogromny wkład w projektowanie pojazdów terenowych przede wszystkim dla wojska.
Mieczysław Bekker zmarł w Santa Barbara w 1989 roku w wieku 84 lat.
Genialny polski konstruktor, doktor honoris causa uniwersytetów na całym świecie, człowiek, który wniósł olbrzymi wkład do badań księżycowych jest w Polsce niemal zupełnie zapomniany.
Skonstruowane przez niego pojazdy wykorzystane w misjach Apollo do dzisiaj znajdują się na powierzchni Księżyca.

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Lata PRL i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ze Strzyżowa na Księżyc. Roverem

  1. push-upek pisze:

    Dla mnie ten Pan to geniusz.Jestem z tego dumny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.