„Żelazny Feliks” – czekista

Feliks Dzierżyński twórca i szef pierwszych sowieckich organów bezpieczeństwa: CzeKa, GPU, OGPU,  symbol terroru w rewolucyjnej i porewolucyjnej Rosji, (Żelazny Feliks, Krwawy Feliks i Czerwony Kat), jeden z twórców państwa sowieckiego, urodził się 11 września 1877 roku w majątku w Oziembłowie (obecnie: Dzierżynowo), w Puszczy Nalibockiej, w Guberni Wileńskiej (obecnie: powiat stołpecki Obwodu Mińskiego), w zubożałej rodzinie ziemiańskiej.

Jego rewolucyjne usposobienie ujawniło się bardzo wcześnie. Już w szkole pochłonął go marksizm i w 1895 r. wstąpił do Litewskiej Partii Socjal – Demokratycznej. Sprzyjało to widocznie jego agresywnemu usposobieniu, bo z gimnazjum Feliks został wykluczony za obrazę nauczyciela. Nieco później zbliżył się z kryminalistami, udzielał się w podziemnych kółkach rewolucyjnych i prowadził działalność antypaństwową. W 1900 -. młody „bojownik o sprawiedliwość” był jednym ze współzałożycieli Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, rozpoczynając życie zawodowego rewolucjonisty. Partia ta nie walczyła bowiem o niepodległość Polski i Litwy, lecz współpracowała z rosyjskimi marksistami. Już po trzech latach Feliks „dorobił się” zesłania na Sybir. Żandarmeria proroczo informowała o nim wileńską prokuraturę:

Zarówno pod względem swych poglądów jak i zachowania się jest to osoba w przyszłości bardzo niebezpieczna, zdolna do wszelkich zbrodni.

Według świadectwa popleczników i bojówkarzy Feliksa, bezlitośnie zabijali oni wszystkich podejrzanych o kontakty z policją. Dzierżyńskiego aresztowano sześciokrotnie, jednak – nie wiedzieć czemu – nie sądzono, tylko zesłano w trybie administracyjnym. Za każdym razem brakowało dowodów popełnienia przez niego zbrodni. Świadków przestępstw jego kompani mordowali, sędziów i prokuratorów – zastraszali.

Według osobistych wspomnień Dzierżyńskiego, rewolucjonista wykupywał się łapówką. Skąd miał pieniądze i w ogóle – z czego żył? Sądząc z czynionych wydatków forsą dysponował nie lada. Dobrze się ubierał, podróżował po krajach Europy, mieszkał w najlepszych hotelach i uzdrowiskach Zakopanego, Radomia, Petersburga, Krakowa, wypoczywał w Niemczech, Włoszech, Francji. Na to wszystko potrzebne były pieniądze. Pokaźne sumy wydawano przecież na wyposażenie bojówkarzy, drukowanie gazet i ulotek, organizację zjazdów, na kaucje za zwolnienie terrorystów, łapówki dla urzędników i policjantów, podrabianie dokumentów i inne liczne potrzeby rewolucyjne. Co roku setki tysięcy rubli. A więc kto go finansował? Według jednej z wersji, pieniądze napływały z zagranicy i były przeznaczone na sianie zamętu w Rosji, według drugiej – „złotą żyłą” były tzw. ekspropriacje banków, czyli po prostu – rabunki.

10 listopada 1910 w  w Krakowie, poślubił Zofię Julię Muszkat, córkę żydowskiego działacza socjalistycznego Zygmunta Muszkata. 23 czerwca 1911 urodził im się jedyny syn – Jan (pracował w Oddziale Kadr Komitetu Centralnego Wszechrosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) KCWKP; towarzyszył Chruszczowowi, jako jeden z dwu tłumaczy, podczas jego wizyty w Warszawie w czasie kryzysu polsko-radzieckiego w X 1956 r).

Jego żona w latach 1939-43 pracowała w Komitecie Wykonawczym Międzynarodówki Komunistycznej, zajmując się sprawami polskimi, a po jej rozwiązaniu w KC WKP(b). W 1941 władze sowieckie mianowały ją kierownikiem polskojęzycznej rozgłośni propagandowej im. T. Kościuszki i swoim agentem w Centralnym Biurze Komunistów Polskich w ZSRR. W 1946 roku przeszła na emeryturę. Trzykrotnie odznaczona Orderem Lenina, a w 1955 r. polskim Orderem Sztandaru Pracy I kl.

Przebieg „służby bojownika o szczęście ludu” był imponujący. W ciągu całej swej kariery rewolucjonisty do 1917 r. Dzierżyński nigdy nie przebywał na wolności dłużej niż trzy lata z rzędu. Po raz pierwszy aresztowano go w 1897 r. Następnie w latach 1900, 1905, 1906, 1908 i 1912. W sumie 11 lat więzienia i katorgi. Nie podawał, co prawda, za jakie przestępstwa był karany. Skądinąd wiadomo, że 4 maja 1916 -. sąd w Moskwie skazał go na 16 lat katorgi. Za cara katorgą karano tylko zabójców.

Rewolucja lutowa zastała Dzierżyńskiego w moskiewskim kryminale Butyrki, a 1 marca 1917 r. został uwolniony. Opuścił więzienie ledwo żywy, gdyż współwięźniowie, przyłapawszy rewolucjonistę na donosicielstwie, zbili go do nieprzytomności. Do Polski nie wrócił. Przez jakiś czas mieszkał w Moskwie, następnie przeniósł się do Piotrogrodu. Postanawia dołączyć do bolszewików, mimo że nigdy przedtem bolszewikiem nie był. Na konferencji partyjnej w sierpniu 1917 r. wybrano go od razu na członka Komitetu Centralnego partii bolszewickiej i zorganizowano tajne spotkanie z ukrywającym się w Finlandii Leninem, ściganym przez władze za próbę zamachu stanu. Później Dzierżyński aktywnie uczestniczył w zagarnięciu władzy przez bolszewików i zdobył wielki autorytet w partii.

Komisarz ludowy Leonid Krasin pisał: „Lenin stał się zupełnie niepoczytalny i jeżeli ktokolwiek ma wpływ na niego to jest nim – towarzysz Feliks Dzierżyński, jeszcze większy fanatyk”.

Właśnie rewolucyjny fanatyzm uczynił z nich katów Rosji i narodów przez nią podbitych. Po bolszewickim przewrocie Lenin skierował „żelaznego Feliksa” do komisariatu spraw wewnętrznych, jako człowieka znającego się na kryminalnym półświatku i życiu więziennym. Przywódca bolszewików dostrzegł w nim „ascetyczną skromność” i talent organizacyjny. Nie martwił go najwyraźniej faktem, że jego kandydat był egzaltowanym histerykiem.

7 grudnia 1917 r. rząd bolszewicki tworzy Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną, w skrócie rosyjskim: WCzK, potocznie zwaną „czeką”.  Oficjalnie miała ona zwalczać „kontrrewolucję i sabotaż”. Była jedną z kluczowych instytucji nowego ustroju, a jej znaczenie stale rosło. Stopniowo podstawowym zadaniem tego organu, który nazywano „mieczem proletariatu”, stała się walka z przeciwnikami politycznymi.

Według świadectwa zastępcy Dzierżyńskiego, Martina Łacisa: „Feliks Edmundowicz sam wprosił się do pracy w CzK”. Bardzo szybko przejął wszystkie ważne sprawy, osobiście uczestniczył w rewizjach i aresztowaniach. Na początku 1918 r. wprowadza się do dużego gmachu na Łubiance, którego niewątpliwą zaletą było posiadanie obszernych piwnic i suteren. Tu zaczyna dobierać kadry „obrońców rewolucji”, zatrudniając m. in. również osobników o skłonnościach patologicznych oraz zwyczajnych kryminalistów.

W ogniu „walki klasowej” pojawił się też nowy typ osobowości, który od razu dostrzegł rosyjski filozof Nikołaj Bierdiajew. Mówił o powstaniu „nowego typu antropologicznego”, „nowego człowieka”. Uważał, że nastąpiła wręcz metamorfoza niektórych twarzy i pojawiły się zupełnie nowe, przedtem niespotykane, zgoła niepodobne do twarzy starej rosyjskiej inteligencji, która przygotowywała rewolucję. Powstał więc nowy typ, w którym nie było już miejsca na ludzkie uczucia, na dobroć. Ten „nowy typ antropologiczny” wyszedł z wojny i „był na tyle zmilitaryzowany, co i faszystowski”.

Kompletowanie kadr „czeki” formalnie uregulowano decyzją z lutego 1919 r. Nakazywała ona zatrudnianie w tych organach przede wszystkim „towarzyszy partyjnych”, bezpartyjnych zaś tylko w drodze wyjątku. Na ile ważnym narzędziem utrzymywania władzy przez bolszewików była CzK świadczy szybki rozrost liczebności jej szeregów. W kwietniu 1918 r. zatrudniała 1 tysiąc pracowników, w styczniu 1919 r. – już 37 tys., a wiosną 1921 r. – 233 tysiące! Już w lutym 1917 r. Dzierżyński informował, że ze względu na narastanie „antysowieckich spisków” należy natychmiast powoływać terenowe organy CzK, przeprowadzać aresztowania „kontrrewolucjonistów” i rozstrzeliwać ich na miejscu.

W 1918 r. gęsta sieć organów „czeki” pokryła Rosję. Następnie doszły trybunały rewolucyjne, wydziały specjalne, sztaby nadzwyczajne, oddziały karne. Na bieżąco uzupełniano ich kadry w ewidentnych sadystów. Z ich pomocą Dzierżyński zamienił „sowdepię” w loch czerwonej bezpieki. Ideologię terroru propagowano w pismach tego resortu, takich jak „Dziennik WCzK” oraz o takich wymownych tytułach jak „Czerwony Miecz” i „Czerwony Terror”. Sam szef mawiał:

„Czeka jest powołana do obrony rewolucji i pokonania wroga nawet wtedy, gdy jej miecz spada na głowy niewinnych”.

Rewolucja komunistyczna otrzymała solidną bazę teoretyczną i praktyczną. W jej obronie Feliks Edmundowicz stanął z bezgranicznym poświęceniem. Z jakim impetem to robił świadczą następujące fakty. W 1918 r. na jednym z posiedzeń Rady Komisarzy Ludowych, na którym omawiano kwestię zaopatrzenia, Lenin przekazał Dzierżyńskiemu notatkę z pytaniem: „Ilu jest u nas w więzieniach niepoprawnych kontrrewolucjonistów”?. Kierownik „czeki” dopisał na świstku: „Około 1500”. Dokładna liczba aresztowanych nie była mu znana, gdyż wówczas wsadzano „jak leci”, nie wdając się specjalnie w szczegóły. Lenin zaznaczył liczbę krzyżykiem i przekazał zapisek z powrotem. Feliks Edmundowicz wyszedł. Tej samej nocy „około 1500” kontrrewolucjonistów rozstrzelano. Później sekretarka Lenina, Fotijewa tłumaczyła: „Zaszło nieporozumienie. Włodzimierz Iljicz wcale nie chciał rozstrzelania. Dzierżyński go nie zrozumiał. Nasz przywódca zazwyczaj stawia na notatce krzyżyk na znak tego, że przeczytał ją i wziął pod uwagę”.

Rano wszyscy udawali, że nic nadzwyczajnego się nie stało, życie toczyło się zwykłym trybem.

W tym samym roku jakiś marynarz-czekista wszedł do gabinetu Dzierżyńskiego w stanie nietrzeźwym. Kierownik resortu zwrócił mu uwagę na co tamten ostro zripostował. Dzierżyński chwycił za broń i zastrzelił marynarza na miejscu. Na posiedzeniu WCzK w związku z tym wypadkiem uchwalono jedynie, że decyzje dotyczące rozstrzeliwań nie mogą być podejmowane personalnie. Z tekstu tego postanowienia wynikało, że wcześniej Dzierżyńskiemu zdarzało się rozstrzeliwać osobiście.

Rozpętany przez Lenina i Dzierżyńskiego masowy terror został zorganizowany na wzór linii taśmociągu. W sierpniu 1918 r. Lenin pouczał bolszewików Niżnego Nowgorodu i Penzy:

„Trzeba skupić maksimum wysiłków, znaleźć kilku prowodyrów […], wprowadzić natychmiast terror masowy […]. Ani chwili zwłoki! Należy działać na całego: masowe rewizje. Rozstrzelanie za przechowywanie broni. Masowa wywózka mieńszewików i niepewnych […]. Trzeba użyć bezlitosnego masowego terroru. Podejrzanych zamknąć w obozie koncentracyjnym poza miastem. Uruchomić wyprawę karną. Proszę telegraficznie informować o wykonaniu. […] Rozstrzeliwać spiskowców i wahających się, nikogo się nie pytać i nie dopuszczać do idiotycznej zwłoki”.

Wówczas, w 1918 roku, obozy koncentracyjne nie były zbyt liczne, powstawały z inicjatywy lokalnych organów CzK lub dowództwa wojskowego. Na szeroką skalę budownictwo łagrów rozpoczęto dopiero wiosną 1919 r. z inicjatywy Dzierżyńskiego. Zatwierdzono strukturę systemu łagrów i szczegółowo opracowano warunki pracy przymusowej. Od momentu powstania i przez wszystkie okresy istnienia sowieckich obozów koncentracyjnych więźniowie musieli pracować fizycznie, zarówno na terenie obozu jak i poza nim. Łagry pracy przymusowej stworzono we wszystkich miastach gubernialnych. Pod koniec 1920 r. w Rosji sowieckiej były już 84 obozy koncentracyjne, w których trzymano około 50 tys. więźniów. W 1923 r. liczba łagrów wzrosła do 315, a więźniów w nich – do 70 tys. Z roku na rok te liczby rosły, aby w rekordowym 1950 roku osiągnąć poziom 2,6 miliona osób uwięzionych w tym samym czasie.

Na mocy decyzji Rady Komisarzy Ludowych, od września 1918 r. ?czerwony terror? stał się praktyką legalną. Zaprzestano nawet prób udowadniania winy. Wspomniany już Łacis tłumaczył zasady postępowania ?obrońców ludu pracującego? w sposób następujący:

„Nie trzeba szukać dowodów rzeczowych na to, że oskarżony występował czynnie lub słowem przeciwko władzy sowieckiej. Pierwsze pytania, jakie należy mu postawić: do jakiej klasy należy? jakie jest jego pochodzenie, wykształcenie, zawód? Te pytania powinny przesądzić o losie oskarżonego. Na tym polega istota czerwonego terroru”.

Większość aresztowań sankcjonował osobiście Dzierżyński, jego podpisy widnieją pod wyrokami, jego ręką napisane są tajne instrukcję dotyczące totalnego werbowania agentów wśród ludności. Tajne donosicielstwo uważał za główny kierunek pracy czekistów i wymagał maksymalnego rozszerzania sieci informatorów. Niedawno ujawniono tajne zalecenia Dzierżyńskiego z 1920 r. skierowane do bolszewika I. Ksienofontowa, w których proponuje wprowadzenie kobiet-agentek do środowisk katolickich, aby podczas spowiedzi mogły wybadać księży i uzyskać potrzebne organom informacje.

W czerwcu 1919 r. władze sowieckie opublikowały kolejny dekret, w przygotowaniu którego Dzierżyński aktywnie uczestniczył. Wymieniano w nim przestępstwa, które wyłączono z spod jurysdykcji sądów powszechnych i przekazywano CzK – była ona uprawniona do „bezpośredniej rozprawy z rozstrzelaniem włącznie”. Do tych przestępstw zaliczono m.in. przynależność do organizacji kontrrewolucyjnej i udział w spisku przeciwko władzy sowieckiej. Następnego dnia Dzierżyński rozesłał do wszystkich gubernialnych oddziałów „czeki” następujący rozkaz:

„Z wejściem w życie niniejszego dekretu na CzK nałożono trudniejsze niż kiedykolwiek zadanie – oczyszczenie republiki sowieckiej ze wszystkich wrogów robotniczo – chłopskiej Rosji. Wszyscy jawni i ukryci wrogowie Rosji sowieckiej mają być w ewidencji w CzK i w razie najmniejszego usiłowania szkodzenia rewolucji powinni zostać ukarani twardą ręką…”.

Ale karano nie tylko tych, którzy podejmowali „najmniejsze usiłowanie”, lecz także ludzi zupełnie niewinnych. I to masowo. Praktyka brania zakładników po raz pierwszy w dwudziestowiecznej Europie została wprowadzona właśnie przez bolszewików. Później praktykę tę zapożyczyli i szeroko stosowali Niemcy w czasie drugiej wojny. Kiedy we wrześniu 1919 r. rozpoczęła się ofensywa generała Denikina, przestraszeni Sowieci opracowywali plan przeniesienia swego rządu z Moskwy. Wówczas Dzierżyński rozkazał podzielić na kategorie 12 tysięcy wziętych wcześniej zakładników, żeby wiedzieć, kogo zabić w pierwszej kolejności, aby nie doczekał wyzwolenia.

Metody terroru czekistowskiego przerażają brutalnością, rozmachem oraz nieludzkim mechanizmem upokorzenia i katowania. Przytoczymy tylko kilka epizodów, o których wspomina w swojej książce „Czerwony terror w Rosji” oficer – emigrant S. P. Milgunow. Oto opis kijowskiej gubernialnej „czeki” z sierpnia 1919 r., od razu po chwilowym wyzwoleniu miasta przez wojska Denikina:

„Cała cementowa podłoga garażu […] była zalana już nie ciekłą, lecz zakrzepłą w upale warstwą krwi kilkucalowej grubości, zmieszaną w potworną masę z mózgiem, kośćmi czaszki, pasmami włosów i innymi ludzkimi szczątkami. Wszystkie ściany były zbryzgane krwią, na nich, obok tysięcy dziur od pocisków, przylepiły się cząstki mózgu i kawałki skóry głowy. Ze środka garażu do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie był podziemny ściek, prowadziło wyżłobienie na ćwierć metra szerokie i głębokie oraz na 10 metrów długie. Ten rowek na całą swą długość był wypełniony krwią… Obok tego potwornego miejsca w ogrodzie tegoż domu leżało 127 trupów ostatniej jatki, w pośpiechu i powierzchownie przysypanych… Tu rzucało się w oczy, że wszystkie trupy mają roztrzaskane czaszki, niektóre miały nawet zupełnie rozpłaszczone głowy. Najprawdopodobniej zamordowano ich drogą zmiażdzenia głowy jakimś walcem, ale głów nie ucinano, lecz… odrywano…[…]. W powiatowej „czece” to samo, takaż pokryta krwią z kośćmi i mózgiem podłoga. W tym pomieszczeniu szczególnie rzucała się w oczy kłoda, na którą kładziono głowę ofiary i roztrzaskiwano ją łomem. Obok kłody znajdował się dół w kształcie otworu, do którego spadał mózg z rozmiażdżonych czaszek”.

Jak zaznacza autor, kijowska „czeka” wcale nie stanowiła wyjątku. Były to powszechnie wówczas stosowane przez czekistów praktyki, zależne jedynie od „wynalazczości” i „fantazji” katów. W charkowskiej „czece” praktykowano skalpowanie i zdejmowanie „rękawiczek” z dłoni, w Woroneżu katowanych wsadzano nago do beczki, naszpikowanej gwoździami i toczono. W Carycynie i Kamyszynie – piłowano kości. W Połtawie i Kremenczugu wszystkich księży wbijano na pal. W Odessie oficerów przywiązywano do desek i powoli wsuwano do paleniska parowozowego, rozrywano na dwie części kołami wciągarki albo zanurzano kolejno w kotle z wrzątkiem i w morzu, a następnie wrzucano do paleniska. W Sewastopolu używano tortury zwanej „gorącą piwnicą”. Do celi bez okien, o szerokości trzech metrów i długości metra, wtłaczano 18 osób. Tłok był taki, że niektórzy nie dotykali nogami podłogi, uwieszając się na ramionach współwięźniów.

„Naturalnie powietrze w celi jest takie, że lampa natychmiast gaśnie, zapałki się nie palą. W tej celi trzymano przez 2-3 doby, nie tylko bez jedzenia, ale i bez wody, nie wypuszczając ani na chwilę, nawet do toalety. Ustalono, że do „gorącej piwnicy” razem z mężczyznami wsadzano kobiety…?.

Inna tortura, którą z piekielną ironią nazywano „mierzeniem czaszki”, polegała na tym, że głowę katowanego obwiązywano sznurkiem i przewlekając gwóźdź lub ołówek nakręcano, zwężając obwód sznurka. Stopniowym kręceniem czaszkę ściskali do takiego stopnia, że skóra głowy razem z włosami oddzielała się od niej.

Jakie były przyczyny tego okrucieństwa? Fala rewolucji wyniosła na powierzchnię życia społecznego niezauważane wcześniej niższe warstwy ludności, często półpiśmienne, ogarnięte żądzą „zemsty społecznej”. Nierzadko „czekistowskie” szeregi uzupełniano wczorajszymi nieudacznikami, frustratami, lumpami, a nieraz kryminalistami. Niezwykłe okrucieństwo może również tłumaczyć brakiem jakichkolwiek ograniczeń ze strony władzy popierającej terror masowy. Bolszewicy rozumieli zresztą sprawiedliwość w bardzo swoisty sposób, w kategoriach zrelatywizowanej moralności.

Rozpętany pod bezpośrednim kierownictwem Dzierżyńskiego w latach 1918 – 1920 masowy terror ogarniał kraj. Pisarz rosyjski Iwan Bunin notował w swoim dzienniku z tamtych lat:

„Postanowili powyrzynać wszystkich co do jednego, wszystkich od lat siedmiu wzwyż, żeby później żadna dusza nie pamiętała naszego czasu”.

Do więzień trafiali księża i mnisi, adwokaci i nauczyciele, ziemianie i inteligenci, chłopi i robotnicy. Terror szalał w stolicy i na prowincji, zamieniając się w masową rzeź tam, gdzie napotykał chociażby najmniejszy sprzeciw. Skali represji, np. w 1918 r., nie pokazuje ówczesna oficjalna statystyka opublikowana przez CzK. Zgodnie z nią, stłumiono wówczas 245 powstań i rozstrzelano (tylko?) 6300 osób. Przesadna skromność! Według obliczeń historyków w rzeczywistości zamordowano w tym roku ponad milion! Przeraża rozmach represji i nieludzki stosunek do człowieka i jego życia. Nikt nie miał żadnych szans na litość, nawet przy braku jakiejkolwiek wymiernej winy. W zemście za zabójstwo 30 sierpnia 1918 r. przewodniczącego piotrogrodzkiej „czeki” Mojżesza Urickiego Dzierżyński rozkazał rozstrzelać 1000 zakładników, a po zamachu na Lenina daje zgodę na masową rzeź w Moskwie.

W grudniu 1920 r. Lenin zlecił Dzierżyńskiemu opracowanie planu neutralizacji zagranicznych ośrodków antybolszewickich. Ten natychmiast przedstawił plan działań, w którym zaproponował wzięcie jak największej liczby zakładników spośród członków rodzin znanych działaczy emigracji rosyjskiej. W 1921 r., podczas omawiania kwestii obowiązkowych dostaw drewna dla państwa, Dzierżyński zaproponował obarczyć odpowiedzialnością za te dostawy leśniczych:

„Jeżeli chłopi nie dostarczą swojej normy drewna, rozstrzelamy leśniczych, którzy za nich odpowiadają. Kiedy kilkudziesięciu się rozstrzela, pozostali uczciwie wykonają swą pracę”.

Czy te decyzje wynikały jedynie z „zapału rewolucyjnego”, czy też istniały jakieś inne bodźce w mrocznej duszy siepacza? Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Istnieją jednak pewne poszlaki wskazujące również na inne motywacje. Prócz dość wątpliwej równowagi psychicznej, nadwerężonej ciężkimi przejściami katorżniczej młodości, mogła to być- zwykła niechęć do Rosjan, wyniesiona z dzieciństwa. Jak wynika z listów, o których wspominał m.in. Ferdynand Antoni Ossendowski, „Dzierżyński z wielką radością tępił Moskali”, uznając ich za wrogów.

„Krwawy Feliks” zmarł 20 lipca 1926 r., podobno na zawał, poświęcając wszystkie swoje siły „umiłowanemu dziecięciu” – WCzK – GPU. Ten jego twór, przekształcony później w NKWD – MGB, pogrążył kraj w morzu krwi i okazał się zadziwiająco żywotny, przeobrażając się następnie w KGB ZSRR, który przez kilkadziesiąt lat napełniał lękiem społeczeństwo sowieckie i mimo mniejszej krwiożerczości w porównaniu do swych poprzedników, wcale nie był mniej okrutny i bezlitosny.

W wielu miejscowościach na Białorusi stoją dziś pomniki Dzierżyńskiego, jego imię nadal noszą aleje i ulice białoruskich miast, starodawny Kojdanów pozostaje Dzierżyńskiem, a najwyższy punkt kraju nazywa się Góra Dzierżyńska. W Mińsku istnieje klub im. Dzierżyńskiego. W otwarciu muzeum Dzierżyńskiego w zrekonstruowanym dworku Dzierżyńskich (oryginalny został spalony przez Niemców w lipcu 1943 r.) uczestniczył sam prezydent Aleksander Łukaszenka. Nikt się nie wstydzi portretów kata, wiszących w gabinetach łukaszenkowskich urzędników. Nie wiedzą, czy też wiedzieć nie chcą? I czy w ogóle jest to kwestia uświadomienia, przeświadczenia, przekonania? A może zwykłe przyzwyczajenie, odruch, nawyk?

Zresztą możliwe jest jeszcze jedno wytłumaczenie. Być może, w ten sposób usiłuje się wypełniać lukę tradycji historycznej, zniszczonej przez komunizm. Sowietyzm, to wszystko, co pozostało osobnikom wydziedziczonym z przeszłości i uświęconych wiekami zwyczajów narodowych. Czy zdają sobie sprawę, że składanie hołdu zbrodniarzowi zamienia ich – hołdowników – w jego duchowych następców i wspólników? Takie rzeczy dawno już zrozumieli Niemcy – nie stawia się tam przecież pomników Himmlera i nie ma ulic jego imienia.

http://kresy24.pl/showArticles/article_id/75/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Czasy zaborów, Historia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „„Żelazny Feliks” – czekista

  1. yogi pisze:

    dzierżyński został zamordowany na sali obrad partii – ktos z ludzi stalina wbił mu nóż w serce

  2. schulz pisze:

    nie w serce, on tego organu nie posiadał

  3. Dewajtis pisze:

    A co jeszcze nie tak dawno było u nas?Ulice nosiły nazwy:Lenina,Marksa,Dzierżyśkiego,R.Luksemburg,Greczki i wielu innych „bohaterów”!!Ja tylko daję przykład z mojego miasta!Dzieki Bogu powrócono do poprzednich nazw!Komu chcieliśmy lub kogo chcieliśmy uwiecznić?Czyż nie mamy swoich narodowych bohaterów?

  4. coco pisze:

    rzekomo Feliks Dzierżyński zawarł związek małżeński z niejaką Zofią Muszkat dnia 10 listopada 1910 roku w kościele św. Mikołaja w Krakowie. Zofia Muszkat była córką Salomei, Stanisławy z domu Liebknid [Libkind] oraz Zygmunta Muszkata kupca żydowskiego. Zofia była w ciąży. I już nasuwają się wątpliwości. Jeszcze 100 lat później, żaden katolicki ksiądz nie udzieliłby sakramentu ślubu parze różnowyznaniowej. W księdze podaje się, że nie było zapowiedzi. Stawia to pod znakiem zapytania całą imprezę. Jakie rzekome mogły być powody, aby proboszcz w katedralnym mieście odważył się na takie odstępstwa od reguł?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.